Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Mobile-Learning-700x230

Termin wykluczenie cyfrowe stosuje się do osób, które nie mają dostępu do technologii informatycznych. Ocenia się, że Polsce ponad 9 mln osób po 50 roku życia nie korzysta z Internetu i komunikacji elektronicznej. Z powodu tych dysproporcji rozpoczęto działania zmierzające do aktywizacji osób starszych pomagające im zapoznać się z możliwościami jakie daje Internet.

Umiejętność posługiwania się komputerem i korzystania z nowoczesnych technologii była i jest zdobywana przez użytkowników w sposób żywiołowy. Według badań Centrum Badania Opinii Społecznej tylko 6 % osób powyżej 65 lat i 23 % w wieku 55-64 korzysta z rozwiązań jakie daje wirtualny świat, podczas gdy ludzie w przedziale wiekowym 18-24 korzysta aż 93 %. Nie ma w tym nic dziwnego młode osoby są bardziej otwarte na nowe pomysły i idee niż osoby starsze, które charakteryzuje zachowawczość i powściągliwość. Szybki rozwój nowoczesnych technologii spowodował, że wiele dziedzin życia społecznego uległo przekształceniu. Powstały nowy obieg informacji i środki komunikacji. Zmienił się rynek ekonomiczny. Obecnie umiejętność posługiwania się Internetem oraz urządzeniami do tego potrzebnymi jest traktowana podobnie jak czytanie czy pisanie. Szybki rozwój technologii informatycznych doprowadził do podziału społecznego przebiegającego na osoby połączone i niepołączone z siecią.

Wykluczenie cyfrowe, którego linią podziału jest wiek oznacza problemy z komunikacją międzypokoleniową. Nowe formy komunikowania przekładają się na komunikację w świecie realnym. Powstają nowe słowa i zwroty. Ich nieznajomość utrudnia zrozumienie treści komunikatów jak i ich celu. To może prowadzić do coraz większego utrudnienia w zrozumieniu otaczającego świata, a w efekcie izolacji, odrzucenia, skutkującego poczuciem osamotnienia, a nawet depresją. Brak umiejętności korzystania z nowoczesnych może być postrzegany jako rodzaj ułomności, a nawet bezużyteczności co może skutkować spadek autorytetu.

Wykluczenie cyfrowe oznacza nie tylko nieobecność w wirtualnym świecie. Staje się też barierą utrudniającą funkcjonowanie w tradycyjnej rzeczywistości. Już obecnie część czynności, jak na przykład wnioski paszportowe do niektórych krajów można składać tylko przy pomocy Internetu. Wiele usług finansowych realizowanych elektronicznie jest tańszych niż w tradycyjny sposób. Internet pomocny jest też w pozyskiwaniu wielu informacji czy dokonywania zakupów. Jest też coraz powszechniejszym i wygodnym narzędziem komunikacji i to zarówno w przypadku poczty elektronicznej czy też dzięki portalom społecznościowym. To tylko przykłady ilustrujące rosnące znaczenie Internetu w codziennym życiu.

Redukowanie wykluczenia cyfrowego jest ważne dla całego społeczeństwa aby mogło ono stanowić jeden zwarty i kompatybilny organizm. Od 2012 roku Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Stowarzyszenie „Miasta w Internecie” realizują największą w krajach Unii Europejskiej inicjatywę z obszaru edukacji cyfrowej dorosłych „Polska cyfrowa równych szans”. Już około 250 tys. osób z grupy wiekowej 50+ rozpoczęło korzystanie z Internetu i komunikacji elektronicznej dzięki temu programowi. Zrealizowano to przy pomocy blisko trzech tysięcy przeszkolonych edukatorów tzw. Latarników Polski Cyfrowej.

Aby zwiększyć obszar oddziaływania potrzebne są znaczne nakłady finansowe. Szansą na ich pozyskanie dają programy unijne na lata 2014-2020, takie jak, PO Wiedza Edukacja Rozwój I Regionalne Programy Operacyjne, szczególnie zaś PO Polska Cyfrowa. Kontynuacją programu „Polska cyfrowa równych szans” ma być program „Latarnicy2020.pl”. jego powodzenie zależy od zainteresowania i aktywności wójtów, burmistrzów gmin oraz prezydentów miast, którzy mają być partnerami tej inicjatywy, która może rozwinąć istniejący system edukacji cyfrowej dorosłych I dostosujemy go do indywidualnych potrzeb gmin. Szkoda, że na tak ważny cel przewidziano zaledwie 180 mln złotych, które mają być wydane na aktywizację 400 tysięcy osób w wieku powyżej 50 lat. Pozostaje pytanie co z pozostałymi 8.6 milionami?

