Miesięczne archiwum: Lipiec 2019

Jeszcze kilkanaście lat temu ci,którzy stracili słuch zmuszeni byli porzucić nadzieję, że kiedykolwiek znów usłyszą. Ale nadzieja wróciła, i to za sprawą prof. Henryka Skarżyńskiego, twórcy Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach pod Warszawą, w którym każdego dnia wielu pacjentów odzyskuje słuch.

To, czego dokonał prof. Henryk Skarżyński wraz ze swoim zespołem budzi podziw i szacunek. Polska otolaryngologia znajduje się dziś na wysokim, światowym poziomie. Lekarze w tysiącach już liczą swoich pacjentów, których udało się wyrwać ze świata ciszy. Wśród nich były też osoby rozkochane w muzyce. Dla nich utrata słuchu była życiową katastrofą.

Kiedy pięć lat temu uczestniczyłem w Międzynarodowym Festiwalu Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”, organizowanym właśnie przez prof. Henryka Skarżyńskiego, sądziłem, że będzie to jednorazowe wydarzenie. Okazało się jednak, że impreza szybko wpisała się w kalendarz kulturalny Warszawy. Właśnie zakończyła się piąta edycja Festiwalu!

Wydarzenie jest wyjątkowe. Występują w nim osoby, które słyszą dzięki skomplikowanym implantom ślimakowym. Podczas koncertów prezentują całe spektrum umiejętności wokalnych i instrumentalnych.Na obecną edycję festiwalu zjechali muzycy z 25 krajów m.in. z Australii, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Gruzji, Rumunii, Rosji, Kolumbii, Danii, Kazachstanu, Hiszpanii czy Filipin.W jury zasiedli m.in. prof. Ryszard Zimak, Vadim Brodski, prof. Jerzy Stuhr, dr Alicja Węgorzewska-Whiskerd i Irena Santor.

Zagranicznymi laureatami jubileuszowej edycji festiwalu „Ślimakowe Rytmy” zostali: grająca na flecie Salome Daghundaridze z Gruzji, grający na fortepianie: Anamaria Stefania Nastase z Rumunii, Abay Nurlanuly z Kazachstanu, Ilona Pashkevich z Rosji, grający na dombrze Nurbol Seydulla z Kazachstanu, grająca na flecie prostym Bettina Gelliner Turner ze Stanów Zjednoczonych, grająca na klarnecie Mireia Pozas Saiz z Hiszpanii, grający na puzonie Alek Mansouri ze Stanów Zjednoczonych i śpiewająca Lova Rose Rohrmann Heick z Danii.

Wśród finalistów znalazł się także Polak, 26-letni wokalista, Paweł Sepioło, który już jako dziecko posiadał ogromny talent muzyczny. Niestety, niespodziewanie stracił słuch. Natychmiastowe leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów, a jedynym rozwiązaniem okazało się wszczepienie implantu słuchowego. Ta procedura medyczna pozwoliła mu kontynuować rozwijanie muzycznych zainteresowań, a jego udział w Festiwalu jest tego świetnym przykładem.

Festiwalowi towarzyszyła konferencja naukowa pt. Muzyka w Rozwoju Słuchowym, która dotyczyła takich tematów jak muzykoterapia i choreoterapii, nowości w leczeniu szumów usznych oraz odbioru muzyki za pośrednictwem implantów. Wzięli w niej udział muzycy, muzykoterapeuci, lekarze m.in. dr Simon Procter, prof. Ryszard Zimak, dr Bogumiła Dziel-Wawrowska, dr Danuta Raj-Koziak i dr Elżbieta Włodarczyk. Uczestnicy festiwalu brali też udział w interaktywnych warsztatach muzykoterapeutycznych i tańca integracyjnego oraz w zajęciach z emisji głosu.

