Miesięczne archiwum: Luty 2015

BSnIxiAvqF

Niedostatek pieniędzy, a zwłaszcza ich brak dla większości stanowi poważny problem. Jednak mniejszość, która posiada nadwyżki finansowe też jest nieszczęśliwa. Pieniądze zawsze przyprawiają o ból głowy.

Polacy mają słabe doświadczenia z bankami. W okresie tzw. Polski Ludowej system finansowy był wynaturzony. Po 1989 roku banki, nieoczekiwanie, zaczęły się jawić jako najbezpieczniejsze narzędzia do przechowywania i pomnażania pieniędzy. Wysokie odsetki lokat, klienci rzadko korelowali z wysoką inflacją. Ta epoka się skończyła. Pojawiły się bankructwa banków. Inflacja spadła, właściwie jest już deflacja, więc i lokaty utraciły swoją atrakcyjność. Pozostały wygórowane oczekiwania.

Posiadacze nadwyżek finansowych chcieliby nadal bez wysiłku i ryzykownych działań, aby ich majątek powiększał się. Do bezpiecznych narzędzi, oprócz lokat, należą również obligacje. Jednak one również mają obecnie bardzo niską rentowność (około 2 % w skali roku). Mniej płynne, za to coraz bardziej atrakcyjne, okazują się inwestycje w nieruchomości. „Są one – jak zauważa Marzena Rudnicka Właścicielka firmy Rudnicka & Consulting Doradztwo na Rynku Nieruchomości i jednocześnie Ekspert Centrum im. Adama Smitha – ważnym elementem rynku kapitałowego, a inwestowanie w nie sprawdzonym sposobem na lokowanie oszczędności i pewny zysk.”

W zależności od posiadanego kapitału i pomysłu można inwestować w ziemię rolną, działki budowlane, mieszkania, a nawet kamienice lub osiedla. Na ziemi rolnej można zarabiać dzięki dopłatom z Unii Europejskiej. Trzeba jednak trafić na odpowiednie areały i podążać za zmieniającymi się przepisami. Jest także ryzyko, że dopłaty kiedyś się skończą. Innym sposobem osiągania przychodu jest przekształcanie ziemi rolnej na działki budowlane. Tutaj jednak znów jest potrzebna wiedza, jakie tereny okażą się atrakcyjne dla potencjalnych klientów.

Inwestowanie w mieszkania pod wynajem wymaga opiekowania się nimi. Podobnie jak w przypadku nieruchomości komercyjnych w tym samym celu. Przy czym, tutaj, dodatkową barierą jest potrzeba zgromadzenia znacznego kapitału. W przypadku mieszkań, zawsze jest ryzyko, że najemca zdewastuje mieszkanie, zniknie, albo przestanie płacić i pojawią się trudności z jego wykwaterowaniem. Podobne problemy nastręczać mogą nieruchomości komercyjne.

Swego czasu była moda na tak zwane condohotele. To rozwiązanie umożliwia przeniesienie odpowiedzialności, związanej z wybudowaniem nieruchomości, jej wynajmem i zarządzaniem, na dewelopera. Formuła przewiduję, że inwestorzy mają udziały w przedsięwzięciu i nie mają odrębnej własności. Kilka nieudanych projektów tego typu, zniechęciło wiele osób do tej formy lokowania pieniędzy. Podobnym rozwiązaniem są aparthotele. Z tym, że w tym przypadku inwestorzy posiadają odrębną własność apartamentu. Całym obiektem zarządza operator, który też zobowiązuje się do zapewnienia określonego zysku.

Pierwsze aparthotele pojawiły się już w latach 80-tych w miejscowościach turystycznych m.in. w Świnoujściu, Kołobrzegu, Karpaczu, Zakopanem. Modele biznesowe z biegiem czasu się zmieniały. Obecnie jest realizowana, na przykład, inwestycja „Lwowska 1” w Krakowie. Zakupiony apartament jest objęty 10-letnią umową najmu z operatorem aparthotelowym. Co oznacza, że przez ten okres nie będzie można zmienić przeznaczenia lokalu. W zamian operator zapewnia, że właściciele apartamentów będą otrzymywali w pierwszym roku – 5 %, w drugim – 6 %, w trzecim – 7 % zysku od kwoty netto zakupu lokalu i udziałów. Od czwartego roku najmu właściciel będzie otrzymywał czynsz stanowiący 35 % całkowitego przychodu netto operatora z aparthotelu pomnożony przez udział właścicielski.

