Miesięczne archiwum: Październik 2017

Polska zamarła przyglądając się politykom, którzy jak mantrę mówią, że nakłady na zdrowie powinny wzrosnąć do 6 proc. PKB. To próba magicznego zaklinania rzeczywiści.

Prawdopodobnie nie wiele osób wie, że skrót PKB to produkt krajowy brutto. Co oznacza to pojęcie, zapewne wie jeszcze mniej osób. Do tego dochodzi mylenie pojęć, albowiem środki mają być przeznaczana na zdrowie. To trochę bez sensu, myślą sobie podatnicy. Co innego gdyby pieniądze były przeznaczana na choroby! Powyższe ilustruje jaką bełkotliwą aberracją jest obecna debata prowadzona przed publicznością.

W rzeczywistości dyskusja o tym czy na służbę zdrowia ma być przeznaczanych 5, 6, 7 czy 8 proc PKO (kto da więcej?) jest kompletnie jałowa. Ważne bowiem co się robi z tymi pieniędzmi? Jaka jest struktura wydatków? Czy są wydawane racjonalnie? Czy są wydawane efektywnie? I tak dalej. Jedna odpowiedź wyklucza pozytywną odpowiedź na kolejne pytanie. Dlatego zamiast prowadzić poważnej debaty, z bardzo niewygodnymi odpowiedziami łatwiej licytować na procenty PKB.

W tym czasie bardzo ciekawy pakiet rozwiązań poprawiających kondycję służby zdrowia przedstawili Pracodawcy RP. Ponieważ ich propozycje są interesujące postanowiłem je przedstawić w całości jako warte poznania i rozpropagowania.

Co można zacząć wprowadzać właściwie od zaraz?

Rządowy portal z wiedzą medyczną. Zbudowanie strony internetowej zawierającej sprawdzone informacje o chorobach czy zasadach funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Pacjenci mieliby wiarygodne źródło wiedzy o zasadach zachowania zdrowia czy o profilaktyce.

Kontraktowanie świadczeń przez NFZ. Zapewnienie specjalistycznego leczenia w najlepiej do tego przygotowanych placówkach, zwiększając szanse na najlepsze efekty leczenia. Zmiana w zakresie wartości umów ze szpitalami i poradniami specjalistycznymi tego nie gwarantuje (zgodnie z raportem NIK w 2015 roku).

Rozwiązania komunikacyjne dyscyplinujące pacjentów do przychodzenia na wizyty. Szacuje się, że nawet do 30 proc. wizyt nie odbywa się z powodu tego, że pacjent nie pojawia się w zarezerwowanym terminie. Pilotażowy program SMS-owych przypo­mnień o wizytach uruchomiony w 2016 r. przez NFZ, mógłby też uwzględniać informację o koszcie pominiętej wizyty, przekazaną pacjentowi.

Kontynuowanie dialogu między Ministrem Zdrowia a organizacjami pacjenckimi. W dłuższej perspektywie dialog powinien zaowocować dalszymi pozytywnymi rozwiązaniami organi­zacyjnymi i prawnymi dla samych pacjentów.

Szersze stosowanie instrumentów dzielenia ryzyka w refundacji leków innowacyjnych. Instrumenty dzielenia ryzyka (umowy między resortem zdrowia a producentem, warunkujące płacenie za leki) stanowią prosty sposób zmniejszania nakładów na innowacyjne terapie.

Zmiany w regulacjach w praktyce dostępu do farmakoterapii, poprzedzone kompleksowym i przejrzystym dialogiem między regulatorem, klinicystami a branżą farmaceutyczną.

Powołanie do życia instytucji think-tanku ds. reformy systemu ochrony zdrowia. Wspieranie reformy systemu ochrony zdrowia poprzez działalność analityczną oraz pro­wadzenie szerokich konsultacji społecznych i eksperckich.

Rozpoczęcie prac nad kompleksowym programem na rzecz poprawy efektywności systemu ochrony zdrowia. Według Komisji Europejskiej maksymalna racjonalizacja wydatków mogłaby ograniczyć niezbędny wzrost nakładów nawet o 0,5 proc. PKB rocznie.

