Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Status i przyszłość elektrowni wiatrowych w Polsce cały czas jest niejasna i niepewna. Jest to o tyle ciekawe, że prąd z wiatru, którego wytwarzanie nie niszczy środowiska, wydawać by się mogło, jest bardzo pożądany. Pozory!

Cały czas toczą się prace nad uregulowaniem procesu inwestycyjnego związanego z powstawaniem elektrowni wiatrowych. Nowa propozycja legislacyjna zakłada m. in. obowiązek realizacji inwestycji w oparciu o Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego. To z pewnością wydłuży i tak już bardzo długą procedurę lokalizowania elektrowni wiatrowych. Mało tego ograniczy zdecydowanie przestrzeń inwestycyjną, albowiem niewiele ponad 30 % powierzchni posiada miejscowe plany zagospodarowania przestrzenngo. Gminy przeważnie nie mają wystarczających środków finansowych, by je przygotowywać.

Stąd zrodziła się idea, aby inwestor mógł partycypować w kosztach przygotowania miejscowego planu, oczywiście, przy zachowaniu autonomiczności i niezależności gminy w zakresie treści tego aktu prawa miejscowego. To jednak nie podoba się Najwyższej Izbie Kontroli, która taką praktykę, a priori, uważa za „korupcjogenną”. Cóż, praktycznie całe życie jest „korupcjogenne” a jednak większość ludzi nie ulega temu.

Gminy szukają dodatkowych dochodów by sfinansować najważniejsze potrzeby. Dochody z tytułu posiadania na swoim terenie farm wiatrowych (gł. z podatku od nieruchomości) mogą pokrywać im od 10 do nawet 15 % rocznego budżetu. Oznacza to, że dla wielu z tych, które planują u siebie postawienie turbin wiatrowych, finansowanie projektów planów zagospodarowania przestrzennego przez inwestorów (oczywiście na ich własne ryzyko) może okazać się zbawienne.

Ekologiczny prąd? To się nie może podobać. Obawiam się, że przeciwnikami, wbrew pozorom nie są czynniki kontrolne, bojące się korupcji, ale tradycyjne elektrownie i kopalnie, które upatrują w wiatrakach zagrożenie. Cóż, dla nich byłoby lepiej, aby wiatr po polu gwizdał, a dla nas?

Być może, nie każdy ma wśród najbliższych zmarłego w związku z II wojną światową, ale, chyba, każdy, niestety, ma kogoś, kto zmarł na chorobę nowotworową. Patrząc z tego punktu widzenia, jest to jeden z najbardziej powszechnie odczuwalnych przyczyn śmierci. Chodzi o pacjentów, którzy umierają, nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że politycy stworzyli system, który do tego prowadzi.

Kilka lat temu resort zdrowia wpadł na pomysł, żeby aby chorzy na nowotwory, mogli skorzystać z terapii musi być ona zatwierdzona przez Lekarza Wojewódzkiego. Jak łatwo się zorientować cały system leczenia spadł na barki 17 lekarzy w kraju! Zapomniano, że mogą zachorować, albo skorzystać z przysługującego urlopu. Dzięki bezmyślności, stworzono kolejki ludzi ciężko chorych. Można też podejrzewać, że w ten sposób wielu chorych zmarło, ponieważ nie doczekało się w kolejkach po akceptację recept. Tak zmarł m. in. mój bliski przyjaciel…..

Coś gorszego jest szykowane od 1 stycznia 2015 r., kiedy ma wejść w życie tzw. „pakiet onkologiczny”, który już zdążył wywołać sprzeciw większości środowiska medycznego. Ci, którym problematyka leczenia nowotworów jest bliska, nazywają go wprost „pakietem propagandowym”. W sumie nic nowego, nowe wybory powoli się zbliżają, Minister Zdrowia wykonuje kolejny pozorny manewr.

Mnie intryguje jednak strona merytoryczna: dlaczego „pakiet onkologiczny” spotkał się z taką krytyką? Według zapewnień rządu, dzięki pakietowi onkologicznemu, pacjent, z podejrzeniem nowotworu, będzie leczony szybciej i skuteczniej. Lekarzy, zaproponowany nowy system, nie przekonuje. Cytując jednego z nich Adama Tomczyka (lekarz rodzinny z NZOZ „Medica” w Leśnicy, szef Porozumienia Zielonogórskiego na Opolszczyźnie): „Uważamy, że jedyny element, który jest w pakiecie dobrze opracowany, to logo. Od 1 stycznia na zewnątrz i wewnątrz budynku oraz na drzwiach gabinetu każdego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej ma się pojawić tabliczka ze ślicznym zielonym ludzikiem. Poza tym czeka nas wielka niewiadoma”. Muszę przyznać, że to mocne słowa, a jeśli są prawdziwe to przerażające. Trudno uwierzyć w cudotwórczą moc zielonego ludzika.

