Miesięczne archiwum: Marzec 2015

xxxxx550ffe9103801_p

Finansiści to ludzie obeznani z zagadnieniami finansowymi. Są nimi bankierzy, ubezpieczyciele, doradcy podatkowi, inwestycyjni, maklerzy giełdowi i papierów wartościowych, rzeczoznawcy majątkowy, księgowi, rewidenci, analitycy finansowi. Teraz, dołączył, do tej grupy, Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski!

Od 15 lat redakcja „Gazety Finansowej” przyznaje tytuł „Finansisty Roku”. W poprzednich latach w ten sposób byli wyróżnieni: Józef Wancer – Prezes Banku BPH, Wojciech Kostrzewa – Prezes BRE Bank, Andrzej Podsiadło – Prezes PKO BP, Maria Wiśniewska – Prezes Banku Pekao, Leszek Balcerowicz – Prezes Narodowego Banku Polskiego, Wiesław Rozłucki – Prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Zyta Gilowska – Minister Finansów, Stanisław Kluza – szef Komisji Nadzoru Bankowego, Jan Krzysztof Bielecki – Prezes Banku Pekao, dr Leszek Czarnecki – Prezes Getin Holding, dr Ludwik Sobolewski – Prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Waldemar Pawlak – Minister Gospodarki, Mikołaj Budzanowski – Minister Skarbu Państwa oraz Elżbieta Bieńkowska – Minister Rozwoju Regionalnego. Wskazania z ostatnich trzech wskazują, że pojęcie finansisty gwałtownie się rozszerza. Finansistą Roku za 2014 rok uznano Krzysztofa Kwiatkowskiego – Prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Jak rozumiem nastały czasy, kiedy w finansach najważniejsza jest kontrola….

Redakcja „Gazety Finansowej” doceniła Krzysztofa Kwiatkowskiego za odwagę, zdecydowanie i konsekwencję w kontrolowaniu najważniejszych instytucji państwowych, polityków i administracji. – Prezes NIK ujawnia aferę za aferą i nie obawia się konsekwencji – mówi Piotr Bachurski, redaktor naczelny. – Raporty o sześciolatkach, podsłuchach, infrastrukturze, wypłatach rent i emerytur, zmuszają rządzących do podejmowania działań i naprawy sytuacji. Dzięki aktywności NIK podatnicy wreszcie mają instytucję, która kontroluje na co i w jaki sposób wydaje się ich pieniądze.

Redakcja Gazety Finanasowej przyznała ponadto siedem wyróżnień Finansisty Roku 2014. Otrzymali je:
Kapsch Telematic Services, operator systemu viaTOLL za sprawne zarządzanie systemem, który przynosi miliardy złotych na budowę i utrzymanie dróg,
Bożena Lublińska-Kasprzak, Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości za sukces we wdrażaniu funduszy unijnych przez polskich przedsiębiorców, wkład w budowanie innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki oraz przygotowanie Polski do efektywnego wykorzystania środków w perspektywie finansowej UE 2014-2020,
Pedro Pereira da Silva, Chief Operations Officer Grupy Jeronimo Martins, Country Manager na Polskę za umocnienie sklepów „Biedronka” na pozycji lidera wśród sieci handlowych na polskim rynku oraz za konsekwencję w realizacji celów społecznych,
Leszek Świętochowski, Prezes Agencji Nieruchomości Rolnych za skuteczną restrukturyzację i prywatyzację gruntów rolnych oraz inwestycyjnych, należących do Skarbu Państwa oraz za aktywną rolę w promocji przedsiębiorczości na obszarach rolniczych,
Marvipol za doskonałe wyniki finansowe i konsekwentne umacnianie swojej pozycji w segmencie deweloperskim i motoryzacyjnym,
•  Collegium Civitas za zorganizowanie Podyplomowych Studiów “Bezpieczeństwo Energetyczne”, pomagających wykształcić fachowców, których potrzebuje polski biznes,
Tomasz Pietryga, kierownik działu prawnego „Rzeczpospolita za ciekawe i zrozumiałe podejście do problematyki prawniczej, prezentowanej na łamach dziennika.

