Miesięczne archiwum: Wrzesień 2017

Coraz więcej mówi się społecznej odpowiedzialności biznesu (od ang. corporate social responsibility – CSR). Postępowanie według wytycznych tej idei, doczekało się nawet międzynarodowej normy. Inne, kto wie, czy nie ważniejsze przesłanie, towarzyszy odpowiedzialności biznesu za kulturę.

Odpowiedzialność biznesu za kulturę (od ang. corporate cultural responsibilityCCR) to współczesne przykazanie dla przedsiębiorców, którzy powinni wcielić się w rolę mecenasów sztuki. Pojęcie to powstało od nazwiska Gajusza Cilniusza Mecenasa, rzymskiego polityka, doradcy i przyjaciela Oktawiana Augusta, poety i patrona poetów, między innymi Wergiliusza, Horacego i Propercjusza. Mecenas sztuki to osoba lub instytucja, popierająca rozwój literatury i sztuki, która świadomie wspiera finansowo artystów, ich przedsięwzięcia lub organizacje tym się zajmujące.

Na świecie, tym oświeconym, odpowiedzialności biznesu za kulturę, w ostatnim czasie, stała się szybko rozwijającym się trendem w w komunikacji marketingowej. Jest to odpowiedź na oczekiwania pokolenia Y (urodzeniu po 1980 roku) i pokolenia Z (urodzeni po 2000 roku), dla których nowe technologie są oczywiste. Osoby z tych pokoleń charakteryzuje brak doświadczenia realnych zagrożeń, są bardzo roszczeniowe i mają olbrzymie wymagania. To właśnie te grupy oczekują od przedsiębiorstw większego zaangażowania we wspierania życia społecznego. Posiadają one wysoką świadomość zasad marketingowych i wiele działań podejmowanych w tym zakresie, realizowanych przez organizacje, odrzucają. Stąd właśnie rywalizacja na polu rozgłosu i promocji przeniosła się na teren odpowiedzialności biznesu za kulturę.

Dzieła sztuki stwarzają szczególną okazję na prawdziwe wyróżnienie i oryginalność, które pozwalają na wyjątkowe doświadczenia, przeżycia i emocje. Dlatego co raz więcej przedsiębiorstw angażuje się w festiwale muzyczne i filmowe. Marki potrzebują dziś kultury i sztuki bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wspieranie działań i projektów artystycznych staje się ważnym narzędziem marketingowym, pozwalającym na osiąganie przewagi konkurencyjnej. W ostatnim czasie poszczególne marki, które chcą korzystać z efektu synergii coraz częściej wspierają kulturę poczynając od muzyki i sztuki, poprzez design i taniec, aż do performance’u czy fotografii i filmu. Z przykrością należy stwierdzić, że dzieła literackie, których wartość na rozwój intelektualny jest największa, cieszą się nikłym zainteresowaniem marketingowców.

We wspieranie tak zwanej „kultury wysokiej” angażują się głównie instytucje finansowe (przede wszystkim banki i towarzystwa ubezpieczeniowe), wielkie kancelarie prawnicze i doradcze oraz marki luksusowe i alkoholowe. W Stanach Zjednoczonych szacuje się, że w 2017 roku wydatki na odpowiedzialność biznesu za kulturę wyniosą około  1.000.000.000 dolarów. Być może, w ogólnych wydatkach na marketing to jeszcze nie dużo, ale rywalizacja, o najlepsze projekty kulturalne, już się rozpoczęła. Kto będzie pierwszy zdobędzie lepsze aktywa artystyczne.

Czasem prokulturalna aktywność przedsiębiorstwa jest też ważna dla jego pracowników. Według badań 43 % zatrudnionych deklaruje, że jest to powód, dla którego pracują w konkretnej organizacji, dla 22 % decyduje to o ich sympatii, 13 % uważa, że daje wymierne korzyści, a dla 9 % wpływa na kreatywność. Takie wyniki badań wskazują, że odpowiedzialność biznesu za kulturę stanowi też ważne wyzwanie dla działów, które zajmują się zarządzaniem kapitałem ludzkim.

