Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

guzik_z_petelka_166

Podziwiam brak zainteresowania moimi skromnymi zasobami finansowymi przez PZU. Naprawdę to majstersztyk.

Kiedyś niedaleko mojego domu był tzw. II Odział PZU, które wtedy nazywało się jeszcze Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Co chciałem tam, lub musiałem (ubezpieczenia obowiązkowe) załatwić, to robiłem. Za „komuny” stale kłębiły się w placówce dzikie kolejki, a urzędnicy byli prawie tak ważni jak powiatowi pierwsi sekretarze. Potem czasy się zmieniły. Pojawili się mili i kompetentni doradcy, którzy nawet często się uśmiechali i byli życzliwi.

Czasy jednak nadal się zmieniają, historyczne logo, najstarszej polskiej firmy ubezpieczeniowej zastąpił anonimowy, pozbawiony tożsamości, guzik, jak czas pokazał „guzik z pętelką”, ale o tym za chwilę. W ramach nowoczesności Oddział zamknięto, budynek sprzedano. Wzrost wydajności, oszczędności, efektywności, synergii postępuje….. No i już nie było gdzie realizować swoich potrzeb ubezpieczeniowych. Na szczęście od 30 lat te fundamentalne, zaspokaja ta sama agentka ubezpieczeniowa, która zjawia się, zawsze, niczym Batman czy Superman, kiedy potrzebuję, nawet jeśli cała transakcja opiewa na 20 złotych. Cóż, ona jeszcze wie, co oznacza slogan „klient nasz Pan”. Korzystając z okazji pięknie Pani za to dziękuję.

Jednak są takie sprawy, że nie może ich rozwiązać agent ubezpieczeniowy, nawet taki, który teraz chodzi już wyposażony w tablet. Dlatego odwiedziłem nową placówkę PZU, która jednak nie okazała się oddziałem, choć lokal był oznakowany po zęby w logo ubezpieczyciela, tylko czym stowarzyszonym, dlatego uprzejmy Pan nie był w stanie odpowiedzieć mi na pytanie czym różni się IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) od IKE (Indywidualnego Konta Emerytalnego) i „Pogodnej Jesieni” (grupowe ubezpieczenie emerytalne). Był jednak wyposażony w telefon i sprawie połączył mnie z infolinią. Tam jednak też moja ciekawość została zaspokojona tylko częściowo, albowiem bardzo miła Pani znała się tylko na IKZE i IKE, natomiast w celu uzyskania wiedzy na temat „Pogodnej Jesieni” należało się połączyć już z inną infolinią…. Cóż, okazało się, że, na interesujące tematy, wiedziałem więcej niż fachowcy na infoliniach, więc rozmowy mnie nie usatysfakcjonowały. Uprzejmy Pan wyjaśnił mi, że oni nie są zorientowani, bo nikt się o te produkty nie pyta. Cóż, jak się okazuje gdyby klienci się pytali, tak jak ja, byliby równie zniechęceni, do wykupienia usług.

Wracając do guzika. Teoretycznie nowe logo PZU mogłoby się kojarzyć z funkcjonalnym przyciskiem a nie „guzikiem z pętelką”. Jednak od lat panuje przekonanie, że największa firma ubezpieczeniowa nie jest zainteresowana nowymi klientami, i że w ogóle są oni tylko zbędnym balastem. Co roku, podczas zawierania nowych polis w PZU zaznaczam, że zezwalam na przesyłanie mi ofert marketingowych i handlowych i nigdy od 20 lat żadnej oferty od ubezpieczyciela się nie doczekałem. To oczywiście dowód pośredni. Teraz Ubezpieczyciel kupił sobie bank, ale naiwny byłby ten kto sądziłby, że Zakład będzie korzystał z usług własnego banku. Po co? Lepiej korzystać z usług Citi handlowego. Lepiej żeby konkurencja zarabiała! PZU jest spółką, której aktywa to ponad 50 miliardów złotych, to wystarcza nie tylko na utrzymywanie całej infrastruktury, a nawet wypłatę dewidendy akcjonariuszom. Klienci jawią się w Zakładzie jako zbędny koszt…..

Każdy ma prawo prowadzić swój biznes jak chce. Jednak PZU nie jest zupełnie prywatnym przedsięwzięciem. Większościowym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, co oznacza, że to w jakimś ułamku to również moje przedsiębiorstwo i bardzo mi się nie podoba jak jest ono prowadzone.

insulin

Na zdrowiu nie należy oszczędzać. To oczywisty frazes. Jednak to nie oznacza, że należy przepłacać, albo wydawać pieniądze bezmyślnie.

Do taki rozważań skłoniła mnie sytuacja dotyczącą rozwoju programu 75+ czyli rozszerzania listy bezpłatnych leków dla osób, które ukończyły 75 lat. Od nowego roku na liście mają się znaleźć krótkodziałające rekombinowane insuliny ludzkie produkowane w Polsce oraz krótkodziałające insuliny analogowe produkowane przez zagraniczne koncerny Eli Lilly, SanofiAventis oraz Novo Nordisk. Należy dodać, że obydwa rodzaje insulin mają takie samo działanie terapeutyczne. Różnica polega na tym, że te zagraniczne są kilkukrotnie droższe…..