Międzynarodowy Festiwal „Ślimakowe Rytmy” dowodzi, jak skuteczna może być terapia leczenia problemów ze słuchem właśnie dzięki ślimakowym implantom. To nie tylko kwestia przywracania sensu życia pacjentom, ale również ich przepustka do pełnoprawnego udziału w życiu społeczeństwa. Otolaryngologia ma więc również wymiar ekonomiczny.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Jeszcze niedawno wydawało się, że nowa matryca stawek VAT planowana przez Ministerstwo Finansów, został odłożona ad acta. Projekt pod hasłem „upraszczania podatków” w rzeczywistości miał je skomplikować. Minęły wybory do Parlamentu Europejskiego, zaczął się sezon „ogórkowy”, więc posłowie zamiast oddać się „kanikule” postanowili zająć się, nagle, zarzuconą koncepcją komplikowania skomplikowanych spraw podatkowych..

W nowej matrycy VAT emocje budzą głównie sprawy dotyczące opodatkowania soków, napojów i nektarów. Definicję tych produktów i ich klasyfikację wprowadza Unia Europejska. Klasyfikacja nie jest jednak adekwatna do produktów obecnych na polskim rynku. Np. w większości krajów napoje zawierają poniżej 10 proc. soku, podczas gdy w Polsce jest to 20 proc. lub więcej. Oznacza to, że rodzime napoje są bardziej wartościowe, a w związku z tym są droższe. Teraz mają być za to karane.

Co prawda, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin, twierdzi, że „posłowie Prawa i Sprawiedliwości zgłoszą taką poprawkę, która spowoduje, że wszystkie napoje owocowe, pochodzące z polskich owoców, będą objęte niższą stawką VAT-u.” Jednak Ministerstwo Finansów w tej sprawie ma inny pogląd: „VAT na napoje, które mają do 20 proc. wkładu owocowego nie wzrośnie, bowiem już dziś są one opodatkowane najwyższą stawką i stawka ta zostanie utrzymana. Wzrośnie natomiast stawka VAT na napoje, które co prawda zawierają powyżej 20 proc. wkładu owocowego, ale mniej niż określono w „dyrektywie sokowej” dla nektarów. Tak więc napój porzeczkowy o zawartości soku w wysokości np. 23 proc. czy 24 proc. będzie opodatkowany podstawową 23-proc. stawką (wobec 5 proc. obecnie). Natomiast „napój porzeczkowy”, który ma w swoim składzie 25 proc. zawartości owoców może być „nektarem porzeczkowym” podlegającym 5-proc. stawce VAT” – Donosi portal forsal.pl.

Cóż, takie działanie wygląda na jakąś dziwną logikę, która może spowodować poważne zaburzenia na rynku napojów, czego konsekwencją będzie zapewne znaczące pogorszenie sytuacji sadowników. Dla części z nich może to nawet oznaczać koniec ich działalności. Czy to jest rzeczywiście to, o co chodzi partii rządzącej?

Trudno mi pojąć intencje resortu. Rozumiem, że chodzi o zwiększenie przychodów dla Skarbu Państwa i może w tym ukryta jest jakaś polityka prozdrowotna? Raczej tak nie jest, skoro pomysłodawcy ustawy planują jednocześnie obniżyć VAT na „żywność śmieciową” czyli chipsy, słodycze, wafle, owoce tropikalne i cytrusowe.

Gdyby Ministerstwu Finansów zależało na porządkowaniu spraw związanych z VAT to, zamiast ulegać lobbingowi dziwnych grup interesów, zainteresowałoby się podatkiem akcyzowym alkoholi. Mało kto wie, ale podatki na wódki, wina, a nawet cydr są uzależnione od zawartego procentowego udziału w nim alkoholu. W przypadku piwa, które też zawiera alkohol, często o wysokiej zawartości, o podatku decyduje ilość ekstraktu. Taką zasadę wymyślono w czasach słusznie minionych, w stanie wojennym, za panowania gen. Wojciecha Jaruzelskiego i tutaj nic nikomu nie przeszkadza? Co najmniej dziwne. Według mnie Ministerstwo Finansów szuka dodatkowych przychodów dla Skarbu Państwa nie tam gdzie trzeba i niestety obawiam się, że robi to świadomie. Czyżby hodowało nowe tematy dla sejmowych komisji śledczych w następnej kadencji?

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu