Miesięczne archiwum: Październik 2016

ar-302189993-jpgmaxw980imageversionmaintopic1

Umarły helikoptery, niech żyją helikoptery! – Można by zakrzyknąć. W rzeczywistości sprawa jest dużo poważniejsza, albowiem w wyniku zakończenia negocjacji z Airbusem w sprawie helikopterów wielozadaniowych caracali dla polskiego wojska, okazało się, że armia, w sprawie uzbrojenia, cofnęła się o kilka lat. Pojawiło się pytanie czy zysk z przerwania kontrowersyjnego przetargu, może oznaczać stratę, nie tylko czasu, ale nieść zwiększenie konkretnych zagrożeń?

Stratą, pomijając interes polskiego wojska i gospodarki, było obrażenie się Francji. Pilnowanie przez Polskę narodowych interesów uznano w Paryżu za afront. Potem pojawiły się enuncjacje Prasowe, sugerujące związki Antoniego Macierewicza, Ministra Obrony Narodowej z amerykańskim lobbystą Alfonse’em D’Amato, który pracuje m.in. dla koncernu Lockheed Martin, producenta helikopterów Black Hawk w Mielcu. Później pojawiła się wypowiedź szefa resortu, że rozważany jest zakup właśnie tych maszyn, a następnie koncepcja budowy własnego sprzętu w koprodukcji z Ukrainą. Opinia publiczna, na każdą nową informację, coraz bardziej, ze zdumienia otwierała oczy i pewnie te oczy by lada moment wypadły z oczodołów, gdyby nie nagły zwrot akcji.

Zdaje się jednak, że wszystkie te „zajawki” były raczej puszczaniem próbnych balonów i obserwowaniem, kto w jaki sposób będzie reagował. Po tym festiwalu dziwnych wypowiedzi, Ministerstwo Obrony Narodowej przystąpiło do działania i ogłosiło powrót do negocjacji o zakupie helikopterów z uczestnikami zamkniętego przetargu. Zaproszenie do rozmów zostało wystosowane do producentów: PZL Mielec, PZL Świdnik i Airbus. Zamówienie ma zostać zrealizowane w trybie tak zwanej pilnej potrzeby operacyjnej zgłoszonej przez siły zbrojne. Oznacza to, że m.in. negocjacje nie będą obejmować zapewnienia Polsce offsetu. I bardzo dobrze, albowiem Polska w tej formule prowadzenia negocjacji nie ma dobrych doświadczeń.

Istotą aktualnej procedury jest pośpiech i zaspokojenie natychmiastowych braków w wojsku. Jak wiadomo, szybkość najlepsza jest przy łapaniu pcheł, a przy zakupie sprzętu bojowego o wartości kilkunastu miliardów już niekoniecznie. Prawdopodobnie jednak kilka lat działania komisji przetargowej pozwoliło zgromadzić Inspektoratowi Uzbrojenia bogata wiedzę na temat możliwości i walorów poszczególnych helikopterów. Teraz ważne jest aby dopasować możliwości producentów do realnych potrzeb polskiej armii. W ten sposób prawdopodobnie zostaje też obalony mit, że przetarg na helikoptery został unieważniony z powodu potrzeb finansowych na zaspokojenie programu rodzinnego 500+.

Kto ma szanse. Teoretycznie wszyscy. Moim zdaniem jednak najmniejsze Airbus, w związku z poddaniem kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego procedury przetargowej. To z kolei, po dziwacznych enuncjacjach byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który nagle ujawnił, że posiada niezwykle rozległą wiedzę w tej materii. PZL Mielec wydaje się faworytem, jednak należy pamiętać, że w Polsce znajduje się tylko montownia amerykańskich helikopterów. Wyborowi tego oferenta mogą szkodzić też posądzenia o związki Ministra z z lobbystą Lockheed Martin. Czy to by oznaczało, że największe szanse ma PZL Świdnik, który jest faktycznym producentem w Polsce helikopterów?

