Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Dla ukraińskich przedsiębiorców Polska jest przedsionkiem do Unii Europejskiej. Dla Polskich biznesmenów Ukraina to perspektywa poszerzenia działalności na trudnym, stanowiącym wyzwanie rynku. Właśnie takie przesłanki legły u fundamentu organizacji III Polsko Ukraińskiej Konferencji Biznesowej, która została zaplanowana w dnia 27-28 kwietnia 2017 roku we Lwowie.

Konferencja stanowi okazję do zdobycia nowej wiedzy dotyczącej zmieniającego się ładu gospodarczego w Polsce i na Ukrainie, a trzeba przyznać, że zmian jest dużo. Wydarzenie to także okazja nawiązania nowych, cennych kontaktów, wymiana doświadczeń oraz możliwość pozyskania partnerów do prowadzonych i planowanych przedsięwzięć.

Celem III Polsko Ukraińskiej Konferencji Biznesowej jest przekazanie przez praktykujących przedsiębiorców w jasny i przejrzysty sposób wiedzy o najważniejszych zmianach w przepisach oraz tych zaplanowanych w 2018, w Polsce i na Ukrainie. Na konferencji zostaną przedstawione nowe tendencje w obrocie towarowym i zmiany w tym obszarze pomiędzy Ukraina i Unią Europejską. Zaplanowano dyskusję o działalności i kondycji nowych ukraińskich przedsiębiorstw w Polsce oraz polskich na Ukrainie i jakie wyzwania stoją przed tymi organizacjami?

Wśród prelegentów na III Polsko-Ukraińskiej Konferencji Biznesowej są m. in. Tomasz Dąbrowski – Prezes firmy KDS, Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Bogdan Malachiwskyj – Prezes T-Projekt, Jan Załubski – Prezes Zet Transport, Krystyna Stecka z Profil Space, Piotr Alejski – Główny Dyrektor polskiej filii międzynarodowej firmy logistycznej SAT Albatros Sea Air Service, Szymon Pawełczyk z Perperikon. Organizatorzy spodziewają się około 200 uczestników. Dla zainteresowanych przedsiębiorstw jest przewidziana część wystawiennicza. Osoby zainteresowane uczestnictwem mogą się rejestrować na stronie: http://rodemna.com/konferencja_biznesowa_2017_pl.php

Polski przemysł stoczniowy ma ogromy potencjał. Jednak od lat znajduje się w zapaści. Na ratunek przyszło Ministerstwo Obrony Narodowej, które poprzez zależne od siebie podmioty przejęło niedawno kontrolę nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Marynarki Wojennej. Pozostaje pytanie co dalej?

Przejęcie kontroli przez państwo nad ważnymi obiektami przemysłowymi, nie oznacza automatycznie sukcesu. Aby było to możliwe w przejętych stoczniach konieczne jest uruchomienie produkcji. Mało tego, wytworzone statki muszą znaleźć nabywców. Dobrym klientem może być polska armia.

Jednak nawet polska armia musi kupić coś, co będzie przydatne wojsku. Ze względu na fakt, że o okręty marynarki wojennej, z uwagi na ich zabytkowy charakter, zabiega muzeum, pole do popisu jest duże. Pozostaje jeszcze pytanie czy polskie stocznie dysponują odpowiednią wiedzą i doświadczeniem, aby wytworzyć okręty wojenne, które okażą się przydatne na polu walki w XXI wieku?

Według mojej oceny doprowadzone do stanu agonii polskie stocznie nie dysponują obecnie nowoczesną myślą techniczną i wojenną pozwalającymi samodzielnie zaoferować uzbrojenie jakie może potrzebować Marynarka Wojenna. Nasz stocznie mogą jednak wejść w kooperację, w wyniku której będą uczestniczyć w wytwarzaniu sprzętu, którym może być zainteresowana polska armia.

Gdyby znalazł się kooperant gotowy podzielić się swoją myślą techniczną z polskimi stoczniami skupionymi pod egidą Polskiej Grupy Zbrojeniowej mogłaby na poważnie ruszyć produkcja. Mogłoby to być koło zamachowe potwierdzające potencjał polskiego przemysłu stoczniowego. W efekcie mogliby się pojawić też nowi zagraniczni klienci.

Jeden z potencjalnych kooperantów już jest, to francuska stocznia DCNS. Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła już w tym roku z tym przedsiębiorstwem porozumienie, które przewiduje transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych. DCNS zaoferował jako jedyny, oprócz współpracy przy budowie okrętów podwodnych, pociski manewrujące o dalekim zasięgu (ponad 1000 km) i zmiennej trasie lotu. Francuzi zaproponowali budowę pierwszego okrętu dla Polski w stoczniach DCNS, a także równoczesne szkolenie zespołów polskich specjalistów. Druga i trzecia jednostka mogłaby zostać zbudowana w Polsce z możliwością wyposażania przez krajowych poddostawców. Specjaliści ze spółek należących do PGZ zostaliby również włączeni do testów i procedur odbiorczych gotowych okrętów.