Inicjatywę realizacji programu „Latarnicy2020.pl” poparli, m.in. Andrzej Halicki – Minister Administracji i Cyfryzacji, Mieczysław Augustyn – Przewodniczący Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej Senatu RP, Michał Szczerba – Przewodniczący Komisji Polityki Senioralnej Sejmu RP oraz Wiesława Borczyk – Prezes Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Analizy potwierdzają także pozytywny aspekt gospodarczy zmniejszania zjawiska wykluczenia cyfrowego. W 2012 roku firma badawcza PwC obliczyła, że korzyści z tego tytułu mogą wynieść 24 mld zł rocznie. To absolutnie wystarczające uzasadnienie.

54fa2d9beea04_o,size,780x250,q,71,h,fd94e4

Prawo jest nie dla wszystkich i nie takie same. Zasady są niejasne i niezrozumiałe. Tak można rozumieć ostatnie decyzje w sprawie wybiórczego zwalniania z opłat kierowców korzystających z pewnej autostrady….

Skąd takie żałosne refleksje? Za sprawą nieoczekiwanej hojności przekazania Krajowemu Funduszowi Drogowemu 50 mln zł na pokrycie strat spowodowanych zawieszeniem opłat za przejazdy autostradą A1 w weekendy wakacyjne. W ten sposób wykonano testament polityczny Premiera Donalda Tuska, który na ten sam cel w 2014 roku roztrwonił 20 mln zł. Chodzi o to aby kierowcy, poruszający się autostradą nad morze lub z morza od piątków od godz. 16.00 do niedziel do godz. 22.30, byli zwolnieni z opłat za przejazd na płatnych odcinkach drogi. Powód tej decyzji jest taki, że system pobierania myta jest niewydolny i tworzą się korki, wydłużające w absurdalny sposób czas podróży.

Koncepcja jest oczywiście słuszna, jak każdy populistyczny projekt. Jest również haniebnie niekonstytucyjna i niesprawiedliwa. Otóż z nieoczekiwanych powodów grupa zamożnych turystów (z pewnością osoby posiadające samochody oraz, które stać na wyjazdy weekendowe nad morze do takich należą) otrzyma od Państwa wsparcie finansowe. Nie otrzymają go ci, którzy wybiorą inny kierunek, albo zdecydują się na wyjazd poza wskazanym okresem, ani ci, których nie stać na takie eskapady lub nie mają pieniędzy na własne auto.

Ta hucpa odbywa się pod szyldem bezpieczeństwa i nazywana jest „warunkowa procedurą” i odnosi się tylko do bramek na autostradzie A1. Odstępowanie od pobierania myta za przejazd ma następować „w zależności od bieżącego natężenia ruchu, po to by zapewnić podróżującym bezpieczeństwo”. Będzie o tym decydować specjalny pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa transportu. ….

Już podobna decyzja w 2014 roku budziła obrzydzenie. Jednak nie to jest najgorsze. Rodzi się proste pytanie, co rząd zrobił od lipca zeszłego roku, aby zapobiec korkom w szczytach komunikacyjnych? Były co prawda obietnice Pani Wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej, żeby wdrożyć na wszystkich autostradach system viaTOLL, ale po jej ucieczce oraz z Donaldem Tuskiem z Polski, nikt się tym dalej już nie zajmował. To rozwiązanie, które, gdyby było przyjęte, zlikwidowałoby korki automatycznie, albowiem, auta, które korzystałyby z elektronicznego systemu opłat, w ogóle nie potrzebowałyby bramek.

Podobno wdrożenie systemu viaTOLL miałoby kosztować 20 mln zł czyli zdecydowanie mniej niż aktualny sponsoring obecnego rządu. Do tego dodam, że szacuję się, iż na nieobjęciu e-mytem samochodów osobowych budżet państwa traci 900 mln zł rocznie. W związku z tym uważam za zasadne żeby 50 mln zł wydatkowych na fantazję sponsoringową powinny pokryć z własnej kieszeni osoby, które go zafundowały, a nie ze środków pobranych od podatników. Najwyższy czas, żeby urzędnicy i politycy zaczęli ponosić odpowiedzialność za skutki swojej niegospodarności.

