Miesięczne archiwum: Maj 2018

Wicepremier Jarosław Gowina poinformował o zaprzestaniu prac rządu nad projektem tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej. To w zasadzie dobra wiadomość, bo  zawarta w dokumencie koncepcja, krzywdziła część poszkodowanych przez nacjonalizacje dokonane przez komunistów.

Projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej został ogłoszony 20 października 2017 r. Wywołał on ogromne kontrowersje, albowiem nie uwzględniał całej grupy właścicieli przedwojennych majątków, którym władze komunistyczne zagrabiły ich własność. Co więcej, zostali oni zrównani w swych prawach z Niemcami i kolaborantami. Z pewnością to słaba koncepcja dla państwa, które chce uchodzi nie tylko za prawe, ale i sprawiedliwe.

Oświadczenie Wicepremiera Jarosława Gowina sprowokowało Polskie Towarzystwo Ziemiańskie do opublikowania stanowiska w sprawie zaniechania realizacji przepisów pozwalających na uczciwą  reprywatyzacje. Organizacja uważa, że wycofanie się z prac nad ustawą cofa Polskę „do roku 2001, gdy weto ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zamroziło temat reprywatyzacji na kolejne 17 lat, dopuszczając – poprzez brak regulacji – do stanu niepewności prawnej”. Jej skutkiem pośrednio była możliwa dzika reprywatyzacja czyli arbitralne decyzje urzędników o zwrocie majątków. Dziwnym trafem nieruchomości przekazywano osobom nieuprawnionym, co teraz stało się pożywką dla Komisji Weryfikacyjnej zorganizowanej przez Sejm.

Moim zdaniem, zaniechanie prac nad projektem tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, biorąc pod uwagę jej patologiczne ułomności, leżące u podstaw jej powstawania, to dobra wiadomość. Jednak z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że to jeszcze bardziej oddala proces uregulowania spraw związanych z komunistyczna nacjonalizacją.

Polskie Towarzystwo Ziemiańskie uważa, że „Państwo Polskie po raz kolejny uchyla się od obowiązku całościowego uregulowania kwestii własnościowych”. Organizacja zwraca się z apelem „do organów władzy o normalizację sytuacji prawnej w taki sposób, aby słuszne roszczenia rzeczywistych spadkobierców mogłyby być procedowane przez sądy i organy administracji z poszanowaniem prawa i interesów wszystkich stron.” Dotyczy to przede wszystkim ujednolicenia oraz odblokowania orzecznictwa i procedur. Polska powinna dążyć choćby do częściowego zadośćuczynienia pokrzywdzonym w wyniku nacjonalizacji, w przeciwnym razie staje dziedzicem całego komunistycznego dorobku.

Agencja Informacyjna w swojej depeszy z 25 maja 2018 roku zauważa, w zasadzie pomijany w dyskursie, aspekt, dotyczący reprywatyzacji, moim zdaniem jednak bardzo ważny: „na nacjonalizacji majątków ziemskich i fabryk, de facto, skorzystały całe pokolenia Polaków. Czy to jednak oznacza, że demokratyczne państwo powinno czuć się komfortowo w roli pasera?” Dla mnie to pytanie ma charakter retoryczny, bo odpowiedź może być tylko jedna: „nie”. Mam jednak wrażenie, że zbyt wielka grupa społeczna skorzystała na nacjonalizacji, dla innych, z kolei, jest to już tylko stan zastany, a elementarne poczucie sprawiedliwości to za mało aby być siłą napędową dla racjonalnych działań zmierzających do naprawienia krzywd. Jeśli moje odczucie jest prawdziwe, to bardzo zła wiadomość dla koncepcji społeczeństwa obywatelskiego, którego nie da się budować bez empatii i szacunku dla własności prywatnej. Dlatego spodziewam się poważnych strat społecznych, których nie da się wyrazić w wartościach finansowych.

Sklepy Żabka i Freshmarket będą otwarte w niedziele z zakazem handlu jako placówki DHL i Poczty Polskiej. Czyżby płaz przechytrzył homo sapiens?

Okazuje się, że sklepy, które, na zasadzie franszyzy, korzystają z logo „Żabka” i „Freshmarket” mogą być otwarte we wszystkie niedziele. Jest to możliwe mimo, że w zeszłym roku weszła ustawa, która, w ciągu trzech lat, zamierza wyeliminować niedzielny handel.

„Żabka” i „Freshmarket” zaczęły pełnić funkcję placówek pocztowych współpracujących z Pocztą Polską i firmą kurierską DHL, a to pozwala aby sklepy mogły być otwarte. Inteligentne rozwiązanie dotyczy blisko 5.000 placówek w Polsce. O skali przedsięwzięcia niech świadczy, fakt, że dla porównania największa sieć dyskontów „Biedronka”, należąca do Jeronimo Martins Polska ma ich około 3.000.

