Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Prywatyzacja_PKP_Cargo_6252947

Polska kolej lata zapaści ma już definitywnie za sobą. Pozostaje pytanie, jak i kiedy doścignie poziom zachodnioeuropejskich konkurentów?

Ostatnie dwie dekady to w przypadku polskiego kolejnictwa kilometry zmodernizowanych linii, pozwalających pociągom rozwijać znacznie większe prędkości. Dla podróżujących to również poprawa komfortu podróży, przynajmniej na niektórych trasach. To także nowe rozwiązania przewozów pasażerskich w poszczególnych regionach. Pozytywnym przykładem mogą być Koleje Mazowieckie, w innych częściach Polski są mniejsze sukcesy. Do tego – jak w przypadku PKP Cargo – umiejętność przekonania do trudnych zmian związkowców.

W grupie PKP jest kilkanaście spółek. Zajmują się one przeróżnymi sprawami, często mającymi niewiele wspólnego z transportem kolejowym jak usługi informatyczne (to jeszcze można zrozumieć) ośrodki wczasowe, usługi poligraficzne, inwestycje w nieruchomości. Osiągają one lepszy i gorsze rezultaty. Część z nich w ostatnich latach komunikowała pozorne sukcesy, choć ich prawdziwa kondycja była mało optymistyczna. Innym udało się wyjść na prostą. Każda ze spółek ma swój konkretny obszar działania, za który odpowiadają ich zarządy. Za całość odpowiada Polskie Koleje Państwowe SA.

Samo PKP SA nie prowadzi usług przewozowych. Tym zajmują się inne organizacje z Grupy. Do zadań PKP SA należy realizacja procesów restrukturyzacyjnych, zagospodarowanie zbędnego majątku, zarządzanie płynnością finansową spółek Grupy PKP, koordynacja przedsięwzięć związanych z ich rozwojem i przygotowywanie projektów prywatyzacyjnych.

W praktyce opisane zadania PKP SA są to tylko frazesy, albowiem w rzeczywistości ciężar zmian brały na siebie poszczególne spółki. Jeśli odniosły sukces, to było to komunikowane jako sukces PKP SA. Jeśli były niepowodzenia odpowiedzialność za to ponosiły zarządy konkretnej spółki zależnej. Jedynym rzeczywistym zakresem działalności PKP SA są nieruchomości rozsiane w całej Polsce. Część z nich posiada doskonałe lokalizacje będące atrakcyjne dla inwestorów budowlanych. Tę część działalności należałoby wyodrębnić do specjalistycznego podmiotu.

Tworzenie struktur powiązanych i konsolidacja ma sens wtedy kiedy wywołuje efekt synergii. Tymczasem w Grupie PKP takie zjawisko nie zachodzi. Część spółek, w mniejszym lub większym stopniu, konkuruje ze sobą na warunkach komercyjnych, można nawet powiedzieć, że dochodzi do gospodarczego kanibalizmu, inne zupełnie nie są związane z wiodącą działalnością. Trudno mówić wówczas o wykorzystaniu efektu synergii, bo to raczej groch z kapustą.

W tej sytuacji warto zadać pytanie: czy PKP SA – w formie kosztownego nadzorcy całej Grupy – jest w ogóle potrzebne? Czy nadzorcze funkcje nie dublują się częściowo z nadzorem pełnionym przez Ministerstwo Infrastruktury? Może więc nadzór należy, bez zabawy w „głuchy telefon” (transmisja zaleceń kierowana od właściciela do poszczególnych spółek przez pośrednika w postaci PKP SA), powierzyć bezpośrednio resortowi, a spółkom pozwolić działać na własny rachunek i odpowiedzialność?

Mówi się o 60 miliardach euro z unijnych funduszy na to, by polska kolej definitywnie zerwała z przeszłością. Jak informowały media, m.in. „Dziennik Gazeta Prawna”, może okazać się to pobożnym życzeniem. Szczególnie teraz, gdy relacje polskiego rządu z unijnymi urzędnikami są lodowate. Polskie projekty na pewno będą oceniane surowo. Nie jestem pewien, czy obecny sposób zarządzania Grupą PKP gwarantuje umiejętne poradzenie sobie z tym wyzwaniem?

634896294661730000

Trwają prace sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold, w której zostało poszkodowanych kilkanaście tysięcy Polaków. Tymczasem w sprawie kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, w których zostało oszukanych blisko milion polskich rodzin nie budzi praktycznie żadnej wrażliwości polityków i to z żadnej opcji.

Sprawa Amber Gold to historia piramidy finansowej, w której osoba, która nie powinna móc prowadzić działalności gospodarczej, stworzyła znaczące konsorcjum. W pewnym momencie zagroziła interesom narodowego przewoźnika lotniczego i wówczas okazało się, że w prowadzeniu przestępczej działalności nie pomaga nawet zatrudnianie syna premiera.

Z wypowiedzi świadków, zeznających przed Komisją Śledczą,  wynika, że tylko głupcy nie wiedzieli, że Amber Gold to oszustwo. To niezwykła arogancja, ponieważ obraża wszystkich tych, którzy powierzyli, w dobrej wierze, swoje oszczędności piramidzie finansowej i z pewnością nie zrobili tego aby stracić własne pieniądze. Bezczelność wypowiadających takie twierdzenia jest tym większa, że z racji pełnionych funkcji, w przypadku posiadania wiedzy o dokonywam przestępstwie, mieli ustawowy obowiązek powiadomić o tym odpowiednie organy. Jednak nic takiego nie robili, bo jak twierdzili, nie było to w ich kompetencjach. Tymczasem KAŻDY MA OBOWIĄZEK INFORMOWANIA O PRZESTĘPSTWIE nie tylko z racji pełnionej funkcji.

Historia Amber Gold to opowieść o „państwie istniejącym teoretycznie”, która jest interesująca ze względu na pojawiające się w niej nazwisko byłego premiera, a teraz jednej z najważniejszych osób w strukturach Unii Europejskiej. Historia „frankowiczów” jest o wiele mniej seksowna i bardziej nadaje się na łzawą operę mydlaną niż abstrakcyjna opowieść o pokrzywdzonych bogaczach i celebrytach.

W przypadku akceptacji przez państwo, poprzez zezwolenie na taki proceder, udzielania przez banki, działające w kraju, kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, ofiarami padło około 1.OOO.OOO osób, których celem nie było pomnażanie swojego majątku, tylko spełnienie największego marzenia życia, a jednocześnie pragnienie zaspokojenia najważniejszej potrzeby życiowej czyli posiadania własnego dachu nad głową. Państwowa Komisja Nadzoru Finansowego w przypadku zawierania umów kredytowych w obcej walucie informowała o tzw. ryzyku kursowy, wskazując, że wahania w cenie mogą wynosić do 20 proc. To zapewnienie, oficjalnie prezentowane przez państwową instytucję, wystarczały pożyczkobiorcom, którzy uwzględniali możliwość takiego wzrostu kredytu. Jednak okazało się, że ich kredyty nieoczekiwanie się podwoiły.

„Frankowicze” zaufali państwu polskiemu i zostali przez nie oszukani. Co więcej, w zależności od sytuacji grozi im albo utrata dachu nad głową, niestety bez utraty spłaty toksycznego kredytu lub spłata dwa razy większego zobowiązania niż zakładali. Teraz, w ramach repolonizacji banków, państwo przejmuje banki z toksycznymi kredytami frankowymi, wchodząc, de facto, w rolę pasera. Być może to wyjaśnia, dlaczego w sprawie kredytów frankowych nie powstaje żadna komisja śledcza….

photo_47161_1484549052_big

Ponad 328 milionów dorosłych i 32 miliony dzieci na całym świecie ma znaczny lub głęboki niedosłuch. Według informacji zebranych przez Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, osób z różnymi problemami słuchowymi, mającymi wpływ na ich codzienne funkcjonowanie, a zwłaszcza komunikację, jest ponad 1 mld. Dlatego też Światowa Organizacja Zdrowia ustanowiła 3 marca Międzynarodowy Dzień dla Ucha i Słuchu, aby zwrócić uwagę na znaczenie tego zjawiska.

Problem wad słuchu stał się chorobą cywilizacyjną.” – uważa prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach. – „Kiedyś uznawano niedosłuch siedemdziesięciolatka za normalną rzecz. Dzisiejszy rozwój cywilizacyjny, wszechogarniający nas hałas, słuchawki douszne, głośna muzyka od wczesnego dzieciństwa, a także leki ototoksyczne, zaburzenia krążenia czy przemiany materii sprawiają, że ta granica z wieku 70 lat przesuwa się do wieku 50. Na szczęście możemy pomóc prawie każdemu pacjentowi z zaburzeniami słuchu – od dziecka po stulatka.”

Jak ważne jest słyszenie pokazuje chociażby satyryczny program Roberta Górskiego „Ucho Prezesa”. Zaburzenia słuchu pogarszają kompetencje komunikacyjne, ograniczają pełen kontakt z otoczeniem i negatywnie wpływają na komfort życia. W przypadku dzieci zaburzenia słyszenia, mają negatywny wpływ zarówno na rozwój komunikacji językowej, jak i rozwój ogólny dziecka, w tym jego wyniki w nauce. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym znaczenie słuchu rośnie. Obecnie o funkcjonowaniu człowieka i jego pozycji w społeczeństwie w ponad 94 proc. decyduje zdolność komunikacji, dlatego dobry słuch jest tak ważny.

Medycyna coraz lepiej sobie radzi z poprawianiem jakości słuchu. Polska jest w tej dziedzinie światowym liderem, głównie za sprawą Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach oraz wielu bardzo zdolnych polskich laryngologów i otolaryngologów. Wielka w tym zasługa Prof. Henryk Skarżyński, który dokonał przełomu w polskiej otochirurgii wykonując pierwsze w Polsce wszczepienia implantów ślimakowych – dorosłej osobie niesłyszącej oraz niesłyszącemu dziecku. W terapii zaburzeń słuchu wykorzystuje się obecnie implanty: ślimakowe, implanty ucha środkowego, urządzenia na przewodnictwo kostne, których celem jest jak najlepsze przeniesienie dźwięku do ucha wewnętrznego lub bezpośrednio stymulujące ucho wewnętrzne, a także różne typy aparatów słuchowych. Dzięki nim wiele osób w niedosłuchem może nie tylko znów dobrze słyszeć, lecz także komunikować się i pozostawać w pełnej aktywności przez długie lata.

Piszę o tym dlatego, że chociażby z okazji Międzynarodowy Dzień dla Ucha i Słuchu (określany też jako Światowy Dzień Ochrony Słuchu) warto przypomnieć, że są dziedziny w których Polska jest liderem i należałoby nie tylko z tego powodu się cieszyć, lecz również zastanowić się jak ten wielki potencjał jeszcze wykorzystać?