Redakcja Gazety Finansowej doceniła także umiejętności przedsiębiorców, którzy na trudnym terenie, jakim niewątpliwie jest polski rynek, potrafią z sukcesem zadbać o dobre imię marki, którą reprezentują. Kapituła konkursu wyróżniała tytułem Finansowej Marki Roku 2015:
• w kategorii UBEZPIECZENIA nagrodę otrzymał Link4 – za stabilny rozwój marki oraz za najwyższej jakości usługi w ubezpieczeniach direct.
• w kategorii DOM MAKLERSKI nagrodę otrzymał Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska – za zbudowanie wyrazistej marki instytucji finansowej, promującej edukację finansową oraz za umocnienie pozycji lidera rynku kontraktów terminowych.
• w kategorii POŻYCZKA GOTÓWKOWA nagrodę otrzymał Provident – za stworzenie przejrzystej, odpowiedzialnej i bezpiecznej oferty pożyczkowej dla klientów indywidualnych i małych firm.
• w kategorii ZARZĄDZANIE NALEŻNOŚCIAMI nagrodę otrzymał Krajowy Rejestr Długów – za stworzenie skutecznego i bezkosztowego modelu windykacji dla sektora MSP.
• w kategorii LEASING nagrodę otrzymał Europejski Fundusz Leasingowy – za silną pozycję marki na rynku leasingu zbudowaną dzięki stabilnemu rozwojowi firmy i ofercie dopasowanej do zmieniających się potrzeb przedsiębiorców.
• w kategorii DORADZTWO FINANSOWE nagrodę otrzymał Open Finance – za zbudowanie nowoczesnej i otwartej na innowacje marki na rynku doradztwa finansowego.

Jak z tego wynika, są finansiście i instytucje z nimi powiązane, które potrafią mieć zyski, jeśli tak, to dobrze.

Woman handing over shopping bag at cash register

Są tacy co kupują w sklepach. Inni wolą nie wychodzić z domu i dokonują zakupu przy pomocy Internetu. Około 10 procent konsumentów korzysta ze sprzedaży bezpośredniej. Ten rodzaj handlu stanowi około 10 procent transakcji indywidualnych. Warto przyjrzeć mu się bliżej, zwłaszcza, że daje zatrudnienie milionom osób!

Sprzedaż bezpośrednia to rodzaj sprzedaży detalicznej. Jedną z odmian jest marketing wielopoziomowy zwany też marketingiem sieciowym, cieszący się różną sławą MLM (ang. multi-level marketing) .  Polega on na dotarciu przez sprzedawcę bezpośrednio do potencjalnego klienta w jego miejscu zamieszkania, pracy lub w czasie specjalnie zorganizowanego spotkania. W ten sposób eliminuje się część pośredników, marży z nimi związanej oraz środków wydawanych na reklamę.

Roczna wartość sprzedaży bezpośredniej w Unii Europejskiej wynosi 92 mld zł, zaś w Polsce generuje roczne obroty zbliżające się do 3 mld zł. Warto dodać, że w ten system jest zaangażowany milion Polaków. Uważa się jednak, że udział sprzedaży bezpośredniej na rynku polskim jest stosunkowo mały, w porównaniu z rynkiem europejskim czy takimi krajami, jak Japonia lub Stany Zjednoczone. Gdyby ta ocena była prawdziwa, może to oznaczać, że ta forma sprzedaży ma u nas jeszcze znaczny potencjał. Zdaniem ekspertów, rozwój tego rynku może być szansę na nowe miejsca pracy, szczególnie w regionach dotkniętych dużym bezrobociem.

Najwięcej transakcji w sprzedaży bezpośredniej dotyczy kosmetyków 68,3 proc., choć udział tych produktów powoli maleje. Spada też udział suplementów diety i artykułów dietetycznych. Minimalnie wzrosło zainteresowanie sprzętem gospodarstwa oraz usługami telekomunikacyjnymi. Powoli wzrasta sprzedaż odzieży, biżuterii i innych akcesoriów mody. Statystyczny klient, dokonujący zakupu w systemie sprzedaży bezpośredniej, to kobieta (59,6%), między 25 a 44 rokiem życia (54,8%), aktywna zawodowo (54,3%) z wykształceniem wyższym (43%) lub średnim (38%), mieszkająca w gminie wiejskiej (40,9%).

