Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

????????????????????

Bankructwa przedsiębiorstw, tak naprawdę nikomu nie wychodzą na dobre. Wierzyciele bezpowrotnie tracą swój majątek, ludzie pracę, a państwo źródło pozyskiwanie pieniędzy z podatków. Istniejące prawo w tym zakresie w zasadzie wskazuje procedury jak należy dokonać czynności pogrzebowych. Jednak niebawem jest szansa na zmianę dzięki nowemu projektowi prawa restrukturyzacyjnego i nowelizacji prawa upadłościowego.

Jak złe są obecne regulacje najlepiej ilustruje sprawa PBG SA, wielkiego przedsiębiorstwa, skazanego, nie dlatego, że było złe, tylko ze względu na to, że tak są skonstruowane przepisy, które zamiast pomagać utrudniają sanację. Niedawno w tej sprawie wypowiedziała się Kinga Banaszak – Filipiak , wiceprezes PBG SA w upadłości układowej: w obecnym prawie brak jest definicji wielu pojęć, kluczowych dla procesu restrukturyzacji, brak jednoznacznego określenia wierzytelności objętych postępowaniem. Rozwiązanie problemów praktycznych bardzo często opiera się na interpretacjach i opiniach kancelarii prawnych. Każda wątpliwość oznacza wydłużenie procesu naprawczego, oddala termin zawarcia układu. To, że PBG, przez ponad dwa lata prac nad układem, wciąż utrzymuje się na rynku, to ewenement nie tylko na skale kraju. Pokazuje to determinację właścicieli i pracowników, by uratować firmę, ale mam także nadzieję, że to też wyraz zrozumienia sektora finansowego dla znaczenia firmy dla polskiej gospodarki – dodaje Kinga Banaszak – Filipiak.

W podobny tonie wypowiada się Wojciech Reszka, były wiceprezes KHS Krosno SA, które jak wiele innych przedsiębiorstw nie dało rady, w imadle aktualnego prawa upadłościowego i naprawczego: W obecnym stanie prawnym, firma, która ma problemy finansowe, na tyle duże, że nie płaci swoim kontrahentom, w uzgodnionych terminach, musi liczyć się z ryzykiem upadłości i w efekcie likwidacji. Pomimo tego, że obecne rozwiązania prawne zakładają możliwość układu z wierzycielami i dalsze istnienie firmy, to jak pokazują statystyki, postępowania zakończone układem z wierzycielami stanowią niecały 1 % wszystkich postępowań upadłościowych. Do tego należy jeszcze dodać, że stale wzrasta liczba wniosków o ogłoszenie upadłości. Dominują w nich postępowania obejmujące likwidację majątku dłużnika. Jednocześnie wzrasta liczba oddaleń wniosków z ogłoszenie upadłości z uwagi na „ubóstwo masy”. Do tego dochodzi  zbyt długi czas prowadzenia postępowania oraz jego wysokie koszty.

Właśnie taki stan rzeczy doprowadził do nowej inicjatywy ustawodawczej polegającej na nowelizacji prawa upadłościowego i stworzeniu prawa restrukturyzacyjnego. Główną ideą nowego unormowania jest zachęcenie obu stron czyli wierzycieli i dłużników do porozumienia się, bo zysk z tego będzie większy niż z mechanicznej likwidacji. Wśród nowych, planowanych rozwiązań są między innymi: wprowadzenie instrukcyjnych terminów dla sędziego kierującego takim postępowaniem oraz wprowadzenie opłaty sądowej dla wierzyciela w wysokości 1% wartości kontraktu, zwiększenie uprawnień aktywnych wierzycieli: to wierzyciele–kontrahenci, czyli również przedsiębiorcy, będą podejmować decyzję o warunkach restrukturyzacji, maksymalizację szybkości i efektywności restrukturyzacji i upadłości, zapewnienie instytucjonalnej autonomii postępowań restrukturyzacyjnych w oderwaniu od stygmatyzujących postępowań upadłościowych, zrównanie wierzycieli publicznoprawnych i prywatnych w zakresie kolejności zaspokajania, zwiększenie praw aktywnych wierzycieli (liczą się głosy tych, którzy w głosowaniu uczestniczą), wprowadzenie zmian co do możliwości ubezskutecznienia umów zawieranych przez upadłego na przedpolu upadłości oraz zwiększenie kręgu czynności nieważnych na przedpolu upadłości, możliwość sprzedaży zagrożonego  podmiotu bez efektu obniżenia wartości, utraty renomy i wystraszenia kontrahentów, rezygnacja z abstrakcyjnego systemu wyliczania wynagrodzenia na początku postępowania. Z jednej strony Syndyk będzie miał jasne zasady określające, jakie wynagrodzenie może uzyskać za swoją pracę, z drugiej strony zapewniona będzie realna kontrola nad wynagrodzeniem Syndyka i naturalna motywacja do lepszej pracy.

