Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

whisky

Nie będę ukrywał, że na Pierwszy w Polsce Festiwal Whisky zamierzałem udać się powozem konnym, ale ostatecznie wybrałem samolot. Cóż, było trochę szybciej. Dlaczego whisky? Okazuje się, że jeśli chodzi o zakup tego trunku, produkowanego w Szkocji, nasz kraj zajął, w zeszłym roku, dzięki zakupowi aż 26,7 mln butelek, 11 pozycję na świecie!

Nie licząc gastronomii, na whisky konsumenci wydali około 1 mld zł. Ponad 65 proc. sprzedaży przypada na bursztynowy trunek produkowany w Szkocji. W ciągu 10 lat sprzedaż whisky w Polsce wzrosła blisko dziesięciokrotnie. Szacuje się, że za trzy lata wartość detalicznego rynku może sięgnąć 1,5 mld zł. Nic dziwnego, że, przy takim zainteresowaniu, powstała idea imprezy poświęconej temu alkoholowi.

Festiwal został organizowany w Domu Whisky w Jastrzębiej Górze, przy dużym udziale Andrzeja Kubisia, właściciela lokalu i jednocześnie jednego z największych pasjonatów i kolekcjonerów whisky. Jest to szczególny przybytek, w którym zgromadzono 1700 rodzajów bursztynowego trunku z całego świata od Szkocji po Nową Zelandię. Jest tu też sporo pamiątek, akcesoriów i literatury poświęconej whisky.

Na Pierwszy Festiwal Whisky przybyli m. in. Rob Allason, globalny ambasador marki Grant’s; Colin Hampden-White – brytyjski dziennikarz, pasjonat i kolekcjoner whisky, Ian Millar – globalny ambasador Glenfiddich, John Quinn – globalny ambasador Tullamore Dew i Jarosław Urban autor „Vademecum whisky”. Bursztynowy trunek reprezentowały takie marki jak: Ardbeg, The Glenlivet, Glenfiddich, Glenmorangie, Tomatin, Edradour, Tullamore DEW, Grant’s, Jack Daniel’s, Jim Beam, Woodford Reserve, Bushmills, Johnnie Walker, Chivas Regal, Aberlour, Four Roses, Ballantine’s, Jameson, Talisker, Cardhu, Lagavulin, Singleton, Dewars, Bunnahabhain, Black Bottle, Antiquary.

Główną częścią Festiwalu Whisky były, co oczywiste, profesjonalne degustacje (zajęcia mające na celu przybliżenie historii, walorów organoleptycznych i nowych produktów z portfolio wystawców), masterclass (warsztaty z blendingu whisky, blind tasting, degustacje whisky CS) i prelekcje. W trakcie festiwalu odbył się też konkurs barmański: „Dom Whisky Cocktail Competition” – skierowany do barmanów z całej Polski. Zainteresowani mogli wziąć udział w pokazach i warsztatach tańca irlandzkiego oraz warsztaty gry na dudach. Było też sporo atrakcji muzycznych. Ponad to w trakcie imprezy odbyła się premiera „Encyklopedii Whisky” napisanej przez Jarosława Urbana.

Różni producenci przygotowali się do prezentacji swoich wyrobów w szczególny sposób. Na przykład Talisker zapraszał do degustacji w deszczu. Glenmorangie sugerował spożywanie whisky przy minigolfie. Jednak największą atrakcją Festiwalu była premiera 26-letniej szkockiej whisky single malt Glenfiddich Excellence. Alkohol charakteryzuje się pięknym i intensywnym aromatem, poprzez unikalną nutę wanilii oraz lekki posmak dębu i przypraw.

Ciekawe jak smak Glenfiddich zmienia się w zależności od wieku. I tak 12-letnia whisky tej marki ma posmak gruszkowy, 15-letnia – miodowo-rodzynkowy, 18-letnia jabłkowo-cynamonowy, a 21-letnia figowo-karmelowo-waniliowy. To trochę wyjaśnia smak 26-letniej „pannicy”. Będzie to z pewnością jeden z najbardziej pożądanych smaków whisky. Zainteresuje zarówno smakoszy jak i kolekcjonerów. Dla prawa podaży i popytu ustawiono poprzeczkę na wysokości 2.300 złotych za butelkę, dostępną tylko w wybranych miejscach sprzedaży.

