Najlepsze kasztany są na placu Pigalle, najlepsza wołowina pochodzi z Argentyny, a jeszcze lepsza z Kobe. Są jednak tacy co szczególnie cenią sobie królewska wołowina znad polskiej Pilicy.

Na kasztanach, które lubię, specjalnie się nie znam. Tu polegam na ekspercie jakim był hauptmann Hans Kloss. Inaczej jest z wołowiną. W jej sprawie, tak łatwo się nie wypowiadam, albowiem, zawsze ważne jest o jakiej części wołowiny mówimy oraz do jakiej potrawy jej potrzebujemy. Do zagranicznego mięsa podchodzę z dystansem, aczkolwiek wiem, że w zależności od rasy walory kulinarne będę się zmieniać.

To, że nie miejsce hodowli jest ważne ale rasa bydła zrozumiał Łukasz Krupiński należący do Stowarzyszenia „Polska Ekologia”. W swoim gospodarstwie nad Pilica posiada całe stado szkockiego bydła, odmiany Highland Cattle Beef. Ponadto zwierzęta, zamiast być skarmiane produktami mającymi spowodować bardzo szybki przyrost masy, pasą się na łąkach. Do paszy nie są dodawane żadne odżywki ani hormony. W wyniku takiego odżywiania przyrost tkanki mięsnej jest wolny, trwa od 24 do 36 miesięcy. Mięso zawiera więcej witamin (m. in.: A, D i E) i kilkakrotnie więcej pozytywnych tłuszczów (np. Omega-3, które między innymi obniżają poziom złego cholesterolu). Highland Cattle Beef doskonale nadaje się na carpaccio, tatara i steki. W tym tkwi cała tajemnica smaku tego mięsa.

Highland Cattle Beef szczególnie cenią najlepsi szefowie kuchni. Podkreślają zalety wołowiny szkockiej rasy wyżynnej, m. in.: soczystość mięsa, miękkość, marmurkowatość, zawartość tłuszczu mniejszą o 38 % w porównaniu do innych gatunków wołowiny. Te zalety ceni brytyjska rodzina królewska, która nieopodal zamku Balmoral hoduje na potrzeby własnej kuchni duże stado Highlandów. Nic dziwnego, że na Wyspach Brytyjskich to mięso wołowe uważane jest za najlepsze i uzyskuje najwyższe ceny.

Są różne pomysły na sukces. Część przedsiębiorców stawia na ilość. Inni na jakość. Ta ostatnia koncepcja rozwoju biznesu, coraz częściej okazuje się słuszna, albowiem, kryterium ceny przestaje być jedyny istotnym przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Cóż bowiem, po niskiej cenie jeśli produkt jest podlej jakości? W przypadku żywności, może to oznaczać, że nie nadaje się do jedzenia. Jak rozumiem wreszcie zaczęli to rozumieć polscy producenci mięsa, albowiem legenda, że polska żywność, co do zasady, jest super, jest już mitem.

Komentarze (7):

  1. bm

    Mięso z naturalnej hodowli generalnie jest zdrowsze i smaczniejsze. Ważny jest też możliwie bezstresowy ubój, ponieważ silny i długi stres powoduje powstawanie wady mięsa określanej jako DFD. Miałem okazję raz zjeść wołowinę tej rasy, faktycznie bardzo się różni od dostępnej w marketach, oczywiście na plus.

    Dobrze, że są już przedsiębiorcy stawiający na jakość a nie na masówkę. Rzecz jasna, taka wołowina nie będzie kupowana masowo, ale z pewnością jest już sporo klientów gotowych płacić za lepszy i zdrowszy produkt. Są już też znakomite lokalne sery produkowane naturalnie.

    Nie do końca się zgadzam, że jakość polskiej żywności jest już mitem. Zależy jaka żywność. Nie bez powodu Czesi i Niemcy walą do polskich sklepów po pieczywo i wędliny.

  2. Slowly

    Uważam, że gdyby ludzie porzucili atawizm jedzenia mięsa, świat byłby prostszy i takie problemy jak poruszane w artykule, by nie istniały.

  3. Donald

    Problem z wołowina polega na tym, że w sklepach nie ma żadnych informacji na temat rasy z jakiej pochodzi wołowina, więc wiedza o rasach staje się teoretyczna.

  4. Orlando

    Jak tak czytam to wszystko, to mam wrażenie, że autorzy zapominają, że również przyrządzenia mięsa ma ogromne znaczenie dla jego późniejszych walorów kulinarnych.

  5. Rumcajs

    Tak się wszyscy interesują tą wołowiną, a czy ryzko zarażenia się BSE zostało zupełnie wyeliminowane?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.