Warto mieć na uwadze, że przedsiębiorstwa dystrybuujące swoje towary w systemie sprzedaży bezpośredniej inwestują w badania naukowe i produkcję. Często odgrywają one rolę innowatorów, wyznaczając nowe kierunki i standardy. Nic dziwnego, satysfakcji klientów i skłonności do dłuższego zaangażowania i związania się z firmą jest fundamentem tego modelu biznesowego. Warunki rękojmi, gwarancji i serwisu gwarancyjnego są bardzo często znacznie korzystniejsze od wymaganych przez prawo. Wiele oferowanych produktów ma wieloletnią gwarancję (często bezterminową), a klientowi przysługuje prawo do zwrotu zakupionego towaru, nawet niewadliwego, w razie zastrzeżeń czy braku satysfakcji z nabycia.

Na polskim rynku działają tacy gracze sprzedaży bezpośredniej tacy jak Vorwerk, Zepter, Avon, Oriflame, Philipiak, Woolstar, Welmax czy Vigget. Część z nich proponuje produkty wysokiej jakości. Na przykład Vorwerk – robot kuchenny, Zepter i Philipiak naczynia kuchenne, Vigget urządzenie do profesjonalnej magnetoterapii. To ostatnie przedsiębiorstwo właściwie należy do segmentu ochrony zdrowia, albowiem w skład organizacji wchodzi Vigget Medica – sieć nowoczesnych centrów diagnostycznych. Klienci Vigget mogą w komfortowych warunkach skorzystać z nowoczesnych, bezinwazyjnych i bezpiecznych metod diagnostycznych, pozwalających na określenie obciążeń patogenami takimi jak: grzyby, pasożyty, pleśnie, wirusy, bakterie czy metale ciężkie. Uczestniczący w tym projekcie otrzymują porady związane między innymi z aktywnością fizyczną oraz dietą, których celem jest długowieczność w zdrowiu.

Można też powiedzieć, że Vigget działa też na rynku medialnym czy też edukacyjnym. Dzieję się tak za sprawą Vigget Media –  portalu edukacyjny dla osób zainteresowanych długim i zdrowym życiem. Prezentowane są tam informacje niechętnie poruszane w oficjalnych mediach, niekomercyjne, których celem jest pokazanie prawdy na tematy związane ze zdrowiem, żywnością, sposobami leczenia itp. Jest to portal stworzony dla ludzi szukających najlepszych rozwiązań służących zdrowiu. Podany przykład pokazuje, że przed sprzedażą bezpośrednią jako formą handlu rzeczywiście istnieje jeszcze wiele niewykorzystanych możliwości.

kopia

Nagle Polska zamarła, podobnie jak w czasach starożytnego Egiptu, w związku z zaćmieniem słońca. Nikogo jednak nie wzrusza powszechne zaćmienie umysłu widoczne na każdym kroku, permanentnie. Jedną z przyczyn ogólnopolskiego otumanienia jest dramatycznie niski poziom czytelnictwa.

Statystyczny Polak czyta półtorej książki rocznie, a przecież część ludzi zawyża tę statystykę, albowiem muszą czytać książki zawodowo. Prawdopodobnie częsty kontakt z lekturami mają też osoby uczące się. Według najnowszych badań TNS Polska przeprowadzonych na zlecenie Biblioteki Narodowej, aż 58 proc. Polaków deklaruje, że nie czyta książek. To pokazuje skalę katastrofy. Na wszelki wypadek nie przeprowadza się badań na umiejętność czytania ze zrozumieniem.

Wśród wniosków z badania znalazła się rekomendacja, że nawyk czytania dobrze wykształcić jak najwcześniej u dzieci przez rodzinę i przyjaciół. Jest to ważne, albowiem system edukacji jest tak beznadziejny, że szkoła nie jest w stanie podołać temu zadaniu. Okazuje się poziom czytelnictwa po ukończeniu edukacji spada.