Kiedy już mowa o Glenfidich to ciekawe połączenie tego alkoholu z konkretnymi potrawami proponuje autorska restauracja SztuCZka w Gdynii. I tak na aperitif proponuje 12-letnia whisky z sokiem jabłkowym i wodą gazowaną. Jako zupę sugerują chowder, por i mule, a do tego 18-letniego Glendfiddicha. Na danie główne proponują polika wołowego z piklami, selerem i chrzanem z 15-letnią whisky. To bardzo ciekawa przygoda kulinarna, a to oznacza zysk.

abra oczy
Każdego roku w Polsce miliony złotych państwowej pomocy trafia do tych, którzy jej nie potrzebują. Dobrą ilustracją tego zjawiska może być rządowe wsparcie dla rodziców na zakup podręczników.

Zbliżający się początek roku szkolnego tradycyjnie jest okazją do narzekania na koszty szkolnej wyprawki. Nic dziwnego, zakup podręczników i przyborów szkolnych, ubrań itd. jest poważnym obciążeniem domowych budżetów. Kieszenie rodziców drenuje także rewia szkolnej mody, a wiec kolorowe tornistry markowe ubrania. Do tego coraz częściej dochodzą laptopy, smartfony inne gadżety.
Najwięcej emocji co roku budzi kwestia cen podręczników. Gdyby zakup rozłożyć na cały rok ich miesięczny koszt wyniósłby mniej niż godzina korepetycji. Ale już jednorazowy zakup całego kompletu to spore obciążenie dla domowego budżetu. W krajach zachodnich już dawno wykształcił się model, w którym to państwo a nie rodzice płaci za podręczniki, które przygotowują profesjonalne wydawnictwa. W Polsce (gdzie od pewnego czasu realizowany jest „genialny” pomysł jednego, rządowego elementarza), zamiast sfinansować zakup podręczników wymyślono „Wyprawkę szkolną”. Od 2002 roku rząd każdego roku w ramach tego programu przeznacza pulę pieniędzy na zwrot podręcznikowych wydatków. Ministerstwo edukacji chwaliło się niedawno, że w tym roku na ten cel przeznaczone będzie ponad 150 mln złotych. Niemało – problem w tym, że każdego roku spory odsetek „Wyprawki” pozostaje nie niewykorzystany a pieniądze trafiają z powrotem do budżetu. Powód? Jeden z głównych to brak odpowiedniej promocji ze strony MEN. „Mimo że rządowy program dofinansowania zakupu podręczników jest realizowany od 2002 roku, blisko połowa ankietowanych nadal nie wie, komu przysługuje refundacja i jak się o nią ubiegać„– wynika z opublikowanych niedawno badań przeprowadzonych przez firmę Payback. Barierą, która sprawia, że duża część rządowego wsparcia nie trafia do potrzebujących jest również mechanizm programu – rodzice sami muszą kupić podręczniki a zwrot pieniędzy mogą otrzymać dopiero po przedstawieniu paragonu i stosu dokumentów potwierdzających dochody itd.

Kolejny przykład bezmyślnego szastania państwowymi pieniędzmi do rządowy podręcznik. Pomijając już kwestie wątpliwej i podważanej przez ekspertów jakości tych książek – to kolejny przykład próby rozwiązywania przez rząd problemów społecznych po omacku i bez zastanowienia. Tak zwane Ministerstwo Edukacji Narodowej chce uszczęśliwić wszystkich swoim elementarzem, chociaż w Polsce nie brakuje rodziców, którzy zamiast wciskanych na siłę, propagandowych gratisów od resortu, finansowanych z budżetu, woleliby np. niższe podatki.