Inwestowanie w aparthotele jest interesująca, ponieważ nie wymaga osobistego zaangażowania w wynajmowanie oraz stałej obsługi przedmiotu najmu. W tym przypadku nie działa również niekorzystne dla wynajmującego ryzyko wynikające z ustawy o ochronie praw lokatorów. Istnieje także możliwość uzyskania zwrotu podatku VAT bez względu na to, czy się prowadzi działalność gospodarczą. Jest także małe prawdopodobieństwo, że nieruchomość z upływem czasu straci na wartości. To pomysł dla tych, którzy mając kilkaset tysięcy złotych, są niezadowoleni z zysków proponowanych przez banki, lubią stabilne przychody i nie chcą się osobiście, na bieżąco, zajmować się nimi.

innowacje-4-CC0-By-Linh-Nguyen

Ponoć w Pacanowie kozy kują, a tymczasem do Torunia ściągają wielcy biznesmeni i politycy, aby dyskutować o współczesnych problemach. Dzieje się tak, co roku, na początku marca! Można powiedzieć, że tak jak bociany zwiastują wiosnę, tak Forum Gospodarcze w Toruniu symbolicznie zwiastuje aktywizację sfer gospodarczo-politycznych po zimowym spowolnieniu.

To już XXII Forum Gospodarcze organizowane, w dnia 2-3 marca, w Toruniu, przez Stowarzyszenie Integracja i Współpraca i jego lidera Jacka Janiszewskiego. Tegorocznym tematem tego wydarzenia jest „Integracja i współpraca – Innowacyjność”. Forum Gospodarcze w Toruniu jest miejscem spotkań gości z kraju i zagranicy. Podczas konferencji spotykają się, dyskutują i wymieniają poglądy przedstawiciele Unii Europejskiej, Ambasadorowie, przedstawiciele Rządu, Samorządu, Parlamentu, Nauki i Kultury, Mediów, Polityki oraz Biznesu lokalnego, krajowego i zagranicznego.  Tematyka Forum obejmuje analizę najważniejszych wyzwań stojących przed polską, europejską i światową gospodarką w kontekście kryzysu ekonomicznego oraz procesów integracji i globalizacji.

Prawdopodobnie wydarzenie nie byłoby możliwe gdyby nie współorganizator główny Kapsch oraz Jeronimo Martins czyli sieć sklepów Biedronka, który wpadł na genialny pomysł, aby żywić przez cały czas trwania debat uczestników. Prawdę mówiąc, po raz pierwszy, chyba, udało się wcielić w życie ideę hasła „stoliczku nakryj się”. Warto o tym napisać, bo jest to imponujące, mimo, że dwieście osób ze świata biznesu i polityki do Torunia, nie przygnał głód, tylko sprawy merytoryczne, których jest cały wachlarz.

Oczywiście największe zainteresowanie będą wywoływać debaty takie jak: „Współpraca z Ukrainą w warunkach wojskowych działań w Europie Wschodniej”, „Embargo – skutki gospodarcze a efektywność polityczna”, „Rozwój IT szansą czy zagrożeniem dla Polski?” (pytanie wcale nie takie retoryczne w obliczu dynamicznie rosnącej ceber przestępczości), „Europa 2020 – jaka będzie? Kierunki i wyzwania”, „Fundusze Europejskie Agenda 2014-2020”.

Duża część Forum będzie poświęcona sprawom związanym z ideą wydarzenia. W tym zakresie przewidziano następujące debaty: „Nowoczesne rozwiązania i produkty dla infrastruktury”, „Innowacyjność w dziedzinach na rzecz bezpieczeństwa”, „Innowacyjne i efektywne zarządzanie jednostką sektora finansów publicznych”, „Regionalne Forum Innowacji”, „Klastry – wyzwania współczesności”, „Spółdzielczość w Polsce – czy ma przyszłość?”, „Jaki będzie bank przyszłości?”, „Źródła przewagi konkurencyjnej w energetyce i górnictwie” (jak mniemam, przyszłość i przewaga konkurencyjna jest zależna od stopnia innowacyjności).

