„Koń, jaki jest, każdy widzi”, albo raczej mu się tak zdaje. Ofiarami tej wiary padli właściciele polskich stadnin koni (Skarb Państwa) oraz uczestnicy legendarnych aukcji w Janowie Podlaskim.

„Czy doszło do manipulowania cen na Pride of Poland?” – zastanawia się Agencja Informacyjna, która dotarła do dokumentów jakie trafiły do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Okazuje się, że niekoniecznie jest tak, że koń jest taki jak się wydaje.

Od kilkunastu lat opinia publiczna była informowana o rekordowych cenach za wylicytowane konie na aukcjach w Janowie Podlaskim – które uchodziły za najważniejsze i najbardziej prestiżowe imprezy końskiego środowiska w Polsce. Nie było jednak wyjaśniane, że zwycięzcy aukcji podpisywali umowy, z których wynikało, że za wylicytowaną wartość kupujący, oprócz konia, otrzymuje dodatkowe profity. Agencja Informacyjna opisuje m. in. „sprzedaż na aukcji klaczy Ejrene ze Stadniny Koni Michałów w roku 2012 za 440.000 euro. Okazuje się, że warunki umowy obejmującej sprzedaż tej klaczy ustalono wcześniej, a w ramach wymienionej kwoty zapewniono także: dzierżawę przez kupca czempionki świata Emandorii, pobranie od niej dwóch zarodków, rezygnację z wszelkich nagród pieniężnych w pokazach płatnych na rzecz dzierżawcy oraz pokrycie innej klaczy, należącej do dzierżawcy najlepszym w tamtym czasie w Michałowie ogierem Ekstern.” Niestety, pozostali uczestnicy aukcji nie wiedzieli o tym, że poza koniem są jeszcze dodatkowe znaczące korzyści. Byli nieświadomymi uczestnikami pewnej gry.

Według dokumentów, do których dotarła Agencja Informacyjna, wynika, że „ceny zarodków od Emandorii oscylowały wokół kilkuset tysięcy euro za jeden, a nagroda za czempionat wygrany w Dubaju to nawet ok. 300.000 euro (klacz Emandoria w marcu 2018, uczestnicząc w płatnym pokazie na Bliskim Wschodzie, wygrała 25.000 euro za I miejsce w klasie i 250.000 za czempionat). Gdy weźmie się pod uwagę te kwoty, cena za Ejrene nie wydaje się już tak imponująca, a można nawet stwierdzić, że była okazyjna”.

Ten proceder mógł być możliwy tylko za wiedzą zarządów stadnin i nadzoru właścicielskiego (Skarb Państwa). Te działania to wielki cios w reputacje aukcji w Janowie Podlaskim. Bardzo nad tym boleję, albowiem polskie konie były przez wiele dziesięcioleci ważnym elementem pozytywnego wizerunku Polski. Tak też pada mit o cudownych rekordach aukcji w Janowie Podlaskim. Jednak ta historia ma jeszcze ciąg dalszy. Okazuje się, że Jerzy Białobok (Stadnina Michałów) i Anna Stojanowska (Agencja Nieruchomości Rolnych), którzy działali w tamtym okresie, przed kilkoma dniami zostali powołani przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi do nowej rady ds. hodowli koni. Mam nadzieję, że to nie jest puenta tej historii.

Zyski i Straty 18-08-23

 

Komentarze (22):

  1. Beta

    Patrząc oczami zwykłego Kowalskiego to przekręt goni przekręt, ale wszyscy też wiemy, że stali klienci, którzy zostawiają systematycznie dużo pieniędzy, dostają spore profity. Dzierżawiona klacz Emandorii nie zarobiłaby nic stojąc w stajni, a tak zadowolone są obie strony.

  2. irek

    Zniszczona Duma Polski. W latach 2011-2015 w Janowie sprzedawano średnio 23 konie za 2,3 mln euro. W 2017 roku 6 koni za 0,4 mln, w ogóle kto wpadł na pomysł, aby odejść od nazwy Pride of Poland? Tego nie rozumiem. Czy tzw. dobra zmiana to szarańcza, która niszczy wszystko na swojej drodze. Poza tym w tej sprawie złożono już zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Ciekawe, kiedy poznamy wyniki?

  3. KarolK

    To wiele wyjaśnia. Zawsze zastanawiałem się jaki wałek się pod tym wszystkim kryje i teraz jest nieco jaśniej Szkoda tylko , że aukcja z wieloletnią tradycją znana na całym świecie jest teraz owiana złą sławą.

  4. Leonardo

    Zniszczono światowa markę znaną na całym świecie teraz nikt tu nie chce przyjerzdżać .Wyniki znamy ostatnie poprostu porażka na całej lini

  5. bm

    Ciekawe czy Ardanowski wiedział o tych praktykach powołując tę dwójkę do końskiej rady? Bo ich powołanie podważyło decyzję Jurgiela. Być może jednak Jurgiel też nie wiedział ich odwołując. No i czy wiedzieli ministrowie skarbu z PO. Sprawa prestiżowo wydaje się kompromitująca. Póki co, wszyscy nabrali wody w usta. Czy konie mnie słyszą?

    1. Rumcajs

      Wychodzi jednak na to, że Jurgiel był mądrzejszy od Ardanowskiego, ten ostatni może się na koniach przejechać……

  6. Monaliza

    Współczuję pozostałym uczestnikom aukcji, którzy nie wiedzieli o zawartych umowach i nie wiedzieli czemu w rzeczywistości służą licytacje.

  7. Yoda

    I co z tego, że tak to sobie wykombinowali, w świat szły wspaniałe wiadomości o nowych rekordach, paśtwo dostawało podatki, co niby teraz jest lepiej?

    1. Trzeźwy

      Chyba zbytnie uproszczenie. Organizacją aukcji zajmowała się firma Polturf, która miała prowizję od wylicytowanych cen, więc im wyższe ceny tym prowizja wyższa. Wszystko byłoby może i OK, gdyby nie to, że licytowane ceny nie obejmowały tylko koni, ale też inne świadczenia, które nie powinny być w ten sposób realizowane.

  8. Piotrek

    Niesamowite jak manipulowano aukcjami. Ciekawe ile budżet państwa stracił na takich transakcjach. A podobno tacy specjaliści zawsze w tej stadninie byli. Najwyższy czas żeby prokuratura dokładnie sprawdziła dokumentację aukcji.

  9. Radek

    Nie powinniśmy się godzić na przekręty. Jednak czy one kogoś dziwią? Każdy coś skubnie. Nawet dziecko, które powie że odrobiło pracę domową, by móc pograć w grę. Rodzic z lenistwa nie sprawdzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.