Tam gdzie swoich statutowych zadań nie potrafią zrealizować piękne i zakochane w sobie Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na ratunek przychodzi popularna sieć dyskontowa Biedronka należąca do Jeronimo Martins Polska. Dla nich inercja urzędników jest pożywką. Dlatego postanowili zorganizować konkurs na książkę dla dzieci. Nagroda dla zwycięzcy to 100.000 złotych. To bardzo dużo pieniędzy. Tyle wynosi nagroda literacka Nike. Co więcej taka sama nagroda jest przeznaczona dla artysty, który zadba o szatę graficzną. Honorowy patronat nad konkursem objął Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak, zaś w jury zasiądzie m.in. reprezentant wydawnictwa Zielona Sowa, dziennikarz Jarosław Gugała, autorka książek dla dzieci Renata Piątkowska czy ilustrator Bohdan Butenko.

Nagrodzona książka ma być wydana w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy i być dostępna w ponad 2.600 sklepach Biedronki w całej Polsce. Celem akcji jest zatrzymanie spadku zainteresowania książkami wśród dzieci. Przy okazji konkursu Biedronka ma przeprowadzać akcje, promujące książki jako najlepszą drogę rozwoju dziecięcej wyobraźni i intelektu. Jednak to przedsięwzięcie to nie jest czysta filantropia. Literatura staje się nieodłączną ofertą dyskontów. Cały rynek książek w Polsce wycenia się na 2,6 mld złotych. Biedronka może w ciągu jednej akcji sprzedażowej osiągnąć przychody na poziomie 10 mln złotych. Tak było w 2014 roku, kiedy w ramach akcji „Tanie czytanie” do sklepów sieci Biedronka miały trafić 2 mln egzemplarzy książek po 4,99 zł

To, na co Ministerstwa potrzebują pieniądze wyszarpywać z kieszeni podatników i jest z definicji deficytowe, to prywatni przedsiębiorcy potrafią przekłuć na pieniądze. Oczywiście opisany przypadek nie jest panaceum na wszystkie dolegliwości, pokazuje jednak, że czasem dwie nogi to lepiej niż cztery. Aby zrozumieć aluzję poprzedniego zdania, trzeba czytać książki. Proszę jednak tego nie traktować ani jako sprawdzian, ani jako kolejne badanie.

CSR CSR RSC6

Jednym z wiodących tematów na Welconomy 2015 czyli Forum Gospodarczym w Toruniu oprócz innowacji był CSR (Corporate Social Responsibility) czyli społeczna odpowiedzialność biznesu. Debaty poświęcone temu zagadnieniu było wyjątkowo żywiołowe. Może dlatego, że ewidentnie część uczestników nie wiedziała o co chodzi albo o czym mówi.

Zatem tytułem wprowadzenia przypomnę, że początki CSR sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku. Właśnie wtedy w Stanach Zjednoczonych narodziła się koncepcja społecznej odpowiedzialności biznesu. W Europie zainteresowanie pojawiło się później, wraz z rosnąca przewagą konkurencyjną przedsiębiorstw amerykańskich oraz trudnościami związanymi z utrzymaniem gwarancji socjalnych państw dobrobytu. Do Polski idea dotarła razem z pojawieniem się międzynarodowych korporacji, które w swojej kulturze organizacyjnej CSR wyznaczają jako jeden ze swoich celów.

31 stycznia 1999 roku Kofi Annan Sekretarz Generalny ONZ na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos przedstawił inicjatywę Global Compact, której celem było zajmowanie się zagadnieniami związanymi ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. Wymagała ona od uczestników przestrzegania 10 zasad. Późniejsze dopracowywania zliberalizowały stanowisko. Niemniej przyjęło się, że „społeczna odpowiedzialność biznesu to całościowa strategia, realizowana w oparciu o konsultacje społeczne w celu wypracowania korzystnych rozwiązań dla wszystkich uczestników, w tym również kondycji środowiska naturalnego, prowadząca do osiągnięcia trwałego zysku rozumianego jako uzyskanie stabilnej przewagi konkurencyjnej, w sytuacji gdy inne parametry porównawcze przestają odgrywać rolę. SOB zakłada dbałość o zasady etyczne, prawa pracowników, prawa człowieka, otoczenie społeczne i środowisko naturalne”.

