Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Coraz więcej mówi się o wojnie hybrydowej, jako serii pozornie niezwiązanych ze sobą incydentów, które prowadzą do ściśle określonego celu jakim jest destrukcja. Najważniejsze w tym zamierzeniu jest brak jednoznacznej identyfikacji agresora.

Kilka dni temu odbyła się konferencja poświęcona temu tematowi zatytułowana „Przemyt – hybrydowa wojna z państwem polskim”. Wzięli w niej udział Mariusz Błaszczak Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Arkadiusz Łaba – Naczelnik Wydziału Granicznego Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier Ministerstwa Finansów, Tomasz Sakiewicz – moderator, Przemysław Dolski, Philip Morris, Menadżer Ds. Przeciwdziałania Szarej Strefie, Marek Cywiński – Dyrektor Zarządzający Kapsch Telematic Services, Marian Banaś – Szef Służby Celnej, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów, mjr Seweryn Stopa – Zastępca Dyrektora Zarządu Operacyjno-Śledczego Komendy Głównej Straży Granicznej w Warszawie, ppłk SG Arkadiusz Olejnik – Naczelnik Wydziału I do Walki z Przestępczością Zorganizowaną Komendy Głównej Straży Graniczne i Hubert Wodzyńśki – Zarząd Wywiadu Ekonomicznego S.A.

W wojnie hybrydowej stosuje się różne formy ataków, poczynając od prowokacji, sabotaży aż po destrukcyjne akcje w cyberprzestrzeni. Do tego typu inicjatyw można też zaliczyć masową migrację ludności, zwłaszcza w sytuacjach kiedy bardziej przypomina ona inwazję. Podobnie dzieje się w przypadku nowoczesnych hybrydowych wojen gospodarczych.

Okazję do takich poczynać umożliwiła Unia Europejska. Stworzono powszechną krainę dobroci, zakładając w naiwności, że cały świat jest równie liberalny, pokojowo nastawiony oraz tak samo bogaty. To złudzenie runęło w gruzach. Okazało się, że tak idealny i szlachetny byt jak Unia Europejska jest kompletnie bezbronny, a w sytuacji zagrożenia nie posiada żadnych zabezpieczeń. Przykładem może być inwazja ludzi z  całego świata, którzy bezprawie, unikając jakiejkolwiek kontroli i ewidencji przenikają w magiczny sposób do Wspólnoty. To są skutki słynnej koncepcji Układu z Schengen – porozumienia,  znoszącego granice  pomiędzy członkami Unii Europejskiej, co pozwala na znaczące obniżenie kosztów przewozów pomiędzy poszczególnymi państwami. W rzeczywistości jednak udaremnia nie tylko kontrolę, ale nawet jakikolwiek monitoring przepływu ludzi i towarów. Skutek tego jest taki, że Brytyjczycy postanowili się ewakuować ze Wspólnoty.

Uwaga skupiona jest nieszczelności południowych granic Unii, w związku z katastrofą demograficzną imigrantów (to zresztą nie jest przypadkowa katastrofa tylko świadome i zaplanowane działanie). Mało kto przygląda się sytuacji w Polsce, a jest ona również bardzo niepokojąca. Oprócz nielegalnego przekraczania granicy, przemytu ludzi i handlu żywym towarem są też łatwo policzalne straty finansowe. Z tytułu przestępczości gospodarczej związanej obrotem paliw do budżetu państwa nie wpłynęło 10 mld zł. Do tego można dodać straty wynikają ze z przemytu papierosów i tytoniu 6 mld zł. Okazuje się też, że w wyniku braku skutecznego monitorowania ruchu kołowego znacząca część przewoźników nie dokonuje należnych opłat. To wszystko jest wierzchołkiem góry lodowej. Poza tym takie bogate państwo jak Polska zapewne stać na takie straty. Gorzej jeśli ktoś sobie uświadomi kto zarabia na tych wszystkich procederach? Cóż z pewnością nie są to beneficjenci programu 500 plus. Raczej będą to przestępcze grupy zorganizowane, często powiązane ze wrogimi służbami specjalnymi. W tym momencie przestajemy już mówić o niegospodarności czy nawet wojnie gospodarczej, a dotykamy najżywotniejszej sprawy jaką jest bezpieczeństwo kraju.