To nie koniec! Ustawa umożliwiająca zmarnotrawienie 50 mln zł została przepchnięta przez parlament w ultra ekspresowym tempie. Cały proces legislacyjny trwał zaledwie 16 godzin! To rekord w polskim parlamentaryzmie. Zaraz potem dokument, jak rozumiem bez należnego namysłu, podpisał Prezydent Bronisław Komorowski. Jak się dowiaduję od Adriana Furgalskiego Wiceprezesa Zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR: „Zapowiedziane wprowadzenie e-myta na polskich drogach zostało przesunięte na 2018 r. Data ta może nie być przypadkowa, gdyż wtedy kończy się umowa z operatorem systemu viaTOLL – firmą Kapsch.” Jeśli to prawda to znaczy, że w niegospodarności nie ma przypadku…. Wszystko wskazuje, że przez magiczne decyzje administracji państwowej korki nie znikną do 2018 r. chyba, że…..

?????????

Co mają sklepy spożywcze do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego? To, że po akcji „Piórko” zorganizowanej przez Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci „Biedronka”, Pani Małgorzata Omilanowska Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinna albo spalić się ze wstydu, albo skorzystać z ostatniej ewakuacji rządowej i zniknąć.

Biedronka wiosną ogłosiła konkurs literacki „Piórko 2015”, na książkę w wieku 4 – 10 lat. Ufundowano nagrodę 100.000 złotych. Efekt? Napłynęło ponad 4 tysiące propozycji. To zapewne przerosło nawet oczekiwania organizatorów. Jestem tym zafascynowany. Okazuje się, że w społeczeństwie, w którym statycznie każdy czyta półtorej książki rocznie, wliczając w to książki kucharskie, telefoniczne oraz życzeń i zażaleń, kilka tysięcy ludzi jest zainteresowanych pisaniem. Poziom musiał być wysoki, skoro po preselekcji zostało nadal aż 100 utworów.

Jury w składzie Agnieszka Karp-Szymańska, Renata Piątkowska, Jarosław Gugała oraz Rafał Witek wybierając najlepszą propozycję kierowało się następującymi kryteriami:

• warstwą językową (w tym jej poprawnością),
• jakością artystyczną,
• oryginalnością i
• dostosowaniem do możliwości poznawczych dziecka w wieku od 4 do 10 lat.

Spełnienie przez prace konkursowe wszystkich kryteriów pozwoliło zawęzić spektrum propozycji, tak, że w efekcie udało się wybrać zwycięską oraz na wszelki wypadek 5 rezerwowych.

Zwycięska praca Katarzyny Szestak (wielkie brawa i gratulacje!), zdaniem jury, „ma ciekawą konstrukcję, dobrze się ją czyta. Jest bardzo kreatywna w warstwie językowej, a jej forma jest świetnie dopasowana do opowiadanej historii. Tekst mówi o rzeczach ważnych zarówno w świecie dzieci, jak i dorosłych. Wzbogaca wyobraźnię czytelników, a także uczy abstrakcyjnego myślenia. Podkreśla wartość przyjaźni, co stanowi walor wychowawczy. W treści splatają się elementy baśniowe oraz poetyckie, a wartka akcja prowadzi do optymistycznego zakończenia. Uniwersalny charakter umożliwia wszelkie działania aktywizujące. Utwór może być punktem wyjścia do wartościowej rozmowy z dzieckiem.” Teraz rozpoczął się drugi etap konkursu na ilustracje do książki. Nowe 100.000 złotych nagrody z pewnością spowoduje wielka aktywizację osób, zajmujących się szeroko rozumianą plastyką.

Dlaczego uważam, że Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinna odejść? Albowiem Biedronka zdemaskowała bierność urzędników, którzy poza trwaniem niewiele potrafią. Jestem pod wielkim wrażeniem aktywności literackiej jaką potrafiła wywołać sieć sklepów spożywczych. Za kilkaset tysięcy złotych Biedronka zorganizowała imponującą akcję literacką, przemyślaną, długofalową i efektowną, a także pożyteczną i pragmatyczną. Uświadamiam też sobie, że coraz więcej przedsiębiorstw wyręcza dobrowolnie państwo z jego obowiązków, które powstrzymuje się od realizacji zadań, do których samo się zobligowało.