Większość osób jest przekonana, że działanie Żabka Polska to prosta odpowiedź na restrykcyjną ustawę. Okazuje się jednak, że status placówki pocztowej sklepów Żabka wynika z umów zawartych z operatorem pocztowym i funkcjonuje w sieci od 2012 roku, a obecny status wynika bezpośrednio z poszerzonej umowy zawartej z operatorem pocztowym w 2015 roku, a więc jeszcze na dwa lata przed wejściem w życie drakońskiej ustawy zakazującej niedzielnego handlu.

To przypomina losy PKD czyli tak zwanej polskiej klasyfikacji działalności, która muszą deklarować i przestrzegać wszyscy prowadzący działalność gospodarczą. Poszczególne czynności ukryte są pod numeracją, która, nota bene, co kilka lat się zmienia, co oznacza, że i przedsiębiorcy muszą wciąż aktualizować zakresy swojej działalności.

Ważne jest jednak zupełnie co innego, w liście PKD brakuje takiego, wydawałoby się najprostszego, zakresu jak „prowadzenie działalności zarobkowej” rozumianej jako odpłatne zaspakajanie potrzeb klientów. Oznacza to, że według ustawodawcy wszyscy przedsiębiorcy swoją aktywność traktują jako jakąś pasję lub hobby. Tak oczywisty do ogarnięcia umysłowego cel jakim jest „zarabianie pieniędzy” okazuje się nieosiągalny. Tymczasem właśnie taki cel realizuje Żabka Polska, bo właśnie po to przedsiębiorcy podejmują ryzyko związane z prowadzeniem biznesu. Wygląda to tak, że płaz lepiej korzysta z mózgu niż homo sapiens.

 

 

Przed siedmioma wzgórzami i siedmioma morzami było sobie Królestwo Pełnej Szczęśliwości. Państwo było tak bogate, że jego mieszkańcy żyli tylko od święta do święta, a dokładniej ich uwaga skupiała się wyłącznie na celebrowaniu różnych okazji.

Najlepsze co można wymyślić to święta przypadające we wtorek i czwartek. Wówczas wystarczyło wziąć jeszcze urlop na poniedziałek, środę i piątek, aby mieć 9 dni wolnych od pracy! Co za wspaniałość! Wszyscy się tym bardzo cieszyli i kto tylko mógł skwapliwie skorzystał z takiej wspaniałej okazji, zwłaszcza, że nadarzała się ona w maju czyli na wiosnę, która uchodziła, w Królestwie Pełnej Szczęśliwości, za najpiękniejszą porę roku.

Jednak, wbrew pozorom, nie wszyscy byli zadowoleni. Okazało się, że sklepy są zamknięte, ba nawet stoiska na bazarach również. W bankach i urzędach nic nie można było załatwić, bo przecież wszyscy byli zajęci celebracja Wielkiego Weekendu. Nieliczne placówki, które były czynne miały szczątkową obsadę. Pracowali w nich ludzie, którym albo nie przysługiwał urlop albo jakieś inne powody uniemożliwiały im korzystać z dobrodziejstwa Wielkiego Weekendu, więc byli bardzo nieszczęśliwi, a zatem zupełnie nie pasowali do społeczeństwa Królestwa Pełnej Szczęśliwości.

Im dłużej trwał Wielki Weekend było coraz więcej osób niezadowolonych. Ponieważ praktycznie nikt nie pracował, nie miał kto obsługiwać świętujących. Najgorzej było ze służbą zdrowia. Lekarze i pielęgniarki również postanowili korzystać z uroków Wielkiego Weekendu, więc pacjenci i chorzy na 9 dni zostali pozostawieni sami sobie, dyżurnym aptekom i pogotowiu ratunkowemu. Jednak nieliczne punkty farmaceutyczne i lekarze od wypadków nie byli wstanie zastąpić całego sytemu opieki zdrowotnej, który praktycznie zginął na 9 dni, tak jakby został pochłonięty przez Trójkąt Bermudzki. Sytuacji nie mogła uratować wiedza medyczna dostępna w Internecie. To w wielu przypadkach mocno ograniczyło szanse przeżycia wielu osób.

Generalnie większość się tym nie przejmowała, bo w Królestwie Pełnej Szczęśliwości było więcej zdrowych niż chorych. Po Wielkim Weekendzie procentowy udział zdrowych nad chorymi jeszcze bardziej się zwiększył. I do tego nawet nie potrzebna była ustawa proeutanazyjna. To też wprawiło w dobry humor organizacje funduszy emerytalnych, bo w ten sposób zmalała liczna emerytów.

Wielkie Weekendy to naprawdę coś wspaniałego. Nie pracowały fabryki, więc nie truły powietrza i nie zanieczyszczały środowiska. W zasadzie nic nie działało. Przypominało to Ogólnokrólewski Strajk Powszechny.

W poniedziałek po Wielkim Weekendzie wszyscy postanowili nadrobić zaległości całego tygodnia. Okazało się jednak, że ponieważ nikt nic nie produkował sklepy były puste. Urzędy pękały w szwach nie nadążając obsłużyć interesantów. Kolejki do lekarzy wydłużyły się wielokrotnie. Wielu ludzi było też zdziwionych, że mają mniejsze wypłaty za maj niż np. za kwiecień. To były bardzo dziwne zjawiska, których nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego do nich doszło?