Najprostszą metodą zaradczą jest oczywiście zawieszenie Układu z Schengen i opuszczenie szlabanów. Jeśli jednak ktoś chce dalej umacniać iluzoryczną ideę Unii Europejskiej powinien podjąć działania profilaktyczne. Przede wszystkim trzeba doposażyć Straż Graniczną zarówno kadrowo jak sprzętowo. Innym prostym zabiegiem jest rozbudowa monitoringu  elektronicznego system poboru opłat viaTOLL, obowiązanego w Polsce. W ciągu  5 lat przyniósł 5,5 mld zł. Inwestycja zwróciła się po 18 miesiącach. Zakładano, że system obejmie on 7 tys. km dróg. Na razie osiągnięto połowę, albowiem rząd PO i PSL z niewyjaśnionych powodów wstrzymał rozbudowę. Tak się przypadkowo składa, że najsłabsza infrastruktura jest na wschodzie Polski czyli tam gdzie występuje proceder przemytu. Dane zbierane przez system viaToll nie tylko przysparzają dochodu dla budżetu, ale również mogą pozwalać na monitorowanie całego ruchu, co pozwala na łapanie przemytników.

To są konkretne działania pozwalające odzyskać znaczące przychody dla budżetu, przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji, podejmować akcje mające na celu dbanie o interesy legalnie działających i płacących podatki przedsiębiorców, odebrać zyski bandytom i wrogom Polski, a w efekcie wyjść z defensywy w nowoczesne hybrydowej wojnie gospodarczej.

Był kiedyś popularny żart, ze Ministerstwo Zdrowia nie zajmuje się chorymi, bo to nie jest w zakresie jego kompetencji. Aby było inaczej powinno się nazywać Ministerstwem Chorób. Jakby tego nie nazywać temu sektorowi grozi zapaść.

Dzięki zniesieniu europejskich granic i niskim wynagrodzeniom w Polsce, w kraju brakuje zarówno lekarzy jak i pielęgniarek. Sytuacja będzie się pogarszać, ponieważ średnia wieku w tych zwodach co roku się podnosi. Z drugiej strony wydłuża się też wiek społeczeństwa, a to oznacza, że będzie ono potrzebowało częściej pomocy i lekarzy i pielęgniarek. Wiąże się z tym wzrost wydatków na leczenie i leki.

Tym problemom postanowiono poświęcić zwołany właśnie SZCZYT ZDROWIE 2016 pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia Konstantego Radziwiłła oraz Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.  Główne tematy to m. in. Narodowy Program Zdrowia, polityka lekowa państwa, jako element polityki zdrowotnej, a także znaczenie Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) dla systemu ochrony zdrowia, Narodowy Program Chorób Rzadkich oraz zmiany systemowe w onkologii. Na wokandzie również przyszłość Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

W rzeczywistości celem Szczytu Zdrowia jest omówienie kondycji polskiej gospodarki w ujęciu niedofinansowanego sektora ochrony zdrowia. Ma to swoje uzasadnienie jeśli weźmie się pod uwagę dane porównawcze. Najpotężniejsza gospodarka świata: Stany Zjednoczone przeznaczają na ochronę na zdrowia to blisko 18 proc. PKB, Niemcy11,3 proc, Japonia – ponad 10 proc, Polska – nieco ponad 4 proc. Choć obecnie wydatki na opiekę medyczną w kraju są o połowę wyższe niż 10 lat temu, to wciąż nie możemy dogonić Europy. W tym samym czasie wyprzedziły nas takie kraje jak Słowacja czy Estonia.