Szczerze powiem, że nie wiem. I tym różnię się od wszystkich, którzy też nie wiedzą, ale mówią. Niezależnie od wszystkiego nie będę kibicował żadnemu z producentów, ale polskim żołnierzom, albowiem najbardziej interesuje mnie sprawność naszej armii i w tym upatruję prawdziwy zysk.

thumb31_9538359

Przeważnie narzekamy, że Polska nie nadąża za najbardziej rozwiniętymi państwami świata. Cóż, narzekanie jest cechą narodową. Jednak są dyscypliny, w których znajdujemy się w ścisłej czołówce. Przykładem może być – program leczenia głuchoty, który ma już 25 lat!

Wszystko zaczęło się niepozornie od powołania – z inicjatywny, wówczas, doc. Henryka Skarżyńskiego – Fundacji Rozwoju Medycyny „Człowiek – Człowiekowi”. Jej zadaniem była organizacja kadry i zaplecza dla działań mających w Polsce odmienić los tych, którzy nie słyszeli nigdy, oraz tych, którzy słyszeli, ale stracili słuch. Później powstał Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu. W 1992 roku prof. Henryk Skarżyński przeprowadził pierwsze operacje u osoby dorosłej i dziecka. 10 lat później wykonał pierwszą w świecie operację wszczepienia implantu ślimakowego osobie dorosłej z częściową głuchotą. W 2004 roku po raz pierwszy w świecie przeprowadził taki zabieg u dziecka.

W latach 2007–2016 dokonano ponad 1.000.000 przesiewowych badań słuchu w ramach kilkudziesięciu programów i projektów; samorządowych, ogólnopolskich i międzynarodowych. Od wielu lat Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu jest jednym z najnowocześniejszych tego typu przedsięwzięć na świecie. Stało się tak dzięki wizjonerowi prof. Henrykowi Skarżyńskiemu, który tej sprawie poświęcił swoje życie.

W ciągu 20 w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu przeprowadzono ponad 3.000.000 konsultacji i badań oraz wykonano blisko 400.000 procedur chirurgicznych. Dzięki tej placówce polscy pacjenci mają dostęp do najnowszych technologii jako pierwsi w kraju lub jedni z pierwszych w świecie. Do tej pory w Instytucie zoperowano największą w świecie grupę pacjentów z częściową głuchotą – ponad 2.500 dzieci i dorosłych. Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu jest dziś głównym ośrodkiem otolaryngologicznym w Polsce, który wykonuje od 14 lat najwięcej zabiegów operacyjnych na świecie.

Międzynarodowy sukces Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu to efekt pracy prof. Henryka Skarżyńskiego i jego zespołu, który przeprowadził wiele pionierskich operacji, tworząc w nauce pojęcie „polskiej szkoły otochirurgii” w leczeniu częściowej głuchoty. Otwarte zaledwie cztery lata temu Światowe Centrum Słuchu stało się marką rozpoznawalną w wielu krajach. Z badań Instytutu korzystają inne placówki medyczne tak w Polsce, jak i zagranicą. W ramach specjalnego cyklu szkoleń Window Approach Workshop (WAW), Cochlear Academy oraz Akademii Otochirurgii specjaliści z całego świata przyjeżdżają do Instytutu na pokazowe operacje i szkolenia.

Każdego roku Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu organizuje międzynarodowe konferencje połączone z warsztatami dla otochirurgów, którzy uczą się m.in. opracowanych przez prof. Henryka Skarżyńskiego minimalnie inwazyjnych procedur chirurgicznych, które pozwalają zachować istniejący nawet w niewielkim stopniu słuch przedoperacyjny oraz strukturę ucha wewnętrznego. Pokazowe operacje są transmitowane „na żywo” w globalnej światowej sieci telemedycznej LION Global OtologyNeurotology Live Surgical Broadcast.

W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu stworzono i  uruchomiono pierwszą w świecie Krajową Sieć Teleaudiologii umożliwiająca przeprowadzanie telekonsultacji z udziałem pacjentów i specjalistów z kilku ośrodków jednocześnie, zdalną rehabilitację oraz telefitting, czyli zdalne ustawianie parametrów w procesorach mowy u pacjentów z różnymi implantami słuchowymi.