Poruszam tę sprawę ponieważ istnieje uzasadniona obawa, że wprowadzenie na listę bezpłatnych leków zagranicznych analogów insulin krótkodziałających może zachwiać nie tylko polskimi producentami, ale również funkcjonowaniem całego programu 75+,  a w konsekwencji nawet jego ideą. Lekarz ma dowolność w wyborze insuliny jaką przepisze. Jednak jeśli wybierze lek zagraniczny bardziej obciąży budżet przedsięwzięcia. Im więcej takich decyzji tym mniej pieniędzy na inne leki.

Aktualnie system refundacyjny (niezależnie od wieku pacjenta) przewiduje, w miesięcznym cyklu terapii dla pacjenta wynosi:

  • dla krótkodziałających rekombinowanych insulin ludzkich wynosi 4 złote
  • dla analogów insulin krótkodziałających (zagranicznych) wynosi 32-42 złote

To zestawienie pokazuje jak ryzykowne jest dla budżetu refinansowanie w 1OO procentach zagranicznych analogów insulin. Szacuje się, że decyzja Ministerstwa Zdrowia może spowodować zwiększenie wydatków na bezpłatne leki nawet o 6O.OOO.OOO-1OO.OOO.OOO zł, w sytuacji kiedy na cały projekt 75+ zaplanowano około 56O.OOO.OOO zł.

Polska należy do niewielu krajów, które produkują rekombinowaną insulinę ludzką bardzo dobrej jakości. Konkurencja jest poważna, bo specjalizuje się w tym aż trzech krajowych producentów. Warto zaznaczy, że wśród polskich producentów znajduje się Polfa Tarchomin należąca do Skarbu Państwa. Wygląda to tak jakby Ministerstwo Zdrowia, opracowując listę leków refundowanych, strzelało w kolano Ministerstwu Skarbu.

Jeśli lekarze zaczną masowo wybierać zagraniczne leki na cukrzycę, los polskich przedsiębiorców, zajmujących się wytwarzaniem insuliny, zostanie zagrożony, a tym samym pojawi się utrata wielu miejsc pracy, no i co za tym idzie, zmniejszenie wpływów do budżetu państwa, z którego jest  finansowany program 75+. Jak z tego wynika, może powstać efekt złego domina.

Warto też dodać, że wyniku refinansowania insulin zagranicznych przez budżet Polski, pieniądze z państwowego konta zasilą kasy innych krajów. Poza tym jeśli krajowi producenci przestaną produkować te leki, Polska przestanie, w tej sferze, być samowystarczalna i będzie zdana na dyktat międzynarodowych koncernów farmaceutycznych. Byłoby to bardzo niekorzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa zaopatrzenia pacjentów, interesu polskiej gospodarki i podatnika.

 

 

biznes_polski_i_niemiecki_razem_bell

W codziennym ferworze mało kto sobie zdaje sprawę, że Niemcy są dla Polski od ponad 20 lat najważniejszym partnerem handlowym i mają obecnie 26 proc. udziału w polskim eksporcie oraz 22 proc. w imporcie.

W 2015 roku bilateralne obroty w polsko-niemieckim handlu osiągnęły rekordowe 88.500.000.000 euro. Zaledwie jednoprocentowy wzrost obrotów z Niemcami oznacza 430.000.000 euro więcej przychodów dla krajowych producentów. Tylko w zeszłym roku polskie przedsiębiorstwa sprzedały do Niemiec o prawie 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Nadal są to głównie samochody i części do ich produkcji (14,2 proc.), podobnie jak maszyny, meble i inny sprzęt. Bardzo szybko rośnie też eksport produktów rolnych i spożywczych, co jest bardzo ważne dla polskiego rolnictwa.

Głównym motorem ekspansji polskich przedsiębiorców w Niemczech jest właśnie uzyskanie dostępu do nowych rynków i klientów. Znam kilka organizacji, produkujących w Polsce, które z definicji nastawiły się na rynek zachodniego sąsiada, który nie tylko wymaga wyższej jakości, ale jest również gotów za niego zapłacić. W Polsce niestety ciągle głównym kryterium decyzji zakupowych jest niska cena. Nasi przedsiębiorcy w Niemczech doceniają też jakość infrastruktury, innowacyjność, dyscyplinę płatniczą w biznesie i przewidywalność polityki gospodarczej. To dla prowadzenia działalności gospodarczej jest ważne.

Ponad 6.000 organizacji z udziałem kapitału niemieckiego prowadzi w Polsce swoją działalność, zatrudniając około 300.000 osób. Sąsiedzi zza zachodniej granicy są u nas największym inwestorem. Do tej pory Niemcy najbardziej zaangażowali się w Polsce w branży przetwórstwa przemysłowego, co stanowi aż 31 proc. niemieckich inwestycji ogółem. Głównie dotyczy to branży motoryzacyjnej, chemicznej, finansowej i ubezpieczeniowej oraz handlu hurtowego i detalicznego. Znacząca część Polaków nie jest zadowolona z tak znaczącego zaangażowania Niemców w Polsce, choć ma ono poważny wpływ na rozwój naszej gospodarki. Prawdę mówiąc gdyby nie sąsiedzi zza zachodniej granicy sytuacja ekonomiczna u nas wyglądałaby znacznie gorzej. Trudno sobie wyobrazić, kto mógłby ich zastąpić.