Jakby ktoś miał nadal wątpliwości co to jest społeczna odpowiedzialność biznesu, to uprzejmie informuję, że od 2010 roku obowiązuje norma ISO 26000, która systematyzuje wiedzę na temat szeroko rozumianej. To nie koniec w dniu 5 grudnia 2014 r. weszła w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/95/UE z dnia 22 października 2014 r w odniesieniu do ujawniania informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże jednostki oraz grupy (Dyrektywa ws. ujawniania informacji niefinansowych), która zobowiązuje duże podmioty prawa gospodarczego do raportowania od 2017 roku jak odnosi się do podstawowych zagadnień dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu. Ta część raportu ma również być przedmiotem badania przez biegłego rewidenta. Jak zatem z tego wynika, ktoś kto chciałby coś wiedzieć na temat CSR, ma możliwość uzyskania pełnej wiedzy na ten temat, a nie jak proponowała jedna z uczestniczek, aby przeprowadzić ankietę aby dowiedzieć się co to jest?

Trzeba tez oddać sprawiedliwość, że są ludzie, którzy doskonale wiedzą co to jest społeczna odpowiedzialność biznesu. Należy do nich Pani Aneta Jaworska-Rutkowska kierownik ds. Relacji Zewnętrznych i CSR Jeronimo Martines Polska, spółki która jest właścicielem „Biedronki” – największej sieci sklepów spożywczych w Polsce. Przedsiębiorstwo zatrudnia ponad 55 tysięcy pracowników, co czyni je jednym z największych pracodawców w kraju. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w przeszłości organizacja była znana ze złego stosunku do pracowników, dlatego też imponujące wrażenie robi jej przeobrażenie. Wszystkie wypowiedzi Pani Anety Jaworskiej-Rutkowskiej dowodziły, że jest to osoba kompetentna i na właściwym miejscu. Dla niej „CSR to budowanie postaw społecznych”, uważa ponad to, że „społeczna odpowiedzialność biznesu powinna być wbudowana w strategię firmy, gdyż pozwala to aby wszystko robić z głową”.

Dużo niepokoju wprowadziła Agata Stremecka Prezeska Forum Obywatelskiego Rozwoju która zauważyła, że „przedsiębiorstwa traktują CSR jako incydentalne akcje, albo pijarowski myk”. Niestety jest to bolesna prawda. Wynika to z tego, że albo nie rozumieją pojęcia, którym się posługują, albo z bezradności. W kontekście tego ciepło zabrzmiały słowa Zenona Pokojskiego Wiceprezesa Grupy Azoty Zakładów Azotowych „Puławy”, który stwierdził, że „dla właściciela gromadzenie mamony w ubogim otoczeniu jest mało satysfakcjonujące”. Dobrze by było gdyby, taki punkt widzenia mieli wszyscy prezesi. Dobrego podsumowania dyskusji dokonał Hubert Biskupski Zastępca redaktora Naczelnego „Super Expressu”, mówiąc, że „współczesne przedsiębiorstwa mogą istnieć bez CSR tak jak funkcjonują bez strategii, ale można też zobaczyć ile firm upadło z tego powodu”. I to jest taka myśl, nad którą powinni się zastanowić wszyscy, którzy dziś lekceważą znaczenie społecznej odpowiedzialności biznesu.

MTAyNHg3Njg,11440139_11439086

Welconomy 2015 czyli XXII Forum Gospodarcze w Toruniu w tym roku zgromadziło ponad 2000 uczestników, którzy wzięli udział w 36 dyskusjach, debatach i panelach, na których wystąpiło ponad 220 prelegentów i mówców. Tak powstał znaczący potencjał, który, mam nadzieję, przyniesie swoje dobre plony.

Tak ogromna mnogość spotkań, czasem kilka w tym samy czasie, nie daje szansy uczestniczenia we wszystkich. Niestety nie udało mi się rozdwoić, a czasem to bym musiał nawet się rozpięćić (jeśli istnieje takie słowo, a jak nie to powstało nowe). Niemniej uczestniczyłem w kilku debatach, które uznałem za ważne.

