Archiwum kategorii: Bez kategorii

Jestem fanem patriotyzmu gospodarczego polegającego na dobrowolnej, świadomej konsumpcji. Oznacza to, że klienci rozumieją, że kupując polskie produkty wspierają krajowe przedsiębiorstwa, a w konsekwencji budują dobrobyt ojczyzny. Niektórzy jednak rozumieją to w zbyt uproszczony sposób.

Przykładem niezrozumienia co to jest patriotyzm konsumencki oraz przekroczeniem uprawnień jest tzw. „lista wstydu” opublikowana na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Znalazły się na niej zakłady importujące mleko. Wywołało to oburzenie mediów i branży spożywczej, albowiem jest to bezprawna stygmatyzacja, legalnie i zgodnie z normami i przepisami działających, wybranych podmiotów gospodarczych i dziwię się, że tą sprawą nie zajął się jeszcze Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Wyolbrzymiona przez MRiRW sprawa dotyczy importu poniżej 1 proc. prowadzonego w pierwszym kwartale 2020 roku w Polsce skupu mleka, a więc zupełnego marginesu. Co więcej tzw. „lista wstydu”, a może raczej „lista głupoty” (?) została sporządzona na podstawie zestawieniem zgłoszeń o „przybyciu mleka” do przedsiębiorstw spożywczych, a nie jego zakupie. Część zakładów mleczarskich zgłosiła jedynie przybycie mleka, natomiast go nie kupiła, albowiem zajęła się jedynie przetworzeniem surowca dla zagranicznych zleceniodawców, którym dostarczono gotowy produkt. W ten sposób przedsiębiorstwa wykorzystują wolne moce przerobowe.

W sprawie listy MRiRW stanowisko zajął również Instytut Biznesu w wydanym przez siebie stanowisku. Cały tekst dostępny jest pod linkiem: https://instytutbiznesu.com.pl/wp-content/uploads/2020/05/IB-20-05-21-Stanowisko-ws.-publikacji-Ministerstwa-Rolnictwa-i-Rozwoju-Wsi-dot.-rynku-mleka.pdf Podczas lektury dokumentu zaskoczyło mnie, że import dotyczy mleka ekologicznego, którego na polskim rynku po prostu brakuje. „W kraju rośnie zapotrzebowanie na ekologiczne produkty mleczarskie przy jednoczesnym deficycie tego mleka u krajowych producentów, w związku z tym niektórzy przedsiębiorcy decydują się na sprowadzenie ekosurowca z zagranicy.” Jestem bardzo zdumiony tym, że Polska, która uchodzi za kraj rolniczy i która szczyci się bardzo wysoka jakością żywności, ma tak znikomą produkcję mleka ekologicznego.

Opublikowana przez MRiRW lista odbiera urzędowi powagę, udowadnia brak profesjonalnego podejścia do zagadnienia, które podejmuje i szkodzi gospodarce, ponieważ, zamiast wspierać, napiętnuje polskie zakłady mleczarskie, które działają legalnie, odprowadzą należne daniny i tworzą miejsca pracy. Działalność resortu może to zepsuć w ten sposób, że poddane napiętnowaniu przedsiębiorstwa, zmniejszą produkcję, zwolnią pracowników i przestaną płacić podatki. Czy wówczas Ministerstwo będzie dumne ze swojej działalności? Będzie to zysk czy strata? Patriotyzm gospodarczy jest ważny, nie może być jednak ani ślepy, ani głupi.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

„Szczepić się czy się nie szczepić?” –Oto jest pytanie. Na razie nie ma żadnej szczepionki na koronawirusa SARS-CoV-2, więc może pytanie jest bezzasadne, ale istnieje wiele szczepionek na inne bakcyle!

Zdaniem prof. dr hab. n. med. Ernesta Kuchara, który jest Przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Wakcynologii świadomość Polaków w zakresie szczepień ochronnych na tle Europy, w porównaniu z krajami Europy Zachodniej jest niższa, ponieważ w Polsce cały czas mamy do czynienia z rentą po czasach komunizmu, kiedy to szczepienia były obowiązkowe. Polacy nie podejmowali samodzielnie decyzji o szczepieniach tylko byli do nich zmuszani. Wówczas wyszczepialność była bardzo wysoka, osiągała poziom 95 – 99 procent. Stąd szerzenie świadomości potrzeby szczepień nie było konieczne i zostało zaniedbane”.