Innowacyjność też jest na służbie ekologii. Stąd też część debat będzie poświęcona tym sprawom: „Rowery elektryczne -innowacyjne rozwiązania w zielonym transporcie”, „Telemedycyna, e-zdrowie i innowacyjność w medycynie: Aspekty prawne, społeczne i finansowe. Urządzenia diagnostyczne i narzędzia. Komunikacja i aspekty techniczne”, „Wykorzystanie Odnawialnych Źródeł Energii. Zrównoważony styl życia w domu, w biurze i w biznesie. Polsko-Skandynawskie Eko-inspiracje”.

Pojawią się też wątki międzynarodowe, za sprawą debat: „Współpraca Polski z Turcją”, „Współpraca z Mołdawią – bezpieczna i opłacalna?” Być może to dosyć egzotyczne tematy, choć niekoniecznie. Turcja jest nowoczesnym krajem, o dobrze rozwiniętej gospodarce, zarówno jeśli chodzi o przemysł jak i rolnictwo. Natomiast Mołdawia jaki się jako nieodkryta kraina i trudno powiedzieć jakie z tej współpracy mogą być korzyści. Warto jednak się nad tym pochylić w końcu jest to jedno z bliżej położonych państw względem Polski i tutaj nasz kraj może mieć coś ciekawego do zaoferowania.

Sporo czasu zajmą dyskusje poświęcone społecznej odpowiedzialności biznesu. Uwagę też skupią sprawy związane z życiem zawodowym. W tym zakresie uczestnicy mogą się interesować następującymi debatami: „Czy współczesna firma może obyć się bez CSR?”, „Biznes społecznie odpowiedzialny. Modne hasło czy korzyść dla firmy?”, „Biznes i organizacje pozarządowe – czy współpraca się opłaca?”, „Jak zachować równowagę między pracą a życiem prywatnym? Perspektywa pracodawcy i pracownika”, „Uzależnienia. Skutki społeczne i wpływ na gospodarkę kraju”.

To z grubsze większość tematów. Jednak nie wszystkie. Mnie, na przykład, najbardziej zafrapowała debata: „Kto nam zabrał ponad 2000 jezior?” Prawdę powiedziawszy, nie wiem co mam myśleć na ten temat. Wygląda to, sądząc po tytule, na wielka aferę. Obym się mylił.

W Forum udział zapowiedzieli: prof. Jerzy Buzek – Premier Polski, a później Przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2009-2012, Dariusz Blocher – Prezes Budimex, Marek Cywiński – Dyrektor Generalny Kapsch Telematic Services, Marcin Jabłoński – Prezes Exatel, Dariusz Kacprzyk – Prezes Banku Gospodarstwa Krajowego, Herbert Wirth – Prezes KGHM Polska Miedź, Tomasz Zaboklicki – Prezes Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz, Andrzej Gross – Prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Krzysztof Przybył – Prezes Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Marek Sawicki – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Bogusław Chrabota – Redaktor Naczelny dziennika „Rzeczpospolita”, Bożena Lublińska-Kasprzak – Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Wszystkich, z około 200 uczestników Forum, trudno wymienić. Zainteresowanych odsyłam na stronę internetową  http://www.welconomy.pl , gdzie można zleźć wszystkie potrzebne informacje i szczegóły.

mgła

Wybudowano most, jak głosi pieśń: jasny, długi, prosty, szeroki jak morze. Most, nie tyle nawet na miarę możliwości, co na miarę marzeń. Zajmował się tym jak niesie filmowa wieść, najpopularniejszy w kraju czterdziestolatek. Wielokrotnie remontowany most, chyba najczęściej ze wszystkich przepraw w mieście, spłonął po 40 latach od powstania. Okazuje się, że to nie koniec, ale początek historii!