Najlepszą miarą sukcesu programu leczenia głuchoty w Polsce są sukcesy pacjentów z głębokimi wadami słuchu, którzy dzięki leczeniu polegającemu na wszczepieniu implantów mogą rozumieć mowę, komunikować się swobodnie z innymi normalnie żyć i pracować, wiele osiągając w swoich dziedzinach.

Wszystkie to sukcesy i osiągnięcia sprawiają, że przeszedł czas na Galę z okazji jubileuszu 25-lecia programu leczenia głuchoty w Polsce i 20-lecia Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Będzie ona miała miejsce 7 listopada 2016 roku w Filharmonii Narodowej w Warszawie. W uroczystości zapowiedzieli udział artyści, m.in.: prof. Krzesimir Dębski, prof. Janusz Gajos, prof. Ignacy Gogolewski, prof. Mariusz Grzegorzek, Rafał Królikowski, Maciej Miecznikowski, Robert Rozmus, Ryszard Rynkowski, Irena Santor, prof. Jerzy Stuhr, Hanna Śleszyńska, prof. Marcin Wawruk, dr Alicja Węgorzewska-Whiskerd, Jacek Wójcicki i Dominika Zdrojewska.

 

bb3

Podobno kręgosłup nie jest najważniejszą częścią człowieka. Jednak żyć bez niego nie sposób, nie tylko, że zasadza się na nim konstrukcja całego ciała, to jeszcze w środku znajduje się rdzeń kręgowy. Na bóle pleców uskarża się 57 proc. populacji. W znaczącej mierze, za problemy z kręgosłupem odpowiada siedzący tryb życia. Uczymy się, pracujemy, jemy, oglądamy, podróżujemy przeważnie w pozycji siedzącej. Nie jest to jednak pozycja, do której natura przygotowała człowieka.

W krajach rozwiniętych ok. 20 proc. wszystkich zwolnień chorobowych przyczyną są bóle kręgosłupa. Można nawet mówić o epidemii wywołanej siedzącym trybem życia. Kręgosłupa nie wykrzywia i nie niszczy pozycja zwana klękosiadem propagowana od wielu lat przez ortopedów. Na rynku są już od lat obecne stołki (klęczniki) pozwalające na siedzenie w tej pozycji.

Andrzej Kieryłło projektant mebli i wzornictwa przemysłowego z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem również cierpiał na bóle kręgosłupa. Szukał krzesła, które pomogłoby mu zminimalizować ten dyskomfort. Okazało się, że przemysł meblarski ma do zaproponowania jedynie wspomniane stołki, które są lepsze od krzeseł, jednak korzystanie z nich przez dłuższy okres jest bardzo męczące. Nie da się pracować przez wiele godzin siedzenie na klęczniku. Pozycja ta wymaga większego wysiłku.

Potrzeba jest matką wynalazków, dlatego Pan Andrzej Kieryłło z Human+ postanowił sam sobie zaprojektować krzesło, które uwolniłyby go od bólu kręgosłupa. Zajęło mu to 4 lata, a zespół z którym pracował stworzył 450 wersji projektu. Jednak w efekcie tej pracy powstał prototyp energonomicznego, hybrydowego fotela, który jednocześnie po przełożeniu odpowiedniej dźwigni może stać się klęcznikiem.

Nowo wymyślony mebel otrzymał nazwę  Blue Bird Hybryd Chair. Jest pierwszym na świecie fotelem biurowym, który zapewnia komfort pracy oraz jest antidotum na choroby kręgosłupa, związane z siedzącym trybem pracy. Blue Bird Hybryd Chair posiada funkcję klękosiadu. Oparcie fotela idealnie podpiera kręgosłup, posiada podłokietniki i zagłówek zapewniające użytkownikowi niezbędny komfort.

Blue Bird otrzymał patenty w Stanach Zjednoczonych, Europie (Europejski Urząd Patentowy EPO), Hong Kongu oraz odpowiednią ochronę projektu Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) i Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO). Wynalazcy z Human+ czekają teraz na decyzje patentowe w Chinach, Japonii, Korei Południowej, Indniach i Brazylii. Wraz z odpowiednią ochroną, projektanci planują wejście na kluczowe globalne rynki, przy wsparciu dystrybucji przez lokalnych liderów branży mebli biurowych.