W obecnym kształcie MKiDN jest nikomu, poza zatrudnionymi tam, niepotrzebne. W 2013 roku podobno blisko 2 tysiące pracowników kosztowało podatników 90 milionów. Statystycznie zarabiają oni ponad 6 tysięcy złotych miesięcznie. To kosmiczne kwoty, biorąc pod uwagę efekty pracy, w porównaniu z na przykład przedsięwzięciem literackim Biedronki. Zadałem kilka dni temu pytanie rzecznikowi ile osób pracuje w Ministerstwie Kultury, jednak albo nie wie, albo zabrakło mu Kultury, żeby odpowiedzieć. Tak czy owak milczenie jest wymowny symbolem wyobcowania Ministerstwa ze świata, dla którego ma działać i za pieniądze którego niepotrzebnie istnieje.

tory-kolejowe,-slonce-208694

Jedwabny szlak jawi się jako legenda sprzed 2 tysięcy lat. Teraz kiedy Chiny są zainteresowane europejskim rynkiem odbudowują tę metodę dostarczania towarów. Polsce w tym przedsięwzięciu może przyjść odegrać znaczącą rolę.

Idea kolei towarowej Chiny-Europa zyskuje coraz większą popularność. Jest to również część inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku. Znajduje się on na liście priorytetów chińskiego rządu. Oznacza to, że jest to kolejny etap chińskiej ekspansji gospodarczej.

Transport kolejowy jest trzy razy szybszy niż morski i czterokrotnie tańszy od lotniczego.  Jest to ważne w przypadkach towarów o wysokiej wartości oraz kiedy istotny jest czas dostawy. Transport towarów statkiem z Chin do Europy zajmuje od 30 do 40 dni, podczas gdy pociągiem to zaledwie 11 dni. Różnica jest i w czasie i w cenie. Dla części produktów, które powstają w Chinach ma to znaczenie.

Uruchomienie Nowego Jedwabnego Szlaku będzie mieć wpływ na handel i gospodarkę europejską. Może to mieć charakter negatywny, albowiem już teraz zdecydowana większość kontenerów przewożonych pociągami jedzie z Chin do Europy, w drugą stronę przewoźnicy mają trudności z zapełnieniem składów towarami. Opłacalność transportu z Azji wynika m.in. z tego, że połączenia te są wspierane finansowo przez lokalne rządy chińskich miast. W Europie nikt nie dopłaca do pociągów jadących do Chin. I jest jeszcze generalna reguła, że Stary Kontynent chętnie sprowadza towary z Azji, ale w drugą stronę mało się przewozi. Nic nie wskazuje aby miało się to zmienić.

Wzrost znaczenia transportu kolejowego z Chin do Europy jest bardzo znaczący. Tą metodą przewieziono w 2014 roku o 200 proc. więcej kontenerów niż w roku wcześniejszym. Eksperci są przekonani, że ten silny trend wzrostowy prawdopodobnie utrzyma się w nadchodzących latach. Polska, w postaci PKP Cargo może być beneficjentem tego zjawiska. Niebawem ma powstać spółka joint venture między polskim przewoźnikiem, a chińskim International Zhengzhou Hub, działającym w prowincji Henan. W tym regionie mieszka ponad 100 mln osób, a w promieniu 1,5 godziny jazdy szybkim pociągiem jest kolejne 400 mln mieszkańców.

Jeśli umowa zostanie zrealizowana zgodnie z założeniami, PKP Cargo ma szansę odegrać kluczową rolę w obsłudze przewozów w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Współpraca przewiduje zwielokrotnienie liczby pociągów z Chin do Europy oraz utworzenie centrum logistycznego w Małaszewiczach na granicy polsko-białoruskiej. Przeładunek jest konieczny z uwagi na inny rozstaw szyn w Rosji i krajach byłego ZSRR niż w Polsce. Małaszewicze mogą stać się jednym z najważniejszych terminali obsługujących handel pomiędzy Europą a Chinami.