Wszystko prawda. Niemniej ja, jak będę powtarzać, że ryba psuje się od głowy. I wcale nie chodzi mi o rząd, ale o podejście do tematu. Rosną potrzeby związane z leczeniem oraz jego koszty, ponieważ mamy coraz więcej pacjentów. Naturalnym odruchem jest więc zwiększanie nakładów na ratowanie zdrowia i życia. Jednak nikt nie stawia fundamentalnego pytania: DLACZEGO PRZYBYWA CHORYCH? Odpowiedź jest prosta to w największym skrócie liczba pacjentów rośnie z powodu szkodliwego tryb życia, obejmującego jedzenie, stres, zanieczyszczenie środowiska, nadmierne obciążenie pracą i oszczędności na profilaktyce. To są fundamentalne wyzwania. Jednak na budowaniu rynku opieki zdrowotnej zarabiają wielkie grupy biznesowe, a nawet społeczne, a na zdrowym środowisku, zdrowym jedzeniu, pozbawionym chemii, antybiotyków i trucizn, skróceniu czasu pracy – praktycznie nikt. I to jest właśnie problem.

 

 

Jednym z poważniejszych zjawisk XXI wieku są choroby cywilizacyjne. To jeden z największych problemów zdrowotnych państw wysoko rozwiniętych i krajów szybko rozwijających się, w tym Polski. Jednocześnie okazuje się, że leczenie tych chorób z jednej strony wiąże się z poważnymi i rosnącymi wydatkami, z drugiej strony staje się intratna część gospodarki.

Do chorób cywilizacyjnych zalicza się m.in. cukrzycę, nadwagę, otyłość, choroby układu krążenia i nowotwory. Ich powstawaniu sprzyjają: siedzący tryb życia, brak aktywności fizycznej, dieta bogata w produkty wysokotłuszczowe i zawierająca zbyt dużą ilość cukrów, palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu i stres. Wpływ na wzrost zachorowań mają także postęp technologiczny i negatywne skutki zanieczyszczenia środowiska naturalnego, coraz bardziej odczuwalne dla zwykłego człowieka.

Na profilaktykę przeciwdziałającą części chorób cywilizacyjnych ma każdy człowiek. Można przecież zmienić nawyki żywienia, uprawiać aktywie sport, zaprzestać palenia tytoniu, picia alkoholu. No i oczywiście nie stresować się. W praktyce realizowanie tego jest bardzo trudne. Tryb życia wymusza charakter pracy. Zmiana nawyków żywieniowych wymaga nie tylko świadomości, ale również odpowiednich środków finansowych. Aby uprawiać sport potrzebne są warunki i czas. Z tym ostatnim jest najgorzej, albowiem Polacy są jednym z najdłużej pracujących narodów w Europie. Palenie papierosów i picie alkoholu to często uwarunkowania towarzysko-środowiskowe.

Państwo wdraża coraz większe restrykcje wobec palaczy i producentów papierosów. Już w sprawie alkoholu robi dużo mniej. Wynika to też oczywiście z pewnej ambiwalentności. Spadek konsumpcji papierosów i alkoholu to zmniejszone wpływy do budżetu z tytułu akcyzy. Restrykcje spotykają się też z oporem. W sprawie aktywnego ruchu, państwo praktycznie już nic nie robi, no może poza transmisjami imprez sportowych. To teoretycznie jest promocja aktywności, jednak większość koncentruje się na biernym gapieniu w ekran czy pogłębia dolegliwości wynikające z braku ruchu. O szkodliwości cukru praktycznie się nie mówi, nie wspominając już o robieniu, a ze względu skutki, które są wynikiem jego spożywania powinien być przez państwo traktowany na równi z papierosami i alkoholem.

