Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

CSR

Czy instytucje finansowe powinny być aktywne w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu? Pytanie retoryczne, ale okazuje się, że odpowiedź wcale może być zaskakująca! Dowodzi tego raport Instytut Jagiellońskiego „Dobre partnerstwo – teoria a praktyka: jak instytucje finansowe budują współpracę na korzyść lokalnych społeczności”.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (po angielsku CSR – Corporate Social Responsibility) to dobrowolne działania organizacji uwzględniające interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy. Rośnie zainteresowanie tym rodzajem aktywności, by nie rzec, że jest obecnie na to moda. Po wstała nawet norma ISO 26000 pozwalająca na ocenę społecznej odpowiedzialności biznesu.

Również instytucje finansowe starają się przedstawić opinii publicznej jako organizacje aktywne w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu. Do tego sektora należy zaliczyć banki komercyjne, spółdzielcze, społeczne kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK) firmy pożyczkowe itd. Główne obszary aktywności to pomoc społeczna, edukacja, działania w zakresie lokalnego rozwoju i ekologii. Grupa adresatów są dzieci, młodzież, niepełnosprawni, chorzy oraz ofiary zdarzeń nadzwyczajnych. W 2011 roku PwC zajął się padaniem społecznej odpowiedzialności biznesu ograniczył się do największych podmiotów rynku finansowego, dzięki czemu ograniczył się praktycznie do banków komercyjnych.

Okazuje się, że banki komercyjne nie rozumieją terminu społecznej odpowiedzialności biznesu i traktują to jako worek, do którego można wrzucić praktycznie wszystko, byleby tylko go wypełnić, licząc, że wszyscy są durniami. Dlatego wśród działań prospołecznych wyliczają sponsoring sportu i kultury, wspieranie finansowe akcji charytatywnych (często nawet o podejrzanej proweniencji), pomoc społeczną, współpracę z wybranymi organizacjami społecznymi. Działania te można bardziej określać mianem marketingu społecznie zaangażowanego niż społeczną odpowiedzialnością biznesu. Terminy brzmią może podobnie, ale oznaczają zupełnie inne rzeczy. W pierwszym przypadku instytucja osiąga realne i wymierne korzyści z racji własnej aktywności, w drugim przypadku chodzi o działania świadomej działalności na rzecz społeczności i środowiska, z poszanowaniem ogólnie uznawanych wartości.

Z raportu Instytutu Jagiellońskiego można dowiedzieć, że podobnie jak w bankach komercyjnych tak samo wśród pozostałych uczestników rynku finansowego panuje hipokryzja odnośnie aktywności w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu. Może jestem niesprawiedliwy? Może to tylko brak kompetencji osób odpowiedzialnych w organizacjach za CSR? Dziwne są już przecież nawet uczelnie kształcące magistrów społecznej odpowiedzialności biznesu.

Na tej mapie działań na rzecz społeczności lokalnych ciekawą postawą charakteryzuje się Skok w Wołominie, który również ma bardzo liberalne podejście do definicji społecznej odpowiedzialności biznesu. Pod prezesurą Mariusza Gazdy, Kasa wspiera różnego typu wydarzenia i inicjatywy lokalne. Skok w Wołominie dystansuje się od świata polityki. Dba o zrównoważony rozwój kultury i sportu. W zeszłym roku zdecydowali się pomóc warszawskiemu Klubowi Sportowemu Polonia. Z pewnością była to trudna decyzja, ze względu na fakt, że na Mazowszu przeważają kibice Legii, więc z koniunkturalnego powodu Kasa powinna wesprzeć konkurencyjny klub. To działanie pokazuje jednak, że Skok z Wołomina, podejmuje niezależne decyzje i dba o harmonijny rozwój, którego z jedną z ech jest konkurencja. To ona jest motorem rozwoju.

INTERNET

Jeśli brać na serio zapowiedzi Ministra Finansów, to w 2011 roku mamy dostać się do elitarnego grona 20. najbogatszych państw świata. Złośliwcy przypominają propagandę ery towarzysza Gierka, kiedy to byliśmy oficjalnie „dziesiątą potęgą gospodarczą świata”. Urzędnicy biorą się do roboty, wliczając do PKB dochody z prostytucji i przestępczości. Widać z tego, że mocno wierzą w tezę, iż za pomocą odpowiednich statystyk i odpowiednich sondaży da się udowodnić każdą teorię. Warto, by na chwilę zapomnieli o kalendarzu wyborczym i spróbowali do ambitnego celu wytyczyć trudniejszą, dłuższą, ale realną drogę. Po prostu spełniając zapowiedzi – między innymi w zakresie dostępu do szerokopasmowego Internetu.

Narodowy Plan Szerokopasmowy zakłada, że do 2020 roku połowa polskich domów będzie miała dostęp do szybkich łączy. Czytelną inspiracją jest tu projekt francuski, nad którym patronat objął prezydent Hollande. Francja na budowę sieci FTTH (fiber to the home) chce wydać 20 mld dolarów. W rezultacie już w 2017 roku połowa francuskich gospodarstw domowych ma mieć dostęp do światłowodowych łączy. Plan ten – co warto podkreślić – zakłada, że trzecią część środków zainwestują francuscy operatorzy samodzielnie, kolejną jedną trzecią samorządy i operatorzy, a resztę samorządy i rząd. Kopiowanie obcych wzorów nie zawsze jest dobre, ale w tym przypadku należy za rządowe zamierzenia trzymać kciuki.

Jednak samo trzymanie kciuków to za mało. Obawiam się, że bez publiczno-prywatnego partnerstwa ten plan może się nie udać. Dlatego czekam, kiedy obietnice i wstępne deklaracje potężnych projektów w zakresie szerokopasmowego Internetu przybiorą konkretne kształty. Pod koniec ubiegłego roku Polskie Inwestycje Rozwojowe podpisały z największą bodaj firmą z branży, Hawe, porozumienie dotyczące budowy sieci FTTH na terenie całej Polski. Do 2019 roku, projekt miałby połączyć 870 tys. gospodarstw domowych siecią światłowodową FTTH. Przybliżona łączna wartość nakładów inwestycyjnych na projekt w okresie 6 lat to 560 mln złotych. Poziom zaangażowania finansowego Hawe wyniósłby około 130 mln złotych, natomiast PIR blisko 120 mln złotych. Projekt ten, co ważne, byłby pierwszą inwestycją rozsławionych przez ministra spraw wewnętrznych Polskich Inwestycji Rozwojowych, przeprowadzaną z inwestorem prywatnym.

Mam nadzieję, że za porozumieniem jak najszybciej pójdzie konkretna umowa. I to politykom obecnego, ostro ostrzeliwanego przez opozycję rządu powinno na tym najbardziej zależeć. Dlaczego? Ano dlatego, że FTTH to nieoceniona szansa na przyspieszenie rozwoju gospodarczego, rozwój mikroprzedsiębiorstw i małych firm, a także tworzenie nowych miejsc pracy. Szczególnie, że szansa ta dotyczy regionów, borykających się nieustannie z wysokim bezrobociem. Jeżeli chcemy być krajem, który rozwija się nie na papierze, nie w statystykach, to nie ma na co czekać. Szerokopasmowa Polska może być Polską sukcesu. I mogły by być zyski!

Podatki 2

Mało kto lubi płacić podatki. Jednak okazuje się, że są tacy, który czynią to ochoczo. Wygląda na to, że umieją to robić. Zaskakujące, ale prawdziwe. Jak to się dzieje?

Przedsiębiorstwa szczególnie nie lubią podatku dochodowego od osób prawnych czyli podatku od dochodów spółek, słynnego CIT (ang. Corporate Income Tax). Ta kontrybucja to rodzaj podatku bezpośredniego obciążającego dochody uzyskiwane przez osoby prawne. W tej niechęci nie ma nic dziwnego, albowiem wynosi on 19 procent. To dużo, więc awersję można zrozumieć.

Okazuje się jednak, że są takie przedsiębiorstwa, które godnie dzielą się z państwem swoimi zyskami. Ba! Istnieje nawet ranking liderów. Należą do nich KGHM Polska Miedź, Polski Koncern Naftowy Orlen, PGE Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Generalnie są to przedsiębiorstwa zajmujące się energią lub surowcami.

Panuje opinia, że najbardziej unikają płacenia podatku CIT przedsiębiorstwa zagraniczne działające w Polsce. Pogląd ten dotyczy w znaczącej mierze sieci handlowych z kapitałem francuskim i niemieckim. Okazuje się, że to także stereotyp, albo, że zdarzają się wyjątki. Przykładem jest Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, o portugalskim rodowodzie. Warto zauważyć, że w gronie zagranicznych korporacji, które swój kapitał ulokowały w Polsce, to lider o ugruntowanej pozycji. Deklasuje rywali pod względem zasilania budżetu polskiego państwa o głowę!

JMP w głównym rankingu liderów znalazło się na piątym miejscu. W tym kontekście określenie „boża krówka” nabiera dodatkowego znaczenia. Na szczycie tej listy są również inne zagraniczne podmioty: T Mobile Polska, ISD Huta Częstochowa, Rossmann, Orange Polska i Centrum Handlowe Arkadia w Warszawie. Chodzi o setki milionów daniny. Cóż okazuje się, że są przedsiębiorstwa, które nie boją się strat, potrafią tak prowadzić działalność, że mogą płacić podatki i utrzymywać przewagę konkurencyjną. To prawdziwy zysk.