Obecnie jedynie 3,5 proc. towarów przesyłanych między Chinami a Europą jest transportowanych drogą lądową, choć jest ona tańsza i szybsza niż droga morska. PKP Cargo ekspediuje na tym kierunku 2-3 pociągi tygodniowo. Planuje się, że w następnym roku będzie to jedno połączenie dziennie. Z połączenia skorzystają nie tylko prowincja Henan i Polska, lecz także wszystkie kraje położone na trasie. Od współpracy z Chinami się nie ucieknie. W Polsce działa wiele organizacji biznesowych zainteresowanych kooperacją m.in.: Polsko Chińska Izba Gospodarcza, Polsko Chińska Izba Handlowa, Polsko Chińska Izba Inwestycyjna. Jest szansa, że działalność PKP Cargo nie tylko zwiększy ilość azjatyckich towarów w Polsce, ale okaże się też pomocne w eksporcie na wschód. Oby tak się stało, bo wtedy będzie zysk, nie tylko dla polskiego przewoźnika, ale dla całej gospodarki.

shutterstock_63205747

Zbliża się Zbliża się armagedon. Katastrofie demograficznej, polegającej na gwałtownym starzeniu się społeczeństwa w Polsce towarzyszy malejąca liczba lekarzy, którzy potrzebni są zwłaszcza osobom starszym. Pielęgniarek już jest za mało.

Jeśli chodzi o liczbę lekarzy w stosunku do liczby mieszkańców, Polska jest na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej. Średni wiek specjalistów to 54 lata. Ponad 8 tysięcy pracujących medyków ma więcej niż 70 lat. Niebawem będą wszyscy przechodzić na emeryturę. Sytuację pogarszają lekarze, którzy mając dosyć walki z chorym systemem opieki zdrowotnej, wybierają wolność i wyjeżdżają z kraju.

System edukacyjny medyków w Polsce nie nadąża z kształceniem nowej kadry. Rocznie dyplomy broni 2.500 studentów. To zdecydowanie za mało, aby uzupełnić pokoleniową stratę. Oczywiste jest, że należy zwiększyć ilość miejsc w szkołach wyższych na kierunkach lekarskich. To jednak nie jest takie proste, albowiem trzeba dbać również o jakość kształcenia. Ratunkiem dla służby zdrowia mogliby być tu obcokrajowy, tylko oni nie chcą pracować w Polsce, albowiem dla decydujących się na wyjazd są dużo atrakcyjniejsze kraje. Jakąś nadzieją jest wprowadzone niedawno finansowanie z budżetu specjalizacji lekarzy w ramach rezydentur wszystkich absolwentów medycyny.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o pielęgniarki. Co prawda średnia wieku wykonujących ten zawód dopiero zbliża się do 50 roku życia. W ubiegłym roku na blisko 193 tysiące pielęgniarek zatrudnionych w szpitalach osoby w wieku do 30 lat stanowiły niecałe 2 procent. Nie należą do rzadkości pielęgniarki w wieku ponad 65 lat, z całym zaangażowaniem pracujące przy chorych. Przy czym już brakuje pielęgniarek, albowiem jest to zawód, który cieszy się mały zainteresowaniem, ze względu na niskie wynagrodzenie. O ile jeszcze jeden lekarz, teoretycznie, może opiekować się większą ilością pacjentów, o tyle w przypadku personelu pomocniczego jest to trudne.

Wszystko to wskazuje na konieczność podjęcia pilnych działań interwencyjnych, które odwrócą te tendencje. Niestety odpowiedzialne za to Ministerstwo Zdrowia sprawia wrażenie obojętnego na nadchodzące problemy, tak było za czasów bodaj najgorszego Ministra Bartosza Arłukowicza. Właśniwie zniszczył on nie tylko służbę zdrowia, ale nawet pojęcie (m.in. nagonki i walki z lekarzami, oszustwo „szybkiego pakietu onkologicznego”, afera z „eksportem równoległym leków” itd.) Nie ma podstaw by sądzić nowy urzędnik na tym miejscu, profesor Marian Zembala, coś w tej sprawie zmienił skoro objął stanowisko na chwilę, ale trafia do takiego bagna, że cokolwiek poprawi, będzie można uznać to za wielką poprawę. Zaczyna dobrze od spotkania z Naczelną Radą Lekarską.

 

Railway station junctions

Poszerza się grono wielkich, polskich spółek, które rozpoczęły ekspansję na zagranicznych rynkach. Do KGHM, Orlenu i PZU dołącza teraz PKP Cargo. O ile w przypadku pierwszych trzech spółek to, można by rzec, naturalny i prawidłowy rozwój, o tyle w przypadku przewoźnika sprawa już nie była taka oczywista.

