Miesięczne archiwum: Czerwiec 2018

O założeniu fundacji myślę jeszcze od lat 90. XX wieku. Jednak lektura ustawy, regulującej zasady działania tej formy aktywności, budzi we mnie wiele wątpliwości. Została ona uchwalona jeszcze w czasach PRL, tak aby odpowiadać potrzebom komunistycznych układów. Nic dziwnego, że do tej pory nie podjąłem decyzji o powołaniu fundacji.

Ustawa o fundacjach pochodzi z 6 kwietnia 1984 r. Jest anachroniczna i zupełnie nie przystaje do współczesnych oczekiwań i potrzeb współczesnych fundatorów. W myśl prawa, fundacje w Polsce mają służyć interesom państwa, a nie społeczeństwa. To ustawowe założenie hamuje rozwój mecenatu w Polsce. Fundacje, w warunkach obecnych przepisów, sprawdzają się jedynie jako mniej lub bardziej sformalizowana forma kwestury lub sposób na chronienie majątku.

Rolę fundacji inaczej postrzeli twórcy Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej z 1997 roku, uznając je, w artykule 12, za instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Idei zawartej w ustawie zasadniczej nie przełożono na język praktyki przez ponad 20 lat!. W efekcie  brak konsekwencji w sprawach dotyczących nadzoru na fundacjami, zarządzania funduszami oraz sposobem kontrolowania wydatkowanych środków. Obecnie ani fundator, ani destynariusze, ani służby skarbowe nie dysponują żadną podstawa prawną na jakiej można by określić, jaka część środków włożonych do fundacji może być rozdysponowana na cele związane z jej statutowymi zadaniami, a jaka może być np. wykorzystana na koszty administracyjne czy na wynagrodzenia pracowników? Dlatego też zdarza się, że w niektórych fundacjach nawet 90 procent zgromadzonych funduszy jest konsumowanych przez organizację, a nie przeznaczanych na cele, dla których jest prowadzona działalność. Dotyczy to również bardzo dużych i znanych fundacji.

Ostatnio było głośno fundacjach za sprawą Fundacji Wolni Obywatele RP i Fundacji XX. Czartoryskich. W pierwszym przypadku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, nie zadowolone, z powodów politycznych, z działalnością organizacji, złożyło wniosek o zmianę władz. W drugim przypadku, z nie do końca zrozumiałych powodów, Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił wniosek o likwidację. Obydwie sprawy dobitnie pokazały, w praktyce, ułomność prawa o fundacjach.

Mnie dziwi, że Państwo porządkując finanse, walcząc z optymalizacjami podatkowymi, wyłudzeniami VAT i szarą strefą, tak mało interesuje się tym, aby uporządkować prawo o fundacjach. Powinny istnieć instrumenty pozwalające stwierdzić czy fundacje rzeczywiście działają na rzecz statutowych celów, czy też są jedynie organizacjami wykorzystującymi formułę dla korzyści podatkowych albo akumulacji kapitału poza majątkiem osoby, która chociażby ma długi. Sytuacja fundacji w Polsce nie jest stabilna i zrozumiała, kształtuje ją praktyka, a ta stale się zmienia. To bardzo niekorzystne podstawy aby obywatele o prospołecznych postawach chętnie angażowali się finansowo jako darczyńcy. Najwyższy czas na nowoczesną, czytelną, zrozumiałą ustawę o fundacjach, a w zasadzie o cały pakiet prawa, regulującego działalność fundacji i dających gwarancję bezpieczeństwa dla gromadzonych przez nie środków.

Po zakończeniu roku szkolnego można spodziewać się paraliżu komunikacyjnego na drogach międzymiastowych. Przyczyną jest wzrost liczby pojazdów oraz chęć wakacyjnego wypoczynku, poza stałym miejscem zamieszkania – oto sukcesy programu 500+. Cóż, będzie zapewne gorzej, nie tylko z tego powodu.