Z jednej strony sens i istota szczepień jest w Polsce mało znana, z drugiej strony rośnie ruch antyszczepionkowy. Dla mnie opór przed obowiązkowymi czy przymusowymi szczepieniami jest o tyle zrozumiały, że odpowiedzialność za skutki tego typu profilaktyki spoczywają na pacjencie. To oczywista nie uczciwość państwa, które wymusza i ma roszczenia z tytułu szczepień, ale nie poczuwa się do obowiązków wynikających z ewentualnych negatywnych skutków wynikających ze stosowanego przymusu.

Niezależnie od tego, wiele przemawia za szczepieniami, choć z drugiej strony nie wszystko jest jasne, biorąc pod uwagę, że nic nie zastąpi higieny. Widać to chociażby na przykładzie aktualnej pandemii, w przypadku której nie ma szczepionki. Jedynym orężem w w walce jest higiena!

Oprócz mutującego wirusa grypy i koronawirusa SARS-CoV-2 są też bakterie. Na przykład  pneumokoki (streptococcus pneumoniae – dwoinki zapalenia płuc), które rocznie powodują około 14.500.000 zachorowań oraz 800.000 zgonów u dzieci poniżej 5. roku życia. Z tego też powodu panuje przekonanie, że dorośli nie mogą zakazić się tą bakterią, co niestety nie jest prawdą. Choroba pneumokokowa jest również przyczyną prowadzących do śmierci powikłań u pacjentów w każdym wieku, a w podwyższonej grupie ryzyka znajdują się seniorzy i osoby przewlekle chore.

Polski program szczepień nie nadąża za zmianami demograficznymi. Kończy się on w 19 roku życia. Na świecie pojawił się trend, aby profilaktyka szczepienna obejmowała również dorosłych. Wydaje się to rozsądne, ponieważ profilaktyka, co do zasady, zawsze jest tańsza od leczenia, a to oznacza zysk. Warto też pamiętać, że dotyczy on osób, które w ten sposób nie staną się pacjentami oraz koncernów farmaceutycznych, które czerpią z tego zyski i odciążania służby zdrowia, której zasoby można skierować na pomoc chorym na inne choroby.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polskim pacjentom grozi bardzo utrudniony dostęp do opieki farmaceutycznej i leków. Wynika to z niezrozumiałej i ryzykownej polityki dla krajowego systemu opieki zdrowotnej prowadzonej przez Naczelną Izbę Aptekarską, której podstawowym zadaniem powinno być zapewnienie wszystkim polskim farmaceutom jak najlepszych warunków pracy. Tylko w takiej sytuacji pacjenci będą mogli czuć się bezpiecznie, a leków i opieki farmaceutycznej im nie zabraknie.

Negatywne skutki działalności samorządu aptekarskiego są już teraz bardzo widoczne. Sytuacja pogarsza się od lat. W Polsce spada liczba aptek. To zła tendencja w sytuacji starzejącego się społeczeństwa, które potrzebuje większej ochrony farmaceutycznej. Od października 2017 roku liczba aptek w całym kraju zmniejszyła się o około 1.200. Likwidacja placówek farmaceutycznych w największym stopniu dotknęła obszarów wiejskich, gdzie dostęp do usług medycznych zwykle i tak jest bardzo utrudniony.

Dla absolwentów szkół średnich farmacja przestaje być atrakcyjnym kierunkiem studiów. To kolejny zawód medyczny, obok lekarzy i pielęgniarek, w którym grożą poważne braki kadrowe. Powód jest bardzo prosty – w tej chwili możliwości rozwoju po uzyskaniu dyplomu farmaceuty i wykonywania zawodu są coraz bardziej ograniczane przez samorząd aptekarski i przede wszystkim sprowadzają rolę farmaceutów do funkcji sprzedawców w aptekach. W 2020 roku sytuacja na rynku aptek może stać się jeszcze trudniejsza, ponieważ podczas styczniowego Krajowego Zjazdu Aptekarzy została przyjęta kontrowersyjna uchwała, na mocy której farmaceuta nie daje rękojmi należytego prowadzenia apteki, jeżeli przystąpi do sieci franczyzowej.