Ta rywalizacja między przedsiębiorstwami, o przychylność pokolenia Y i Z jest ostra i trudna dla marketingowców. Z jednej strony muszą oni zidentyfikować to co jest wartościowe w sztuce, z drugiej strony przewidzieć jakie działania zostaną przychylnie odnotowane przez klientów. Jest jeszcze jedna prawda odnosząca się do marketingu. Otóż to promocje i reklamy kształtują poglądy i potrzeby. Dlatego też gra na artystycznym boisku jest prawdziwą sztuką.

Poczta Polska to jedna z najważniejszych organizacji komunikacyjnych w Polsce. Pewnym tego może być ten kto był zmuszony do korzystania alternatywnych operatorów i odbierać przesyłki sądowe w mięsnym, albo kiosku z gazetami, albo też jak mnie się to zdarzyło nie odbierać, albowiem nie otrzymałem awizo.

Na szczęście traumatyczne doświadczenia z InPostem Polskiej Grupy Pocztowej jako adresaci korespondencji z sądów i prokurator mamy za sobą, choć zdaje się temat nie jest zamknięty i jak to w życiu wszystko jeszcze może się zdarzyć. Osobiście cieszę się, że z powrotem mogę odbierać przesyłki polecone u Narodowego Operatora Pocztowego i że mogę to robić przez całą dobę. InPost ciągle zmieniał miejsca odbioru listów, a godziny, w których to można było czynić, były dla mnie  bardzo niewygodne.

Ostatnio dowiedziałem się, że brakuje rąk do pracy w Poczcie Polskiej. To nic dziwnego, ostatnio wszędzie brakuje pracowników. Prawdopodobnie gdyby nie wsparcie ze strony Ukraińców rynek usług w Polsce byłby mocno zagrożony. Poczta Polska poszukując pracowników sięgnęła też po żelazne rezerwy i do sortowni w Komornikach zatrudniła więźniów. W pierwszym momencie informacja może być szokująca. Jednak według pracodawców więźniowie sprawdzają się w ciężkiej pracy i w odróżnieniu od szeregowych pracowników nie kradną. W sumie nic dziwnego. Więzień, który dokonuje przestępstwa, coraz bardziej tonie w czeluściach systemu penitencjarnego, więc rzeczywiście to może być dodatkowo zmotywowany do przestrzegania prawa.

Niemniej zatrudnianie więźniów to nie jest rozwiązanie uniwersalne. O ile jeszcze można korzystać z ich pomocy w centrach logistycznych, gdzie znajdują się na określonym terenie, pod kontrolą, o tyle trudno sobie wyobrazić, że będą spacerować z torbą z listami albo siedzieć w okienkach pocztowych. Prawdopodobnie dlatego Poczta Polska organizuje Dni Otwarte pod hasłem „Pracuj blisko domu”  dla zainteresowanych w dniach 14 i 15 września w godzinach 9:00-18:00. Kandydaci do pracy będą mogli zapoznać się z ofertą Poczty Polskiej, osobiście odwiedzić placówkę, porozmawiać z personelem oraz umówić się na rozmowę kwalifikacyjną. Praca pocztowca stereotypowo kojarzy się z roznoszeniem listów. Jednak Poczta poszukuje także pracowników placówek, kierowców oraz pracowników sortowni. Miejsca pracy czekają zarówno dla specjalistów jak i dla osób bez doświadczenia. Jest też specjalną ofertę dla osób z niepełnosprawnością.

Poczta Polska potrzebuje zatrudnić ponad 500 pracowników w całym kraju. Przedsiębiorstwo daje zatrudnienie, często w rejonach o największym bezrobociu, gdzie jest to szczególnie atrakcyjne. Podobno rynek pracy wymusił na pracodawcy, lepiej niż czyniły to organizacje związkowe, poprawę warunków pracy i płacy. Narodowy Operator Pocztowy oferuje stabilne zatrudnienie oraz wynagrodzenie, a także dodatkową premię za wyniki. Poczta Polska dba o zapewnienie równowagi między pracą a życiem prywatnym, dlatego na większości stanowisk pracownicy mają wolne weekendy i wieczory, co jest nieosiągalne w wielu innych zawodach. Ciekawe jak uda się nabór nowych kadr? Trzeba pamiętać, że teraz w Polsce mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy.

P.S. Wszystkie oferty pracy w Poczcie Polskiej można znaleźć na stronie: http://www.poczta-polska.pl/aplikuj/       http://www.poczta-polska.pl/aplikuj/

Kozy chętnie skaczą na pochyłe drzewa. Zastawiam się czy powyższe powiedzenie miałoby zastosowanie do sytuacji związanej z Telewizją Polską? Jest ona brutalnie atakowana za swoje winy jak również za sprawy, z którymi nie ma nic wspólnego.

Przykładów jest mnóstwo, chociażby decyzja o przeniesieniu widowiska sylwestrowego z Wrocławia do Zakopanego. Nie wiem, jakie były zakulisowe powody tej zmiany? Jednak, ku zaskoczeniu większości, w tym wielu ekspertów, którzy wróżyli katastrofę temu przedsięwzięciu, zakończyło się ono sukcesem. Po raz pierwszy, od wielu lat, Telewizja Polska w Sylwestra przyciągnęła, swoją ofertą, największą publiczność. Być może najlepiej trafiono z wyborem repertuarem, a może wpływ miało oryginalne miejsce?

W czerwcu, zainteresowani obserwowali jakiś żenujący, absurdalny spektakl dotyczący organizacji 54 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej, który od 1963 roku, tradycyjnie odbywa się w Opolu. Nieoczekiwanie wybuchła dziwna epidemia z oświadczeniami artystów, że nie wezmą udziału w tym artystycznym wydarzeniu. Doszło do tego, że bojkot ogłaszali ci, którym nawet nie proponowano współpracy. Jakby przewidując taki rozwój wypadków Prezydent Opola bardzo długo zwlekał z podpisaniem umowy z Telewizją Polską, a potem zrezygnował z jej podpisania, tłumacząc to właśnie postawą piosenkarzy. Celem zamieszania były ataki na Telewizję Polską. Zostało to wykorzystane do jałowej walki politycznej, która nic konstruktywnego nie przyniosła. Jest to przykład kiedy działalność opozycji ma destrukcyjny charakter. Streszczając to całe zamieszanie 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej odbędzie się, tak jak zawsze, w Opolu, tylko nie w czerwcu, a we wrześniu. Cóż, wygląda na to, że kozy sobie mogą skakać, psy szczekać, a karawana idzie dalej.

Festiwal rozpocznie się jubileuszem Królowej Polskiej Piosenki Maryli Rodowicz, która w tym roku obchodzi jubileusz 50 lat na scenie. W koncercie wezmą udział ponadto: Marcin Wyrostek, Kozak System, Pectus, Kasia Popowska, Andrzej Lampert, Feel, Doda, Cleo, Blue Cafe, Opole Gospel Choir, Jan Kliment, Damian Ukeje, Mateusz Ziółko, Piotr Cugowski i Tomasz Szczepanik.

Na Festiwalu w Opolu zaprezentują się także najbardziej wyróżniające się i najlepiej zapowiadające się muzyczne osobowości. Wystąpią: BBR&G („Szmaragdowa mgła”), Arkadiusz Kłusowski („To już za nami”), Karolina Leszko („Oboje wiemy”),  Octavia („Gdy zamykam oczy”), Ravel („Wstawaj”), Sen („Wiem”), Szymon Pejski („Walizki”), Agnieszka Twardowska („Północ”), Aneta Nayan („Nowy dom”), Leon („Tylko powiedz”), Ogień („Mary Jane”), Dominika Ptak („Jak wiatr”) i MOA („Ile udźwignie niebo”).

Będzie też tradycyjny koncert „Premiery”, któremu towarzyszą ogromne emocje, gdyż największe gwiazdy współczesnej sceny rozrywkowej rywalizują o tytuł najlepszej Premiery Roku. Konkurować będą: Zakopower („Było, minęło”), Monika Lewczuk feat. Antek Smykiewicz („Biegnę”), Pectus („Iluzja”), Katarzyna Cerekwicka („Bez Ciebie”), Formacja Nieżywych Schabuff („Poranki”), Lanberry („Most”), Krzysztof Kiljański („W drodze”), Izabela Trojanowska („Skos”), Patrycja Zarychta („Uwolnij mnie”), Szymon Wydra („Płyń”), Omen („Wiem tylko ty”), Marek Kościkiewicz De Mono („Ty jesteś jutrem”) i NaVi („Teraz wiem”).