Tyle dobrych wiadomości. Teraz będą te słabsze. Otóż Blue Bird Hybryd Chair, według przewidywań, w zależności od wersji będzie kosztować od 2 do 4 tysięcy złotych. Na rynku może pojawić się najwcześniej za dwa lata. To dla osób, które już dziś chciałyby zostać szczęśliwymi posiadaczami hybrydowego fotela z pewnością oznacza to uzbrojenie się w cierpliwość. Niemniej warto się cieszyć, że to Polacy wymyślili antidotum na epidemie bólu pleców i to bez konieczności łykania trujących tabletek przeciwbólowych.

z17802458ihairbus-helicopters-h225-d-eurocopter-ec-725-cara

Historia zakupu francuskich helikopterów Caracali dla polskiej armii dobiegła końca. Od początku, cały proces przetargowy budził nie tylko wielkie emocje, co nie dziwne, biorąc pod uwagę wartość kontraktu, ale również kontrowersje, związane z zagadkowymi zmianami dotyczącymi kryteriów. Ewidentnie ofiarą tego przedsięwzięcia jest były Prezydent Bronisław Komorowski, który firmował swoim nazwiskiem ten projekt i przez to utracił kilkaset tysięcy głosów poparcie w trakcie wyborów.

Kiedy się okazało, że polska armia nie zakupi Caracali, ponieważ Francja nie potrafiła sprostać oczekiwaniom Polski w zakresie offsetu (rodzaj transakcji zawieranej między państwami, w sytuacji gdy jeden z partnerów oczekuje kompensacji za wydatki poniesione na zakupy za granicą), w mediach rozległ się krzyk rozpaczy wydany przez opozycję. Jednak nawet wśród polityków opozycji znalazł się głos rozsądku. Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej stwierdził, że „każde państwo ma prawo wybierać technicznie, ekonomicznie i politycznie najlepsze uzbrojenie. To są zbyt wielkie pieniądze i zbyt ważne sprawy”. Dodał przy tym, że w dojrzałych demokracjach podobne kwestie nie są poddawane pod debatę publiczną.

Sprawa debaty publicznej, w sprawie uzbrojenia, która, co do zasady, powinna być tajna, napawa dużym niepokojem. Pomijam przy tym aktywność rzeszy dyletantów i domorosłych ekspertów, jednak również bardzo aktywni zapewne byli w tej dyskusji agenci wpływu najrozmaitszych państw, nie tylko tych które produkują helikoptery, lecz również tych, które są zainteresowane, aby polska armia nie miała dobrego uzbrojenie.

Tym, którzy są rozczarowani, że polska armia nie dostanie „świetnych” Caracali przypomnę, że to stare helikoptery, które zostały opracowany w drugiej połowie lat 60. W połowie zeszłego roku sami szefowie Airbus Helicopters, producenta francuskich helikopterów poinformowali, że właśnie przystępują do budowy nowej maszyny, która ma zastąpić Caracala. W kontekście tego, chyba już można otrzeć łzy i cieszyć się, że nie inwestujemy miliardów w zabytki.

Instytut Biznesu, z którym jestem związany, od dwóch lat krytycznie wypowiadał się o procedurze przetargowej jak również o ofercie Airbus Helicopters. Jednak w tej chwili nikt nie czerpie z tego satysfakcji, albowiem straconego czasu nikt nie zwróci. Wszyscy są zmartwieni, że nowy przetarg odsunie zakup helikopterów o kilka lat. Tak wcale być nie musi, albowiem Ministerstwo Obrony Narodowej może dokonać zakupu z wolnej ręki. Pozostają pytania:

  • Czy Minister Antonii Maciarewicz podejmie decyzję o zakupie helikopterów z „wolnej ręki”?
  • Ile będą kosztowały nowe helikoptery?
  • Czy zakupione maszyny okażą się przydatne polskiej armii?
  • I najważniejsze kiedy znajdą się na wyposażeniu polskiej armii?

Jak to będę wiedział, wtedy powiem: czy to zysk czy strata?