W Polsce, aby ułatwić przemieszczanie samochodami wybudowano autostrady (na marginesie najdroższe w Europie). Są to obecnie najbardziej obciążone drogi, mimo że są płatne. Kierowcy ulegają iluzji, że autostradą można przejechać najszybciej. Biorąc pod uwagę, że za taką przyjemność dodatkowo trzeba sowicie zapłacić, rodzi jeszcze większe przekonanie, że będzie miło. I tak przeważnie jest, zwłaszcza zimą, kiedy ruch maleje. Niestety system dróg nie jest zaplanowany na obciążenie wynikające ze wzmożonego ruchu, związanego z wakacyjnymi podróżami. Autostrady zatykają się, jak żyły, z powodu wypadków oraz z powodu bramek, które nie są wstanie podołać zwiększonej liczby kierowców zmuszonych do uiszczania opłaty za przejazd. Powstałe w ten sposób zatory, tak jak przypadku układu krwionośnego, prowadzą do zawału.

Aby uniknąć korków, wywołanych bramkami na których pobierane są opłaty, za rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, postanowiono sponsorować bogatych obywateli, podróżujących autostradami, w taki sposób, że sfinansowano ich wakacyjne przejazdy autostradami. Teraz zapewne będzie podobnie, z tą różnicą, że rządzącą Zjednoczona Prawica będzie chciała ulżyć nie tylko bogaczom, ale również beneficjentom 500+, których status materialny podniósł się na tyle, że mają własne auto i pieniądze na wakacje. Taka ekstrawagancja kosztowała budżet państwa każdego lata 50 mln złotych, to sporo. Jest to więcej niż całoroczny zysk średniej wielkości banku. Kto bogatemu zabroni?!

Cóż…. Sytuacja jest patowa. To prawda. Patowa jest od lat i nic nie wskazuje na to aby coś się miało zmienić. O, przepraszam! Wszystko wskazuje na to, że niebawem zmieni się na gorsze. Może tak się stać z powodu decyzji o przekazaniu obsługi Krajowego Systemu Poboru Opłat do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Do listopada systemem zarządza wyspecjalizowana firma Kapsch. Ktoś jednak wpadł na pomysł, że urzędnicy zrobią to lepiej. Jak to będzie wyglądało? Zostanie ogłoszony przetarg, w wyniku którego zostanie wyłoniona nowa organizacja, która przejmie obowiązki Kapscha. Na tym będzie polegała praca urzędników.

 W wyniku podjętych działań nie zostanie rozwiązany ani problem niedrożności bramek, ani nawet rozwój systemu opłat, ani nawet ujednolicenie sytemu poboru na wszystkich płatnych drogach. Jak to za komuny śpiewał Jan Pietrzak: „ile trzeba zmienić, żeby nic się nie zmieniło?”. Czy aby na pewno komuna została obalona?

Ostatnio wielu liderów odchodzi z powodów biologicznych. Jednak w cale nie tak łatwo o następców. Najlepiej kryzys przywództwa widać w polskich partiach politycznych. Dotyczy on jednak także innych sfer życia społecznego.

Leader czyli po polsku lider to osoba przewodząca, stojąca na czele danej grupy, akceptowana przez innych jak przywódca społeczności, która inni chcą naśladować. Wbrew pozorom mało kto zostaje liderem, mimo, że nawet są specjalne licea i szkoły wyższe kształcące w tym kierunku.

Liderem można zostać samoistnie, albo dzięki inspiracji. Tej drugiej opcji służy Konferencji Młodych Liderów, organizowana już po raz drugi. Jej pomysłodawcą i organizatorem jest Franciszek Sokołowski – uwaga (!) – uczeń liceum ogólnokształcącego! Całe wydarzenie zostało zorganizowana przez uczniów warszawskich liceów. Pierwsza Konferencja zorganizowana rok temu, na Olimpiadzie Projektów Społecznych „Zwolnieni z Teorii”, została uznana  za najlepsze wydarzenie publiczne 2017 r.

