Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Wielki polski poeta Ks. Jani Twardowski trafił pod skrzydła Biedronki, a dokładnie pod „strzechy” największej sieci sklepów pod tą nazwą. Stało się tak za sprawą wyjątkowej publikacji „Można odejść na zawsze, by stale być blisko”, której autorem jest światowej sławy fotograf i dziennikarz Czesław Czapliński i wielki dokumentalista wybitnych przedstawicieli polskiej inteligencji.

Ks. Jan Twardowski to poeta, który nazywał siebie „Janem od Biedronki”. Tworzył poezję, mówiącą o tym, co zwyczajne, codzienne, świeckie, przepełnioną ciepłem, humorem i urzekająco prostą. Autor, żyjący po za światem literackim, ale obecny w nim po dziś, ale co więcej, żyjący stale w pamięci czytelników, co dla nieżyjących twórców jest największym uznaniem.

Książka „Można odejść na zawsze, by stale być blisko” zawiera unikatową rozmowę z księdzem przeprowadzoną przez Czesława Czaplińskiego. Dziennikarz spędził z Poetą wiele czasu. Korzystając z wyjątkowej okazji przebywania w klauzurowym, kontemplacyjnym klasztorze ss. Wizytek, przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu, wykonał wiele unikatowych i magicznych zdjęć Księdza. Fotografie ukazują  Jana Twardowskiego w jego prywatnej, domowej przestrzeni. Zdjęcia odsłaniają otoczenie w jakim żył i tworzył ten niezwykle wrażliwy i bliski ludziom Autor. Publikowane fotografie to także swoisty zapis spotkania dwóch niezwykłych artystów.

Właśnie w taki sposób, sieć sklepów „Biedronka”, z okazji setnej rocznicy urodzin ks. Jana Twardowskiego przypomina swoim Klientom o tę wybitną postać. Jest to już kolejne przedsięwzięcie tego przedsiębiorstwa, mające na celu wsparcie popularyzacji czytelnictwa w Polsce. Regularną sprzedaż książek „Biedronka” prowadzi już od roku 2009. Wśród nich znajdują się pozycje z klasyki literatury, a także tytuły współczesnych, nagradzanych autorów. W zeszłym roku zaoferowano książki nominowane do nagrody Nike w 2014 roku. Wśród propozycji są również tytuły skierowane do najmłodszych czytelników – wydawnictwa edukacyjne, aktywizujące oraz interaktywne. W tym roku „Biedronka” ogłosiła konkurs „Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci“, w ramach którego wyróżniona praca zostanie wydana i trafi na sklepowe półki.

Piszę o tym, aby zawstydzić wszystkie pozostałe sieci sklepów, nie tylko spożywczych, ale wszystkich innych, a także instytucje, które powinny zajmować się popularyzacja czytelnictwa, a zamiast tego wykonując działania pozorowane, tylko aby przejadać pieniądze.

Jest kraj, który ma dwie fabryki helikopterów wojskowych. Wojna, choć o tym się oficjalnie nie mówi, podmywa jego granice. W tej sytuacji oczywiste wydaje się dozbrojenie armii w nowoczesny sprzęt, na wypadek ewentualnego konfliktu zbrojnego. Na ten cel przeznacza się kosmiczną kwotę kilkunastu miliardów. Skoro są dwie fabryki, trzeba zorganizować przetarg, aby podjąć roztropna decyzję. Jednak wszystko wskazuje na to, że to się nie udaje.

Konkurs na dostawę na dostawę helikopterów dla polskiego wojska wygrywa francuski koncern Airbus Helicopters, który w Polsce nie posiada żadnej fabryki. Warto dodać, że nie był to przetarg otwarty lecz zamknięty, do którego oprócz zwycięskiego producenta zaproszono dwa polskie podmioty. Wygląda to na świadome i planowe działanie. Zwłaszcza, że z przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej podają informacje, iż krajowi producenci helikopterów nie dysponują odpowiednią ofertą. Jeśli tak, to po co w ogóle byli wciągani do zabawy w przetarg? W ten sposób Ministerstwo Obrony Narodowej, a w konsekwencji i rząd, pokazuje czerwone kartki polskim producentom helikopterów wojskowych i wydaje rekomendację: kupujemy za granicą, bo to co jest kraju jest słabe. Obniża się w ten sposób rangę i potencjał narodowej gospodarki.