Dla Niemców Polska jest dopiero siódmym, co do wielkości partnerem handlowym. Jednak jest to efektem stało awansu, albowiem w 2014 roku była ósma, a w 2013 – jedenasta. Wyprzedzają nas Stany Zjednoczone, Francja, Holandia, Chiny, Wielka Brytania i Włochy. Wszystko wskazuje, że ta tendencja będzie postępować. Może Polacy i Niemcy to nie są dwa bratanki, jednak, pomimo bardzo dużych różnic językowych i historycznych uprzedzeń, te dwa sąsiadujące narody łączy bardzo dużo.

 

 

m75k5xkqgbkfat3yfyagtv1cbqa6zy2h

Solidarność, tak samo jak za dawnych lat, chce uwolnić pracowników wyzyskiwanych przez system. Robi to w imię solidarności. Obawiam się jednak, że zakaz handlu w niedziele jednych wyzwoli, drugich ograniczy.

Od miesięcy trwa dyskusja nad projektem NSZZ „Solidarność” dotyczącym ograniczenia handlu w niedziele. Ostatnio, wraz z rozpoczęciem prac nad nim w sejmie, można zaobserwować wzmożoną dyskusję wśród ekspertów i stron zainteresowanych sytuacją. Obrońcy projektu przekonują, że wolna niedziela dla pracowników handlu pomoże wzmocnić rodzinne więzy, da wytchnienie po trudach pracy w tygodniu, a zakupy można przecież zrobić w inne dni tygodnia. Przeciwnicy pomysłu, w postaci przedstawicieli handlu, ekonomistów czy właścicieli galerii handlowych, mówią o redukcji etatów, stratach dla budżetu państwa i pokazują wykresy i tabelki, które mają to potwierdzić.

Sam też wziąłem udział, razem Zenonem Daniłowskim – Przewodniczącym Rady Praskiej Giełdy Spożywczej, Wojciechem Śliwą – właścicielem sieci delikatesów Paleo, Franciszkiem Gaikiem – Wiceprezesem Polskiego Klubu Biznesu, Piotrem Mazurkiewiczem – dziennikarzem dziennika „Rzeczpospolita” i Edwardem Korbelem – ekspertem ds. badań SW Research, w panelu dyskusyjnym, poświęconemu zakazowi handlu w niedzielę i święta. Debata odbyła się podczas targów Orzeł Dystrybucji FMCG. Według badań przeprowadzonych przez SW Research „Zwolenników i przeciwników zamykania sklepów w niedzielę jest tyle samo: po ok. 40 proc. Za zakazem są wsie i miasteczka, przeciw – wielkie miasta.

Jeśli traktować badania poważnie, należałoby zakazać handlu na wsiach, a pozostawić go w miastach. Jednak bój idzie jednak głównie o miasta. Ciekawostką jest, że sprzedawcy wolą pracować w niedziele, niż w soboty, albowiem zdecydowana większość klientów decyduje się na zakupy w szósty, a nie w siódmy dzień tygodnia, co oznacza, że praca tego ostatniego dnia jest mniej męcząca.

Zwolennicy zakazu handlu w niedzielę, używają argumentu, że jeśli ludzie nie będą robić zakupów w jeden dzień tygodnia, to powstaną sprzyjające okoliczności do wspólnego spędzania czasu z rodziną. Cóż, niektórzy mają już taki nawyk, że wolny czas poświęcają na kupowanie, traktując to jego formę rozrywki. Wspólne spędzanie czasu na zakupach, podejmowanie decyzji w gronie najbliższych również może wzmacniać więzi, kto wie może nawet bardziej niż wspólne siedzenie przed TV ?

Jedni chcą wolności od pracy i handlu w niedziele. Inni uważają, że ograniczenia w możliwości robienia zakupów naruszają ich wolność. Ból zakazu handlu w niedziele dla zakupoholików mają łagodzić małe sklepy, których obsługa, jak rozumiem intencje inicjatorów ustawy, nie potrzebuje czasu wolnego i dlatego te placówki będą mogły być otwarte w siódmy dzień tygodnia. Padają też inne propozycje, zakaz handlu co drugą niedzielę, ograniczenie czasowe, czyli sklepy czynne tylko do lub od 15.00.

W Europie sklepy są zamknięte w siódmy dzień tygodnia tylko w najbogatszych krajach, czy Polska do nich należy? Jakoś nie sądzę. Lekcję, do której przymierza się nasz ustawodawca, odrobili już Węgrzy, którzy najpierw wprowadzi zakaz handlu, a potem go znieśli. Obawiam się, że trochę się będziemy musieli nabiegać w kółko, zanim zrozumiemy o co chodzi?