Przyśpieszenie budowy systemów informatycznych. Łączą płatnika, świadcze­niodawców i pacjentów oraz pozwalają na skuteczny przepływ, gromadzenie i ana­lizę danych.

Upowszechnienie telemedycyny oraz technologii mobilnych, które ułatwią pacjentom dostęp do służby zdrowia. Jest to ogromne wyzwanie zarówno pod względem technologicznym, jak i kulturowym oraz organizacyjnym.

System ocen wyników leczenia w danej placówce z perspektywy pacjenta. Oceny dokonuje pacjent poprzez wypełnienie kwestionariuszy przed zabiegiem i po nim. Następnie informacja o ocenie jest publikowana na stronach płatnika. Pacjenci mogą dokonać wyboru placówki mając informacje o tym, która z nich świadczy najwyższej jakości usługi.

Monitoring pacjentów z dużą liczbą wizyt. Nadzór nad korzystaniem z opieki medycznej gwarantuje kontakt przedstawiciela ubezpieczyciela z chorym w celu zwery­fikowania tego, czy opieka nie powinna być lepiej koordynowana.

Compliance. Skuteczna edukacja pacjentów w kwestii stosowania leków w wie­lu przypadkach pozwala na obniżenie kosztów leczenia na­wet o kilkanaście procent. Racjonalizacja korzystania z leków OTC, poza oszczędnościami w kieszeniach pacjentów, oznacza niższe koszty leczenia ewentualnych powikłań (powikłania nadużywania leków przeciwbólowych ~ 300 mln zł).

Stworzenie spójnego i obowiązującego benchmarku dla szpitali. Zebranie kluczo­wych wskaźników jakościowych i efektywno­ściowych oraz przedstawienie ich w formie mo­delu „szpitala wzorcowego”.

Jakie reformy należy pilnie przyspieszyć?

Odwracanie piramidy świadczeń. Przesuwanie zadań i finansowania na optymalny poziom – korzystanie z opieki w izbach przyjęć i w szpi­talnych oddziałach ratunkowych wtedy, gdy jest niezbędne. Wg. porównań międzynarodowych 12-56 proc. nagłych przyjęć do szpitali to przypad­ki, które mogłyby być leczone na poziomie POZ.

Zwiększanie publicznych nakładów na ochronę zdrowia do optymalnego poziomu. Strategia Narodowej Służby Zdrowia przedstawiona 26 lipca 2016 r. przez Ministra Zdrowia zakła­dała zwiększenie nakładów na ochronę zdro­wia do poziomu 6 proc. PKB w terminie do 2025 r. Niezwykle ważne jest, by postulat ten znalazł odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach rządowych.

Opracowanie spójnej polityki lekowej państwa. Dokument strategiczny obej­mujący m.in. kwestie dostępności leków biopodobnych. Zachowanie równowagi pomiędzy terapiami innowacyjnymi a lekami generycznymi i biopodobnymi ma szczególne znaczenie dla po­prawy skuteczności systemu w długiej perspektywie.

Lepszy nadzór nad wynikami leczenia. Wprowadzenie rejestrów chorych, które uwzględniałyby wyniki leczenia po roku i w dalszej perspektywie. Racjonalne monitorowanie pozwoliłoby na precyzyjniejszy nadzór nad wydatkowaniem środków.

Wielkość placówek i związane z tym koszty stałe. Racjonalne byłoby określenie minimalnych wartości kontraktów z publicznym płatnikiem, poniżej których szpitale nie mogłyby utrzymy­wać nierentownych oddziałów.

Przyspieszenie procesów formalnych i przetwarzania dokumentacji medycznej. Odciążenie lekarzy i pielęgniarek poprzez wdrożenie elektronicznej dokumentacji medycznej czy też zatrudnianie specjalistów do spraw obsługi dokumentacji, tzw. skrybów medycznych.

Skuteczniejszy pobór składek. Wprowadzenie jednolitego podatku mogącego ustabilizować wpływy na ochronę zdrowia. Koordynacja między ZUS i NFZ jest kluczowa dla racjonalnego prowadzenia polityki zdrowot­nej i polityki społecznej, które są od siebie na­wzajem w szczególny sposób zależne.

