Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

W biznesie jest tak, że żeby on się udał obydwie strony przedsięwzięcie muszą widzieć w tym interes. Taka sytuacja zachodzi w przypadku relacji polsko-ukraińskich. Polska jest dla Ukrainy atrakcyjnym , chociaż nie jedynym partnerem.

Sąsiad, oprócz naszego kraju, szukając partnera w Unii Europejskiej, może jeszcze zwrócić się swoja uwagę w kierunku Słowacji, Węgier i Rumunii. Za Polską przemawia podobna tożsamość kulturowa oraz pozycja, znaczenia i potencjał w regionie. Nasz kraj znajduje się na trzecim miejscu (po Rosji i Niemczech) jako eksporter na Ukrainie wyprzedzając Chiny! Jednak głównymi inwestorami zagranicznymi na Ukrainie są Stany Zjednoczone, Cypr, Wielka Brytania, Holandia i Rosja (rola tego ostatniego kraju z pewnością maleje). Co więcej Ukraińcy więcej inwestują w Polsce niż my u nich.

Ukraina ma potężny potencjał wzrostu i bardzo chłonny rynek. Dlatego ważne jest aby dla wschodniego sąsiada Polska stała się oknem na Unię Europejską. I trzeba przyznać, że ukraińskie środowiska biznesowe są gotowe na takie rozwiązanie. Polska cieszy się dużym zainteresowaniem. Empirycznie nabrałem takiego przekonania po zorganizowanej przez Instytut Biznesu misji gospodarczej na Ukrainę.

Jedni Ukraińcy szukają Polsce kapitału. Inni pomysłów do zainwestowania. W informatyce Ukraińcy mają większy potencjał od Polaków. Ponad to wielu z nich albo mówi po polsku albo ma łatwość w uczeniu się naszego języka. Przeprowadziłem wiele rozmów z Ukraińcami i wydaje mi się, że wspomniana na początku zasada, że biznes można zrobić wtedy, gdy obydwie strony widzą w tym interes w przypadku relacji polsko-ukraińskich może mieć zastosowanie.

Ważne jest aby słuchać, a nie tylko słyszeć. Co jednak robić, kiedy co piąte dziecko w wieku szkolnym ma kłopoty ze słuchem? Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że taka dolegliwość występuje, a zatem należy ją wykryć, a jak się da to nawet wyleczyć. Proste?

Wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy z występujących u dzieci zaburzeń słuchu. Aż 60 proc. rodziców maluchów, u których wykryto taką wadę w badaniach przesiewowych, wcześniej nie zwróciło na to uwagi. Dotyczy to szczególnie tych sytuacji, gdy niedosłuch jest jednostronny. Również nauczyciele często nie dostrzegają kłopotów ze słuchem wśród uczniów. Często uważają takich podopiecznych za mniej rozgarniętych.

Wiele dzieci, które mają problem ze słuchem nie są głuche, tylko posiadające dolegliwości, które utrudniają słyszenie. To oznacza kłopoty z pełną komunikacją. Ta trudność przekłada się na rozwój, relacje interpersonalne, edukację a w konsekwencji również na dorosłe życie zmian. Pocieszające jest to, że zmian odwracalnych jest więcej, niż tych nieodwracalnych.

Dlatego też badania przesiewowe są tak bardzo ważne. W nadchodzącym roku szkolnym Instytut Fizjologi i Patologii Słuchu podejmie się przebadania 140 tysięcy uczniowie z pierwszych klas podstawowych z gmin wiejskich czyli z obszarów gdzie dostęp do badania profilaktycznych jest ograniczony. Stanie się tak za sprawą wielkiego propagatora, a jednocześnie światowej sławy otolaryngologa prof. Henryka Skarżyńskiego.

Na realizację programu badań przesiewowych badania słuchu przeznaczono ponad 3 mln zł, z tego 1 mln zł wyłożył Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, a pozostałe środki zapewniają Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Fundusz Składkowy Ubezpieczenia Rolników oraz Stowarzyszenia Osób Niesłyszących i Niedosłyszących „Człowiek-Człowiekowi”. Środków tych nie należy uważać za wydatki, lecz inwestycję, która się spłaci w postaci większej aktywności społecznej i zawodowej i mniejszych nakładów na opiekę medyczną oraz kosztów związanych ze wsparciem dla osób niedosłyszących. Jako wykładowca, a zwłaszcza osoba prowadząca zajęcia z komunikacji interpersonalnej, wiem jak ważny jest dobry słuch.

Całą inicjatywę gorąco wspiera Minister rolnictwa Marek Sawicki. Zapowiedział on, że resort zamierza wkrótce rozszerzyć badania profilaktyczne wśród mieszkańców wsi, wykraczające poza badania słuchu. Celem jest poprawa stan zdrowia oraz jakość życia społeczności z gmin wiejskich. Co prawda wybory za pasem, a ich rozstrzygnięcia są trudne do przewidzenia. Jest jednak oczywiste, że diagnostyka i profilaktyka zmniejszają koszty związane z opieką medyczną, więc to się naprawdę opłaca i dlatego poleca to uwadze każdego ministra.

Wbrew pozorom, ludzie, w większości, nie pracują tylko dla pieniędzy. Najlepszym przykładem są wolontariusze. Wielu menadżerów chyba jest tego nieświadoma.

Warto przypomnieć, że oprócz ekonomicznej motywacji, praca zaspokaja też potrzebę przynależności, użyteczności, dowartościowania, samorealizacji, rozwoju, współdziałania czy też rywalizacji itd. Jeśli kierownictwo tego nie jest świadome, biada organizacji, którą zarządzają.

Polski rynek pracy jest zupełnie zdeformowany przez utratę 3 milionów potencjalnie gotowych do pracy, którzy opuścili kraj. Druga przyczyną jest katastrofa demograficzna. Do tego można jeszcze dodać wysoki współczynnik bezrobocia (mimo gigantycznego exodusu) oraz bardzo niskie wynagrodzenia.

W Stanach Zjednoczony przeprowadzono, wśród pracowników, badanie, dotyczące najbardziej pożądanych przez nich pracodawców. Ku zaskoczeniu, okazało się, że na topie, nie znalazły się przedsiębiorstwa, w których zarabia się najlepiej. Pracownicy cenią sobie:

  • stabilizację zatrudnienia,
  • dobrą atmosferę i
  • nietoksyczne stosunki pracy.

Jeśli chodzi o wynagrodzenia, w pożądanych przedsiębiorstwach, były one mniejsze o 1/3 w stosunku do tych, które najlepiej płacą.

W Polsce pojawia się głosy w sprawie ustawowego określenia minimalnej stawki godzinowej. Przy tak zdeformowanym rynku pracy wydaje się to zupełnie uzasadnione. Pracodawcy narzekają na niską wydajność. Jednak są to zarzuty raczej pod ich adresem, albowiem to przecież to oni organizują pracę.

Na razie jednak nic nie wskazuje aby wynagrodzenia mogły w jakiś magiczny sposób wzrosnąć. Wzrost wydajności często jest uzależniona od kosztowych inwestycji, czy, w takim razie, w jakiś sposób można bardziej zaangażować pracowników?

Polacy, podobnie do Amerykanów, poza motywatorem ekonomicznym, bardzo cenią sobie dobrą atmosferę w pracy. Utożsamiają ją z relacjami z przełożonymi. Na pytanie co najbardziej przeszkadza im w pracy? Odpowiadają: SZEF!

Pracownicy oczekują, aby pracodawcy traktowali ich jako partnerów w procesie pracy i działalności gospodarczej. Dlatego osoba pełniąca funkcję przełożonego powinna rozumieć, że pracuje z ludźmi i dla ludzi. Szef powinien pamiętać, że jest organizatorem, przywódcą, decydentem i innowatorem, a nie karbowym. To bardzo istotne, a zarazem bardzo trudne, ale jednocześnie jest to możliwe.

Bardzo smutnie kończy swoje pięcioletnie rządy Prezydent Bronisław Komorowski. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się pewnym zwycięzcą wyborów. Nagle okazało się, że praktycznie nikt go nie lubi, a wszystkie jego decyzje były złe. Znamienne jest, że ważne media, podsumowując pięcioletni dorobek Bronisława Komorowskiego, skoncentrowały się tylko na jego wpadkach i gafach. Prezydenta krytykuje się już praktycznie za wszystko, bezrefleksyjnie, a szkoda bo czyni się krzywdę.

Nie należę do fanów odchodzącego Prezydenta, ale też nie uważam, że można krytykować bezmyślnie i na ślepo. Dziś Bronisław Komorowski jawi mi się jako ofiara, nie tylko swoich grzechów, ale ogólnego rozgoryczenia i wyczerpania się cierpliwości wyborców. Poprzedni Prezydent Lech Kaczyński miał fatalną prasą za życia i wspaniałą po śmierci. Tak jakby to były dwie osoby. Podobne czary mary dzieją się teraz przy obecnym Prezydencie. W rzeczywistości Bronisław Komorowski będzie oceniany, niebawem, w kontekście swojego następcy Andrzeja Dudy i w tym kontekście okaże się dobry lub zły.

Zanim to się stanie Bronisław Komorowski zamienił się w brata króla Midasa. Ta mitologiczna postać cokolwiek dotknęła zamieniało się w złoto. Gorzej wychodzi to Bronisławowi Komorowskiemu, który czegokolwiek się dotknie jest krytykowane. Drobnym, ale znamienny przykładem będzie przyznanie przez Prezydenta Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP V klasy dla Pedro Pereira da Silvy, szefa Jeronimo Martins Polska, która zarządza m.in. siecią ok. 2,6 tysiąca popularnych sklepów Biedronka. To wyróżnienie wzbudziło bardzo wiele złych emocji, których nie rozumiem.

Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej jest nadawany m. in, cudzoziemcom, którzy swoją działalnością wnieśli wybitny wkład we współpracę międzynarodową oraz współpracę łączącą Polskę z innymi państwami i narodami. Jest pięć klas tego wyróżnienia. Pedro Pereira da Silva miał otrzymać V, najmniej prestiżową klasę. Bronisław Komorowski takich wyróżnień przyznał 631. Jednak stworzona medialna nagonka sprawiła, że wręczenie Orderu wstrzymano……

Pedro Pereira da Silva jako zarządzający Biedronką należy jednego z największych pracodawców w Polsce. Warto w tym miejscu przypomnieć, że ta sieć sklepów kiedyś miała polskich właścicieli, którzy sprzedali swój interes Portugalczykom. Oni przejęli biznes i go twórczo rozwinęli. Być może nie wszystkim się podoba ten model biznesu, niemniej warto zauważyć, że zrobili to zgodnie z polskim prawem i nikt nie zabraniał innym na podobne działania. Jakoś nikomu innemu sukces Biedronki się nie powiódł, ani polskim sieciom, ani międzynarodowym korporacjom.

Warto też dodać, że, za kadencji Pedro Pereira da Silva, sieć Biedronka prowadzi cały szereg pożytecznych kampanii społecznych, które i pomysłowością i rozmachem są w stanie zaimponować każdemu, a innych przedsiębiorców zwyczajnie zawstydzić. Jest on również Prezesem Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej, a zatem nie ogranicza się tylko do realizowania swojego biznesu i z pewnością, z tego tytułu, wiele robi dla rozwijania współpracy międzynarodowej. Piszę tak, choć nie wiem jakie było pełne uzasadnienie dla przyznania odznaczenia.

Cała awantura nie jest warta funta kłaków. Jednak sama z siebie, jako taka, wyrządziła wiele złego. Nikt na tym nie zarobił. Wydaje mi się też, że całe zamieszanie skłoniło Pedro Pereira da Silvę, delikatnie mówiąc, do smutnych refleksji i choćby z tego powodu jest to strata!

Zdaje się, że PKP Cargo, które ostatnio rozpoczęło śmiałą ekspansję w Europie padło ofiarą własnego sukcesu. Właśnie rozpoczęły się protesty zbiorowe pracowników Spółki organizowane przez związki zawodowe, których celem jest wymuszenie na Zarządzie znaczących podwyżek. To działanie może mieć drugie dno….

Jednym z głównych argumentów było, że Rada Nadzorcza PKP Cargo przyznała Zarządowi Spółki 10 tys. zł podwyżki. Ta propozycja została jednak przez kierownictwo odrzucona. O ile sukcesy związane z ekspansją specjalnie nie interesowały mediów to protesty zbiorowe pracowników są na bieżąco relacjonowane. Ostatnia podwyżka dla pracowników PKP Cargo miała miejsce w 2014 roku, wcześniej także w 2013 r. W ostatnich czterech latach średnie wynagrodzenie na jednego pracownika w Spółce wzrosło o prawie 500 zł.

Blisko dziewięćdziesiąt procent załogi PKP Cargo jest objętych, zawartym przed debiutem giełdowym Spółki, paktem gwarancji pracowniczych, w tym cztero- i 10-letnimi gwarancjami zatrudnienia. Otrzymali oni również premię prywatyzacyjną i akcje pracownicze, które będą mogli sprzedać od 1 listopada 2015 roku. Średnia wartość pakietu akcji w posiadaniu jednego pracownika wynosi około 5 tys. zł.

Związkowcy żądają podwyżek w wysokości 250 zł podwyżki wynagrodzenia zasadniczego, co oznacza podwyżkę w wysokości do 460 zł brutto na pracownika. Spełnienie tych żądań to koszt około 120 mln rocznie. Negocjacje prowadzone, przez Longina Komołowskiego, między zarządem PKP Cargo a związkowcami zakończyły się fiaskiem. W zaistniałej sytuacji kierownictwo Spółki jednostronnie zadecydowały o przyznaniu pracownikom podwyżek w wysokości 200 zł brutto do wynagrodzenia zasadniczego, mimo, że wcześniej związkowcy odrzucili taką propozycję, domagając się wyższego wzrostu płac.

Z opisu powyższego przebiegu zdarzeń wynika, że zarząd PKP Cargo dąży do porozumienia ze związkowcami. Warto też podkreślić, że wielu pracowników pozazdrościłoby załodze Spółki wynagrodzeń i gwarancji zatrudnienia. Niezrozumiałe jest natomiast zachowanie strony związkowej, która, można odnieść wrażenie, nie jest zainteresowana rozwojem PKP Cargo, a tym samym, aby wartość akcji była wysoka (roszczenia płacowe wpłyną, zapewne, na obniżenie wartości notowań), co w kontekście, że większość pracowników je posiada, wydaje się, delikatnie mówiąc, dziwne. Można odnieść wrażenie, że to jest to świadoma gra na obniżenie wartości Przewoźnika, być może po to aby ktoś mógł niebawem nabyć tanio akcje…..