Druga edycja Konferencji Młodych Liderów zgromadziła ponad 400 licealistów z całej Polski. Przez dwa dni, młodzież miała okazję poznać i osobiście rozmawiać z uczestnikami życia publicznego czyli ludźmi świata polityki, biznesu, kultury i trzeciego sektora. W konferencji wzięli udział m. in. wicepremier – Jarosław Gowin, były premier i prezes Narodowego Banku Polskiego – Marek Belka, chargé d’affaires Ambasady USA w Polsce John C. Law, dyrektor Banku Światowego na Polskę i Państwa Bałtyckie – Carlos Piñerúa, były ambasador Polski przy ONZ i NATO – Bogusław Winid, Prezes Zarządu Emitel Polska – Andrzej Kozłowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego (PTZ) – Marcin Schrimer, reżyser – Juliusz Machulski czy aktor – Janusz Gajos.

Bardzo ciekawe było wystąpienie Andrzeja Kozłowskiego, który wyjaśniał różnicę pomiędzy liderami i przywódcami oraz znaczenie strategicznego planowania. Miltiades, Temistokles, Nelson Mandela, Napoleon, Wilson Churchill, Otto von Bismarck, Henry Ford – to ludzie, którzy wykazywali cechy przywódcze takie umiejętność, inteligencję,  posiadali wizję, którą pozyskali zwolenników, determinację a przede wszystkim charyzmę. Dla odmiany, dla Prezesa, lider to ktoś, kto działa z pasją, zaangażowaniem, jest konsekwentny w działaniu, troszczy się o ludzi, jest opanowany, kompetentny, posiada autorytet i umiejętność pracy w zespole. Andrzej Kozłowski przypomniał też myśl Henry’ego Forda, który twierdził, że jeżeli istnieje jeden sekret sukcesu zarządzania, jest nim umiejętność przyjmowania cudzego punktu widzenia i patrzenia z tej perspektywy z równą łatwością jak z własnej.

W wystąpieniach przewijała się myśl, że w rozumieniu rzeczywistości i kreowaniu przyszłości pomocna jest znajomość historii. Ten wątek najbliższy był Marcinowi Schrimerowi z racji pełnionej funkcji. Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego oświadczył, że właśnie dlatego reprezentowane przez niego stowarzyszenie dba o kulturę, historię, pielęgnowanie tradycji, integrację środowiska potomków rodów ziemiańskich i propagowanie bliskich im wartości takich jak: odpowiedzialności za kraj, wolności, poczucia godności. Towarzystwo zabiega o to, aby pamiątki dotyczące kultury ziemiańskiej były otoczone właściwą troską. Prezes wskazał, że stare rody są nadal aktywne, przykładem może być postać księcia Jana Lubomirskiego – Lanckorońskiego, który dobrze radzi sobie w świecie biznesu i mógłby być rentierem. Jednak założył Fundację Książąt Lubomirskich, wspierającą rozwój polskiej sztuki, nauki, rozwijającą projekty medyczne i edukacyjne. Podobną aktywność przejawiają też m. in. Maciej Radziwiłł z Fundacji Trzy Trąby. Tak też działają inne organizacje działające dzięki zaangażowaniu polskiej arystokracji takie jak Fundacja XX Czartoryskich, Fundacja Krasickich z Leska czy Fundacja im. Feliksa hr. Sobańskiego.

Przebieg i organizacja Konferencji Młodych Liderów  była, naprawdę, imponująca. Wielu dorosłych organizatorów mogłoby się uczyć od licealistów jak robić to profesjonalnie, co dowodzi, że nie wiek i doświadczenie, ale zaangażowanie,  wyobraźnia i kompetencje są ważniejsze w sprawnej działalności. Młodym liderom, bo jestem pewien, że tacy ludzie właśnie zorganizowali Konferencję, przytoczę zdanie Janusza Korczaka: „dzieci górne miejcie zamiary, dumne miejcie marzenia i dążcie do sławy, coś z tego zawsze się stanie”.

Myślałem, że sytuacja Polskiego Radia i Polskiej Telewizji czyli tzw. mediów publicznych jakoś się ustabilizowała. Czy rzeczywiście?