Jak widać jest co robić. Pytanie czy decydentom i osobom odpowiedzialnym będzie się chciało?

Fake newsy czyli fałszywe, świadomie tworzone kłamliwe informacje rozprzestrzeniają się szybciej niż dżuma, a skutkach mogą być bardziej niebezpieczne od epidemii. Kształtują opinię publiczną i wpływają nastroje społeczne. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że świadome zarządzanie dezinformacją jest częścią większego planu strategicznego.

Przykładem, do budowania powyższych refleksji, może być sprawa zakupu uzbrojenia dla polskiej armii. Otóż, w czasie wizyty Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza w Paryżu 13 września br. portal Onet.pl zamieścił sensacyjny artykuł, oparty na informacjach anonimowych „źródeł zbliżonych do francuskiego odpowiednika MON”. W tekście pojawiła się wiadomość o rzekomym szantażu francuskich rozmówców Ministra w sprawie sprzedaży Polsce okrętów podwodnych razem z rakietami manewrującymi. Zdaniem twórcy informacji, Francuzi mieli, ponoć, odmawiać osobnej sprzedaży produkowanych przez siebie rakiet, w przypadku wyboru przez MON niemieckich okrętów podwodnych. To właśnie niemieckie okręty uważane są przez, nomen omen, należący do Niemców portal Onet.pl za faworytów w wyścigu o polskie zamówienie. Dodatkowo zasugerowano, że strona francuska miała uzależnić zgodę na sprzedaż okrętów od stosunków politycznych między oboma państwami.

Te fałszywe informacje, o francuskim szantażu i naciskach, zostały szybko podchwycone przez inne media. Żaden nowy publikator ich jednak nie zweryfikował, chociaż news natychmiast zdementował wiceminister obrony Michał Dworczyk, jeszcze podczas wizyty Ministra w Paryżu, mówiąc jasno, że nie ma żadnych problemów w relacjach z Francją, a wszystkie takie opowieści należy włożyć między bajki. Później tego samego dnia i w dniach kolejnych informacji Onetu nie potwierdził także sam główny uczestnik rozmów, Antoni Macierewicz, który powiedział podczas briefingu prasowego po zakończonym spotkaniu ze stroną francuską „To ciekawa oferta. Oferta, która na pewno ma przyszłość […] to, co tam zobaczyliśmy napawa optymizmem, co do potencjału francuskiego i skuteczności działania”.

W udzielonym „Naszemu Dziennikowi” wywiadzie Antoni Macierewicz dodał, że „silną stroną propozycji francuskiej jest to, że oferuje zarówno okręt podwodny, jak i rakiety manewrujące […] te rakiety są zintegrowane z okrętami wojennymi i ewentualny kontrakt obejmowałby zarówno budowę okrętów, jak i rakiet”. Zdaniem Ministra Obrony Narodowej „zarówno Szwedzi, jak i Niemcy oferują okręty, do których trzeba byłoby dokupować osobno rakiety i je integrować, co zawsze jest kosztowne i dyskusyjne”. Także w tych wypowiedziach nie słychać nic o rzekomym szantażu ani naciskach władz francuskich. Jak widać po wypowiedziach szefa MON Francuzi nie obrazili się na Polskę za zrezygnowanie z zakupu helikopterów Caracali. Za to bardzo się starają, aby przekonać resort obrony do zakupu okrętów i składają propozycje na tyle interesujące, że wymagają szybkich kolejnych rund rozmów.

To jeszcze nie koniec tej historii. Kilka dni temu RMF FM, a potem jeszcze kolejne media, powołując się na informacje z francuskiego portalu „Mer et Marine” znów informuje o rzekomych naciskach Francji, na Polskę, w sprawie zakupu okrętów, a źródłem tych informacji są „niektórzy obserwatorzy”. Tu cytat: „(…)Niektórzy obserwatorzy sugerują, że zakup okrętów podwodnych mógłby ocieplić polsko-francuskie relacje. Niedawne ataki prezydenta Emmanuela Macrona na polski rząd na unijnej scenie mogłyby zresztą – ich zdaniem – stanowić strategiczny środek nacisku, którego celem miało być zmuszenie do kupna Scorpenów 2000.” Dziwne w tym jest to, że w oryginalnym tekście francuskiego portalu takiej informacji nikt się nie doczyta. Kim zaś są „obserwatorzy”? Tego już nie wiadomo.

Czy to przypadek, że te fake newsy opublikowane zostały w momencie międzyrządowych rozmów w sprawie potencjalnego zakupu okrętów podwodnych od Francji? Może tak, a może to być też działanie inspirowane? Pojawiają się opinie, że to działanie stanowi próbę zdyskredytowania francuskiej oferty na rzecz niemieckiego dostawcy okrętów podwodnych, koncernu TKMS, wychwalanego na portalu Onet.pl. Być może nie jest przypadkiem, że działające w Polsce, ale należące do niemieckiego kapitału media posuwają się do manipulacji, aby wpływać na polską opinię publiczną, polityków i decydentów. Być może medium i jego właściciel nie ma tu nic do rzeczy. Trudno jednak dać wiarę, że przyczyną fałszywych informacji są nieidentyfikowani i nieweryfikowalni informatorzy, co do których można nabrać podejrzenia, że w ogóle nie istnieją.

Właśnie się zorientowałem, że od czasu gdy na Uniwersytecie Warszawskim śpiewałem „Gaudeamus igitur”, minęło 30 lat…. Audytorium Maximum jeszcze jest tam gdzie było, ale już mój Wydział zupełnie zmienił lokalizację, a nazwiska moich ówczesnych profesorów, dziś oznaczają sale wykładowe. Zmieniło się bardzo wiele.

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego już od dawna nie mieści się w głównym kampusie tylko powędrowała do makabrycznego bunkrowca na Powiślu. Podobno książkom tam lepiej….. Znajduje się tam, w depozycje, również część zasobów Biblioteki Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, która jest największą tego typu placówką w Polsce, ze specjalistycznym księgozbiorem,  dotyczącym nauk historycznych i pokrewnych. Zajrzałem do Biblioteki z okazji otwarcia nowej, a w zasadzie nowoczesnej czytelni. Przedsięwzięcie było możliwe dzięki Jarosławowi Gowinowi, który jako Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego przekazał grant, na ten cel, w wysokości 1.500.000 zł. Ktoś przechodzący, obok starych murów, budynku Instytutu Historii, zapewne nie domyśliłby się jaki modernizm zapanował w środku. To samo zresztą dotyczy starego budynku BUW-u. W Instytucie Historii, kilka lat temu, z magazynu na parterze, utworzono wspaniałą Salę Kolumnową. Z pewnością zmian na Uniwersytecie Warszawskim jest więcej i warto je odkryć. Aby móc to sprawdzić, być może zapiszę się znów na jakieś studia?

Być może skuszę się na edukację w Instytucie Historycznym? Miałbym do dyspozycji fantastyczne zasoby. Biblioteka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego zawiera ponad 230.000 jednostek, w tym 180.000 książek, 45.000 czasopism, ponad 1.110 starych druków, ponad 3.200 map, ok. 14.000 fotokopii, 650 mikrofilmów i blisko 200 odcisków pieczęci. To są świadectwa kultury, których żaden tablet, a nawet drukarka 3D nie odda. Naprawdę! Jest co czytać i podziwiać! I pewne jest, że życia, na poznanie całości zasobów Biblioteki Instytutu Historycznego, nie starczy.

Biblioteka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego powstała w 1930 roku. Jednak jej zalążek sięga roku 1915 kiedy zapadła decyzja o odrodzeniu polskiej uczelni. Zasoby placówki pochodzą z własnej działalności oraz pozyskania innych zbiorów. Część obiektów została zniszczona podczas zawieruchy wojennej. Jednak również po II wojnie światowej Biblioteka Instytutu Historycznego stale powiększała swe zasoby dochodząc do dzisiejszego bogactwa, którego niepoliczalna wartość rośnie z każdym rokiem. Tak właśnie łączy się przeszłość ze współczesnością i powstaje jeśli nawet nie zysk, to z pewnością wartość dodana.