W Opolu znalazło się także miejsce dla legendy polskiego kabaretu Jana Pietrzaka, który wraz z młodymi artystami, wykona swoje słynne utwory oraz opowie o drodze z „PRL-u do Polski”. W tym koncercie wystąpią: Paulina Grochowska, Zespół Zayazd, Julia Heichel, Bartek Kurowski, Natalia Sikora, Projekt Patrioci, Adam Kaczmarek, Grupa Świt, Nula Stankiewicz, Kasia Nowa, Stanisław Klawe, Marlena Drozdowska i Ryszard Makowski.

Zaplanowano też koncert, przypominający najważniejsze muzyczne wydarzenia, które miały miejsce w okresie pomiędzy festiwalami opolskimi, z uwzględnieniem wszystkich dziedzin muzyki popularnej: od klasycznego popu, do pogranicza muzyki alternatywnej. Podczas tej gali, zostaną uhonorowani najważniejsi i najbardziej twórczy artyści minionego roku. Do udział w tym wydarzeniu zaproszono: Edytę Górniak, Braci, Annę Wyszkoni, Rafała Brzozowskiego, Natalię Szroeder, Mateusza Ziółko, Antka Smykiewicza, Monikę Lewczuk, De Mono, Rezerwat, No to co, Jary Oddział Zamknięty i Aleksandrą Bogucką.

Finałem Festiwalu ma być koncert „After Party”, podczas którego zostaną przypomniane największe przeboje polskiej muzyki tanecznej. Od big-beatu i prywatek lat 70-tych, przez elektroniczny pop lat 80-tych, po wszelkie odmiany muzyki dance obecnej w Polsce od lat 90-tych, aż do czasów obecnych. W tym wydarzeniu wezmą udział: The Chance, Formacja Nieżywych Schabuff, Norbi, Papa D., Bolter, Pectus, Izabela Trojanowska, Andrzej Dąbrowski, Ryszard Rynkowski, Kapitan Nemo, Tercet Egzotyczny, Ewelina Lisowska, Cleo, Robert Chojnacki i Gromee.

Na opolskiej scenie w trakcie Festiwalu ma wystąpić około 100 artystów, którzy podczas sześciu koncertów wykonają 150 piosenek. Z przeglądu programu można wywnioskować, że organizatorom udało się zaprosić plejadę gwiazd oraz wielu wybitnych i lubianych artystów. To bardzo ważne, albowiem, Festiwal jest największym świętem polskiej piosenki i należy dokładać wszystkich sił aby było ono kontynuowane. Wytworzone sztuczne zamieszanie w czerwcu nikomu nie przyniosło żadnej korzyści, było tylko zmarnowaniem czasu. Dobrze, że władze Opola się opamiętały, bo przecież to wydarzenie przynosi największy, pozytywny rozgłos Miastu od ponad pół wieku! Koncepcja artystyczna oraz program, dają podstawę sądzić, że 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej będzie nowym sukcesem Telewizji Polskiej, pod prezesurą Jacka Kurskiego. Warto pamiętać, że sukces jest zyskiem, a warto aby nadawca publiczny tworzył wartość dodaną. O tym, czy tak się stanie, będzie można się przekonać już za tydzień.

Sprawy zawodowe sprawiły, że przez ostatni rok dużo podróżowałem po Polsce. Stwierdzam, że nasza ojczyzna jest bardzo zróżnicowana. Nie tylko w ten sposób, że są góry, jeziora, rzeki, morze, lasy, pola, miasta, wsie itd. Jest też różnorodna mentalnie i infrastrukturalnie itp. Tę różnorodność można podziwiać, cieszyć się nią, a także korzystać z niej.