Most się spalił, ponieważ postanowiono podnieść poziom jego niepalności. Dlatego zrezygnowano z drewnianej podłogi pomostów. Właśnie zastąpiono ją stalową. Łatwopalne deski, ze starej podłogi, elegancko i bezmyślnie ułożono pod mostem. One, jak to deski, pozbawione czułej opieki, a nawet monitoringu, znudzone leżeniem, zapaliły się, wywołując gigantyczny pożar. Pilnowaniem przeprawy nikt się nie zajmował, ponieważ cała uwaga służb, od dawna była skierowana w kierunku łatwopalnej tęczy…. Od ognia zajął się też legendarny most, na którym asfalt zaczął kipieć. Temperatura osiągnęła 1.000 stopni.

Pożar gasiła specjalna jednostka gaśnicza, która musiała specjalnie przypłynąć z odległego o sto kilometrów miasta, co wymagało czasu. Oczywiście, na miejscu był nowiutki sprzęt kupiony za 800 tysięcy, ale nie mógł wypłynąć, bo jest niedostosowany do warunków panujących na rzece…. To podobnie jak z super szybkimi pociągami, kupionymi za miliardy, które jeżdżą powoli, albowiem poruszają się po szynach, po których nie wolno jeździć szybko, by ryzykuje się wylecenie z torów. Pożar mostu gaszono wiele godzin, nie wiedząc, co dla konstrukcji będzie gorsze: wysoka temperatura czy polewanie zimną wodą. Tak czy siak, w efekcie doszło do odkształceń stali, która stanowi konstrukcję mostu. Teraz trzeba będzie wymienić wszystko, z wyjątkiem filarów…..

Urzędnicy pocieszają, że budowa zajmie od kilku do kilkunastu miesięcy. Będzie kosztować około 120 milionów, mniej niż gdyby wykonać remont. Miasto przezornie ubezpieczyło most na wypadek różnych uszkodzeń na kwotę 3 mln zł…. Oznacza to, że różnicę, wynoszącą 98 procent, będzie trzeba pokryć z budżetu. Prezydent Miasta twierdzi, że „Nie można powiedzieć, że ochrony nie było. Myślę, że była wystarczająca, normalna ochrona.” To wszystko są sytuacje normalne, więc nikt nie tylko nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, ani nawet nie czuje się odpowiedzialny. Pojęcie sumienia jest obce…..

Eksperci ostro krytykują stan ochrony mostu w stolicy, który najprawdopodobniej należy do obiektów infrastruktury krytycznej w kraju. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa natychmiast oświadczyło, że przeprawa nie podlega pod to kryterium, czego ogłaszać nie wolno, albowiem jest to zdradzenie informacji niejawnej. Lepiej jednak złamać tajemnicę państwową, mówiąc kłamstwa, niż przyznać, że obiekt, należący infrastruktury krytycznej, był pozbawiony elementarnej ochrony. Pożar ujawnił, że ochrona strategicznych obiektów w praktyce nie istnieje….. Przy okazji wyszło na jaw, że w studzienkach telekomunikacyjnych, pod mostem, były położone nielegalne światłowody, obok infrastruktury, tego samego typu, należącej do Ministerstwa Obrony Narodowej i kontrwywiadu…..

Pożar mostu i jego konsekwencje jak w soczewce pokazują fatalny obraz bezpieczeństwa państwa. Zamknięcie przeprawy spowodowało komunikacyjny paraliż stolicy. Utworzyły się gigantyczne korki. Na kilka godzin część instytucji publicznych, w tym rządowych, została odcięta od internetu i telefonów. Stolica 36 milionowego państwa nie miała żadnej strategii na wypadek takiego wydarzenia i pewno nadal nikt nie myśli o tym aby taką koncepcję opracować. Nikt nie przewidywał, że coś takiego może się stać. Prawdopodobnie dlatego, że rządzi NIKT. Dlatego reakcja była tak chaotyczna. W kraju brakuje kompleksowego spojrzenia na to, jak zapobiegać takim sytuacjom i jak reagować, gdy wystąpią.