Takie nowinki są przewidziane. Proces legislacyjny ma się zakończyć do lipca 2015 roku. Oby tak się stało i w ostatniej chwili, jakieś poprawki nie wykrzywiły całej idei. Jeśli będą opóźniania w procesie legislacyjnym, może do niego nie dojść w obecnym parlamencie, byłaby to poważna strata nie tylko czasu.

 

 

GDAŃSK

Port to bardzo ważne okno na świat. Niebawem przekonamy się do kogo będzie należeć jedno z nich. Właśnie ważą się losy spółki Port Gdański Eksploatacja (PGE) – ostatniego już prywatyzowanego portu w Polsce.

Port Gdański Eksploatacja jest bardzo atrakcyjną spółką. Dysponuje prawie 100 ha gruntu w porcie wewnętrznym w Gdańsku, z nabrzeżami o charakterze uniwersalnym do przeładunku drobnicy i ładunków masowych. Jest także wyłącznym operatorem na Gdańskim Terminalu Kontenerowym. Do procesu prywatyzacji z pośród 5 oferentów, wybrano polskie konsorcjum PKP Cargo i Węglokoks (dwie wiodące polskie spółki) i Mariner Capital Ltd. (tajemniczą spółkę rodzinną z Malty, która jest operatorem portów w Rydze, Wenecji i Albanii). Ostatecznie wyłączność w negocjacjach na kupno PGE dostał ten mało znany inwestor, prawdopodobnie z kapitałem rosyjskiego pochodzenia. Co ciekawe Zarząd Morskiego Portu Gdańsk (ZMPG – organizator przetargu) po dopuszczeniu do kolejnego etapu polskie konsorcjum i maltańską firmę — nawet nie podjął rozmów z Cargo i Weglokoksem. Natomiast, jak można wyczytać ze strony, osiągnięto porozumienie ze spółką z Malty, choć samo zakończenie procesu i podpisanie ewentualnych umów ma rozstrzygnąć się z styczniu 2015 roku.

Jeśli Maltańczycy kupią PGE będzie to spory cios dla naszego narodowego Konsorcjum PKP Cargo i Węglokoksu. Dla PKP Cargo dostęp do portu oznaczać mógłby wzmocnienie pozycji na rynku TSL (transport – spedycja – logistyka) i lepszą obsługę klientów. Węglokoks dysponuje odpowiednim know-how – poprzez spółkę zależną Inter Balt, która świadczy kompleksowe usługi logistyczne związane z transportem morskim. Gdyby partnerem strategicznym dla PGE stało się polskie konsorcjum, wówczas byłaby szansa na stworzenie dużego narodowego operatora logistycznego, mogącego walczyć na równi z zagraniczną konkurencją np. z Niemcami czy Rosjanami. Tu już nie chodzi tylko o sam interes tych polskich firm, ale o bezpieczeństwo narodowe w zakresie logistyki i transportu. Wybór maltańskiej spółki Mariner Capital oznacza nieznaną przyszłość dla bardzo wrażliwej części polskiej gospodarki i obniżenie możliwości rozwojowych PKP Cargo i Węglokoksu.

Dziwnie to wszystko wygląda. Wybór polskiego konsorcjum wydawałby się naturalny. Byłoby to w  narodowym interesie gospodarczym. Dla samego PKP Cargo oznaczałoby szansę na stworzenie synergii (poprzez połączenie transportu kolejowego z morskim) i dywersyfikację działalności. Zagadkowe jest dlaczego taki sposób myślenia jest obcy decydentom? Zarząd Morskiego Portu Gdańsk w oficjalnych wypowiedziach informuje tylko, że „proces sprzedaży akcji PGE SA prowadzony jest zgodnie z przepisami polskiego prawa, prawa międzynarodowego (w tym prawa UE) oraz zgodnie z regulaminem sprzedaży akcji PGE SA określonym przez ZMPG SA”. Moim zdaniem niewiele z tego wynika.