Skoro liczba aptek się zmniejsza, a farmaceutów brakuje, to dlaczego samorząd pozbawia ich możliwości decydowania o przyszłości, tym bardziej, że niewielu młodych ludzi stać na otwarcie, tak zwanej niezależnej apteki, bez wsparcia finansowego – a takie dają właśnie sieci franczyzowe? Farmaceuci prowadzący niezależne apteki i te zrzeszone w sieci skończyli taki sam kierunek studiów – dlaczego tylko jeden z nich, według samorządu, wie jak rzetelnie wykonywać zawód?

Wojewódzki lub Główny Inspektorat Farmaceutyczny mogą z łatwością wstrzymać pozwolenie na prowadzenie pierwszej apteki, jeżeli farmaceuci współpracują z innym podmiotem, m.in. na podstawie wspominanej wcześniej umowy franczyzy. To jawna dyskryminacja farmaceutów, którzy chcą być również przedsiębiorcami, ale ich samorząd, który powinien działać w interesie wszystkich swoich członków, im tego zabrania i pozbawia ich możliwości decydowania o zawodowej przyszłości i wyborze rodzaju działalności.

Uchwała prowadzi do zmniejszenia konkurencji między aptekami w obszarze cen czy dostępności leków dla pacjentów. Z punktu widzenia pacjentów zdrowa konkurencja na rynku aptek jest konieczna do zachowania równowagi rynkowej różnorodności.

W polskim systemie opieki zdrowotnej brakuje lekarzy i pielęgniarki. Zamiast korzystać z wiedzy i doświadczenia farmaceutów i wzmocnić ich rolę w opiece medycznej nad pacjentem – samorząd ogranicza ich rolę.

Franczyza to jeden z podstawowych sposobów rozwijania działalności gospodarczej przez małych polskich przedsiębiorców, którzy w ten sposób zyskują dostęp do finansowania, nowoczesnych rozwiązań technologicznych wsparcie dużej organizacji, szkolenia i rozpoznawalną markę. Z tych powodów franczyza od lat cieszy się dużą popularnością także na bardzo konkurencyjnym rynku aptecznym.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Dowiedziałem się o wstrząsającej rzeczy. Otóż okazuje się, że Ministerstwo Cyfryzacji rządu Rzeczpospolitej Polskiej domaga się dyskryminacji ze względu na zaawansowanie technologiczne.

Chodzi o promocję aplikacji ProgteGO. Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Cyfryzacji osoby, które nie będą miały zainstalowanego tego oprogramowania w swoim smarfonie, mają być dyskryminowane w przestrzeni publicznej m. in. w tzw. galeriach handlowych. W ten sposób władza chce przymusić Polaków do korzystania z aplikacji ProteGO Safe, pod pretekstem śledzenia rozprzestrzenianie się COVID-19. Na stronie internetowej Ministerstwa Cyfryzacji powyższa rekomendacja już zniknęła, jednak to, że w ogóle miała miejsce budzi już nie moje zaniepokojenie, ale PRZERAŻENIE. Powyższa intencja wskazuje, że w resorcie są ludzie, którzy są ogarnięci rządzą powszechnego kontrolowania Polaków oraz pozbawieni wyobrazi, zauroczeni rozwiązaniami stosowanymi w komunistycznych Chinach czyli państwie, które demonstruje i stosuje totalną pogardę dla człowieka i jego praw podstawowych.

Obecnie na stronach Ministerstwa Cyfryzacji można przeczytać „Jeśli nie będziecie korzystali z aplikacji ProteGO Safe spokojnie wejdziecie do galerii handlowej i zrobicie zakupy na takich samych warunkach jak wszyscy inni.” To również dowód na wcześniejsze zakusy, albowiem z tekst nadal promuje aplikacje, mimo, że formalnie wskazuje, że nie jest ona już wymagana, to jednak jest rekomendowana. „Im więcej osób będzie z niej korzystać, tym szybciej i skuteczniej ograniczymy tempo i zasięg rozprzestrzeniania się koronawirusa.” – Przekonują na rządowej witrynie.