Skoro państwo bardziej udaje, ze walczy z chorobami cywilizacyjnymi, to wynik jest łatwy do przewidzenia. Służba zdrowia już jest niewydolna, ale władza ma na to jedno rozwiązanie podnoszenie składki zdrowotnej. Jeśli ludzie masowo nie zmienią swojego postępowania, będzie to spirala, która będzie się nakręcać. Zdają sobie z tego też przedsiębiorcy, którzy widząc coraz więcej pacjentów starają się przygotować dla nich atrakcyjna ofertę.

Na świecie realizowane są różne badania nad mniej szkodliwymi rozwiązaniami dla zdrowia. Niedawno Polska Akademia Nauk ogłosiła rozpoczęcie badań nad nowym produktem tzw. „potencjalnie obniżonego ryzyka” koncernu Philip Morris, który jest mniej szkodliwy niż tradycyjny papieros. Te innowacje oczywiście są uruchamiane ze względów zdrowotnych, jednak realizuje je przemysł we współpracy z naukowcami. Ten przykład pokazuje, że przed polskimi przedsiębiorcami otwiera się pole do prowadzenia nowoczesnej i dochodowej działalności. Jeśli Polacy nie mogą być zdrowi, to przynajmniej niech będą mniej chorzy!

 

 

Prywatyzacje co do zasady są pomyłką. Kuriozalnymi przykładami były sytuacje kiedy polskie państwowe przedsiębiorstwa były kupowane przez zagraniczne państwowe przedsiębiorstwa, dowodząc, że cała idea prywatyzacji, a przekładając na język zrozumiały, wyprzedaż majątku narodowego jest oszustwem. Zasady jednak uwzględniają wyjątki.

W zeszły roku opinię publiczną zbulwersowała kupno od państwa PKP Energetyka przez amerykański fundusz CVC Capital Partners. Kontrowersje budziła i sama transakcja jak i jej przedmiot. Teraz ukazała się książka „PKP Energetyka – bezpieczeństwo dostaw energii i przewozów kolejowych”. Napisali ją Dominik Smyrgała, Leszek Jesień, Łukasz Kister, Marcin Koniak i  Łukasz Tolak. Autorzy nie ukrywają, że współpracowali z PKP Energetyka przy powstawaniu książki. W publikacji analizują oni skutki przedsięwzięcia.

PKP Energetyka jest spółką o strategicznym znaczeniu dla co najmniej dwóch sektorów gospodarki opartych na infrastrukturze krytycznej W wyniku zmiany właścicielskiej znalazła się w bardzo szczególnej sytuacji. Zdaniem autorów książki sama forma własności nie jest problemem. Uważają oni, że, mimo posiadania ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej, raczej nie może to spowodować zagrożeń w kontekście liberalizacji rynku energii, ze względu na zbyt niską przepustowość sieci (zbyt niskie napięcia zasilania sieci dystrybucyjnych oraz mały przekrój poprzeczny sieci). Ponad to Polska posiada wystarczające uprawnienia w zakresie kontroli przekształceń własnościowych i kwestii regulacyjnych (Urząd Regulacji Energetyki, Urząd Transportu Kolejowego), aby efektywnie kontrolować sytuację Spółki, np. poprzez nakładanie obowiązku świadczenia usługi publicznej związanych z dostawą energii elektrycznej.

Badacze dokonali analizy innych rynków organizacji rynku kolejowego. Okazało się, że stosowane są różne rozwiązania poczynając od całkowitej własności państwowej (Niemcy), po modele hybrydowe, w których na niektórych obszarach kolej jest całkowicie sprywatyzowana (Japonia). Autorzy uczciwe przyznają, że organy administracji rządowej przed przekształceniami własnościowymi nie dokonały należytej analizy, która nie została ujęta w sformalizowanym systemie bezpieczeństwa narodowego. Skutkuje to brakiem prawnych obowiązków w zakresie zapewnienia ochrony fizycznej i technicznej. Aby ten stan rzeczy zmienić należało by wpisać Spółkę na listę podmiotów podlegających ochronie na gruncie ustawy o kontroli niektórych inwestycji.