Tegoroczne Welconomy odbyło się pod hasłem innowacyjności. Słowo było zamiennie używane z nowoczesnością, nowością, nowatorstwem. Warto jednak zauważyć, że takich słów jak „przełomowe” czy „rewolucyjne” nie usłyszałem, co uważam za znamienne. Jedna z debat była zatytułowana „Innowacyjność”. Refleksje z niej płynące napawają smutkiem. Innowacyjność w przypadku Polski to mit. Największy problem ma z tym gospodarka. Patenty są zgłaszane przez uczelnie, a nie przez przemysł, który praktycznie nie ma pionów badawczo-rozwojowych. Brak jest transferu innowacji z nauki do przemysłu. Bożena Lublińska-Kasprzak, Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, powiedziała o barierach w rozwoju innowacyjności: „przeważają u nas mikroprzedsiębiorstwa (97% wszystkich działających) – z natury rzeczy słabsze i mniej skłonne do inwestowania w innowacyjność niż duże organizacje, które powinny starać się o zwiększenie swej produktywności, m.in. dlatego, że tylko niewielka ich część inwestuje we wdrażanie innowacyjnych technologii.”

Polska jest 41 miejscu na świecie jeśli chodzi o innowacyjność. W Europie zajmuje jednak 3 miejsce, tyle, że nie od początku, ale od końca. Polska ma dwa razy mniej naukowców niż Portugalia. Pieniądze, które powinny iść na ludzi, mających zajmować się innowacyjnością, są przeznaczane na sprzęt, który kupuje się oczywiście za granicą, a zatem wspiera się w ten sposób obcą myśl techniczną. Dlatego właśnie okazuje się, że innowacyjny w Polsce może być Zakład Ubezpieczeń Społecznych…

W zaistniałej sytuacji, do czasu jakościowego przełomu, który się nie zapowiada, lepiej mówić o inteligentnym rozwoju. Taką szansę dają klastry przemysłowe. Być może dobry przykładem będzie Lubelski Klaster Lotniczy, który ruszył za sprawą PZL-Świdnik. Jego Prezes Krzysztof Krystowski powiedział, że spółka „chce wziąć odpowiedzialność za rozwój miejscowego klastra, jako ważny partner dla władz lokalnych i pozostałych lokalnych przedsiębiorców. O tym jak ważne jest współdziałanie grupy przedsiębiorców widać choćby na przykładzie ostatniego, dużego przetargu, w jakim uczestniczy PZL-Świdnik – na dostawę 70 helikopterów dla MON. Uczestniczymy w nim wraz z 900. naszymi poddostawcami, zatrudniającymi ok. 4 tys. osób.” Według Krystowskiego zatrudnienie w zakładach PZL-Świdnik może wzrosnąć o nawet 2 tys. osób w perspektywie najbliższych siedmiu lat, o ile spółka zwycięży w kontrakcie dla MON. To obrazuje, że tylko inwestycje mogą prowadzić do rozwoju gospodarczego i spadku bezrobocia, oczywiście o ile będą wspierane.

Innowacyjność w naturalny sposób łączy się z IT czyli technologią informacyjną. Jedna z debat zatytułowana została pytaniem: „Rozwój IT szansą czy zagrożeniem dla Polski?” Cóż moim zdaniem, niektóre szanse są zagrożeniami. Grzegorz Napieralski Zastępca Przewodniczącego sejmowej Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, odpowiadając na pytanie stwierdził, że „zagrożeniem jest powstrzymywanie się od rozwoju, zwłaszcza kiedy wszyscy się rozwijają. Grozi to utratą kompatybilności z rzeczywistością.” Pragmatycznie potwierdził to Andrzej Halicki Minister Administracji i Cyfryzacji dostrzega „bariery technologiczne, związane z nakładami, poziom kompetencji czyli świadomość jak to można wykorzystać. Wśród urzędników panuje przekonanie o niebezpieczeństwach, ryzykach, a nawet nieopłacalności z technologią informacyjną. Wciąż obowiązuje kult pieczątki i papierowego obiegu dokumentów.” Z pewnością te dogmaty stanowią poważny hamulec.