Co prawda istnieją procedury jakie należy stosować w stanach kryzysowych, ale to czysta teoria. Instytucje państwowe odpowiedzialne za to całkowicie zaniedbały temat. Jedyne co udaje się jako tako to przypadki powodzi, ale to dlatego, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat weszły już na stałe do kalendarza wydarzeń. Sytuacja zagrożenia, jaka występuje za wschodnią granicą kraju oraz także zagrożenia terrorystyczne, powinny działać na wyobraźnię i wzmocnić zaangażowanie. „Wyobraźnia” i „zaangażowanie” to kolejne obce słowa, podobnie jak „odpowiedzialność” i „sumienie”. Okazuje się, że kraj nie potrzebuje ani zamachów, ani wojny, by doszło do katastrofy, wystarczy przypadek…. Cóż ma to za znaczenie, kiedy mowa, o kraju, o którym wysoko postawieni urzędnicy twierdzą, że „istnieje tylko teoretycznie”?

Teraz pozwolę sobie przypomnieć dialog z kultowego filmu „Miś”:
– „Powiedz mi, po co jest ten miś?
– Właśnie, po co?
– Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?
– Protokół zniszczenia.
Zapamiętaj: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach„.

Teraz zagadka:
– Co łączy filmowego misia z mostem?
– To, że obydwie inwestycje uległy zniszczeniu w wyniku pożaru.

No pointa. Most został wybudowany przez przedsiębiorstwo „Dyrekcja Budowy Trasy Mostowej – Łazienkowskiej”, przekształcone w „Dyrekcję Budowy Tras Komunikacyjnych” – na czas budowy Trasy Toruńskiej, a później w „Generalną Dyrekcję Budowy Metra” – podczas budowy Metra Warszawskiego, następnie w „Metro Warszawskie Sp. z o.o.”. Jest to sama zatem instytucja, która odpowiada m.in. za wybudowanie podziemnego jeziora, katastrofę budowlaną przy ul. Świętokrzyskiej oraz przesuwanie terminu oddania do użytkowania metra w nieskończoność…..

 

013243_940

Właśnie czytam tytuł w gazecie, że Polacy nienawidzą ludzi odnoszący sukces. Cieszę się, że mimo tej żałosnej zazdrości, są jednak Polacy, którzy potrafią więcej, lepiej i są za to doceniani.

Byłem na Gali Polskiego Klubu Biznesu i Akademii Polskiego Sukcesu, która miała miejsce na Zamku Królewskim w Warszawie. Na karcie informacyjnej przeczytałem bardzo interesującą myśl:

Nie mów Ojczyzna – myśląc o karierze
Mów kariera – myśląc o Ojczyźnie.

W czasie uroczystości, wyróżniono nagrodami szereg osobistości. Wręczali je prof. Dr hab. N. med. Henryk Skarżyński – Prezydent Fundacji Akademia Polskiego Sukcesu i Ryszard Konwerski Sekretarz Kapituły oraz pozostali wybitni jej członkowie. Złote Medale Akademii Polskiego Sukcesu otrzymali m.in.:

  • prof. dr hab. nauk med. Jerzy Szaflik; za wybitne osiągnięcia w rozwoju polskiej okulistyki;
  • prof. dr hab. nauk med. Jerzy Adamus; za wybitne osiągnięcia w rozwoju polskiej kardiologii;
  • Prezes Marek Galewski – firma „Cardco” Sp. z oo; za upowszechnienie ery karty plastikowej oraz działalność społeczną i kulturalną;
  • dr Zygmunt Kaliciński; za społeczne działania na rzecz rozwoju polskiej transplantologii;
  • prof. dr hab. Grażyna Ginalska; za opracowanie biomateriału – sztucznej kości;

Złoty Medal z Diamentem wręczono prof. Ignacemu Gogolewskiemu za wybitne osiągnięcia na rzecz kultury polskiej.

Uroczystości towarzyszyły występy artystów. Na sali balowej Zamku Królewskiego było wielu znamienity gości: polityków, biznesmenów, artystów. Wszyscy jednak zostali przyćmieni przez Mistrza Ignacego Gogolewskiego, który przypomniał swoją wypowiedź z 2006 roku: właściwie wszyscy jesteśmy aktorami z wyjątkiem paru dobrych komediantów. Ta myśl ciągle mi towarzyszy.

