Przed siedmioma wzgórzami i siedmioma morzami było sobie Królestwo Pełnej Szczęśliwości. Państwo było tak bogate, że jego mieszkańcy żyli tylko od święta do święta, a dokładniej ich uwaga skupiała się wyłącznie na celebrowaniu różnych okazji.

Najlepsze co można wymyślić to święta przypadające we wtorek i czwartek. Wówczas wystarczyło wziąć jeszcze urlop na poniedziałek, środę i piątek, aby mieć 9 dni wolnych od pracy! Co za wspaniałość! Wszyscy się tym bardzo cieszyli i kto tylko mógł skwapliwie skorzystał z takiej wspaniałej okazji, zwłaszcza, że nadarzała się ona w maju czyli na wiosnę, która uchodziła, w Królestwie Pełnej Szczęśliwości, za najpiękniejszą porę roku.

Jednak, wbrew pozorom, nie wszyscy byli zadowoleni. Okazało się, że sklepy są zamknięte, ba nawet stoiska na bazarach również. W bankach i urzędach nic nie można było załatwić, bo przecież wszyscy byli zajęci celebracja Wielkiego Weekendu. Nieliczne placówki, które były czynne miały szczątkową obsadę. Pracowali w nich ludzie, którym albo nie przysługiwał urlop albo jakieś inne powody uniemożliwiały im korzystać z dobrodziejstwa Wielkiego Weekendu, więc byli bardzo nieszczęśliwi, a zatem zupełnie nie pasowali do społeczeństwa Królestwa Pełnej Szczęśliwości.

Im dłużej trwał Wielki Weekend było coraz więcej osób niezadowolonych. Ponieważ praktycznie nikt nie pracował, nie miał kto obsługiwać świętujących. Najgorzej było ze służbą zdrowia. Lekarze i pielęgniarki również postanowili korzystać z uroków Wielkiego Weekendu, więc pacjenci i chorzy na 9 dni zostali pozostawieni sami sobie, dyżurnym aptekom i pogotowiu ratunkowemu. Jednak nieliczne punkty farmaceutyczne i lekarze od wypadków nie byli wstanie zastąpić całego sytemu opieki zdrowotnej, który praktycznie zginął na 9 dni, tak jakby został pochłonięty przez Trójkąt Bermudzki. Sytuacji nie mogła uratować wiedza medyczna dostępna w Internecie. To w wielu przypadkach mocno ograniczyło szanse przeżycia wielu osób.

Generalnie większość się tym nie przejmowała, bo w Królestwie Pełnej Szczęśliwości było więcej zdrowych niż chorych. Po Wielkim Weekendzie procentowy udział zdrowych nad chorymi jeszcze bardziej się zwiększył. I do tego nawet nie potrzebna była ustawa proeutanazyjna. To też wprawiło w dobry humor organizacje funduszy emerytalnych, bo w ten sposób zmalała liczna emerytów.

Wielkie Weekendy to naprawdę coś wspaniałego. Nie pracowały fabryki, więc nie truły powietrza i nie zanieczyszczały środowiska. W zasadzie nic nie działało. Przypominało to Ogólnokrólewski Strajk Powszechny.

W poniedziałek po Wielkim Weekendzie wszyscy postanowili nadrobić zaległości całego tygodnia. Okazało się jednak, że ponieważ nikt nic nie produkował sklepy były puste. Urzędy pękały w szwach nie nadążając obsłużyć interesantów. Kolejki do lekarzy wydłużyły się wielokrotnie. Wielu ludzi było też zdziwionych, że mają mniejsze wypłaty za maj niż np. za kwiecień. To były bardzo dziwne zjawiska, których nikt nie potrafił wyjaśnić dlaczego do nich doszło?

 

 

Komentarze (9):

  1. Jacek Głowacki

    Upss, wygląda na to że w długi weekend majowy pracował tylko autor artykułu;) I dobrze bo w tych wydłużonych kolejkach nie było by co czytać:)

  2. Globtroter

    Chwała Bogu, że są te długie weekendy, dzięki temu ludzie mogą trochę oderwać się od szalonego pędu, w którym żyją!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.