O samym PKP krążą różne opinie. PKP Cargo SA utożsamia się z pociągowym transportem towarowym. Słusznie, chociaż w rzeczywistości jest to największy w Polsce i uznawany za drugi w Unii Europejskiej przewoźnik, zapewniający profesjonalne zarządzanie zintegrowanym łańcuchem usług logistycznych. Przedsiębiorstwo zajmuje się świadczeniem usług, które gdyby były wykonywane w nienależyty sposób, nie znajdowałyby zainteresowania. Skoro rozwiązania zarządzania łańcuchem usług logistycznych pozwalają się PKP Cargo rozwijać i generować zyski to znaczy, że organizacja posiada wypracowane metody odnoszenia sukcesu.

Teraz PKP Cargo rozpoczęło ekspansję zagraniczną. Za ponad 400 mln zł przejęło 80 proc. udziałów Advanced World Transport, drugiego co do wielkości kolejowego przewoźnika towarowego w Czechach i jednego z największych prywatnych przewoźników w Europie. W 2013 roku Grupa AWT wypracowała 282 mln euro przychodu. Spółka działa w Czechach, Niemczech, Rumunii, Bułgarii, Polsce, Chorwacji, Słowenii oraz na Słowacji i Węgrzech. Zatrudnia ok. 2,1 tys. pracowników. Przedsiębiorstwo zarządza taborem kolejowym, obejmującym ok. 160 lokomotyw i ponad 5 tys. wagonów (w tym ponad 65 proc. własnych), jest operatorem 60 bocznic kolejowych w Czechach.

Przejęcie AWT oznacza znaczące umocnienie wartości i pozycji PKP Cargo w regionie. Jest to druga, pod względem wielkości, inwestycja polskiego przedsiębiorstwa w Czechach. Transakcja została poprzedzona uzyskaniem zezwoleń od organów antymonopolowych w czterech (!) krajach: w Polsce, Niemczech, Czechach i na Słowacji. Ta informacja najlepiej przedstawia znaczenie i potencjał AWT, który wzmocnił pozycję PKP Cargo.

Czechy to dziewiąty pod względem wielkości rynek kolejowych przewozów towarowych w Europie. Tu przecinają się główne drogi transportowe Europy. Czechy są bramą na południe Europy. PKP Cargo, dzięki zakupowi AWT, uzyskało również dostęp do terminala w Ostrawie Paskov, który znajduje się 60 km od Słowacji i 25 km od Polski. Stanowi on okno do znaczących gospodarczo ośrodków Europy. Inwestycja pozwoli jeszcze lepiej wykorzystać strategiczne położenie Polski, w szczególności Śląska, do rozwoju nowych połączeń i realizacji kompleksowych usług logistycznych i transportowych w korytarzu Bałtyk-Adriatyk-Morze Północne.

Zakup AWT jest przełomem w realizacji, przez PKP Cargo, strategii ekspansji zagranicznej spółki. Transakcja oznacza dla przedsiębiorstwa szansę na pozyskanie nowych klientów i gwarantuje lepszą obsługę prowadzonych już przewozów do Czech i dalej na południe Europy. Na zwiększonym potencjale spółki będą mogły również skorzystać inne przedsiębiorstwa z branży przemysłowej. Spółka jest notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych co sprawia, że jest przejrzysta i stale poddaje się ocenie rynku. Informacja o transakcji została przyjęta przychylnie o czym świadczy wzrost akcji i to wbrew ogólnemu trendowi inwestorów.

Obserwując sznury TIR-ów na polskich drogach trudno uwierzyć, że większość transportu nadal odbywa się koleją. Sukcesy PKP świadczą jednak, że to, co widzi się gołym okiem, nie musi odzwierciedlać rzeczywistości. Od powodzenia zakupu AWT zależy dalszy rozwój polskiego przewoźnika, ale nie tylko tego przedsiębiorstwa. Mało kto zadaje sobie sprawę, że transport kolejowy stanowi ważną część polskiej gospodarki, a więc dobra kondycja organizacji, działającej na tym polu, jest bardzo ważna dla ogólnego potencjału kraju. Warto też życzyć innym spółkom z grupy PKP podobnych sukcesów.

 

6819ebab-376e-44d1-b10e-964a9e2894d2