20120410_084521

Generalnie jestem za związkami zawodowymi, albowiem w relacjach pracodawca – pracownik przewagę ma ten pierwszy. Jednak kiedy ktoś usiłuje wykorzystać istniejące przepisy, dla swoich partykularnych interesów, to szala, nieoczekiwanie, przechyla się w drugą stronę. Trochę to paradoksalne, jednak tak dzieje się w praktyce. Okazuje się, że sprawiedliwość potrafi przejrzeć na oczy!

Opisane poniżej wydarzenia, to nie żadna bajka tylko autentyczna historia. W 2013 roku PKP Cargo w trybie dyscyplinarnym zrezygnowało z usług Józefa Wilka, motywując to tym, że w wyniku kontroli stwierdzono nieusprawiedliwione nieobecności w pracy, pobieranie z tego tytułu nienależnego wynagrodzenia oraz fałszowanie kart pracy. Może sprawa by się na tym zakończyła, gdyby nie to, że pracownik był szefem zakładowej „Solidarności” w Zakładzie Południowym PKP Cargo. Józef Wilk uważał, że, z racji pełnienia funkcji związkowej, jest nietykalny i pozwał swojego pracodawcę o przywrócenie do pracy i wypłacenia wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy. Chodziło o spore pieniądze, albowiem zarobki wynosiły ponad 30 tysięcy miesięcznie.

W styczniu 2015 roku Sąd uznał przyczyny zwolnienia przez PKP Cargo jako zasadne, ponadto stwierdził, że rozwiązanie umowy o pracę było w pełni zgodne z prawem. Jednocześnie zauważono, że pełnienie funkcji związkowych w sytuacji, która miała miejsce w przypadku Pana Józefa Wilka, nie stanowi podstawy do ochrony. Zanim przyznano racje pracodawcy przesłuchano świadków, a także przeanalizowano zestawienie danych z logowań telefonu komórkowego związkowca, które udostępniła Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu, prowadząca przeciwko Józefowi Wilkowi postępowania karne.

Przy okazji okazało się, że przy fałszowaniu Wilkowi pomagało pięciu kolegów ze związków zawodowych. Im również PKP Cargo wręczyło wypowiedzenia. Żeby było ciekawiej, kontrole wewnątrzzakładowe ujawniły także, że Józef Wilk utracił prawa wykonywania zawodu maszynisty, bo nie jeździł już od kilku lat. Z tego też powodu nie mógł, z przyczyn formalnych, wykonywać pracy na stanowisku pomocnika maszynisty.

To jednak jeszcze nie finał sprawy, bo wyrok sądu jest nieprawomocny. Niezależnie od tego prokuratura skierowała do sądu aż trzy akty oskarżenia przeciwko Józefowi Wilkowi, w których zarzuca mu m.in. składanie fałszywych zeznań i dokonanie oszustwa na szkodę PKP Cargo, polegającego na przywłaszczeniu mienia.

Warto też dodać, że Józef Wilk w marcu 2014 r. roku został wybrany przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w CT Południowym w Nowym Sączu, a na zjeździe delegatów w Spale w kwietniu 2014 r. członkiem Rady Sekcji Zawodowej NSZZ Solidarność PKP Cargo oraz zastępcą przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność PKP Cargo na kadencję 2014-2018. Takie postawy i wybory związkowców wprawiają w zawstydzenie. Sądzę również, że źle służą sprawom, z powodu których związki zawodowe zostały powołane do życia.

Blog-drogowskaz

Skoro od 50 do 90 procent wartości jaką tworzy przedsiębiorstwo pochodzi od zarządzania kapitałem intelektualnym pracowników, a nie tradycyjnymi fizycznymi aktywami organizacji, to nic dziwnego, że najwyższy już czas na „zarządzanie twórcze”. Pod takim tytułem ukazał się właśnie bardzo ważna książka.