Co w takim razie jest źle? Rozmowy na temat pakietu onkologicznego trwają od dawna. Niestety żadne racjonalne uwagi lekarzy nie zostały wzięte pod uwagę przez resort zdrowia. Wielka szkoda, że głos praktyków został zignorowany. W końcu powszechnie wiadomo, że minister się nie myli. Za co najmniej kontrowersyjny pomysł uważam, że projekt „szybkiej terapii onkologicznej” jest promowany przez rysunki satyryczne Henryka Sawki. Czy Ministerstwo uważa, że choroby nowotworowe są śmieszne? Czy też śmiać się należy z pakietu onkologicznego?

Pakiet onkologiczny Ministerstwa Zdrowia to nic innego jak segregowanie pacjentów na lepszych i gorszych. Kto będzie miał zieloną kartę, ten obsłużony będzie szybko. Kto nie, no cóż…. niech radzi sobie sam – a kto trochę postoi w kolejce dłużej to może nie trzeba będzie z budżetu na niego łożyć? Segregacja przywołuje najgorsze skojarzenia z zasadami, które legły u narodzin II wojny Światowej. Rodzi się podejrzenie, że te „piękne zmiany” mają pomóc nie pacjentom, tylko budżetowi Ministerstwa Zdrowia.

Lekarze się burzą. Opinię publiczną karmi się bajkami, że będzie lepiej. W mediach różnie: jedni chwalą, drudzy alarmują. Taka sytuacja na pewno nie pomaga Ministerstwu, a jeśli pakiet ma wejść raptem za kilkanaście dni, to już się pewnie nic się nie zmieni. Generalnie pozamiatane. Co więc można zrobić? Najlepiej być zdrowym, bo gdy trzeba będziesz skorzystać z zasad pakietu, trzeba będzie mieć szczęście, aby być zakwalifikowanym do leczenia.

Spodziewam się, że niebawem w mediach pojawi się jakaś głośna sprawa, ale nie trochę głośna – tylko po prostu wielkie bum! Nie wiem na jaki temat. Może nagle okaże się, że jakiś znany lekarz nie jest taki cudowny, że popełnił błąd? Może jakaś palcówka źle rozlicza się z NFZ? Może pozmieniają konsultantów krajowych? Nie ważne co to będzie, ważne, że zagłuszy w mediach problemy związane z wprowadzeniem pakietu onkologicznego, który jest flagowym projektem Ministra Zdrowia.

Jeśli chodzi o medycynę jestem laikiem, choć jestem autorem książki „Lekarze w walce o zdrowie”.  Z racji swojego wieku, doświadczenia i wykształcenia znam życie i zasady rządzące polityką i  propagandą. Ostatnio docierają do mnie informacje o wzmożonych kontrolach, jakie odbywają się w placówkach medycznych. Podobno jest ich „trochę” więcej niż zwykle. I jakoś tak mi się zdaje, że to nie przypadek. Podejrzewam, że ktoś szuka tematu zastępczego albo chce zastraszyć lekarzy. Tak czy siak szykuje się strata.

75 procent wyciekających informacji poufnych dokonują pracownicy, z czego 50 proc. jest powodowanych przez aktualnych, a w 25 proc. przez byłych zatrudnionych. Oznacza to, że czynnik ludzki jest najsłabszym ogniwem w utrzymaniu sekretów przedsiębiorstwa.

Straty związane z ujawnieniem poufnych informacji mogą mieć wpływ między innymi na rozstrzygnięcia przetargów, walkę konkurencyjną, zmniejszenie udziału w rynku, utratę ważnych klientów. Każdy skutek oznacza w najlepszym przypadku straty finansowe, w najgorszym likwidację przedsiębiorstwa. Dobrze jest zapobiegać takim zdarzeniom, choć nie jest to proste, a i przewidziany system odpowiedzialności pokazuje, że nie zawsze można wyciekaniu tajemnic zapobiec.