Praktycznym przykładem zawracanie kijem rzeki jest to co się dzieje w sprawie pobierania opłat za przejazd autostradami w Polsce. Zostało to omówione podczas debaty „Nowoczesne rozwiązania i produkty dla infrastruktury”. Krzysztof Król Doradca Prezydenta RP zauważył, że „nowoczesne urządzenia pozwalają systemom elektronicznym rozpoznawać pojazdy. To w praktyce oznacza, że można stworzyć system pozwalający zlikwidować bramki płatnicze na autostradach. W efekcie rozwiązuje to problem korków na drogach, bo bramki są wąskim gardłem. Odejście minister  Elżbiety Bieńkowskiej przekreśliło te projekty, którymi nikt się teraz nie zajmuje.” Szkoda, albowiem elektroniczna identyfikacja pojazdów może być rozwiązaniem dla wiele innych spraw. Wskazywał na to Marek Cywiński Dyrektor Generalny Kapsch Telematic Services „system viaTOLL może minimalizować zajeżdżanie miast przez samochody, zmniejszać ilość wypadków drogowych, ograniczać ruch i kłopoty z parkowanie dzięki inteligentnej komunikacji radiowej”.

Wielką szansą jest też rozwój telemedycyny. Przekonywali o tym z kolei mówcy uczestniczący w debacie pod takim tytułem. Prof. Ryszard Piotrowicz kierownik Kliniki Rehabilitacji i Kardiologicznej i Elektrokardiologii Nieinwazyjnej wskazywał, że „telemedycyna sprawdza się chociażby w kardiologii polega na monitorowaniu kondycji i zachowań serca. Transmisje EKG można przeprowadzać z domu pacjenta. Na podstawie algorytmu jest możliwe podejmowana konkretnych decyzji terapeutycznych. To doskonałe rozwiązanie w przypadku opieki nad pacjentami, którzy mają wszczepiony rozrusznik lub fibrylator.” Jednak dla Narodowego Funduszy Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia sprawa nie jest już tak oczywista i nie chcą uwzględnić wydatków telemedycyny w koszyku refundowanych usług medycznych. Przyczyną jest brak definicji takiego terminu jak telemedycyna i regulacji prawnych na ten temat.

Cóż w zasadzie, z wszystkich debat, w których uczestniczyłem wynika, że jeśli chodzi o innowacyjność, a nawet tylko o inteligentny rozwój nie będzie łatwo. Perspektywy są nędzne. Jeden z urzędników, którego, z litości nie będę tu sławić powiedział: „Panie, nie przesadzajmy z tą innowacyjnością, ona bardzo szybko się starzeje. Cała Europa jest w defensywie. Wśród światowych liderów innowacyjności nie ma przedsiębiorstw z Unii Europejskiej”. To żadne pocieszenie, ale temat do zastanowienia się.

P.S. W opowieści o Welconomy 2015 nie napisałem o debacie na temat CSR czyli społecznej odpowiedzialności biznesu, stało się tak, bo to materiał na oddzielny tekst, którego bohaterem będzie m. in. pewna Biedronka Jeronimo Martins Polska…..

law book with paragraphs

Bezprawie to stan kiedy nie przestrzega się prawa. Pomijając sytuacje anarchii, są też inne okoliczności kiedy to się może zdarzać. Przyczyną bezprawia może być tez nadmiar prawa, przeregulowanie, kiedy powstaje taka ilość norm i aktów prawnych, często nawet sprzecznych ze sobą, że już nikt nie jest w stanie tego ogarnąć. Właśnie osiągnęliśmy ten poziom.

Przedsiębiorca, który chciałby zapoznać się ze wszystkimi zmianami w przepis jakie miały miejsce w 2014 roku musiałby przeczytać dziennie 103 strony, poświęcając na to 3,5 godziny – wynika z szacunków firmy Grant Thornton. Jeżeli ponadto chciałby się skorelować je z tekstami źródłowymi, czyli jednolitymi ustawami, do których wprowadzane są zmiany oraz interpretacje podatkowe i najważniejsze orzeczenia sądowe – to na analizie aktów prawnych może spędzić nawet cały dzień. W praktyce oznaczałoby to, że nie miałby już czasu zajmować się niczym więcej, a przecież przedsiębiorstw nie powołuje się po to, aby poświęcać się wyłącznie studiowaniu aktualnych aktów prawnych. Ilość czasu potrzebnego na monitorowanie zmian oraz nowych przepisów, wyjaśnia dlaczego nawet prawnicy nie są w stanie zapoznać się ze wszystkimi regulacjami, bo wówczas już niczym innym by się nie mogli zajmować, a przecież powinni doradzać, wydawać opinie, pisać pisma procesowe, występować przed sądem itd. To zresztą wyjaśnia, dlaczego następuję i pogłębia się specjalizacja w tej branży.