Do słowa zarządzenie zostało już chyba przyklejone wszystko. Było już zarządzanie dokumentami, zasobami ludzkim, kapitałem, czasem, stresem, jakością, ryzykiem, zmianą, wiedzą, aktywami, środowiskiem, kapitałem niematerialnym, finansami, wartością firmy, emocjami, relacjami, projektami, kryzysami, marketingowe, operacyjne, strategiczne itd. Z tego powodu, można by sądzić, że nie ma nic dziwnego, w tym, że dwóch autorów prof. Wiesław Harasim i dr Jacek Dziwulski napisali książkę „Zarządzanie twórcze”. Pobieżna lektura może przekonywać, że jest to repetytorium wiedzy, na temat tej części, dotyczącej aktywności przedsiębiorstwa, bardzo zresztą dobrze i solidnie zebranej. Nawet zawodowcy powinni być zainteresowani przewertowaniem tej publikacji, że już o studentach, dla których powinien to być elementarz, nie wspomnę, bo to oczywiste.

Przegląd teorii zaczyna się od ogólnych teorii zarządzania. Książka wyjaśnia jaka jest rola menadżera we współczesnej organizacji. Jest też o planowaniu i strategii organizacji oraz o motywowaniu. Autorzy poświęcili też sporo miejsca zagadnieniom związanym z konfliktami wskazując, że mogą one mieć negatywny jak też pozytywny wpływ na działalność. Podobnie przedstawiono problematykę zarządzania międzykulturowego. Wydawnictwo przypomina również co to jest kultura organizacyjna. Szeroko omówiono większość teorii związanych z zarządzaniem jakością, jakie zrobiły karierę w XX wieku. Wszystko to, można powiedzieć, już było lepiej lub gorzej omówione, w różnego typu książkach wcześniej. Jednak uważny czytelnik zorientuje się, że cały powyższy zasób wiedzy świadomie przygotowuje do dwóch ostatnich, ale najważniejszych i najbardziej pobudzających intelektualnie rozdziałów czyli „kapitału intelektualnego w rozwoju konkurencyjności organizacji” oraz odpowiedzi na pytanie dokąd zmierza świat organizacji?”

Myślą przewodnią książki jest konkluzja, że „jedyną stałą aktualnie jest zmienna”. To najważniejsze przesłanie dla wszystkich zajmujących się praktycznie i teoretycznie zarządzaniem. Wszystko, co było omówione, wcześniej, w książce, może być pomocne w organizowaniu działalności w świecie, w którym nic nie jest stabilne, poza niestabilnością. Są to zatem inspiracje do odpowiedzi na pytanie jak płynąć kiedy jest noc, trwa sztorm, a kompasy utonęły? Pod koniec książki pojawia się termin „Pierwszy Globalny Gospodarczy Rozbiór Świata” jest to nowe pojęcie zdefiniowana przez Wiesława Harasima i Jacka Dziwulskiego. Jest to ważna konkluzja, która ukazuje zupełnie nową jakość współczesnego świata, być może dla pojedynczej egzystencji lub nawet działalności gospodarczej ma znikome znaczenie, jednak dla przedsiębiorców, ale również polityków, usiłujących odnaleźć się w rzeczywistości, a nawet mieć na nią wpływ, powinien być to ważny materiał do przemyślenia.

Książka „Zarządzanie twórcze” ujawnia też „Pięć prawd Wiktorii XXI wieku”. Skoro:
– „Jedyną stałą aktualnie jest zmienna.”
– Jak wyprzedzać?
– Kierunek prawdy ludzie kreślą nogami.
– Jak nadążać?
– Rzeczywistość wyprzedza naukę.
– Jak wiedzieć?
– Nigdy nie ma jednej odpowiedzi na to samo pytanie.
– Jak umieć?
– Umysł nie jest naczyniem, które należy napełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecać.
Z tego wynika, że lektura książki „Zarządzanie twórcze” może być tylko zyskiem.

ZIS BURZA

Po przeczytaniu warunków przetargu mogę przewidzieć jaka oferta wygra. Podobnie, po zapoznaniu się ze składem orzekającym, potrafię ocenić jakie będzie rozstrzygnięcie sądu. Sądy nie są miejscem do szukania sprawiedliwości. Jednak ideą przetargów powinno być skuteczne wybieranie najlepszej możliwości. Obserwując jednak to, co dzieje się w tej materii w Inspektoracie Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej, można mieć poważne wątpliwości.

Generalnie uważam, że sprawy wojskowe, zwłaszcza te, które dotyczą obronności i bezpieczeństwa narodowego, powinny być objęte tajemnicą państwową. Zwłaszcza teraz, kiedy za wschodnią granicą toczy się wojna i to, co się tam dzieje, ma realny wpływ na sytuację w kraju, a może mieć również na przyszłość państwa polskiego. Jednak, skoro już nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne przeprowadziło kontrolę, w Inspektoracie Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej, w sprawie zamówień publicznych z lat 2011- 2014 oraz rozporządzania mieniem w tym okresie, to znaczy, że niezależnie od wyników badania mleko już się wylało.

Inspektorat Uzbrojenia MON powstał w 2011 roku. Oznacza, to że kontrola CBA dotyczy całego okresu działalności. Inspektorat jest odpowiedzialny za zakupy dla wojska. Rząd zakłada, że w najbliższych dziesięciu latach wydatki na modernizację techniczną sił zbrojnych wyniosą łącznie ok. 131,4 mld zł (dotyczy to nie tylko 14 programów operacyjnych, ale także innych wydatków modernizacyjnych). To potężne środki i pewnie dlatego budzą wiele emocji.

Inspektorat Uzbrojenia podlega wiceministrowi ds. uzbrojenia i modernizacji MON. Do połowy 2012 r. był nim Marcin Idzik. Następnie zajmował się tym gen. Waldemar Skrzypczak, który pod koniec listopada 2013 roku zrezygnował ze stanowiska, a jego kompetencje przejął wiceminister Czesław Mroczek. Pierwszym szefem Inspektoratu był gen. dyw. Andrzej Duks. Od października 2012 r. kieruje nim gen. Sławomir Szczepaniak, który, jak donosi portal Altair, złożył rezygnację. Jak na 3,5 roku działalności tego organu rotacja personalna jest zaskakująco duża i niepokojąca.

Zaniepokojona sytuacją jest sejmowa Komisja Obrony Narodowej. Poseł Michał Jach, z tej Komisji, tak wyjaśnia sprawę: „Od prawie dwóch lat trwa program modernizacji technicznej sił zbrojnych, ambitny program, który w zamyśle miał je unowocześnić. Oczekiwaliśmy, że poszczególne projekty będą prowadzone w sposób przejrzysty […] Tymczasem, od początku wdrażania programu co jakiś czas jesteśmy zaskakiwani informacjami prasowymi o niejasnych decyzjach i dziwnych procedurach. Ani jeden program nie przebiega zgodnie z harmonogramem”. Przetargi budzące niepokój to m. in.: zestaw obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu (około 16 mld zł), siedemdziesiąt śmigłowców wielozadaniowych (około 10 mld zł) czy też trzy okręty podwodne wraz z pociskami manewrującymi (około 7,5 mld zł).

Twórcami perturbacji są ludzie z Inspektoratu Uzbrojenia. Przykładowo: niejasność dokumentacji przetargowej sporządzonej dla zakupu śmigłowców wielozadaniowych spowodowała, że oferenci złożyli 800 pytań technicznych! W tym przetargu, podobnie jak w przypadku zestawu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu, zmieniano wymagania w trakcie procedury przetargowej. Sprawa wyboru dostawcy okrętów podwodnych, dla postronnego obserwatora, już choćby na podstawie doniesień medialnych, jest co najmniej podejrzana. Generalnie w Inspektoracie nie ma jednej przewodniej myśli: wybieramy najtańszy, najlepszy, najnowocześniejszy, najbardziej kompatybilny. Raz można odnieść wrażenie, że warunki przetargu są pisane pod konkretnego oferenta, innym razem jest to koncert życzeń, których nikt nie jest w stanie spełnić. Kogo interesują szczegóły, odsyłam na specjalistyczne portale internetowe takie jak: Defence24, Altair czy Biznes Alert, gdzie regularnie publikowane są materiały wykazujące błędy w kolejnych publikowanych przez Inspektorat Uzbrojenia dokumentach. – Włos się jeży.

Wszystko to napawa mnie pesymizmem. Chodzi o naprawdę poważne pieniądze i co ważniejsze o bezpieczeństwo narodowe. W takich sprawach dziwaczne tańce powinny być po prostu zakazane. Wszelkie wątpliwości w ogóle nie powinny powstawać, bo interes powinien być JEDEN.