Niestety większość polskich prywatyzacji to katastrofy, oby nie było tak i tym razem.

BRAK SYGNAŁU

Ponad 30 lat temu wielu młodych Polaków przeżyło szok kiedy w niedzielę 13 grudnia 1981 roku zamiast programu „Teleranek” na ekranach telewizorów zobaczyło ponurą twarz generała Jaruzelskiego. Dla wielu osób było traumatyczne doświadczenie. „Teleranka” już od dawna nie ma, ale historia lubi się powtarzać. W pierwszy dzień nowego 2015 roku, miliony Polaków, w Europie, chcąc obejrzeć polską telewizję, zobaczy na ekranie śnieg….

Telewizja od lat jest jednym z najpopularniejszych rodzajów rozrywki, a także jednym z najważniejszych źródeł informacji o wydarzeniach politycznych czy kulturalnych. Dla rodaków stała się często jedynym kontaktem z ojczyzną. Niestety, w związku ze zmianą satelity z jakiego jest nadawany sygnał m. in. TVP Polonia i TVP Info,  wielu z nich zostało odciętych od możliwości tego rodzaju kontaktu z Polską. To bardzo słaby prezent noworoczny, a jeszcze gorszy zwiastun przyszłości.

Według ostatnich szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych wynika, że Polonia europejska liczy 6 milionów osób. Wielu Polaków, aby podtrzymać więź z Polską i mieć stały kontakt z ojczystym językiem ogląda kanały TVP. Odbiór, polskich kanałów za granicą, nie jest jednak łatwym zadaniem, a w świetle ostatnich decyzji TVP,  trudności będą jeszcze większe. Nadawca podjął bowiem decyzję o rezygnacji z wynajmu transpondera satelitarnego na pozycji Astry 19,2E, służącemu dystrybucji programów TVP (m.in. TVP Info, TVP Polonia) na terenie całej Europy.

Od 1 stycznia 2015 TVP Polonia jest jedynym kanałem dostępnym drogą satelitarną, jednak z nowej pozycji Hot Bird 13E, z której odbierają głównie kraje z Europy Wschodniej i z Azji. Zdaniem ekspertów, jeśli decyzja Telewizji Publicznej w sprawie zmiany satelity dla TVP Polonia będzie wiążąca, oferta tej stacji może stać się niedostępna dla ok. 6 milionowej Polonii mieszkającej w Europie. No cóż, fala krytyki już była, teraz możemy czekać na więcej – gdy tylko Polonia zorientuje się, że po włączeniu telewizora żaden polski kanał nie jest dostępny.

Warto mieć na uwadze, że Polska ma w porównaniu do liczby ludności ją zamieszkującej, jedną z największych diaspor w skali globalnej. Kanały takie jak TVP Polonia i np. TVP Info są podstawowym źródłem informacji o wydarzeniach politycznych i kulturalnych w Polsceu dla Polaków mieszkających za granicą. Po rezygnacji z nadawania poprzez satelitę Astry widzowie w Europie stracili właśnie dostęp do kanałów polskiej telewizji (ta pozycja satelitarna jest bowiem najpopularniejsza w Europie). Przeniesienie TVP Polonia na satelitę Hot Bird 13E spowoduje zaś dramatyczne zmniejszenie dotarcia do Polonii  – satelity Astra oferują znacznie większe zasięgi, np. w Niemczech 5 razy wyższa penetrację, a we Francji czterokrotnie – niż konkurencja.  Także w Belgii, Holandii, Czechach, Hiszpanii, Austrii i Szwajcarii Astra ma wiodącą pozycję. Konkurencja jedynie w Polsce i we Włoszech ma silna pozycję.

Jakieś smutne są te noworoczne informacje. Nie wiem, czy to w związku z globalnym ociepleniem, ale topnieje ilość misji w Telewizji Polskiej. Być może tłumaczą to jakieś względy ekonomiczne, lecz tym razem udało się „wylać dziecko z kąpielą”, a więc zamiast zysku jest strata….