Polskie fabryki helikopterów są poważnymi przedsiębiorstwa, tworzącymi wiele miejsc pracy i stanowiącymi ważny element gospodarki. PZL-Świdnik zatrudnia 3,5 tys. ludzi w tym 630 inżynierów, a wartość jego eksportu wynosi 700 mln zł. Fabryka kooperuje z 900 polskimi dostawcami, generując dodatkowe 4 tys. miejsc pracy. Drugim producentem jest PZL-Mielec Sikorsky. Zakład zatrudnił ponad 1,5 tys. pracowników, dorobił się ponad 50 kooperantów, ośmiokrotnego wzrostu wartości eksportu i pięciokrotnego wzrostu sprzedaży. Okazuje się, że takie podmioty potrafią zadowolić zagranicznych kontrahentów, ale nie rządowe Ministerstwo Obrony Narodowej.

Warto też dodać, że w krajach europejskich o zakupach tej rangi i znaczeniu decydują zespoły i one nie są ograniczone do jednego ministerstwa. Nadzór nad nimi mają też parlamentarzyści. Traktaty Unii Europejskiej przewidują wyłączenie z otwartych przetargów decyzji, które dotyczą obrony narodowej i bezpieczeństwa.

Po ogłoszeniu wyników wybuchła prawdziwa awantura. Największym skandalem jest to, że zwycięzcę przetargu ogłosił Prezydent Bronisław Komorowski, tak jakby to on organizował przetarg, albo co najmniej w nim uczestniczył. Ponieważ tak nie było, w najlepszym wypadku wygląda to zatem na przekroczenie kompetencji. Kilka miesięcy wcześniej podpisał on dokument Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP, w którym napisano, że „Polski przemysłowy potencjał obronny – istotny element gospodarczej sfery bezpieczeństwa – powinien być w maksymalnym stopniu angażowany w proces modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP, a w szczególności w realizowane przez resort obrony narodowej priorytetowe programy modernizacyjne. (…) Administracja rządowa powinna tworzyć warunki prawne, zachęty inwestycyjne oraz mechanizmy instytucjonalno-koordynacyjne dla rozwoju przemysłowego potencjału obronnego, w tym dla zwiększenia jego innowacyjności”. Jak widać, treść tego dokumentu stoi w jaskrawej sprzeczności z ostatnimi wydarzeniami.

Negatywnie o wynikach przetargu wypowiedział się, były premier Leszek Miller, stwierdzając, że „sposób podjęcia, rozstrzygnięcia tych decyzji dowodzi, że nie uwzględniono interesów polskiej gospodarki”. Zapowiedział też, że Sojusz Lewicy demokratycznej zwróci się do „Najwyższej Izby Kontroli, by przeanalizowała wszystkie okoliczności prowadzonych przetargów i podejmowanych decyzji” oraz „do marszałka Sejmu o debatę sejmową w tej sprawie na najbliższym posiedzeniu Sejmu.” Dziwne, że opozycja nie zamierza w tej sprawie ani skierować zawiadomienia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ani Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Sytuacja musi być rzeczywiście jednak bardzo poważna skoro nawet były premier Jerzy Buzek, reprezentujący interesy Platformy Obywatelskiej również krytycznie wypowiada się o tym wydarzeniu. „Nie wyobrażam sobie, żeby Francja, USA, czy jakikolwiek inny kraj, który produkuje na swoim terenie dwa niezłe śmigłowce, które kupuje cały świat, zdecydował się na zakup innych maszyn.” Zauważył on tez oczywistą oczywistość, że „Siła kraju zależy od jego gospodarki. Wobec tego dla MON powinna mieć znaczenie siła naszej gospodarki, by Polska była krajem znaczącym na arenie międzynarodowej.” Właśnie w ten sposób wygra się przecież dzisiaj wojny.