Janusz Przyklang, Dyrektor Przedstawicielstwa DCNS w Polsce poinformował, że jego organizacja dokonała analizy wszystkich stoczni należących do PGZ oraz ponad 100 jej kooperantów. Według niego, wykazała ona, że większa część wyposażenia może być z powodzeniem produkowana w Polsce. Wyjątkiem są podzespoły wykonywane w stoczniach francuskich, takie jak np. wyrzutnie torpedowe czy kadłub mocny. Szkolenia oraz podniesienie kwalifikacji kooperantów ze strony polskiej, będzie służyć potem przez wiele lat aby 30-40 lat eksploatacji okrętów. Jest to także szansa, dla krajowych stoczni, że dzięki zdobytej wiedzy i doświadczeniu nie powtórzy się już historia polskiej korwety „Gawron” budowanej 13 lat.

Słynna kolekcja Czartoryskich została kupiona przez państwo Polskie. To działanie, z natury rzeczy, które można uznać za doniosłe i chwalebne spotkało się też z krytyką.

Tak zwana kolekcja Czartoryskich to obecnie zbiór ok. 86.000 eksponatów muzealnych, w tym 593 obrazy, m.in. „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta, portrety Jagiellonów pędzla Lukasa Cranacha Młodszego oraz dzieła Andrei Mantegni, Michele Tosiniego czy Michele da Verony. Są także grafiki Rembrandta, Martina Schongauera, rysunki Augusta Renoira. Zbiór to także ok. 250.000 obiektów bibliotecznych: książek, rękopisów, starodruków i druków ulotnych m.in.: oryginał unii horodelskiej z 1413 r., czyli umowy zawartej między Polską i Litwą, akt hołdu pruskiego z 1525 r., rękopisy „Roczników” Jana Długosza, archiwum Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz archiwum Wielkiej Emigracji 1830 r., a także listy i teksty najważniejszych polskich poetów: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Juliana Ursyna Niemcewicza.

Właścicielem unikalnego zbioru była Fundacja XX Czartoryskich. To ona zgodziła się sprzedać państwu Polskiemu, dzięki inicjatywie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego,  całą kolekcję wraz z budynkami w Krakowie za umowne 100.000.000 euro. Wydatek wielki i z pewnością przekraczający wyobraźnię przeciętnego podatnika. Warto jednak zauważyć, że tylko sama „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, jest  ubezpieczony na kwotę 1.400.000.000 zł, więc gdyby nawet przedmiotem transakcji był tylko ten jeden obraz należy uznać przedsięwzięcie za bardzo korzystne dla Polski, a przecież cała kolekcja jest wyceniana na ponad 40.000.000.000 euro. Muzealnicy, historycy sztuki od lat postulowali przejęcie na własność polskiego państwa bezcennej dla naszej historii kolekcji książąt Czartoryskich. Ta decyzja zabezpiecza w większym zakresie prawo własności narodu polskiego, bo czymś innym jest depozyt, a czymś innym bycie właścicielem.

Niemniej pojawiają się pytania, czy trzeba było płacić za coś, co księżna Izabela Czartoryska dawno temu i tak przekazała narodowi? Czy trzeba było wydawać pieniądze skoro cała kolekcja i tak była „internowana” w Polsce? To już jest taka polska praktyka myślowa: masz prawo posiadać ziemię, co nie oznacza, że możesz nią dysponować, posiadasz za to obowiązek płacenia podatków od nieruchomości. Masz prawo posiadać budynek, ale nie masz prawa decydować o tym kto w nim mieszka, masz natomiast obowiązek nie tylko płacić z tego tytułu podatki i musisz łożyć na jego funkcjonowanie. Możesz mieć ziemię, ale nie masz prawa na niej wycinać drzew, za to  masz obowiązek odpowiadania jeśli takie drzewo ułamie się i kogoś skrzywdzi. Krótko mówiąc prawo własności w Polsce jest mocno ograniczone, nieproporcjonalnie do obowiązków i odpowiedzialności z tym związanej.