O tajemnicy przedsiębiorstwa można mówić wtedy gdy zawiera treści o szczególnym znaczeniu dla przedsiębiorcy, jak również jest oznaczona i przechowywana w sposób, który będzie wskazywał na jej tajny charakter. Wymaga to też uzasadnienia, że nie jest publicznie znana oraz, że jej ujawnienie byłoby zagrożeniem dla interesów organizacji. Ze względu na fakt braku definicji prawnej informacji poufnej najczęściej określą się ją jako informację techniczną, technologiczną, ekonomiczną lub finansową.

Ujawnianie takich informacji to przekazanie ich podmiotowi trzeciemu bądź uzyskanie o nich wiedzy przez nieuprawnionego pracownika. Aby się przed tym zabezpieczyć warto umieścić w umowie o pracę klauzuli o ochronie informacji przedsiębiorcy bądź zobligować zatrudnianego do złożenie oświadczenia o zapoznaniu się z regulacjami obowiązującymi w przedsiębiorstwie. Należy jednak pamiętać, że brak takich postanowień w umowie o pracę lub przepisach wewnętrznych nie zwalnia pracownika z odpowiedzialności za ujawnienie wewnętrznych poufnych informacji przedsiębiorstwa.

Cóż okazuje się, że pracownicy często nie rozumieją co to są informację poufne. Skoro nie mają klauzuli „top secret” i nie są przetrzymywane w sejfie to brak często świadomości o ich znaczeniu. Poza tym ludzie bardzo lubią rozmawiać, dzielić się informacjami, komentować, spekulować, plotkować. I właśnie w ten sposób często sekrety przedsiębiorstwa przestają nimi być. Gdy poufne informacje są ważne np. dla konkurencji wywiadownie gospodarcze przy użyciu różnych narzędzi nawiązują kontakty z pracownikami, z których część w niefrasobliwy sposób chętnie podzieli się nowinkami. W takiej sytuacji przepis prawa pracy mówiący, że pracownik jest zobowiązany do zachowania poufności nie zadziała.  Podobnie z przepisem z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji gdzie pisze się o naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa jako czynie nieuczciwej konkurencji.

Oczywiście, że w przypadku ujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa lub innych poufnych informacji przez zatrudnionego, pracodawca jest uprawniony do wypowiedzenia mu umowy o pracę, a nawet gdy nastąpiło ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, przedsiębiorca ma prawo rozwiązać ją bez konieczności wypowiedzenia. To ważne zapisy, choć często trudno zebrać materiał dowodowy w tej sprawie, a poza tym tak naprawdę to chodzi nie o wyrzucanie ludzi z pracy tylko o utrzymanie tajemnicy.

Jeśli przedsiębiorstwo poniosła straty finansowe na skutek ujawnienia tajemnicy, to można pociągnąć pracownika do odpowiedzialności materialnej. Gdy dojdzie do nieumyślnego wyrządzenia szkody zatrudniony pokrywa wyłącznie jej rzeczywiste straty, ale kwota nie może być jednak wyższa niż suma wynagrodzenia przysługująca pracownikowi za okres 3 miesięcy w dniu jej spowodowania. Jeśli uda się udowodnić, że szkoda została wyrządzona świadomie, to zatrudniony jest zobowiązany do jej naprawienia w pełnej wysokości. Oczywiście pod warunkiem, że dysponuje odpowiednio dużym majątkiem, z którego się można zaspokoić. Zatrudniony może też podlegać odpowiedzialności karnej za ujawnienie bądź wykorzystanie tajemnicy przedsiębiorstwa. Jest to zagrożone grzywną oraz karą ograniczenia wolności do dwóch lat.

Cóż sekrety przedsiębiorstwa są w zasadzie bezcenne. Restrykcje wobec pracowników maja charakter wtórny. Chodzi przecież o to, aby sekrety pozostały sekretami. Dlatego najlepiej jest uświadamiać pracowników co do znaczenia wiedzy jaką mogą posiadać oraz że jej lekkomyślne ujawnianie lub rozpowszechnianie może być szkodliwe dla przedsiębiorstwa przynoszą mu wymierne straty. Również samemu zatrudnionemu grożą za to poważne konsekwencje. Takie prewencyjne podejście możne wszystkich uch nić od kłopotów i to jest zysk.