Krytykując pomysł sprzedania należy zauważyć, że PKP Energetyką czekają poważne wyzwania inwestycyjne, związane z rozwojem kolei w Polsce w związku z coraz większymi potrzebami wynikającymi ze spełnianiem wymogów interoperacyjności i budowy jednolitego obszaru kolejowego w UE.  W tym zakresie przedsiębiorstwo ma poważne zapóźnienia. Inwestycje te są kosztowne. Z tego też powodu nie były do tej pory realizowane. Sprzedaż PKP Energetyka można traktować jako pomysł na znalezienie źródeł finansowania. Jest to jakiś pomysł obrony prywatyzacji. Można się nim posługiwać tak długo, jak długo ktoś nie wie, że istnieją inne prostsze sposoby pozyskiwania kapitału, bez niebezpieczny form zmian własnościowych. Argumentem przemawiającym za prywatnym właścicielem jest przekonanie, że będzie mu łatwiej prowadzić potrzebne inwestycje niż państwowym urzędnikom. I znając polskie realia trudno temu uzasadnieniu nie przyznać racji.

Jednocześnie autorzy uważają, ze interesy Polski w związku z tą transakcją nie zostały należycie zabezpieczone i że rząd powinien nawiązać dialog ze Spółką w celu wprowadzenia odpowiedniego porozumienia, które zabezpieczy interesy państwa przed ryzykiem przejęcia przedsiębiorstwa przez podmioty niepożądane i ewentualnego obniżenia standardu świadczonych usług. Jakby zażartował w tej sytuacji mój znajomy, „jest dobrze, ale nie tragicznie”. Mam nadzieję, że nowi właściciele i Polska znajdą sposób aby tak się porozumieć, by zabezpieczyć interes państwa na przyszłe sytuacje, których nie znamy, choć musimy się na nie przygotować.

Potoczne pojęcie słowa finansista jest nieprecyzyjne. Kim w praktyce są osoby, które tak można nazwać od 16 lat wskazuje redakcja Gazety Finansowej. Czyni to przyznają nagrodę i wyróżnienia dla Finansistów Roku, których praca i zaangażowanie zostały wysoko ocenione przez dziennikarzy czasopisma.

W tym roku tytuł Finansisty Roku 2015 przyznano Adamowi Kicińskiemu, prezesowi CD Projekt, za sukces, jaki firma  osiągnęła na rynku gier komputerowych w Polsce i na świecie. Wyróżniono także Wydawnictwo Supernowa, Kapsch Telematic Services, PZL-Świdnik, Sekcja Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki, Instytut Staszica,  Biznesalert.pl . Jak widać rozrzut jest duży. Wśród docenionych znalazły się małe i potężne firmy, zajmujące się i nowoczesnymi technologiami, sprzętem wojskowym i edukacją. Okazuje się, że finansistom żadna branża nie straszna, a sukces można odnieść niezależnie od wielkości.

Podczas tej samej uroczystości wyróżnić marki, które liczą się w finansach. Doceniono sześciu laureatów. Nagrody Finansowa Marka Roku 2016 redakcja Gazety Finansowej przyznała Idea Money (w kategorii Faktoring), Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska (w kategorii Dom Maklerski) Provident (w kategorii Pożyczka Gotówkowa), Kaczmarski Group (w kategorii Zarządzanie Wierzytelnościami), Europejski Fundusz Leasingowy (w kategorii Leasing), Futuro Finance (w kategorii Doradztwo Finansowe). To ważne branżowe drogowskazy. Doradztwo finansowe, faktoring, zarządzanie wierzytelnościami, leasing, obsługa maklerska i pożyczki to właśnie narzędzie finansjery. Od ich sprawności zależy koło zamachowe biznesu.