Z raportu „Legislacyjna burza szkodzi polskim firmom” przygotowanego przez Grant Thornton wynika, ze w 2014 roku powstało 1995 nowych aktów prawnych. Łącznie liczyły one 25.600  stron maszynopisu, co jest równe „wieży” dokumentów o wysokości 1,3 metra. Okazuje się, że ubiegłoroczny wynik jest o

  • 11 % wyższy niż w 2013 r.,
  • 22 % więcej niż dekadę temu i aż
  • 745 % więcej niż 20 lat temu.

BIUROKRACJA 2 120503,812136,w_500

W produkcji stron aktów prawnych pokonaliśmy nawet Francję (22.585 stron), nie mówiąc już o Włoszech (15.249 stron). Pojawiają się głosy, że ilość tworzonych przepisów jest związana z dostosowywaniem się do unijnego prawodawstwa. Jednak to kłamstwo, albowiem dla porównania przyjęto u nas sześciokrotnie więcej aktów prawnych niż Czechy (4.306 stron) i prawie ośmiokrotnie więcej niż Słowacja (3.407 stron), które w przeszłości miały podobny system prawny.

BIUROKRACJA 120507,505783,w_500

Ocenia się, że przychody przedsiębiorstw byłyby wyższe o 10 %, gdyby nie musiały się one zmagać z problemami biurokratycznymi. „W skali całej gospodarki oznacza to, że biurokracja więzi przychody firm na poziomie 200 mld zł” – oblicza Tomasz Wróblewski z Grant Thornton. To gigantyczna kwota pieniędzy w porównaniu z na przykład budżetem państwa, o deficycie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie wspominając. Zmieniające się przepisy to obecnie większy problem dla przedsiębiorców niż na początku transformacji. Nie tylko utrudnia to prowadzenie działalności, ale również naraża biznesmenów oraz zarządy na odpowiedzialność karną i administracyjną za łamanie prawa.

Biurokracja jest nadmierna. Urzędnicy tworzą przepisy tylko po to aby uzasadnić potrzebę swojego istnienia i stwarzać nowe stanowiska biurokratyczne. Można powiedzieć, że biurokracja jest najlepiej rozwijającą się dziedzina polskiej gospodarki. Jednak w rzeczywistości niczego nie wytwarza. Jest to rak toczą cały kraj. Ciągłe, ogromne zmiany w prawie, powodują, że system prawny jest niestabilny. Powstaje chaos. Mało kto nadąża za zmieniającymi się co chwila przepisami, np. prawo pracy potrafi być nowelizowane 3 razy w roku! Dotyczy to nie tylko przecież przedsiębiorstw, ale również zwykłych ludzi. Nic dziwnego, że doszło do masowego exodusu za granicę kraju i panoszącego się absurdu. W ślad za obywatelami podążają również przedsiębiorcy, albowiem łatwiej prowadzić przedsiębiorstwo w Polsce, korzystając z prawa unijnego, na prawie brytyjskim, niemieckim, holenderskim, austriackim, słowackim czy litewskim (w zależności od branży). To oczywiste straty dla budżetu z tytułu podatkowych przychodów.

Urzędnicy się śmieją, że przecież wszyscy nie wyjadą. Żałosne. Dużo mówi się o zaletach konkurencji. Do tej pory wszyscy mieli na myśli przedsiębiorstwa. Teraz można spojrzeć na konkurencję z perspektywy stanowionego prawa i biurokracji. W tej dyscyplinie jesteśmy bardzo mało konkurencyjni. Jawi mi się to jako kolosalna strata.