Powstanie aplikacji ProteGo Safe zostało sfinansowane z pieniędzy polskiego podatnika. Może ona, poprzez rejestrowanie „cyfrowych spotkań” smartfonów, monitorować i informować jej użytkowników kto jest zarażony wirusem i czy użytkownik mógł mieć z taką osobą kontakt. W sytuacji, gdy osoba, z którą miało się kontakt zachoruje, otrzyma ostrzeżenie. Idea Ministerstwa Cyfryzacji polegała na tym, aby ludzie, którzy posiadają tę aplikację mogli korzystać ze szczególnych przywilejów w przestrzeni publicznej, m. in. w galeriach handlowych. To się niczym nie różni od pomysłu stygmatyzowania, na który wpadł starosta powiatu wysokomazowieckiego na Podlasiu Bogdan Zieliński z PiS. Zamierzał on oznaczać domy i wejścia do mieszkań osób zakażonych koronawirusem.

W pomyśle Ministerstwa Cyfryzacji jest też widoczny brak wyobraźni i ignorancja. Otóż, posiadanie lub nie posiadanie smartfona jest, póki co, dobrowolną sprawą każdego Polaka. Do czasu pomysłu resortu nie było oczekiwania wymagania posiadania takiego urządzenia. To bardzo istotne, albowiem co do zasady wszystkie smartfony służą, pomijając korzyści dla użytkowników, przede wszystkim zbieraniu danych o ludziach, ich preferencjach i ich inwigilacja. Smarfony są urządzeniami kosztownymi, a zatem pomysł Ministerstwa Cyfryzacji to również segregacja społeczna na tych bogatych, których stać na najnowsze rozwiązania technologiczne i tych, których na to nie stać, głównie osoby starsze. Dyskryminacja dotyczy też użytkowników iPhone’ów, na których nie można zainstalować feralnej aplikacji. Jest jeszcze gorzej w Ministerstwie Cyfryzacji zrodziła się koncepcja przymuszenia ludzi, do zakupu urządzeń, których nie potrzebują.

Jest tylko jedno słowo, które to podsumowuje: HAŃBA.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Wszystko zostało zdominowane przez pandemię. Wydawać by się mogło, że pewne sfery życia zamarły lub stały się nie istotne w obliczu widma wirusa COVID-19. Tym czasem życie toczy się dalej w obliczu pandemii i to ona odciska swój ślad na wszelakich działaniach.

Właśnie ukazał się 44 już Raport CSR czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. Wśród wyróżnionych znalazły się organizacje, które zaangażowały się w w walkę z pandemia koronawirusa. Nagrodzono sieć sklepów Żabka za pomoc o wartości blisko 9.000.000 zł, jaka  została przekazana na walkę z COVID-19. Środki finansowe zostały przeznaczone na wsparcie instytucji wskazanych przez Ministerstwo Zdrowia, zakup testów diagnostycznych, a także, dzięki ogromnemu zaangażowaniu klientów, na pomoc 16 regionalnym szpitalom zakaźnym. Żabka, w odpowiedzi na rosnące zagrożenie, przeorganizowała też pracę swoich sklepów, by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo pracownikom i klientom. Umożliwia także klientom zakup maseczek ochronnych w najniższej cenie na rynku, która wynika z całkowitej rezygnacji z zysku przez przedsiębiorstwo i jej franczyzobiorców.

Innym nagrodzonym przedsiębiorstwem jest  Huawei, które, jako jedno z pierwszych w Polsce, zareagowało na niepokojące doniesienia z Chin i wdrożyło specjalne zasady pracy, aby zminimalizować ryzyko zakażeń. Zorganizowano m. in. własny transport zbiorowy dla pracowników i wprowadzono funkcje health managera, który codziennie przeprowadza wywiady w grupie przydzielonych mu pracowników, m. in. mierzy temperaturę, pyta o samopoczucie. Huawei dodatkowo zaangażował się w pomoc lokalnym służbom medycznym. Przedsiębiorstwo przekazała 20.000 masek ochronnych do Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Redakcja Raportu CSR postanowiła wyjątkowo o wyróżnieniu Caritas Polska. Ta największa organizacja pomocowa w kraju, w ramach kampanii #PomocDlaSeniora oraz #WdzięczniMedykom, zgromadziła już ponad 20.000.000 zł. Pieniądze są sukcesywnie przeznaczane na pomoc dla seniorów, bezdomnych i chorych, a także na zakup respiratorów i najbardziej potrzebnego wyposażenia dla polskich szpitali.

Raport CSR jest pierwszym tak poważnym projektem wydawniczy w Polsce, którego misją jest promowanie najważniejszych i najciekawszych działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Co 3 miesiące Redakcja portalu RaportCSR.pl przygotowuje podsumowanie wydarzeń i nagradza wyróżniające się podmioty. Partnerami RaportuCSR.pl są Agencja Informacyjna ISBnews, Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” i serwis Kurier365.pl.

