Miesięczne archiwum: Luty 2018

To już siódma edycja Konkursu „Pracodawca Godny Zaufania”. Jednak dla Instytutu Biznesu pierwsza, albowiem w tym roku do jury został zaproszony przedstawiciel naszej organizacji.

Oczywiście uczestnictwo Instytutu Biznesu w konkursie, który jest organizowany od lat i cieszy się zasłużonym szacunkiem nie jest wielkim wydarzeniem. Jest jednak większa zmiana, która sprawia, że pojawia się istotna różnica w stosunku do poprzednich wydań. Do tej pory pracodawcy byli dzieleni na branże i nagrody otrzymywali najlepsi w swoim środowisku. Od tego roku laureaci są wybierani w następujących kategoriach: programy stażowe, wolontariat, motywacja, edukacja, zdrowie, bezpieczeństwo oraz przedsiębiorstwo przyjazne niepełnosprawnym. Ponadto nagrodzeni zostaną dziennikarze popularyzujący problematykę społeczną. Przewidziano także nagrody specjalne dla pracodawców, którzy wprowadzają lub realizują szczególne rozwiązania w zakresie polityki pracowniczej i socjalnej. Wydaje mi się, że to bardzo słuszna zmiana.

Poszerzeniu uległa także grono jurorów, w którym oprócz reprezentanta Instytutu Biznesu, znaleźli się przedstawiciele: Agencji Impressarium, Centrum im. Adama Smitha, Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Krajowej Izby Gospodarczej, Instytutu Staszica, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Stowarzyszenia Integracja i Współpraca, Szkoły Głównej Handlowej, Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania w Warszawie, Warsaw Enterprises Institute oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Przed tym zacnym gronem postawiono trudne zadanie wyboru najlepszego pracodawcy.

Generalnie idea konkursu polega na tym, aby wskazywać i nagradzać organizacje, które pozytywnie wyróżniają się na rynku pracy, aby dawać przykład do inspiracji. To bardzo ważne, albowiem obecnie mamy rynek pracownika, co oznacza, że to praca szuka człowieka. Dla pracowników to z pewnością dobry czas, w którym bardzo ważne jest budowanie zaufania przez pracodawcę, wśród załogi.

Budzi się polska tożsamość narodowa. Czy to dobrze czy to źle, w zmieniającej się rzeczywistości i modzie na unifikację oraz europejskość, która stoi w sprzeczności z ideami pomysłodawców zjednoczonej wielkiej Europy to już odrębna kwestia. Z pewnością jednak lepiej, aby do wielkiego konglomeratu wchodzić z jakąś wartością, a nie z pustymi rękami, bo czego by nie mówić, to jednak Unia Europejska to dziś biznes, a nie jakaś fantasmagoria.

O budzeniu się tożsamości narodowej Polaków mówi się obecnie bardzo dużo. Głownie są to działania o charakterze politycznym. Mamy rewolucyjne Marsze Niepodległości 11 listopada, działania Fundacji Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom pod kierownictwem Prezes Miry Wszelakiej i jej poprzedników, ustawę o nowelizacji Instytutu Pamięci Narodowej, obchody stulecia odzyskania niepodległości. Jest też sporo przedsięwzięć gospodarczych, przede wszystkim idea patriotyzmu gospodarczego, koncepcję Premiera Mateusza Morawieckiego, zawartą w „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, działalność Fundacji Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, prowadzonej przez Prezesa Krzysztofa Przybyła czy inicjatywę Polskiej Fundacji Narodowej.

Są też działania czysto ideowe. Zapewne do takich będzie niebawem można zaliczyć aktywność powołanego właśnie zespołu ds. promocji dobrego imienia i historii Polski w Telewizji Polskiej. Innym przykładem mogą być działania okazjonalne, takie jak film animowany o Josephie Conradzie (polski pisarz Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz), autorstwa Rafała Geremka, wyprodukowany przez Czarnego Słonia, jaki pojawił się w Internecie.

2017 roku został ogłoszony Rokiem Conrada, co zaowocowało spopularyzowaniem pisarza i Promocja jego twórczości. Zorganizowano poważne konferencje naukowe, powstały filmy dokumentalne, wystawiono kilka sztuk teatralnych, opublikowano tez komiksy. Powstał też wzmiankowany film Rafała Geremka, od reszty odróżnia go podejście do tematu. Autor przeniósł Josepha Conrada do współczesności, żeby opowiedzieć coś o jego poglądach i osobowości. Film jest rodzajem zabawy, a sam tytuł – prowokacją. Sformułowanie „Polak katolik gentleman” opowiada o tożsamości Conrada, a nie jego religijności; rodzice mówili mu, że ma być Polakiem, katolikiem i szlachcicem. Sam Conrad stał się także Brytyjczykiem, stąd „gentleman”. Dialogi są zmyślone, choć pojawiają się też prawdziwe cytaty.

Film, w swojej wymowie, nie jest jednoznaczny, może nawet budzić kontrowersje, skłania do refleksji, zastanowienia i dyskusji. Na tym polega sztuka wypowiedzi artystycznej. Jest on dostępny w wersji polskiej https://www.youtube.com/watch?v=rvdhAlBjEvI&t=43s  . Zachęcam do jego obejrzenia, bo mam nadzieję, że dla każdego widza będzie to korzystne, bo pokazuje jak rozumieć i łączyć polskość ze współczesnością.

Świat wirtualny jest naprawdę wirtualny, a dokładniej fikcyjny. Ilustrowały to afery z oszukaną oglądalnością reklam w Internecie. Potwierdza to również śledztwo „The New York Times” pokazujące handel followersami czyli, jakby to pięknie nazwał Mikołaj Gogol, „Martwymi duszami”.

To, że  w portalach społecznościowych w Internecie produkuje się fikcyjne profile ludzi i nimi handluje to nic nowego.  Znacząca jest skala! „The New York Times” prześwietlili firmę Devumi. Według dziennikarzy przedsiębiorstwo posiada ponad 3.500.000  fikcyjnych profili, które wielokrotnie sprzedaje. W ten sposób wsparło ono influenców (internetowe profile liderów opinii) ponad 200.000.000 nieistniejących obserwujących. Cóż, próżność, to również potrzeba, którą trzeba zaspokajać. Nastały takie czasy, że ludzie, nawet szanujące się przedsiębiorstwa, chcą mieć rzesze obserwujących wirtualnie i nie ma znaczenia, że jest to fikcyjna widownia.

Według danych „NYT” przynajmniej 55.000 fikcyjnych kont używa zdjęć i danych prawdziwych użytkowników Twittera. Devumi z pewnością nie jest jedynym podmiotem zajmującym się tym procederem. Pokazuje to skalę problemu.

Dla porządku należy zaznaczyć, że założyciel Devumi zaprzecza temu, że jego przedsiębiorstwo sprzedaje fałszywe konta. Cóż, to może być bardzo ciekawe, albowiem różne profile, oferowane przez to przedsiębiorstwo, wykorzystują do identyfikacji i budowania wiarygodności zdjęcia tych samych osób. Jak się okazuje zmieniają się tylko nazwiska,  kompetencje i zainteresowania: raz promują quasi waluty, innym razem rozgłośnie radiową, albo strony pornograficzne;  posługując się za każdym razem innym językiem: arabskim, indonezyjskim, hiszpańskim itd.

W 2017 roku 3.000.000.000 użytkowników (specjalnie piszę „użytkowników”, albowiem nie wiadomo ile osób pojawia się jako różni użytkownicy) logowało się do serwisów społecznościowych, a liczba fanów i followersów stała się nową walutą, albowiem kto ma więcej obserwujących może oferować przedsiębiorstwom zamieszczenie określonych treści za stawki, które są uzależnione od wielkości widowni.

W XX wieku mówiono, że połowa budżetu reklamowego idzie w błoto, tylko nie wiadomo która połowa? Reklama w Internecie jest znacząco tańsza od reklam zamieszczanych w innych mediach. Jednak nie sposób policzyć jaka część budżetu przeznaczonego na reklamę w Internecie idzie w błoto.

Zidentyfikowano, że znacząca część followersów jest fikcyjna. Podobnie może być z influentami. Na Twitterze, podobno, niemal 15 proc. kont to boty podszywające się pod ludzi. W listopadzie  2017, globalny portal społecznościowy Facebook przyznał, że w serwisie może być dwukrotnie więcej fałszywych kont, niż przypuszczano. Tak naprawdę nikt nie potrafi już dziś policzyć „martwych dusz”, ponieważ w zasadzie nie sposób ich wszystkich zidentyfikować. (Oczywiście można by sobie z tym poradzić współpracując z urzędami skarbowymi, przynajmniej na bardziej cywilizowanych rynkach.)

Zorganizowane w przemyślany sposób fikcyjne profile  mogą znacząco wpływać na postawy konsumenckie, a co więcej również na zachowania społeczne i decyzje polityczne. Można by nawet powiedzieć, że ludzkością dziś rządzi fikcja. I byłaby to prawda, ale przecież ktoś tą fikcją zarządza….