Pojawiają się różnego rodzaju dziwne hipotezy, a to że to wybór francuskiego koncertu to rachunek za wybór Donalda Tuska Przewodniczącego Unii Europejskiej, albo, że rekompensata za straty jakie Paryż poniósł wyniku sankcji nałożonych na Rosję itd. itp. Tego typu wypowiedzi nie pojawiałby się, gdyby przetarg i jego wyniki dało się ogarnąć rozumem. Tak nie jest i to gigantyczna strata.

W 70 procentach przedsiębiorstw strategia jest w głowie szefa, do której nikomu nikomu nie wolno zaglądać, więc nikt, poza nim, nie wie na czym polega. Więcej na ten temat można dowiedzieć się książki „Strategia marketingowa. Instrukcja budowy silnej marki” napisana przez ekspertów i praktyków z tej dziedziny. Lektura jest pouczająca i inspirująca. Pouczająca oczywiście dla studentów, a inspirująca dla biznesmenów i kadry zarządzającej przedsiębiorstwami.

Autorami „Strategii marketingowej” są Dagmara Dłużniewska, Maurcy Graszewicz, Marcin Kalkhoff i Maciej Tesławski. Piszący rozprawiają się z wieloma mitami, jakie mocno się utrwali w potocznej świadomości. Dlatego autorzy przypominają, że marketing, o czym mało chyba kto wie, nie jest od sprzedawania, bo od tego jest….. tak, tak, dział sprzedaży! Są różne proste podejścia do strategii marketingowej, np. strategia w czterech krokach lub strategia w kroku. Krótko mówiąc są to spacery na skróty, a przecież w tym przypadku oznacza to omijanie ważnych części składowych. To jest tak jakby budować dom na skróty, czyli bez fundamentów, a jeszcze lepiej bez podłogi. Pokazują oni siedem grzechów strategicznych: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie, gniew, lenistwo.

Wydawnictwo pozwala na rzecz najważniejszą: rozumienie pojęcia marketingowego. Autorzy uważają, że dobrze jest mieć strategię marketingową przynajmniej na 5 – 15 lat. Warto jednak pamiętać, że są takie strategie, które nie zmieniają się przez 40 – 50 lat lub nie zmieniają się w ogóle. To w sumie dosyć odważne tezy, w rozchwianym wiecie, gdzie korporacje potrafią zmieniać strategie nawet trzy razy w roku. Ważne aby pamiętać, że nie zawsze, albo nawet przeważnie, nie można budować strategii według tego samego schematu, co oznacza, że nie każdą markę można sprzedać według koncepcji opisanej w tej książce, która zawiera opis pewnego ideału strategii.

„Strategia marketingowa” to książka dziwna. Stanowi rodzaj kolażu, wynikającego z tego, że jej autorami są cztery osoby o różnym wykształceniu, doświadczeniu i odmiennym podejściu do tematu. To zderzenie zapatrywań jest siłą publikacji. Nie ma w niej instrukcji jest za to sporo inspiracji. Książka jest niespójna przez co skłania do polemik i dyskusji. W ten sposób powstaje ferment, który może okazać się odkrywczy. Jest to o tyle ważne, że nigdy nie ma strategii bez zadawania pytań i bez szukania odpowiedzi.