Zawsze przy okazji takich nagród pojawia się pytanie o ich zasadność? Wątpliwości to co d zasady dobra rzecz. Dla mnie tego typu wyróżnienia to często okazja uchwycenia zjawisk lub przedsiębiorstw, które czasem umykały mojej uwadze. Spodziewam się, że w tak dynamicznych czasach, w których jest olbrzymi natłok informacji, takich osób jak ja jest więcej. I to jest najlepsza odpowiedź, że dobrze, że są takie nagrody, bez nich wiedza byłaby uboższa.

Co może mieć wspólnego sieć sklepów spożywczych z literaturą? W przypadku sklepów Biedronka okazuje się, że bardzo dużo. Nie tylko w ofercie handlowej jest wiele tytułów książkowych, ale do tego jeszcze organizuje konkursy literackie.

W 2015 roku Jeronimo Martins Polska , właściciel sieci dyskontów Biedronka zorganizował konkurs literacki „Piórko”, na opowiadanie dla dzieci. Napłynęło wówczas aż 4.OOO prac. Sądziłem, że to wyczerpało entuzjazm autorów. Okazało się, że w tym roku doszło do drugiej edycji konkursu. Mimo, że jest tylko jedna nagroda napłynęło aż 4.3OO prac. Wątpię aby jedyną motywacją była wysokość nagrody wynosząca 1OO.OOO złotych. Sądzę, że przyczyn zaangażowania jest więcej.

O sukcesie konkursu Piórko może decydować, że jest on przeznaczony wyłącznie dla osób przed debiutem książkowym. Prace nadsyłane mają być adresowane do dzieci w wielu 4-1O lat. To chyba jedyny konkurs, którego utwory należy napisać dla tej grupy wiekowej. Z jednej strony wydaje się to łatwe, ale czy jest takie w rzeczywistości? Nie wiem. Jednak 4.3OO osób chce pisać dla najmłodszych.

W tym roku w konkursie Piórko zwyciężyła pani Monika Radzikowska. Według jury jej praca umiejętnie odświeża formułę klasycznej baśni. Autorka zgrabnie operuje rozpoznawalnymi w baśni motywami – dzięki temu czytelnik bez trudu dostrzeże mądrość zaklętą w tej opowieści. Laureatce udało się wyraziście zarysować charaktery postaci i umiejscowić je w dynamicznej akcji. Do tego klarowna konstrukcja ułatwia dzieciom podążanie za historią. Obrazowy język kreuje baśniowy świat, poruszając wyobraźnię i budząc emocje. Wartościowe i optymistyczne przesłanie może być punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem na temat konieczności podejmowania prób i przezwyciężania własnych lęków, jednocześnie prowadząc małego czytelnika ku samodzielnemu odkryciu uniwersalnych prawd i zachęcając do kierowania się nimi we własnym życiu.

Pani Monika Radzikowska ma 26 lat, pochodzi z Ząbek. Z wykształcenia jest archeologiem. Uwielbia góry, książki, stare mapy i ruiny ukryte w najdziwniejszych miejscach. Na co dzień pracuje w Zamku Królewskim w Warszawie, opowiadając dzieciom baśnie i legendy. W czasie wakacji pakuje plecak i rusza na wykopaliska lub na dalekie wędrówki, tam, gdzie kończy się asfalt, a zaczyna szlak. Wierzy, że niemożliwe nie istnieje i każdy może dotrzeć na koniec świata, aby spełniać swoje marzenia. Podróże są jej pasją i inspiracją – uwielbia poznawać ludzi z innych krajów, regionów, rozmawiać z nimi, słuchać ich historii. Nade wszystko przywiązana jest jednak do Polski – lubi wracać i opowiadać o tym, co spotkało ją na szlaku. Zawsze chciała pisać książki. Motyw podróży i odkrywania siebie samego znajduje odzwierciedlenie w jej pracy konkursowej. Mam wrażenie, że jej pasje i charakter pracy zadecydowały o zwycięstwie. To kolejny dowód, że ludzie, którzy są zaangażowani mają większe podstawy do odniesienia sukcesu.