Są jednak i pozytywne przykłady rozsądnie organizowanej pomocy. Caritas Polska od wielu lat organizuje akcję „Tornister Pełen Uśmiechów”, w ramach której zbiera fundusze na szkolne wyprawki i wraz z tornistrami przekazuje je swoim podopiecznym. Akcja polega ona ogólnopolskiej zbiórce SMS-ów, dzięki której kupowane są tornistry. W ciągu pięciu lat udało się rozdać ok. 67 tys. wyposażonych wyprawek szkolnych dla najuboższych dzieci w Polsce. Dzięki temu, że informacje na temat zapotrzebowania na podręczniki i pomoce szkolne skrupulatnie zbierane są przez każdą z parafii i diecezji, pomoc trafia do tych dzieci, które najbardziej jej potrzebują. Co ciekawe, akcję Caritas wspierają wydawcy podręczników przekazując co roku bezpłatnie kilkadziesiąt tysięcy podręczników – co ewidentnie przeczy ich wizerunkowi jako firm, które myślą tylko o tym, jak zarobić na rodzicach. Warto też podkreślić, że wydawcy nie odmówili współpracy i w tym roku, chociaż MEN ze swoim populistycznym elementarzem kręci stryczek dla całej branży.

A dla tych, którzy chcieliby pomóc podopiecznym Caritas informacja – akcję można wspomóc wysyłając SMS z hasłem TORNISTER na numer 72052 (2,46 zł) oraz przez wpłatę na konto Caritas z dopiskiem „Tornister Pełen Uśmiechów”. Przynajmniej tutaj mamy gwarancję , że te pieniądze nie będą zmarnowane. Jak się okazuje mogą być straty, mogą być zyski, jednak aby były zyski potrzebna jest głowa.

KOŃ 3

Czasami Państwo, a dokładnie Skarb Państwa robi coś dobrego. To tak rzadko spotykanie działanie, że trudno pominąć to milczeniem. Przykładem takiej aktywności jest Stadnina w Janowie Podlaskim, zajmująca się hodowlą koni arabskich na światowym poziomie.

Właśnie dziś rozpoczyna się po raz 36. Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi w Janowie Podlaskim. Jest to święto hodowli. Impreza cieszy się wielkim powodzeniem zarówno wśród profesjonalistów, hodowców jak i celebrytów. Dzieje się tak od lat, ponieważ świat dzieli się na tych co bywają na tym pokazie i całą resztę. To najlepsza okazja aby zobaczyć najpiękniejsze konie w kraju, a jest to widok warty wyprawy do Janowa Podlaskiego.

Najważniejszym wydarzeniem, w tym roku, jest uroczyste przekazanie daru – ogiera z rodu Kuhailana Afasa z królewskich stajni – przez Króla Bahrajnu. Będzie to mieć ogromny wpływ na rozwój hodowli koni arabskich w Stadninie Koni Janowie Podlaskim. Obecność ogiera, który nie jest blisko spokrewniony z innymi końmi jest bardzo ważna. Pozwoli to na odświeżenie genetyczne hodowli. Wartość tego prezentu będzie można doceniać przez wiele lat później w postaci potomstwa.

Konie arabskie w Stadninie w Janowie Podlaskim hoduje się nie tylko dla satysfakcji, ale również w celach komercyjnych. Podczas pokazu co roku odbywa się wielka aukcja Pride of Poland oraz Letnia Aukcja Koni Arabskich, na którą  zjeżdżają hodowcy i kupcy z całego świata. Ma ona już blisko półwieczną tradycję. Konie są sprzedawane za kwoty liczone w setkach tysięcy euro. Rekordowe ceny, jakie padały w ubiegłych latach, przekraczały niekiedy 1 mln euro.

Krajowa hodowla koni nie jest największa na świecie. Większe są stadniny  w Stanach Zjednoczonych. Jednak to właśnie okazy prezentowane na wielkiej aukcji budzą największe zainteresowanie najpoważniejszych kolekcjonerów. Konie arabskie są hodowane nie tylko w Janowie Podlaskim ale również w Michałowie oraz Białce. Wszystkie stadniny, należące do Agencji Nieruchomości Rolnych, znajdują się w ścisłej czołówce światowej hodowli. One wyznaczają trendy, kształtują rynek, stanowiąc barometr cen na świecie. Hodowle te przynoszą najwięcej splendoru i powodów do dumy, bo konie z Janowa Podlaskiego, Michałowa oraz Białki wygrywają najpoważniejsze pokazy na całym świecie. Ponadto dają też wymierne korzyści finansowe. Podobno losem stadnin interesuje się bezpośrednio Minister Rolnictwa Marek Sawicki, jeśli to prawda, to jest to pozytywne zainteresowanie.