Publikacja nie wymaga lektury linearnej. Można zacząć ją czytać od środka, od końca lub innego dowolnie wybranego miejsca lub tematu, który w danym momencie koncentruje uwagę. Nina Kowalewska-Motlik – President New Commnications uważa, że „książka jest bardzo szczegółową wiwinsekcją marki i wszystkich jej aspektów„. Dr hab. Robert Kozielski z Uniwersytetu Łódzkiego sądzi, że „świadomie kreowane kontrowersyjne punkty widzenia zmuszają Czytelnika do aktywnego zaangażowania i kreowania postawy intelektualnego fermentu”. Natomiast Marek Staniszewski z Office Havas Worldwide Warsaw twierdzi, że książka „formą przypomina proces „głośnego myślenia”, treść zaś koncentruje się i krąży wokół kluczowego pojęcia, jakim jest strategia oraz przeróżne jej odcienie„. Na koniec dodam, ze książka, które opublikowało Wydawnictwo Słowa i Myśli, ma dobrą relację ceny do jakości czyli w marketowej cenie można otrzymać luksusowy produkt.

Zaledwie 25 lat wystarczyło, aby z przemysłu została „kamieni kupa” jak to szczerze wyznał Minister Spraw Wewnętrznych. Tak zbankrutowała idea, aby pozostawić tę gałąź gospodarki samej sobie, wierząc w niewidzialną rękę rynku, której główną cechą jest bezmyślność. Mści się to teraz okrutnie. Mimo tego wyniszczenia, ciągle Polska coś usiłuje eksportować. To zaskakujące.

Eksport jest bardzo ważny dla gospodarki. Dowodzi siły państwa. Jak kruchy jest eksport naszego kraju pokazuje embargo zakładane na wieprzowinę, że o jabłkach już nie wspomnę. Niewielkie tąpnięcia potrafią urosnąć do rozmiaru katastrofy lub kataklizmu. Okazuje się, że siła naszej oferty eksportowej jest niewielka, czasem to bardziej fatamorgana, która kupców wodzi na manowce. W zasadzie istniejemy tylko na rynku europejskim, a to oznacza, że poruszamy się w przestrzeni, której wielkość mocno ograniczona. Taki jest zatem zakres możliwości eksportowych. Jako światowy gracz po prostu nie istniejemy.

Stało się tak, że byłem uczestnikiem debaty „Liderzy ekspansji – atrakcyjne kierunki inwestycji, sposoby budowy pozycji na rynkach zagranicznych”. To ciekawy temat, bo jak słusznie zauważyła Bożena Lublinska-Kasprzak, Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „eksport jest kluczem do wzrostu polskiej gospodarki”. Głównym tematem dyskusji było pytanie: co zrobić, aby tak się stało? Odpowiedź wydawała mi się banalna, bo najprościej jest odbudować przemysł, który będzie produkował coś tak wyjątkowego, że wszyscy, na całym świecie, będą chcieli to kupować. Takie rozwiązanie jest powszechnie poszukiwane. Warto zatem zastanowić się nad jakąś sprytniejszą odpowiedzią.

Wszędzie jest rynek, konkurencja i walka, w której rywalizuje się atrakcyjnością” – zauważył podczas debaty Cezary Miksa, Dyrektor Zarządzający Obszaru Komunikacji Korporacyjnej Asseco Poland, Spółki, która od 2008 roku wchodzi w skład indeksu WIG20. To pokazuje przede wszystkim, że ani konkurencji, ani walki bać się nie trzeba. Informatyka jest dziedziną, w której generalnie brak rąk do pracy. W Unii Europejskiej obecnie brakuje miliona informatyków, a w Polsce 50 tysięcy. Dlatego też przedsiębiorstwa działające w sektorze IT, w zasadzie cały czas mogą się rozwijać, ponieważ szybko nie da się wykwalifikować tak wielkiej armii ludzi. Na europejskim rynku łatwo jest konkurować, zwłaszcza wtedy gdy pracownikom płaci się w złotówkach, a kontrakty podpisuje się w euro. Niemniej doświadczenia pokazują, że nawet w łatwych sytuacjach, zdolni ludzie, potrafią doprowadzić do bankructwa.

Prezes Bożena Lublińska-Kasprzak uważa, że „eksport powinien być oparty nie tylko na cenie i jakości, ale również na innowacyjności, oryginalności lub wzornictwie”. To bardzo słuszna konstatacja, która mogłaby się stać mottem polskiej gospodarki, która, pod względem innowacyjności, zajmuje w Unii Europejskiej 3 miejsce, niestety od końca…. Żeby uzmysłowić skalę dramatu, dodam, że wśród 100 innowacyjnych przedsiębiorstw na świecie, nie ma ani jednej z UE.