Czy można się dobrze ubezpieczać, nie korzystając z zakładów ubezpieczeniowych? Można jeśli skorzysta się magicznej formuły TUW.

TUW jest to towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, które zajmuje się ubezpieczaniem swoich członków działając w oparciu o formułę wzajemnościową. Jeśli chodzi o filozofię działania i pozyskiwania kapitału przypominają trochę banki spółdzielcze. TUW może prowadzić pełną działalność ubezpieczeniową na takich samych zasadach jak komercyjny zakład ubezpieczeń tylko w obrębie swoich członków, zgodnie z zapisami statutu, które określają ich prawa i obowiązki.

W przypadku ubezpieczania się komercyjnym zakładzie ubezpieczeń cała składka zostaje wypłacona i już nigdy nie wraca do klienta. Korzystając z zewnętrznych podmiotów wydaje się dużo niepotrzebnych pieniędzy. Na wysokość składki, poza kosztami związanymi z ubezpieczeniem ryzyka część środków idzie na wynagrodzenie reasekuratora, działalność marketingową no i oczywiście zysk. W przypadku TUW znacząco zostają obniżone koszty ubezpieczeń z uwagi na możliwość zwrotu części składek członkom. Nie ma też potrzeby opłacania wynagrodzenia brokera, kosztów związanych z marketingiem i zyskiem.

Raport Międzynarodowej Federacji Ubezpieczycieli Wzajemnych i Spółdzielczych (ICMIF) – wskazuje że udział TUW-ów w globalnym rynku asekuracyjnym wynosi 27 %. Zrzeszają 800 mln członków, zatrudniających 1,1 mln. Osób, a ich aktywa wynoszą 7,7 bln $. Warto zauważyć, że od 2007 roku (początek kryzysu finansowego) sektor ten odnotował 14 % wzrost udziału. Najwyższy wskaźnik wzrostu jest w Europie, gdzie wyniósł aż 28,4 %, a dla poszczególnych krajów jest jeszcze wyższy np. we Francji to 41 % w Niemczech – 43,3 %. W Stanach Zjednoczonych zaś jest to 34,5 %. W Ameryce większość dużych przedsiębiorstw ma własne korporacje ubezpieczeniowe. W Polsce na razie jest 8 TUW-ów, ale dwa z nich znalazły się w gronie 500 największych ubezpieczycieli wzajemnych. Mowa o TUW SKOK i TUW CUPRUM (prowadzi działalność ubezpieczeniową dla spółek z Grupy KGHM).

Jest szereg korzyści z powołania towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych. Przede wszystkim pełna kontrola nad procesem ubezpieczeniowym przez właścicieli. Ponad to bezpośredni dostęp do reasekuratorów oznaczający indywidualne programy reasekuracyjne. Eliminacja marży brokera. Możliwość zwrotu członkom części składek ubezpieczeniowych co oznacza realną obniżkę kosztów ubezpieczenia. Dodatkowymi zyskami mogę wynikać z samodzielnego inwestowania składek ubezpieczeniowych oraz oferowania ochrony wybranym podmiotom na rynku nie będących członkami TUW. Możliwość objęcia ochroną specyficznych ryzyk oraz brak kosztów akwizycji i marketingu. Znaczenie mają też uproszczone metody likwidacji szkód co w praktyce oznacza szybsze wypłaty odszkodowań.

Jeśli jest tak różowo, to dlaczego w Polsce jest tak mało TUW-ów? Przede wszystkim w kraju jest niska świadomość i wiedza ubezpieczeniowa. Wielu przedsiębiorców zupełnie nie rozumie specyfiki ubezpieczeń. Komercyjne zakłady ubezpieczeniowe i brokerzy nie są zainteresowani popularyzacją idei TUW-ów. Potrzebny jest kapitał założycielski. Na koniec aby powołać TUW potrzebna jest wiedza ubezpieczeniowa, która jest konieczna aby towarzystwo otrzymało zgodę Komisji Nadzoru Finansowego. Jedna coś się w tej materii zmienia. Obecnie trwają prace nad utworzeniem: TUW Szpitale Wielkopolski, Samorządowy TUW (dla gmin z  lubelszczyzny i podkarpacia) oraz TUW przemysłowy. Jeśli powstaną będzie to wzrost o ponad 30 %.  Powoływanie towarzystw ubezpieczeń wzajemnych to ewidentny zysk.