W Polsce są obszary ze stałym wysokim bezrobociem oraz takie, gdzie brakuje rąk do pracy. I nawet desant 2.000.000 Ukraińców nic w tej sprawie nie zmienia. Na niektórych terenach ludzie szanują pracę i kochają swoja ojczyznę, a na niektórych terenach panuje marazm, lenistwo, obojętność i bylejakość. Nic jednak nie jest na stałe. Perspektywy, ambicje, nadzieje zmieniają rzeczywistość i zaangażowanie ludzi. To uruchamia wiele procesów społecznych, biznesowych, a nawet politycznych.

Na przeobrażenia największy wpływ mają inwestycje. Tak było kiedyś (Żyrardów, Tarnobrzeski Okręg Przemysłowy, Gdynia itd.) i jest teraz. Obecnie zaczyna być wdrażana nowa koncepcja biznesowa tzw. inwestycji greenfieldowych, na terenach bez infrastruktury. W dłuższej perspektywie takie przedsięwzięcia mają stanowić impuls do powstawania nowych miejsc pracy. Ma to mieć miejsce bezpośrednio w powstającym przedsiębiorstwie oraz infrastrukturze, która temu towarzyszy.

Przykładem realizacji takiej idei jest inicjatywa B.D. Art Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.k., która należy do grona największych na świecie producentów luster, ram oraz listew ramiarskich. Dowiedziałem się, że Zarząd , podjął decyzję o budowie Huty Szkła Płaskiego w Leszkowicach, w powiecie lubartowskim, w województwie lubelskim. Przedsiębiorstwo już zainwestowało w zakup, za blisko 4.000.000 zł, 38 ha gruntu z pokładami piasku. Planowane zatrudnienie zakłada bezpośrednie zaangażowanie ok. 250 pracowników. Szacuje się, że łącznie na rzecz huty będzie pracować 800 osób.

Huta Szkła Płaskiego w Leszkowicach ma zapewnić produkcję potrzebną do wyrobu luster, okien i elewacji, przy zastosowaniu najnowocześniejszej, ekologicznej technologii. Właściciel Bogdan Pęski jest przekonany o sukcesie  przedsięwzięcia, albowiem zakłada, że w najbliższych latach, w Polsce, w znaczący sposób wzrośnie popytu na szkło. Przeświadczenie to wynika z wiedzy, że normy unijne wymagają od producentów okien, aby od 2018 r. wszystkie one miały trzy szyby, zaś od 2022 r. – cztery. Według założeń inwestora, produkcja w Hucie, pozwoli w sposób znaczący ograniczyć import z Chin. Wygranie konkurencji cenowej z Państwem Środka będzie sukcesem.

Przedsięwzięcie ma kosztować ok. 400.000.000 zł. Inwestor przewiduje, że w sfinansowaniu projektu pomogą środki pochodzące z: funduszy unijnych, grantu rządowego oraz kredytu, zaciągniętego w banku komercyjnym.  Tego typu inwestycja wpisuje się w koncepcję strategię zrównoważonego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego, szczególnie uwzględniając fakt, że fabryka powstaje we wschodniej, mało uprzemysłowionej, części Polski. Miejmy nadzieję, że Huta Szkła Płaskiego doprowadzi do zwiększenia potencjału industrializacyjnego nie tylko powiatu lubartowskiego, ale wpłynie pozytywnie dla całej Lubelszczyzny.

Właściciela Bogdana Pęskiego znam od lat. Wiem, że jest wizjonerem-praktykiem, dlatego trzymam kciuki za jego pomysł i życzę Mu sukcesu. W ten sposób, zresztą, życzę sukcesu również Lubelszczyźnie i Polsce czyli nam wszystkim.

Informacja, że Telewizja Polska – spółka Skarbu Państwa – od tegoż Skarbu Państwa otrzymała osiemset milionów pożyczki, przetoczyła się z wielkim hukiem przez wszystkie media. W sezonie ogórkowym (wszak w sierpniu nie ma Sejmu, a awantura o sądy już się zakończyła) była niezłą pożywką dla polityków opozycji. Nikt nie zadał sobie jednak trudu, by sprawdzić, na co te pieniądze mają pójść.