Co w takiej sytuacji można eksportować z wyjątkiem płodów rolnych i surowców, które powinno się sprzedawać tylko w formie przetworzonej (tej mądrości uczono mnie jeszcze w szkole podstawowej)? Odpowiedzią może być strategia PKP Cargo. Łukasz Haładyś, Członek Zarządu tej Spółki, uważa, że szansą, dla jego przedsiębiorstwa nie jest zwiększanie udziału jako przewoźnika, bo to praktycznie jest już bardzo trudne do wykonania. Przedsiębiorstwo zajmuje drugie miejsce w Europie. „Wzrost jest możliwy w rozszerzeniu działalności, polegającej na rozpoczęciu walki o udział w sektorze logistycznym”. Rzeczywiście PKP Cargo jest spółką, która odniosła zaskakujący sukces, dokonując kilku spektakularnych ekspansji, w krótkim czasie m.in. kupując znaczące spółki w Polsce, Czechach i na Chorwacji. Wygląda na to, że jest to fragment większego planu budowania nowej, europejskiej koncepcji rozwoju. Spółka odnosi już sukcesy w obszarze logistyki, m. in. zajęła się transportem kontenerów z Chin do Niemiec. Osiągnięcia PKP Cargo są  tym bardziej jaskrawe na tle innych podmiotów z kolejowego sektora.

Przykłady Asseco i PKP Cargo mogą być inspirujące, choć dla większości nieosiągalne w naśladowaniu. Struktura kapitału Spółek z polskim rodowodem jest taka, że większość największych przedsiębiorstw to podmioty ze znacznym udziałem Skarbu Państwa. Tego typu organizacje dysponują i kapitałem i jednocześnie mają naturalną potrzebę międzynarodowego rozwoju. Zdaniem Rafała Baniaka, Wiceministra Skarbu Państwa „ekspansja zagraniczna to potrzeba chwili, która coraz częściej okazuje się niezbędnym elementem we wzroście wartości przedsiębiorstw. Przyczynia się to znacząco do poprawy ich wartości, dywersyfikacji działalności oraz wzrostu zatrudnienia. Łączna szacunkowa wartość inwestycji zagranicznych spółek kluczowych z udziałem Skarbu Państwa to 30 mld zł.

Generalnie, aby eksportować, trzeba znać rynki zagraniczne, (a przede wszystkim) i wiedzieć jak działają i funkcjonują, jakie mają bariery. Bez tego nawet atrakcyjne oferty mogą okazać się nieskuteczne. Pomocne w tym zakresie mogą być różnego rodzaju targi, misje gospodarcze lub wsparcie ambasad. Trzeba też pamiętać, że wejście na nowy rynek zawsze wiąże się z inwestycją. Przedsiębiorstwo, które planuje takie przedsięwzięcie musi zgromadzić zasoby, aby udźwignąć koszty z tym związane. Eksport z natury rzeczy wymaga kapitału i dobrej logistyki. Przy walce konkurencyjnej, gdzie często gra się ceną, często staje się to niemożliwe. Marek Kłoczko, Wiceprezes i Dyrektor Generalny Krajowej Izby Gospodarczej wskazuje też „powinno się tworzyć spójny model promocji Polski za granicą”.

Wszystko byłoby by pięknie, choć moim zdaniem, największą naszą ofertą eksportową jest tania siła robocza, ta wykorzystywana w kraju i ta, która wyjechała za granicę. Jedna i druga nie wpływa na wzrost PKB. Szkoda, bo jak przytomnie powiedział Rafał Baniak, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa „kapitał jest najlepszym ambasadorem każdego kraju, ponieważ pozwala wywierać wpływ„. Wynika z tego, że, w naszym przypadku, piękno jest modelem teoretycznym.