W każdej edycji Raportu CSR wybierane są projekty z zakresu CSR, które wyróżniły się pod względem oryginalności, siły oddziaływania i spójności z polityką oraz strategią firm lub instytucji, które je realizują. W poprzednich edycjach wyróżnieni zostali m.in. PKN Orlen, Maspex, Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, PKP Cargo, Fundacja OnkoCafe wraz z firmą Novartis, Fundacja PGNiG im. Ignacego Łukaszewicza, KGHM Polska Miedź, PKP Energetyka, Grupa Ferrero oraz spółka Emitel.

Praktycznie cały 44 Raport CSR został poświęcony walce polskiego biznesu z koronawirusem COWID-19. Poza informacjami o nagrodzony zawiera wiele ciekawych tekstów m. in. komentarz Andrzeja Malinowskiego, prezydenta Pracodawców RP, który przywołując inicjatywy m. in. sieci Aptek Gemini, CTL Logistics, PKP Energetyka czy Vaping Association Polska. Zaprezentowano także przykłady inicjatyw skierowanych do przedsiębiorców, w tym Krajowej Izby Gospodarczej, która jest organizatorem kampanii „Nie pozwolę ci się zamknąć”. Opisano też o działaniach służb medycznych, o tym jak sobie radzą lekarze z ogólnopolskich klinik Diaverum oraz jakie podjęto w nich działania, aby zapewnić będącym w grupie podwyższonego ryzyka pacjentom bezpieczeństwo i wsparcie ze strony personelu, a także o innowacyjnych działaniach sieci Lux Med, które umożliwiają skuteczne realizowanie potrzeb pacjentów w tym trudnym. Cały Raport można pobrać ze strony https://raportcsr.pl/raport-csr/ . Z lektury 44 Raportu CSR wynika, że idea społecznej odpowiedzialność biznesu jest bardzo przydatna na takie ekstremalne sytuacje i sprawdza się w praktyce, ato przecież najważniejsze.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Gdyby nie miliony cierpiących pacjentów oraz setki tysięcy zmarłych i największa od 100 lat recesja gospodarcza uważałbym pandemię za błogosławieństwo.

Epidemia koronawirusu spowodowało to czego mimo nawoływać ekologów, wielu konferencji polityków i dyplomatów na całym świecie nie potrafiło uczynić. Otóż na naszych oczach konsumpcja energii, przede wszystkim ropy naftowej, gwałtownie się skurczyła co błyskawicznie korzystnie wpłynęło na środowisko. Przy okazji cena płynnej energii osiągnęła rekordowe niskie ceny.

Wyhamowała też bezmyślna konsumpcja. Ludzie przestali wydawać pieniądze na rzeczy, których nie potrzebują, bo zamknięto sklepy, restauracje i bary a także zabroniono się im przemieszczać. Wydało się jak wiele niepotrzebnych potrzeb zaspokajają konsumenci pod wpływem reklam.

Zaistniała sytuacja bardzo mi pasuje. Nie ma kolejek w sklepach. Nie ma korków na ulicach. Jest mnóstwo wolnych miejsc na parkingach. Już nikt nigdzie się nie spieszy. Naprawdę to mi się bardzo podoba!

Odżyła przyroda. Jak tylko zamarł ruch zwierzęta ciekawie zajrzały do miast. Okazało się, że to teraz ludzie siedzą w klatkach, a zwiedzającymi są czworonogi. To bardzo pouczające. Inny przykład to niespodziewane oczyszczenie wody w Wenecji, ale jak należy się domyślać nie tylko tam. To tylko symptomy tego co się dzieje, kiedy największy szkodnik na Ziemi został sparaliżowany.

Świat zwolnił i okazało się, że był to szaleńczy pęd bez sensu, oczywiście w imię rosnącej konsumpcji ponieważ ona napędzała zysk, skrywany pod maską źle rozumianego postępu. Ten zysk był jednak stratą. Dobrze by było, żeby cywilizacja potrafiła się opamiętać i wyciągnąć wnioski z lekcji jaką dostała od pandemii.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Wszyscy żyją  najnowszym chińskim wynalazkiem ukrytym pod nazwą COVID-19, z którego „atrakcji” skorzystało już kilkaset tysięcy pacjentów. W tym samym czasie niepostrzeżenie na popularności zyskuje inna nowinka z Państwa Środka o wdzięcznej nazwie TikTok, który „zainfekował” już półtora miliarda ludzi na całym świecie.