Wbrew narracji opozycji politycznej – nie na premie i nie na luksusy, a na inwestycje technologiczne i na ofertę programową. Czy są to cele nieuzasadnione? Obecne kierownictwo odziedziczyło Telewizję Polskę po poprzednikach w w złym stanie, niedoinwestowaną i wyeksploatowaną. Poprzednie zarządy pod hasłem poprawy kondycji nadawcy zwalniały dziennikarzy proponując im w zamian umowy śmieciowe w ramach agencji pracy czasowej Leasing Teamem. Nie poprawiło to sytuacji TVP, a tylko pozwoliło pozbyć się dziennikarzy – tych, którzy byli niewygodni i tych, którzy nie mieli „pleców” na tyle szerokich, by zachować etaty. Zarządzanie produkcjami nie stało się bardziej efektywne.

Poprzednik Prezesa Jacka Kurskiego, zapewniał, że zostawia TVP z księgowym długiem poniżej 40 mln zł, ale za to z 70 mln zł w kasie. Wyglądało to pięknie, na papierze, jednak cyfry nie odzwierciedlały rzeczywistości. Nie w liczbach tkwi problem publicznego nadawcy, tylko w wieloletnim zaniechaniu koniecznych reform. TVP wymaga reformy strukturalnej, ale – niezależnie od niej – także dużych inwestycji technologicznych. Pieniądze pożyczone od państwa (czyli zainwestowane przez właściciela) mają iść między innymi na cele związane z upowszechnieniem telewizji internetowej. Jeżeli TVP ma być nowoczesna i atrakcyjna nie tylko dla widza, lecz też dla reklamodawców i partnerów biznesowych, to tego typu inwestycje są nieuniknione. Bez tego każda reforma, zmiana struktury nie przyniesie oczekiwanego efektu. TVP musi technologicznie odpowiadać wymaganiom drugiego dziesięciolecia XXI wieku.

Część środków z ośmiuset milionów z budżetu ma iść także na ofertę programową. Należy pamiętać, że TVP ma obowiązek realizować publiczną misję. Do tej działalności trudno zaliczać np.  maratony kabaretowe emitowane w porze najwyższej oglądalności, czy prymitywne, komediowe seriale. Chodzi o tematy i produkcje, które mogą mieć mniejszą oglądalność, ale dostarczają ofertę programową, której, z racji niskiej komercyjności, nie zostaną przedstawione przez nadawców prywatnych. Będzie to dotyczyć tzw. prezentowanie kultury wysokiej, na przykład edukacja historycznej.

Przykładem odbudowywania oferty programowej TVP będzie np. Teatr Telewizji. W czerwcu powstała Agencja Kreacji Teatru Telewizji, kierowana przez Ewę Millies-Lacroix. Dzięki działaności tej jednostki (i pieniądzom z budżetu) każdego miesiąca widzowie obejrzą aż dwa nowe spektakle Teatru Telewizji. Ta pozycja programowa przez lata był jedną z wizytówek TVP na świecie, a w ostatnich latach został potraktowany jako zbędny balast. Na Teatr Telewizji pieniędzy zabrakło, ale 21 milionów na polityczny program publicystyczny jakoś się znalazło. Teatr w nowej odsłonie ma pokazać, że sztuka sceniczna może być atrakcyjna dla masowego widza – i to nie kosztem poziomu. Obejrzymy m.in. sztukę o słynnej polskiej agentce Krystynie Skarbek i „EmigrantówSławomira Mrożka. Niebawem będzie można się przekonać, czy wydane na Teatr Telewizji pieniądze okażą się dobrą inwestycją?

TVP jest ostro krytykowana – często może i słusznie. Ocena zależy od tego czego kto oczekuje od publicznego nadawcy, albo jakie ma na te temat wyobrażenie? Z pewnością wszystkich gustów i potrzeb zaspokoić się nie da. „Zawodowi” krytycy wiodą w prym np. w wytykaniu anegdotycznych „pasków” na TVP Info. Wiele podobnych zdarzeń było tematem kpin i u innych nadawców. Taka to już rola szyderców. Nic dziwnego, że inicjatywę związaną z reaktywacją Teatru Telewizji pomijają milczeniem. I może to należy uznać za dobrą wróżbę dla planów obecnych władz publicznej telewizji?

