Miesięczne archiwum: Marzec 2018

Najlepszą sensację robi się z niczego. Dlatego, z wypiekami na twarzy i zapartym tchem, przeczytałem sensacyjne doniesienia o wyprowadzeniu kasy z Fundacji XX Czartoryskich za granicę. „Mocne!” – jak to się teraz mówi, ale chwila refleksji i szok z tego jak dałem się podejść absurdalnym zarzutom.

Być może mało kto wie, ale Fundacja XX Czartoryskich ma charakter prywatny. To oznacza, że ma prawo robić ze swoimi środkami to co uważa za stosowne, oczywiście o ile jest to zgodne z prawem. Jeśli właściciele Fundacji wolą ją prowadzić z terytorium Księstwa Liechtenstein to co komu do tego? Wiele polskich spółek też prowadzi swoją działalność z terenu poza granicami Polski. Ba! Mało tego! Jeśli jakiś Polak ma takie życzenie i postanawia wyjechać z Polski razem ze swoim dobytkiem to również może to zrobić. Na tym polega wolność i tym się różni ona od systemu komunistycznego, który nie tylko nie pozwalał niczego wywozić, ograniczał także wyjazdy ludziom, ba reglamentował używanie paszportów.

Fundatorzy uznali, że ustawa o fundacjach, która powstała w 1984 r., kilka miesięcy po zniesieniu stanu wojennego, ale ciągle w okresie kiedy szalał, straszący Polaków, towarzysz Wojciech Jaruzelski nie jest dostosowana do współczesnych realiów społeczno-ekonomicznych. Cóż, jeśli Polska przez blisko 30 lat nie jest w stanie wypracować podstawowych dokumentów, w tak elementarnej i prostej materii jaką jest działalność fundacji, to jest bardzo przykre i wystawia przede wszystkim fatalne świadectwo władzy ustawodawczej, która nie potrafiła o to zadbać. Mowa o tym samym systemie, który, regularnie, co roku, kilkukrotnie zajmuje się nowelizowaniem np. Kodeksu Pracy. Podobnie się dzieje z innymi ustawami. Dla mnie, w takim działaniu nie ma przypadku i nie można mieć pretensji do ludzi, którzy szukają rozwiązań, które pozwolą im skuteczniej działać. Tak też pojmuję decyzję fundatorów.

Na marginesie tej sprawy warto przypomnieć, że państwa konkurują między sobą jakością regulacji prawnych. To sprawia, że np. inwestorzy są bardziej zainteresowani transmisją środków do jednych państw, a do innych nie. Innym przykładem może być historia, dlaczego Polska stała się rajem dla przestępców zajmujących się wyłudzaniem należności z tytułu podatku VAT? Przede wszystkim zadecydowały o tym dziurawe przepisy, które stwarzały wspaniałe pole do popisu dla wszelkiej maści oszustów. Po drugie, w Polsce jest najwyższy podatek VAT, w stosunku do państw sąsiadujących, a zatem dla tych, którzy chcieli wyłudzać to właśnie tutaj mogli generować największy zysk. Wystarczyło dobrze skonstruować przepisy i wyłudzenia podatku natychmiast znacząco zmalały. Jakby jeszcze fiskus zredukował VAT do poniżej 20 proc. to nie tylko, nie trzeba by utrzymywać gigantycznego, kosztownego aparatu kontrolnego, bo  oszuści wybrali by państwa, gdzie łatwiej i więcej będą mogli ukraść, ale również gospodarka polska zaczęłaby się lepiej rozwijać. To bardzo proste zasady.

Wycofanie się z Polski Fundacji XX Czartoryskich to bardzo ważny sygnał dla ustawodawcy. W zasadzie alarm, który informuje, że polskie prawo jest nieadekwatne do rzeczywistości i trzeba się tą sprawą pilnie zająć, aby nie stracić innych podmiotów, które mogą postąpić podobnie. W legislacji pomiędzy państwami istnieje rywalizacja. Trzeba być tego świadomym. Oczekuję zatem, że wreszcie ustawodawca zajmie się nowelizacją ustawy o fundacjach w taki sposób, aby fundatorzy na całym świecie uznali Polskę, za kraj, który najlepiej rozumie specyfikę działalności charytatywnej i aby tutaj chcieli prowadzić działalność. Uchwalenie takiego dokumentu jest dużo tańsze niż wybudowanie fabryki, więc dobrze by się było tym zająć. Warto zwrócić także uwagę, że ustawa nie ma nawet kosztów amortyzacji! Gdyby doszło do sensowne nowelizacji ustawy o fundacjach, bardzo byłoby mi wtedy czytać tytuły: „Rosjanie wyprowadzają pieniądze do Polski”, „Fundacje w Wielkiej Brytanii usychają”, „Dramatycznie topnieje liczba fundacji w Liechtenstein”, „Polska światowym centrum fundacji„.

 

Zdobywanie czy uzyskiwanie przewagi konkurencyjnej biznesie jest coraz trudniejsze. Nic dziwnego, że rywalizacja przeniosła się, na, trochę abstrakcyjny, obszar jakim jest społeczna odpowiedzialność biznesu. Cóż, w sytuacji wyśrubowania wszystkich norm i pełnego zaangażowania technologicznego, dla wielu, jest to już ostatnia płaszczyzna, na której można wskazywać jakieś różnice. Prawdziwą grę konkurencyjną można jednak nadal toczyć, jest nią „ucieczka do przodu” czy aktywność innowacyjna.

Prawdziwą szansą na rozwój przedsiębiorstw są wynalezione i wdrożone innowacje. Organizacjom, które nie korzystają z zaawansowanych technologii, grozi zepchnięcie na margines. Według analityków większość największych korporacji postawiła już na technologie cyfrowe w swojej strategii biznesowej. Szacuje się, że w 2019 roku, na całym świecie, wydatki na inicjatywy związane z transformacją cyfrową przekroczą 2,2 bln dol.

Bardzo ciekawy pomysłem jest akcja Newserii zatytułowanaInspiratorzy biznesu 2018 – Innowacje, która ma na celu promowanie przedsiębiorstw poszukujących i wdrażających innowacje. Dzięki nowym technologiom, szerszym wykorzystywaniu innowacji możliwe jest stworzenie projektów, które w znaczący sposób przełożą się na większy komfort życia. Wśród laureatów znalazło się przedsiębiorstwo Arcus, wyróżnione ze względu na zaproponowane rozwiązania mobilnego druku – Arcus Kyocera Zeccer, rozwiązanie stworzone z myślą o niszy, czyli osobach, które chcą zarządzać dokumentem, chcą drukować zdalnie przez aplikację mobilną czy też wysyłając pliki na adres mailowy urządzenia, które dostępne jest w galerii handlowej czy w akademikach. Drugą płaszczyzną jest innowacyjność technologiczna. Wydruki realizowane są przez aplikację mobilną, która jest pilotem wszystkich urządzeń dostępnych w sieci Arcus Kyocera Zeccer, a także wysyłka pliku na adres mailowy. Dzięki Arcus Zeccer drukowanie ma być prostsze i szybsze, a przy tym całkowicie bezpieczne, cały proces przesyłania dokumentów z telefonu do drukarki jest szyfrowany, a pliki usuwane są po wydrukowaniu.

Newseria wyróżniła również spółkę Emitel za sieć transmisyjną stworzoną na potrzeby IoT i smart city na bazie technologii Long Range, która otwiera wiele nowych obszarów zastosowań, szczególnie takich, w których instalacja czujnika jest skomplikowana, a dostęp do źródła zasilania ograniczony lub niemożliwy. Wśród nagrodzonych znalazło się także Hitachi za macierz WORM (Write-Once-Read-Many) tj. Hitachi Content Platform, która jest odpowiedzią na nowe regulacje w sektorze bankowym, m. in. MIFID2 czy RODO oraz problem trwałego nośnika. Innowacja umożliwia bezpieczne przechowywania danych na trwałym nośniku, bez późniejszej możliwości ich zmodyfikowania. Hitachi Content Platform to technologia macierzy WORM od lat sprawdzona w sektorze bankowym. Hitachi w Polsce, opracowało koncepcję prawną, funkcjonalną i technologiczną wykorzystania macierzy WORM do rozwiązania problemu trwałego.

W gronie „Inspiratorów biznesu 2018 – Innowacje” znalazł się także Śląski Klaster Lotniczy (ŚKL) za wybitne osiągnięcia w kraju i za granicą. W tym roku organizacja jako pierwszy klaster w Polsce zdobył najwyższy certyfikat Gold Label, przyznawany przez European Secretariat for Cluster Analysis (ESCA). Śląski Klaster Lotniczy powstał w celu wzmocnienia współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami oraz stworzenia optymalnych warunków dla transferu wiedzy i innowacyjnych rozwiązań w obrębie branży lotniczej oraz szerzej – na obszarze nauki i przemysłu. Obecnie do klastra należy ponad 60 podmiotów, w tym uczelnie wyższe i instytucje otoczenia biznesu. Główne kompetencje ŚKL to produkcja szybowców, samolotów lekkich i ultralekkich, samolotów bezzałogowych, modułów do silników lotniczych, a także szereg zaawansowanych usług dla lotnictwa i przemysłu.

Trzymam kciuki za wszystkich Inspiratorów Biznesu tegorocznych i przyszłych, albowiem to od nich zaradności i kreatywności zależy wzrost PKB, a od tego zależy pomyślność nas wszystkich.

 

 

 

 

„Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na” – śpiewał kilka lat temu zespół Stauros. Przeważnie taka sytuacji jest przed burzą. Oby tym razem było inaczej.

Od dłuższego czasu obserwuję proces modernizacji i dozbrajania polskiej armii.  Jestem nawet autorem analizy „Transformacja polskiej obronności”. Swego czasu Instytut Biznesu, który reprezentuje, był również organizatorem konferencji „Wojsko – koło zamachowe gospodarki”. Oznacza to, że przyglądam się sprawom uzbrojenia zarówno od strony wojskowej jak i ekonomicznej. To ważne, albowiem ani wojsko, ani ekonomia nie są samotnymi wyspami tylko stanowią ważne elementy, od których zależy pomyślna przyszłość.

Dużą nadzieję pokładem w walnym spotkania Rady Budowy Okrętów. Jego celem miała integracja tez niezależnych dokumentów „Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP” i „Strategicznego Przeglądu Obronnego” w jedną koncepcję użycia Marynarki Wojennej. Nadzieję pokładałem w tym, że przedstawiciele RBO uczestniczyli w pracach nad tymi dokumentami.

Niestety spotkanie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Fundamentalną przyczyną było oczywiście to, że Rada Budowy Okrętów nie posiada kompetencji decyzyjnych. Ponadto na zebraniu nie było przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej oraz reprezentacji Inspektoratu Marynarki Wojennej i Inspektoratu Uzbrojenia. 

Niewiele to zmienia skoro takie profesjonalnemu gronu nie udało się wypracować jednego, wspólnego stanowiska. Przyczyną była różnica zdań pomiędzy uczestnikami. Z jednej strony pojawili się teoretycy, dla których istotne są dokumenty, analizy i teorie. Odmienne zdanie mieli pragmatycy czyli osoby związane z przemysłem obronnym. Mam wielki szacunek dla analiz i strategii, zwłaszcza jeśli ich skutkiem mają być wieloletnie, wielomiliardowe decyzje finansowe. Niestety stwierdzam, że te dokumenty są produkowane jedne po drugim, pochłaniając energię, uwagę i czas. Natomiast sprawa uzbrojenia Marynarki Wojennej stoi zupełnie w miejscu. Wygląda to tak jakby ktoś świadomie paraliżował, i to od lat, jakieś decyzje uzbrojeniowe.

Jak się okazuje przejęcie kontroli przez Ministerstwo Obrony Narodowej nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Marynarki Wojennej nie wiele zmieniło. Może przyczyną jest wymiana praktycznie całego kierownictwa resortu? Czas jednak płynie nieubłaganie. Nic nie robienie jest też bardzo kosztowne, a przypadku modernizacji uzbrojenia również bardzo ryzykowne. Życie, a zwłaszcza sprawy obronności, to nie piosenka. Armia potrzebuje trafnych i szybkich decyzji, które pozwolą na wykorzystanie polskiego potencjału stoczniowego znajdującego się pod kontrolą rządu oraz dozbrojenia.

Szybkie wsparcie dla armii jest możliwe dzięki współpracy z francuską stocznia DCNS, wyspecjalizowaną w budowie okrętów podwodnych. W tej sprawie Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła już porozumienie, które przewiduje transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych. Chyba warto kontynuować tę współpracę, która da nowy impuls polskich stoczniom, krajowe uzbrojenie dla Marynarki Wojennej oraz wzrost potencjału gospodarczego. Oczywiście można czekać dalej, pytanie brzmi tylko na co? Czy jest jakaś racjonalna alternatywa czy tylko marzenie o kolejnych raportach, analizach i dokumentach?

Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na…….

 

Słowo niedzielą, wolną od masowych zakupów, się stało. Jednak zakupoholicy są przerażeni, że na jeden dzień w tygodniu zostaną oderwani do swojego nałogu. Jednak biznes troszczy się o uzależnionych i już od dawna zastanawia się jak im ulżyć.

Ustawa zakazująca handlu w niedzielę jest zła, ponieważ ogranicza wolność, a do tego istnieje wiele sposób jej obejścia. Oczywiście rozumiem troskę o rzesze sprzedawców, którzy pracując w niedzielę, czuli wielki dyskomfort, że w tym dniu nie mogą robić zakupów z rodziną, praktykować swoich obrzędów religijnych, podobnie jak osoby zatrudnione w wielu innych obszarach gospodarki, nad losem, których nikt nie ubolewa. Uważam też, że uwolnienie umysłu, od traktowania zakupów jako jedynej formy rozrywki, jest bardzo ważne. Oczywiście pamiętam także o ludziach, dla których siódmy dzień tygodnia jest święty i tych, którzy tylko w tym dniu mają czas na zakupy, a także o tych, którzy korzystają aby w tym dniu zarobić dodatkowe pieniądze.

Wbrew pozorom dla znaczącej części społeczeństwa dramat zakazu handlu w niedzielę jest tak samo mało istotny jak wycinanie drzew w puszczy czy walka o sądownictwo. Mają zupełnie inne problemy, które dla nich są ważne. Istniała szansa na pogodzenie tych, którzy chcą uwolnić niedziele od handlu i tych, dla których jest to idealny dzień do robienia biznesu, z tymi, którym jest to obojętne. Taka propozycję zgłaszał, reprezentowany przeze mnie Instytut Biznesu. Sposobem pogodzenia była propozycja, aby handel w niedzielę zaczynał się po południu. Niestety żadna ze stron nie była gotowa na kompromis i co więcej nadal nie jest.

Już kombinuje się jak, wykorzystując potrzebę świeżego pieczywa, znaleźć wytrych do niedzielnego handlowania. Innym sposobem obejścia ustawy mają być też stacje benzynowe. Jest też koncepcja sklepów otwartych w niedziele, które nic nie sprzedają, albowiem wszystkie transakcje dokonuje się w Internecie przez specjalne mobilne aplikacje. Przeglądam się temu ze zdumieniem, albowiem, co z tego, że np. Carrefour przy ul. Marszałkowskiej jest czynny codziennie od godz. 7.00 rano, skoro tzw. świeże pieczywo (głęboko mrożone) pojawia się dopiero po 8.00, a do tego czasu pracownicy cierpliwie układają na półkach karmę dla psów. Niektóre sklepy Tesco są w Polsce czynne całą dobę, co nie uchroniło ich przed widocznym brakiem zatowarowania, którego zapewne przyczyną jest bankructwo. To dowodzi, że tak jak zakazy nie powstrzymają ludzi od kupowanie, tak również możliwość handlowania, robiona bez głowy nie zwiększy obrotów.

Gorzej, że wbrew pozorom, ci co wymyślili ustawę o zakazie handlu w niedzielę, w trosce o dobro sprzedawców, nieświadomie wbili im nóż w plecy. Sklepy chcąc, zaspokoić potrzeby zakupowe klientów i odbić sobie niedzielne straty postanowiły wydłużyć czas otwarcia pozostałe dni tygodnia. Już wiadomo, że będzie to dotyczyć sieci Biedronka (blisko 3.000 placówek w kraju), należącej do Jeronimo Martins Polska. Te dyskonty w piątki i soboty będą czynne przynajmniej do godz. 22:00, a w niektórych lokalizacjach nawet do 23:00. Podobne zamierzają postąpić inne sieci handlowe. Będzie to oznaczać, że sprzedawcy będą tak zmęczeni pracą przed niedzielą, że w święta, nie będą mieli już na nic czasu i ochoty.

W przypadku sieci Biedronka nie będzie tak źle. Spółka poinformowała, że w związku  wydłużeniem godzin funkcjonowania sklepów będzie zatrudniony dodatkowy personel. To bardzo ciekawe, albowiem, do tej pory straszono, że zakaz handlu w niedzielę, doprowadzi do wzrostu bezrobocia. To potwierdza zasadę, że ograniczenia stanowią koło zamachowe zysku, w tym przypadku jest nim wzrost zatrudnienia. Wychodzi na to, że zła ustawa może przynosić korzyści.