Miesięczne archiwum: Styczeń 2018

Podobno…. Piszę „podobno”, ponieważ bardzo trudno mi uwierzyć, że lotnisko w Modlinie ma pójść w zapomnienie, a jego role ma przejąć lotnisko w Radomiu. Kuriozalne? Ale możliwe!

Lotnisko w Modlinie, jako port dla tanich linii lotniczych i sposób na odciążenie lotniska na warszawskim Okęciu, rodziło się w bólach. Sama decyzja o lokalizacji została zatwierdzona przez Komisję Europejską, albowiem wówczas było wiele pomysłów, gdzie ma powstać wsparcie dla duszącego się od nadmiaru pasażerów portu w stolicy.

Pomysł z Modlinem można uznać za trafiony. Port posiada dobrą komunikację z Warszawą. Sprawdza się zarówno w komunikacji samochodowej jak i kolejowej. Przemieszczanie jest szybkie i tanie. Na inwestycji zyskał też region, który był w stanie agonalnym.

Jeżeli teraz powstała koncepcja, aby Radom przejął zadania Modlina, to wydaje się szokująca. Nowa lokalizacja jest położona dwa razy dalej. Czas i koszt dojazdu z Warszawy co najmniej dwukrotnie wyższy. Wydaje się to też absurdalne dlatego, że lotnisko w Modlinie pochłonęło znaczące środki finansowe, w tym również ze źródeł europejskich. Jeśli teraz miałoby zostać zamknięte wsparcie ze strony Wspólnoty zapewne trzeba by zwrócić. Czy to wszystko ma być zaprzepaszczone?

Sens nonsensu wyjaśnił  wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Uważa on, że lotnisko w Modlinie, na skutek bardzo korzystnej tylko dla jednego przewoźnika Ryanaira umowy sprawia, że jest jest to praktycznie prywatny port. Jest to możliwe ponieważ te linie lotnicze z jednej strony zapowiedziały w ciągu 5 lat podwojenie liczby pasażerów korzystających z portu w Modlinie, z drugiej strony już złożyły oficjalną skargę w Departamencie Konkurencji Komisji Europejskiej na naruszenie konkurencji przez Polskie Porty Lotnicze – udziałowca i konkurenta lotniska Warszawa Modlin – poprzez uniemożliwianie rozbudowy infrastruktury w Modlinie.

Sytuacja jest trudna i niejednoznaczna. W takich przypadkach ważna jest chwila refleksji i rozwagi, aby nie wylać dziecka z kąpielą, bo to kiepski biznes.

Trudno w to uwierzyć. Na nudnym i przewidywalnym polskim rynku telewizyjnym narodził się hit. Mowa o telenoweli „Korona królów”.

Żadna inna produkcja telewizyjna od lat nie wzbudziła takich emocji i kontrowersji. Te ostatnie, prawdopodobnie z powodu, że producentem i nadawcą jest Telewizji Polska, a ta o od czasu kiedy kieruje stacją Jacek Kurski zalewana jest hejtem, generowanym przez opozycje.

Potwierdza się jednak stare twierdzenie, że nie ważne co mówią, ważne by nie przekręcali nazwiska. Zmasowany hejt stał się dodatkową dźwignia promocyjną, albowiem wiele osób, które nie ogląda telewizji, nagle zapragnęło zobaczyć „Koronę królów” – telenowelę, która stanowi źródło tak wielu emocji.

Telewizji Polska to stacja, która ma w swoją działalność wbudowaną misyjność. Czytałem ustawowe zapisy na ten temat i przyznam się, że zakres misyjności jest tak szeroki i głęboki jak  wszystkie oceany razem wzięte. Niemniej jakby nie traktować misyjności, telewizja musi też mieć jakiś realny zasięg, nie tyle nawet w przestrzeni potencjalnego odbioru, ile w fizycznych telewidzach. Cóż bowiem po najlepszej stacji świata, z najlepszą misyjną ofertą, której nikt nie ogląda?

Telewizji Polskiej pod kierownictwem Jacka Kurskiego udało się zwiększyć widownię. Zaczęło się od koncertów sylwestrowych. Kiedyś największą widownię w ostatnich godzinach ostatniego dnia roku gromadził Polsat. Od dwóch lat stało się to domeną Telewizji Polskiej. Teraz, jak pokazują badania telemetryczne, podobnie może się stać za sprawą parahistorycznej telenoweli „Korona królów”, która przyciąga przez ekrany ponad czteromilionową publiczność.

Krytycznych uwag na temat „Korony królów” jest wiele. Cóż, na polityce i na historii zna się każdy, więc każdy również się wypowiada. Malkontenci zapominają, że telenowela to nie podręcznik badacza historii. Mnie w tym serialu również  wiele rzeczy razi. Być może dlatego, że nie jestem w tzw. targecie, do którego, ta produkcja jest adresowana. Z biznesowego punktu widzenia jednak uważam, że pomysł, a nawet odwaga wyprodukowania historycznej telenoweli opowiadającej o dziejach władców Polski, okazała się sukcesem. Serial pozyskał rekordową widownię i wzbudził wiele dyskusji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby powstały lepsze produkcje, jeśli oczywiście ktoś takie potrafi wyprodukować. Poprzeczka już została ustawiona.