TikTok to aplikacja mobilna umożliwiająca tworzenie i udostępnianie bardzo krótkich materiałów wideo. Zdecydowana większość treści jest co najmniej durna i polega na robieniu, jak to się mówi „beki”. Co do zasady portal społeczności owy lansuje głupotę, a w zasadzie organizuje światową rywalizację w wulgarności i prymitywizmie. Najwięcej użytkowników jest w wieku 13-25 lat. Przerażające jest to, że to właśnie TikTok obecnie wyznacza trendy lansu i kształtuje gusta młodych ludzi.

Filozofia TikTok polega „tl;dr” – „too long; didn’t read” co po polsku oznacza “za długie, nie przeczytałem”. Filmiki, które można zamieszczać na portalu trwają przeważnie od 15 sekund do minuty. Większościowym właścicielem jest ByteDance, chińskie przedsiębiorstwo praktycznie nie znane poza granicami Państwa Środka, ale wyceniane na 75 miliardów dolarów, co sprawia, ze jest warte tyle co inne światowe organizacje internetowe takie jak Google, Apple czy Facebook.

Ciekawostką jest, że TikTok w samych Chinach znany jest jako Douyin. Jednak to tylko pozór, bo zupełnie inne zasady obowiązują użytkowników w Państwie Środka, a inne w innych krajach. W debacie publicznej prowadzonej w niektórych krajach (m. in. Chinach i Indiach) wyrażane są opinie, wedle których aplikacja przyczynia się do upowszechniania treści bezprawnych, jak np. pornografia. Dostęp do TikTok został zablokowany w Indonezji (w lipcu 2018), Bangladeszu (w listopadzie 2018) oraz Indiach (w kwietniu 2019). Amerykańscy i Australijscy żołnierze mają zakaz używania aplikacji na swoich telefonach służbowych.

Z jednej strony TikTOk jest krytykowany za nieprzestrzeganie praw autorskich. Jednak z drugiej strony portal ma podpisane umowy z wielkimi wytwórniami fonograficznymi i dzięki temu może wykorzystywać fragmenty piosenek, które w ten sposób bardzo zyskują na popularności. To ostatecznie przekłada się na zyski koncernów muzycznych. Wiemy już kto zyskuje na TikToku, a kto traci? Młodzi ludzie, których system wartości się degeneruje.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Opozycja nie może doczekać się nadejścia koronawirusa  COVID-19 do Polski. Według planów ma on być tak fetowany jak powrót Donalda Tuska i zmieść Zjednoczoną Prawicę ze sceny politycznej.

Wygląda na to, że cały dyskurs przeniósł się na płaszczyznę epidemiologiczną. Najlepszą ilustracją jest walka „łokcia” (Marszałek Stanisław Karczewski – PiS) z „kciukiem” (Marszałek Tomasz Grodzki – PO) – obydwaj lekarze. Doszło do tego, że najtęższe głowy zastanawiają się jak myć ręce, aby je umyć? Czy rzeczywiście politycy mają szansę umyć ręce? Dopóki nie ma stwierdzonych przypadków koronawirusa COVID-19 wygrywają rządzący, a jak się pojawi to kto wygra wybory prezydenckie? Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna, Teraz, SLD) stwierdziła expresis werbis, że to ta epidemia to prezent poniżej pasa dla Prezydenta Andrzeja Dudy. Wygląda na to, że PiS już w listopadzie 2019 wywołał epidemię w Chinach, aby mieć jakieś pomysły na kompanie wyborczą w 2020 roku. Przypuszczam, że Pani Poseł przecenia możliwości Zjednoczonej Prawicy oraz własne możliwości intelektualne.