 

Dziś bycie bizneswoman nie należy do ekstrawagancji. Więcej, Unia Europejska, w ramach równych szans dba o wzrost liczby kobie aktywnie uczestniczących w zarządzaniu przedsiębiorstwami. W epoce Oświecenia nic nie było tak oczywiste.

W Oświeceniu, uważanym za epokę wyzwolenia z wszelkich więzów i dominacji rozumu ludzkiego, który  miał być światłem rozjaśniającym drogę do poznania prawdy o świecie i człowieku, doszło nawet do sformułowanie praw człowieka. Mimo tego, kobiety wówczas nie tylko sporadycznie zajmowały się biznesem, ale nie miały nawet praw wyborczych. Kobietą, która nie poddawała się stereotypom była Izabela Lubomirska (właściwie Elżbieta Czartoryska córka Augusta Aleksandra Czartoryskiego (twórcy potęgi Familii) i Zofii Sieniawskiej).

Izabela Lubomirska uchodzi za jedną z najwybitniejszych kobiet w Polsce XVIII. w. Była kobietą świadomą swojej pozycji, możliwości i talentów. Można powiedzieć, że była prekursorką współczesnych bizneswoman. Zabiegała zarówno o pozyskanie dla swoich idei zarówno obcych dworów jak i mas szlacheckich. Była członkinią loży adopcyjnej Dobroczynności. Obok działalności politycznej wyróżniała się jako postępowa opiekunka włościan.

Księżna przywiązywała dużą wagę do dobrego zarządzania dobrami i opieki nad poddanymi. Oficjaliści i chłopi mieli zapewnione darmowe leczenie. Tworzyła szkoły dla chłopów, a szkoła, w należącym do niej Staszowie, uznawana była za wzorcową. Nie było to wynikiem jej postępowych poglądów. Zawsze była konserwatystką, która uważała, że obowiązkiem właściciela ziemskiego jest troska o poddanych.

Po śmierci ojca Izabela Lubomirska została dziedziczką olbrzymiej fortuny, szacowanej ówcześnie na 25 milionów złotych. Dobra, których była panią, rozciągały się od Mazowsza, poprzez Małopolskę, Galicję, po Wołyń i Podole. Po śmierci męża, jej dziedzictwo jeszcze się powiększyło. Do Księżnej należał między innymi Pałac w Wilanowie, Pałac w Ursynowie (wówczas zwany Rozkoszą) i Pałacyk Mon Coteau na Mokotowie (Pałac Szustra). To ona zleciła przebudowę swoich rezydencji wybitnym architektom epoki. Szymon Bogumił Zug prowadził prace w Wilanowie i w Łańcucie, przebudowując pałac na styl rokoko, a Efraim Schroeger wzniósł pałacyk na Mokotowie. Nad dekoracjami wnętrz czuwali m.in. Jan Chrystian Kamsetzer i Fryderyk Bauman.  Księżna położyła kamień węgielny pod gmach go w Warszawie.

Podobnie jak jej bratowa Izabela Czartoryska, założycielka słynnej Świątyni Sybilli w Puławach, Izabela Lubomirska była miłośniczką i kolekcjonerką sztuki. Podobnie jak Czartoryska chciała ocalić od zapomnienia wiele cennych artefaktów. Dzięki takiej postawie dziś wszyscy mogą się cieszyć np. kolekcją zakupioną od Fundacji Książąt Czartoryskich. Izabela Lubomirska zbiory gromadziła w różnych rezydencjach. Za najbardziej  wartościową kolekcję uważana jest ta stworzona w Łańcucie. Kupowała (na wielką skalę) obiekty artystyczne m.in. podczas licznych podróży, np. z Włoch przywiozła kolekcję rzeźb i waz antycznych. Wśród kilkuset obrazów znalazły się dzieła m. in.: Françoisa Bouchera, Jean-Antoine’a Watteau i Jean-Honoré’a Fragonarda. Namiętnie fascynowała się teatrem, głównie francuskim. Księżna  Lubomirska miała również, jak wielu arystokratów jej epoki, własną nadworną kapelę. Moim zdaniem wiele współczesnych bizneswoman powinno jej działalność traktować jako inspirację do zarządzania majątkiem oraz pożytecznego z niego korzystania.