Być może jest dyskusyjne czy lub w jakim stopniu kolekcja Czartoryskim powinna zostać zwrócona w 1991 roku spadkobiercom, którzy na tę okoliczność powołali specjalną Fundację do opieki nad zbiorem. Są to jednak obecnie dywagacje czysto akademickie, jako, że do tej pory państwo Polskie nie wypracowało żadnego jednoznacznego stanowiska w sprawie zwrotu tego co PRL sobie zawłaszczył, a Muzeum Czartoryskich było przecież finansowane właśnie ze specjalnie do tego przeznaczonego majątku ziemskiego należącego do 1945 roku do tej rodziny. Od 1991 roku korzystanie, dbanie o kolekcje było przedmiotem relacji pomiędzy Fundacją a muzealnikami reprezentującymi państwo Polskie. Dla mnie te związki nie są czytelne. Dlatego cieszę się, że za kwotę 100.000.000 euro ten wielki zbiór dóbr kultury znalazł się w rękach jednego właściciela, który teraz będzie brał pełną odpowiedzialność za tę kolekcję. Czy dobrze się stało, że kolekcja jest w rękach państwa? Jak najbardziej. W ten sposób Ministerstwo zabezpieczyło polski interes. Przejmując kolekcję, potwierdziło, że dzieła sztuki i zabytki na zawsze będą dostępne dla nas wszystkich i nie znajdą prywatnego nabywcy.

Być może niektórych ciekawi co Fundacja zrobi ze środkami pozyskanymi ze sprzedaży? Jednym z podstawowych kierunków działania jest ochrona zabytków oraz propagowanie historii i tradycji,  w tym związanej z rodziną Czartoryskich i rodzin spokrewnionych. Z zapowiedzi wynika, że w planach jest pomoc finansowa w edukacji młodzieży z dawnych kresów Rzeczypospolitej, a także fundowanie stypendiów młodzieży wybitnie uzdolnionej w bardzo różnych dziedzinach. Innym możliwym kierunkiem jest wspieranie projektów medycznych i innowacyjnych.

Co trzecie osoba poda ofiarą cyberprzestępczości. Część poszkodowanych nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że zostali wykorzystani. Wiele instytucji, głównie finansowych, utajnia dane na temat cyberprzestępczości w trosce o własną reputację. Zagrożenie jest jednak poważne.

Euforii, związanej z łatwością komunikowania, zdobywania informacji i rozliczania się, z pewnością nie da się zatrzymać. Tymczasem powszechny amok wywołany współczesnymi sposobami elektronicznej komunikacji niesie wiele zagrożeń. Przede wszystkim im więcej ktoś przebywa korzysta z elektronicznej komunikacji zostawia więcej śladów na temat swojej osoby. To skrzętnie jest wykorzystywane przez przedsiębiorstwa, które na tej podstawie zdobywają wiedzę na temat preferencji i słabości ludzkich. Na tej podstawie modyfikują one swoje strategie, ale też wiedzą jak oddziaływać na zachowania opinii publicznej. Ta ostatnia w efekcie, przy wykorzystaniu „owczego pędu” oddziałuje też na poszczególne osoby.

Banki robią wszystko, aby można było jak najłatwiej wydawać pieniądze. Wspierają to nowoczesne systemy elektroniczne: karty zbliżeniowe, płacenie przez telefon itd. Wszystko po to aby przeciętny konsument utracił kontrolę nad wydatkami. Generalnie w tej grze chodzi o to, aby społeczeństwo jak najwięcej konsumowało i wydawało i jak najmniej oszczędzało. To zwiększa zyski i ułatwia kontrolę. Co więcej ludzie, którzy nie mają pieniędzy, chętnie sięgają po kredyty i stają się współczesnymi niewolnikami. Najlepszym przykładem jest milion rodzin w Polsce złapanych w pułapkę z kredytem denominowanym we franku szwajcarskim.

Są również społeczne koszty elektronicznej komunikacji: stalking, mutitasking, osłabienie więzi osobistych, zanik więzi emocjonalnych, upośledzenia w komunikacji personalnej, zmiany w połączeniach nerwowych u dzieci, które korzystają nałogowo z urządzeń elektronicznych. Generalnie jednak wszyscy, którzy mają możliwość systemowego przeciwdziałania negatywnym skutkom, starają się niczego nie dostrzegać.

Dlatego zdziwiłem się aktywnością Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, który dostrzegł problem z ochroną poczty elektronicznej. Jak „Wujek Dobre Rada” na swoich stronach internetowych zaleca jak się zabezpieczać przed ryzykiem grożącym ze strony hakerów. Aby ułatwić wskazuje konkretne oprogramowania. Można by nawet temu przyklasnąć gdyby nie fakt, że GIODO już na pierwszej stronie opinii jako przykład zabezpieczenia danych podaje rosyjski program o nazwie 7-Zip. Jest to bezpłatne, wolne oprogramowanie (open source), które pozwala kompresować i szyfrować pliki. Jest to jednak bardziej zabawka, a nie pożyteczny program, albowiem ogólnie dostępne są również programy do złamania tego szyfrowania. Jako odpowiedniki podaje z kolei: GNU PrivacyGuard (projekt jest wspierany przez rząd niemiecki) oraz Pretty Good Privacy (właścicielem jest amerykański Symantec, jeden z „bohaterów” wycieku danych z CIA). Generalnie kłopot z podpowiedziami GIODO polega na tym, że zamiast pomagać ludziom w ochronie danych osobowych, wpycha ich najkrótszą drogą w objęcia tych, którzy żerują na informacjach, które można zdobyć od osób korzystających z poczty elektronicznej.