Hece polityczne już od dawna przypominają harce pawianów w ogrodzie zoologicznym, więc nic w tym dziwnego. Ciekawsza jest sprawa masek chirurgicznych, których w Polsce brakuje, a na allegro ich ceny osiągają absurdalne ceny. Ponoć są one nieskuteczne w ochronie przed zakażeniem. Dlatego Polska część ich produkcji eksportuje do Chin, bo tam ich stosowanie okazuje pomocne, a kto się pojawi na ulicy bez maski jest natychmiast aresztowany. Żeby było ciekawie, w przychodni, którą odwiedziłem bezpłatnie wręczono mi ich garść. Mało tego mój znajomy zaproponował mi sprzedaż 8 milionów sztuk masek chirurgicznych. Nie komentuję tego, bo już to co napisałem dowodzi obłędu w jakim się znajdujemy.

Zjawisko koronawirusa to przykład zarządzania strachem. Tak budzi się sensację i zmusza do uległości. Warto zauważyć, że choroba jest mniej śmiertelna niż grypa, a ta ostania nikogo nie przeraża. Koronawirus ma okres inkubacji około dwóch tygodni i to jest najtrudniejsze w hamowaniu jego rozprzestrzeniania się. W praktyce identyfikuje się tylko najcięższe przypadki, a prawdopodobnie wiele nie jest identyfikowanych ze względu na łagodne objawy. Być może największym, bo zupełnie nieprzewidywalnym zagrożeniem jest mutacja koronawirusa, z której nie wiadomo co sie może urodzić.

Koronawirus COVID-19 to wspaniały biznes, głównie dla mediów, które mają genialną pożywkę dla budowania sensacji i zwiększania swoich zasięgów. Beneficjentami są zapewne również producenci maseczek chirurgicznych. Podobno ręce zaciera też handel, albowiem Polacy zaczęli już robić zapasy na wypadek epidemii. Przegrywa z pewnością chińska gospodarka, co dobrze rokuje biznesom w innych krajach.

Koronawirusa w Polsce nie ma, albowiem „dopiero 2 marca 2020 roku pojawią się w laboratorium czynniki pozwalające na jego identyfikację” – tak przynajmniej twierdzi lekarka, u której byłem, zaniepokojony przedłużającą się moją, bakteryjną infekcją, zwalczaną antybiotykami. Dowiedziałem się, że skoro leki nie działają to zapewne zakażenie wirusowe. Na wszelki wypadek lekarka wydłużyła mi terapie antybiotykową. I to chyba najlepsza pointa dotycząca przemyśleń w oczekiwaniu na nadejście koronawirusa.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Podatek od przeklnięć, podatek o kichnięć – to już wymyślił dawno temu Papcio Chmiel twórca słynnych przygód Tytusa de ZOO. Rządzący idąc tym tropem zaproponowali „podatek od cukru”. Tylko, że to już nie humorystyczny komiks dla dzieci, a brutalny atak na polskich producentów i konsumentów. Prozdrowotne znaczenie opłaty to wulgarna hipokryzja.

Projekt ustawy wprowadzającej podatek brzmi „ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów” przewiduje dodatkowe opłaty od napojów zawierających cukier lub inne substancje słodzące lub aktywne. Szacuje się, że z tego tytułu do budżetu państwa wpłynie 2 miliardy złotych. Okazuje się jednak, że cukier, który tak szkodzi ludziom w napojach już takich negatywnych skutków nie wywołuje ani w dosładzanych piwach, czy jogurtach, a nawet dżemach, cukierkach, czy słodyczach! Według twórców projektu ustawy szkodzi on tylko w napojach. Dlatego nie oczekuje się, żeby inne produkty zawierające cukier również zasilały budżet państwa. Oto szczyt hipokryzji.

Wprowadzanie dodatkowych opłat na napoje zawierających cukier lub inne substancje słodzące lub aktywne ma ograniczyć popyt i w ten sposób zmniejszyć konsumpcję. Jednak na tym zabiegu państwo chce zarabiać. Warsaw Enterprise Institute przypomina, że „amerykański instytut badawczy McKinsey Global Institute po przeanalizowaniu 44 rządowych programów zwalczania nadwagi podatkami, stwierdził, że podnoszenie podatku od słodzonych napojów jest najmniej skutecznym ze wszystkich celowych podatków. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu podatku od napojów słodzonych cukrem, w okresie od 2015 do 2018 roku spożycie wzrosło o 2,6 proc.” I to tyle w sprawie hipokryzji związanej z proponowaną opłatą.