Jacek Kurski zastał Telewizję Polską w opłakanym stanie. W każdym razie, w gorszym niż ekipa, która w tym samym czasie przejęła stery w Polskim Radiu. Nie obyło się bez wstrząsów, włącznie z odwołaniem Prezesa, które jak się szybko okazało nie było odwołaniem, co bardzo dowcipnie, choć oczywiście w krzywym zwierciadle, zostało skomentowane w serialu satyrycznym Roberta GórskiegoUcho Prezesa”. Potem jeszcze były hece z Krajowym Festiwalem Piosenki Polskiej w Opolu. Później jednak już nie tylko najwyższa oglądalność TVP w Sylwestra, ale również kilka strategicznych decyzji, jak pełne determinacji zaangażowanie się w sport oraz seriale telewizyjne takie jak „Korona Królów” sprawiły, że tzw. oglądalność Telewizji Polskiej zaczęła się poprawiać. Można powiedzieć, że TVP pod wodzą Jacka Kurskiego zaczęła sobie radzić.

Dużo gorzej wygląda sytuacja w Polskim Radiu, które, stale, od ponad dwóch lat, traci kolejnych słuchaczy. Jest to z pewnością równia pochyła. Niektórzy, jak na przykład Tomasz Wybranowski – radiowiec z Irlandii, czy Max Kolonko – dziennikarz ze Stanów Zjednoczonych, obawiają się, że strat tych można już nie odrobić. Jedną z przyczyn trudnej sytuacji są mające wpływy finansowe z abonamentu. Deficytu nie są w stanie zrekompensować przychody, głównie z emisji reklam. Porównywanie sukcesów Telewizji Polskiej z Polskim Radiem jest jednak trochę bałamutne. TVP udało się pozyskać w ubiegłym roku 800 milionów pożyczki. PR nie otrzymało takiego wsparcia finansowego.

Jednocześnie trzeba przyznać, że Prezes Jacek Kurski ciągle ma pod górę. Dopiero teraz Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło kontrolę w TVP i stwierdziło, że w badanym zakresie nie wykryto nieprawidłowości. Wspomniałem już o hucpie związaną z Festiwalem w Opolu w ubiegłym roku. Okazuje się, że były zakusy, aby podobnie stało się teraz. Tym razem jednak atak przyszedł ze strony środowisk prawicowych.

Polskie Radio i Telewizja Polska to dobra ogólnonarodowe i nie tylko powinny takimi pozostać, ale również cieszyć słuchaczy i telewidzów. Dziś TVP i PR (oraz Polska Agencja Prasowa) stanowią część infrastruktury takiej samej jak drogi, łączność, wodociągi, kanalizacja. Należy też pamiętać o zasobach archiwalnych, które stanowią wielką skarbnicę polskiej kultury XX wieku. Wydaje się uzasadnione i konieczne aby media publiczne dalej prosperowały. Pytanie jak to zagwarantować?

Jarosław Sellin – Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego zapowiedział finansowanie mediów publicznych z budżetu. Generalnie świadczy to o kompromitacji Rady, której członkowie cierpliwie od ponad dwóch lat pobierają co miesiąc ministerialne wynagrodzenia, a nie potrafią zaproponować prostej ustawy, dotyczącej racjonalnego poboru abonamentu, choć, ponoć projekt był już od dawna gotowy. Moim zdaniem TVP i PR nie powinny być spółkami akcyjnymi tylko agencjami rządowymi. Te media nie powinny również czerpać profitów z reklam, bo tak rozumiem zapowiedź przejścia radia i telewizji na garnuszek Skarbu Państwa. Jednocześnie należy zauważyć, ze klęska w sprawie ustawy w sprawie abonamentu to również sukces dostawców usług telewizyjnych, którzy nie będą płacić za udostępnianie oferty mediów publicznych widzom i słuchaczom.

Cóż, wydarzenia w mediach publicznych to ciągły serial, przypominający „operę mydlaną”. Zastanawiam się jednak czy widzowie i słuchacze tego na prawdę oczekują?