 

JABŁKO

Jak wiadomo jabłka stanowiły nawet problem w raju. Mimo różnych doświadczeń przez szmat czasu, ciągle ten owoc staje się zarzewiem bólu głowy.

Pojawiła się sugestia, że niechęć do krajowych jabłek nagle zaczęli wykazywać ich dotychczasowi cudzoziemscy amatorzy. Ma to być odwet za inne, nieprzyjazne wobec nich, zachowania, które są spowodowane, ich samych, agresywnym działaniem. Ofiarą tego chaosu mają być jabłka. Dlatego powstał patriotyczny zryw, który nakazuje samodzielną, codzienna konsumpcję tych owoców. Ma to być przejaw odruchu solidarnej postawy z sadownikami, którzy stali się ofiarami światowych zawirowań.

Z dnia na dzień milion ton dorodnych owoców stał się bezpański. Aby adoptować osierocone jabłka trzeba zwiększyć konsumpcję dwukrotnie. Nie bardzo wiadomo co mają robić ci, który do tej pory spożywali już jabłka w dużych ilościach? Wiadomo natomiast, że kto nie lubi tych owoców, powinien z pobudek patriotycznych pić cydr. Jakoś nikt nie wspomniał o możliwości picia soku jabłkowego, choć to jest najszybszy i najzdrowszy sposób konsumpcji dużych ilości tych owoców. W ogóle zalecanie spożywanie tych owoców w postaci płynnej jest mało ważne, bo przecież w rzeczywistości nie chodzi o konsumpcję, a o zagwarantowanie odpowiedniego popytu, na zwiększoną podaż. Surowiec, przewidziany do przetworzenia w formie płynnej, sprzedawany jest dziesięciokrotnie poniżej kosztów produkcji. Nie ważne, akcja się już tak rozwija, że wszyscy manifestują jedzenie jabłek, choćby nawet nie tych co trzeba, a internet zalały śmieszne memy.

Jabłko symbolizuje całość, wieczność, ziemię, zdrowie, życie, gwiazdy, nieśmiertelność, początek, wiosnę, koniec, śmierć, odkupienie, władzę królewską, miłość, niebezpieczeństwo, oszustwo, niezgodę, grzech, nowoczesne technologie, teraz walkę i opór. To piękna mitologizacja oraz ogromna naiwność i infantylność, że los plantatorów jest kwestią polityczną, która sobie zaprzątają główni gracze świata. O tym, że przy pomocy zjadania owoców można wygrać wojnę już zamilczę.

W tej wielkiej wrzawie nikt też nie zauważył, że ten sam problem, który dotyka jabłek, tak naprawdę, dotyczy też gruszek, śliwek i innych płodów sadowniczych. Któż by się jednak przejmował szczegółami i tym, że poza plantatorami, cierpieć będą też inni pracujący, zatrudnieni w całym procesie produkcji, dystrybucji i sprzedaży owoców? Tymczasem, nawet bez chaosu związanego ze światową polityką, sytuacja plantatorów owoców, już wcześniej wyglądała źle, albowiem przetwórcy proponują zaniżone ceny skupu w stosunku do kosztów produkcji. To wskazuje, że przyszłość sadowniczego sektora krajowej gospodarki wygląda co najmniej mętnie.

A zatem czy z pobudek patriotycznych, dla zabawy, z mody, dla zdrowia, z nudy spożywajmy krajowe jabłka surowe, pieczone, z ryżem, w szarlotce, plackach, sokach, cydrze czy nawet produkowanej z nich wódce. Jeśli możemy używajmy ich także do dekoracji i dla zapachu. Zasada jest bowiem taka, że wzrost poziomu wody wszystkie łodzie podnosi. Tłumacząc jaśniej, kiedy sadownikom się będzie działo dobrze i nam się będzie działo lepiej.