To jednak nie koniec „podatek od cukru” uderzy w polskich producentów napojów, producentów owoców i rynek pracy. Droższe napoje będą mieć problem z konkurencją zza granicy. Należy pamiętać, że Polska w ramach Unii Europejskiej ma wspólny rynek. W kraju pojawią się napoje z państw ościennych, w których nie ma takich dodatkowych opłat. To spowoduje zmniejszenie produkcji w Polsce, a zatem zmniejszenie plantacji owocowych. Ze względu na import taniego surowca zza granicy już 10 proc. producentów zrezygnowało z upraw. Nowy podatek zwiększy to zjawisko. W efekcie negatywne skutki będą dotyczyć też  rynku pracy. Co prawda bezrobocie w Polsce jest na minimalnym poziomie, jednak poza regionami dużych miast nadal jest wysokie. Plantacje owocowy znajdują się w miejscach, gdzie nie ma przemysłu i jest małe zapotrzebowanie na pracę. Ich brak sprawi, że to będzie jeszcze mniej ofert pracy.

Przeciwko „opłatom cukrowym” protestuje już 9 kluczowych organizacji, reprezentujących sadownictwo i przetwórstwo owoców i warzyw, w tym: Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków, Związek Sadowników RP, Federacja Gospodarki Żywnościowej RP, Stowarzyszenie Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”, Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw, Krajowe Stowarzyszenie Przetwórców Owoców i Warzyw, Krajowe Zrzeszenie Plantatorów Aronii – Aronia Polska, Krajowe Stowarzyszenie Plantatorów Czarnych Porzeczek oraz Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego.  To pokazuje jak bardzo niebezpiecznym pomysłem jest projekt „ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów”, który choć w założeniach ma przynieść same zyski, w rzeczywistości spowoduje poważne straty.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Większość ludzi utożsamia zysk z pieniędzmi. Do takiego stereotypowego myślenia przyzwyczaił fiskus, który tego typu sukcesy opodatkowuje. Wydaje mi się, że jest cała sfera zysków, których Ministerstwo Finansów nie dostrzega i niech tak zostanie, bo w przeciwnym razie i te sfery zostaną opodatkowane!

Dobroczynność kojarzy się z działalnością altruistyczną, charytatywną lub wręcz z rozdawaniem pieniędzy. To podobnie uproszczony sposób myślenia jak w przypadku zysku, który utożsamiany jest wyłącznie z zarabianiem pieniędzy. Kiedy jednak pomyślimy o innych zyskach niż tylko finansowe, to może się nagle okazać, że działalność charytatywna może być bardzo zyskowna!

Powyższe twierdzenie wyjaśnię na przykładzie międzynarodowej wystawie „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”, która przez trzy miesiące była eksponowana w Muzeum Narodowym – Pałacu Wielkich Książąt Litewskich w Wilnie na Litwie. O inicjatywnie dowiedziałem się z depeszy Agencji Informacyjnej. Współorganizatorem tego wyjątkowego wydarzenia była polska Fundacja Trzy Trąby, prowadzona przez Macieja Radziwiłła.

Na wystawie „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  znalazło się ponad 350 eksponatów z około 40 muzeów, bibliotek, archiwów, kościołów, klasztorów i prywatnych kolekcji z 7 krajów świata – Litwy, Polski, Białorusi, Ukrainy, Niemiec, Francji i Ziemi Świętej (Jerozolima). Ekspozycję zwiedziło prawie 55.000 osób, zorganizowano ponad 300 wycieczek z przewodnikiem, 105 interaktywnych zajęć edukacyjnych oraz 7 wydarzeń specjalnych. Przedsięwzięcie okazało się wielkim sukcesem

Aby wystawa „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  mogła zostać zrealizowana była konieczna współpraca polskiej i litewskiej strony oraz wielu ludzi w innych krajach. Ta pozytywna działalność przyniosła więcej korzyści (zysku) niż wiele lat działalności dyplomatycznej, której celem jest budowa dobrych relacji pomiędzy Polską i Litwą. 55.000 zwiedzających to liczba osób, które świadomie zapoznało się z historią jednego z najznamienitszych rodów co oznacza, że wrażeniami i wiedzą w wiarygodny sposób podzielą się z wieloma swoimi znajomymi.

Z pewnością koszt zorganizowania wystawy  „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  przewyższył wpływy, ale nie zyski, oczywiście nie te finansowe, ale te niematerialne, a one są dużo więcej warte. Z tego właśnie przykładu wywodzę, że dobroczynność może być zyskowna.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu