Miesięczne archiwum: Październik 2015

04e6854693a0b0225c0bb608c185747c

Kopalnie są deficytowe, węgiel jest deficytowy. Unia Europejska nie lubi dwutlenku węgla, a jednak są tacy, którzy wietrzą w tym interes. Budowa nowej kopalni w Nowej Rudzie może zostać ukończona w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Inwestorem jest australijska Grupa Balamara, która w Polsce działa poprzez swoją spółkę Coal Holding. Koszt inwestycji w nowej kopalni to około 300-500 mln złotych. Zasoby węgla w projekcie Nowa Ruda zostały oszacowane łącznie na nawet 170 mln ton. Planuje się, że w Nowej Rudzie będzie się wydobywać około 2 mln ton węgla koksującego rocznie, który docelowo wykorzystywany jest przy wytopie metali szlachetnych.

Inwestycja powinna w bardzo istotnym stopniu wpłynąć na kondycję rynku pracy w regionie. Stopa bezrobocia w powiecie kłodzkim według wrześniowych danych GUS-u wyniosła 20,2 proc. i była jedną z najwyższych w całym województwie dolnośląskim. Dzięki uruchomieniu kopalni w Nowej Rudzie zmieni się lokalny rynek pracy. Samo przedsiębiorstwo może zatrudnić około 2 tysięcy osób. Drugie tyle może powstać nowych miejsc pracy w związku z nową koniunktura. Dla województwa dolnośląskiego inwestycja może być takim samym gospodarczym motorem napędowym, jakim jest np. PZL-Świdnik dla Lubelszczyzny czy PKN Orlen dla Płocka.

Węgiel koło Nowej Rudy może być nowy polskim czarnym złotem, które będzie można eksportować na całą Europę, ponieważ takiego węgla po prostu nie ma, więc jest szansa, że jakościowo ten węgiel będzie bardzo atrakcyjny. Kopalnia w Nowej Rudzie ma duże szanse na osiągnięcie rentowności. To bardzo optymistyczne wiadomości. Szkoda tylko, że potrzebni byli do tego inwestorzy z antypodów…..

Róża-3

Kto nie rozumie przeszłości, w przyszłości będzie głupcem. Dlatego warto poznawać historię. Ta, przekazywana w ramach powszechnego obowiązku edukacyjnego, uczy dat i faktów. Jednak nie pozwala wykorzystać tej wiedzy w codziennym życiu. Dlatego dobrze korzystać z innych sposobów poznawania przeszłości. Jednym z nich jest lektura książek beletrystycznych.

Właśnie ukazało się polskie wydanie książki „Róża. Miłość i walka”. Jest to biografia Róży z Sobańskich Chłapowskiej Orłowskiej, napisana przez jej syna Macieja Chłapowskiego. Matka autora była uwikłana w dramatyczną historię XX wieku. Młodość przeżyła w II Rzeczypospolitej, by w czasie II wojny światowej poznać dramatyczny los uchodźcy. Przez Włochy, Portugalię i Anglię dotarła wraz z małymi dziećmi do Argentyny, gdzie na nowo musiała zbudować swój świat. W swej książce Maciej Chłapowski ukazuje życie swojej fascynującej, kosmopolitycznej rodziny. Odkrywa przed czytelnikami niezwykłą kobietę, człowieka o wielkim harcie ducha, ale i ogromnym poczuciu humoru.

Czytając o losach Róży Chłapowskiej, poznaje się też kulisy wielu wydarzeń historycznych,  życie arystokracji w przedwojennej Polsce, dramatyczne wydarzenia II wojny, udział Polaków w alianckim zwycięstwie, wreszcie o złożony świat polskiej emigracji w Ameryce Południowej i życie w czasach szerzącego się peronizmu. Wielka historia okraszona jest anegdotami, opowieściami z życia na wsi oraz wspomnieniami ze spotkań towarzyskich.

„Róża. Miłość i walka” to dokument ukazujący historię polskiego wychodźstwa. Jest opowieścią o dwóch rodzinach, zapisem ich niezwykłych dziejów oraz o wielką daninie krwi, którą przyszło im oddać. Śledząc losy bohaterki i jej rodu, można poznać 150 lat polskiej historii.

Autor Maciej Chłapowski urodził się w 1937 roku w arystokratycznej rodzinie w Polsce. Wraz z częścią familii opuścił kraj, gdy wybuchła II wojna światowa. Osiadł w Argentynie, gdzie w 1955 roku zdał maturę. Studiował w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 1960 roku uzyskał licencjat z finansów na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Przez całe życie pracował w sektorze bankowym. Dziś mieszka w Montevideo w Urugwaju.

Chłapowski rozpoczyna swoją opowieść w 1936 roku, w którym poznali się jego rodzice: Róża Sobańska i Roman Chłapowski. Historia tego spotkania staje się okazją do nakreślenia wcześniejszych losów obydwu rodzin. Autor sięga do XIX wieku i przypomina patriotyczne epizody swojej rodziny, m.in. dzieje prapradziadka – Ludwika Sobańskiego, zwanego również Louisem, masona i prezesa prowincji wołyńskiej Towarzystwa Patriotycznego. Książka opisuje też dzieje kuzyna jego ojca, generała dywizji Dezyderego Chłapowskiego, który podczas Powstania Listopadowego stał początkowo na czele kampanii wojennej przeciwko wojskom carskim na Litwie.

Znaczną część książki zajmują rodzinne losy podczas II wojny światowej. Roman Chłapowski na początku wojny zaangażował się w działalność Zakonu Maltańskiego. Zginął jeszcze we wrześniu 1939 roku, gdy jechał po leki do jednego ze szpitali. Matka autora zdecydowała się na opuszczenie okupowanego kraju. Dzięki wsparciu pracowników włoskiej ambasady w Warszawie, udało jej się uzyskać zgodę Gestapo na wyjazd z Generalnego Gubernatorstwa. O wszystkim dowiedział się polski ruch oporu, który poprosił ją o przekazanie pewnych informacji brytyjskiemu wywiadowi – MI5.

Róża Chłapowska wyjechała najpierw, z dziećmi i swoją matką,  do Wiednia, a potem do Włoch. Tam przez krótki czas pracowała jako aktorka. Jednak dalsza eskalacja działań wojennych zmusiła rodzinę do ewakuacji do Hiszpanii, gdy Niemcy zaatakowały Francję. Tam wyszła za mąż za Karola Orłowskiego. Ostatecznie rodzina osiadła w 1944 roku w Buenos Aires w Argentynie. Dalsza część książki poświęcona jest głównie losom rodziny w nowej ojczyźnie. Sporo cierpkich słów autor poświęca dyktaturze Juana Perona, którą ocenia jednoznacznie negatywnie. Szczególnie krytycznie wypowiada się o peronistowskim kulcie jednostki.

Barwne losy rodu, pokazują jak skomplikowane i przewidywalne wydarzenia mają wpływ na życie człowieka, uzmysławiają też jakie znaczenie ma przywiązanie do tradycji i wartości. Per saldo, jakby nie przysparzało to dramatycznych wydarzeń, zawsze jest to zysk.

wundermanBanner

Kłopoty z komputerem dotyczą tylko innych tak uważa większość użytkowników, do momentu kiedy coś złego dzieje się z ich sprzętem. Ten, niby błahy, temat jest poważny, bo tylko w ubiegłym roku na naprawę komputerów, tabletów czy smartfonów Polacy wydali ponad 1,5 mld, przyjmując, że średni koszt naprawy to 250 zł.

Technologia IT rozwija się w tak szybkim tempie, że jej monitorowaniem, na stałe, mogą sobie pozwolić tylko zawodowcy i pasjonaci. Przeciętni użytkownicy mają z tym określone trudności. 90 % spraw, z którymi się borykają się użytkownicy to kwestie prozaiczne, dotyczące trudności z podłączeniem drukarki czy innego urządzenia peryferyjnego, albo konfiguracji poczty lub odzyskanie hasła. Problemy poważniejsze stanowią margines. Proste kłopoty utrudniają korzystanie z komputera. Użytkownicy mają problem do kogo zwrócić się po pomoc? Często wykorzystywani są członkowie rodziny lub znajomi, którzy życzliwie mogą pomóc raz, o ile potrafią, jednak w perspektywie trudno jest im wejść w rolę stałego, bezpłatnego serwisanta. Oddzielnym zagadnieniem jest jeszcze ich dostępność.

Te problemy dostrzegła spółka ITC. Jej kierownictwo uznało, że może zająć się zaspokojeniem potrzeb w tym zakresie. Tak doszło do powstania innowacyjnej usługi iMe. Polega ona na przedpłaconej usłudze konsultacji informatycznej, którą można nabyć na podobnych zasadach co numer telefonu komórkowego w kiosku czy sklepie. Aby skorzystać z usługi wsparcie potrzebne jest jeszcze łączność internetowa. Informatycy iMe czekają w gotowości non-stop przez cały tydzień. Za równowartość niecałych 20 złotych są w stanie rozwiązać zdalnie większość problemów z jakimi borykają się użytkownicy komputerów. W przypadku, gdyby się okazało, że sprawa jest nierozwiązywalna lub przekracza możliwości informatyków iMe, wówczas opłata nie zostaje pobrana.

iMe to zespół informatyków gotowych stale nieść pomoc. Przez całą dobę przez wszystkie dni w roku są chętni rozwiązywać problemy dzwoniących i odpowiadać nawet na irytujące pytania z zakresu działania komputera i jego programów. Co więcej podczas rozmowy, nie używają hermetycznego słownictwa typowego dla informatyków tylko mówią potocznym językiem zrozumiałym dla przeciętnego użytkownika. Jednocześnie konsultacje i wsparcie odbywają się anonimowo, a wszelkie prace naprawcze odbywające się na sprzęcie klienta mogą być przez niego na bieżąco oglądane. Co więcej iMe posiada ubezpieczenie swojej działalności na 15 milinów złotych. Mnie się wydaje, że to bardzo ciekawa propozycja rynkowa, zwłaszcza dla ludzi, którzy uważają, że komputer powinien działać, ale nie interesuje ich jak to się dzieje.