Warto zauważyć GIODO, wykazało się podejrzaną gorliwością we wskazywaniu trefnego oprogramowania, albowiem instytucja ta nie ma prawnych umocowań w tworzeniu opinii technicznych i rekomendacji. Z nieznanych powodów Główny Inspektor postanowił wyręczyć w tej materii Ministerstwo Cyfryzacji. Teraz GIODO twierdzi, że nie promuje żadnych konkretnych firm. I to nawet jest prawda, albowiem promuje konkretne produkty, ale nie bądźmy dziećmi oprogramowania nie rosną na łące.

Kontrowersyjna aktywność GIODO, poza działaniem na szkodę ludzi, może mieć poważniejsze konsekwencje. Opublikowanie przez organ państwowy „opinii” ze wskazaniem trefnych programów ochronnych, może sprawić, że osoby i przedsiębiorstwa, które skorzystają z rekomendacji GIODO i poniosą z tego tytułu straty, mogą w przyszłości żądać odszkodowań od Skarbu Państwa…. Biorąc pod uwagę, że Pani dr Edyta Bielak-Jomaa, pełniąca obowiązki GIODO, została na to stanowisko wybrana jeszcze za czasów kiedy rządziła Platforma Obywatelska, można się zastanawiać czy nie mamy do czynienia z świadomą działalnością dywersyjną?

Generalnie, przeważnie, mam mocno krytyczny stosunek do organizacji, które starają się mnie przekonać, że postępują z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu. Przeważnie albo nie rozumieją terminu albo oszukują. Jednak zdarzają się wyjątki.

Właśnie (już siódmy raz) Grupa Ferrero International, znana z takich produktów jak Nutella, Ferrero Rocher, Mon Chéri, Raffaello, Kinder niespodzianka, Kinder Bueno, Kinder Mleczna Kanapka itd. zaprezentowała raport z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu „Wspólne wartości, by tworzyć wartość” za rok 2015. Może dziwić, że dokument został przedstawiony z takim opóźnieniem. Jednak wyjaśnię, że raport został sporządzony zgodnie z GRI G4 Content Index i był audytowany przez Deloitte & Touche, to opóźnienie przestaje dziwić. Ferrero w realizacji społecznej odpowiedzialności biznesu uwzględnia „10 ZasadUnited Nations Global Compact.

W 2015 roku Ferrero wzięło udział w Światowej Wystawie Expo MilanoWyżywienie planety, energia dla życia”. Przedstawiciele organizacji zaprezentowali tam swoją filozofię działania, która korespondowała z tematem przewodnim wydarzenia. Grupa Ferrrero jest także zaangażowana w porozumienie, którego celem jest całkowite zaprzestanie deforestacji, czyli wylesiania, do 2030 roku. Z tego tytułu została sygnatariuszem Nowojorskiej Deklaracji o Lasach.

Działania społeczne Grupa Ferrero realizuje nie tylko w kategoriach globalnych, ale również w krajach, w których jest obecna ze swoją produkcją. Jednym z głównych przedsięwzięć jest Kinder+Sport. Jego idea jest popularyzacja aktywnego trybu życia dzieci i młodzieży i ich rodzin. Aktualnie te działania realizuje już w 25 państwach. W 2015 roku w programie uczestniczyło ponad 4.000.000 dzieci. Na te działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu Ferrero przeznaczyło 10.000.000 euro, realizując 3105 wydarzeń.

Innym obszarem aktywności Ferrero,  w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu jest „Projekt Przedsiębiorczości im. Michele Ferrero”, łączący biznes z działaniami charytatywnymi. Przedsięwzięcie zakłada rentowność przy tworzeniu miejsc pracy w słabo rozwiniętych częściach świata. Projekt ten został uruchomiony w Kamerunie, RPA i Indiach.

Grupa Ferrero troszczy się również o środowisko naturalne. Planuje zaopatrywanie się kakao, cukier trzcinowy i orzechy laskowe wyłącznie z upraw dbających o zrównoważony rozwój. Ponadto przewidziano 40 proc. redukcję emisji CO2 z działalności produkcyjnej oraz 30 proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych z transportu i przechowywania.

Wymienione przedsięwzięcia, inicjatywy i plany to nie są wszystkie prospołeczne przykłady działalności Grupy Ferrero. Uważam, że udało mi się zakreślić zakres aktywności organizacji w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu. To sprawia, że teraz słodycze od Ferrero są jeszcze smaczniejsze.