ID-100110359

Generalnie, przeważnie, mam mocno krytyczny stosunek do organizacji, które starają się mnie przekonać, że postępują z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu. Przeważnie albo nie rozumieją terminu albo oszukują. Jednak zdarzają się wyjątki.

Właśnie (już siódmy raz) Grupa Ferrero International, znana z takich produktów jak Nutella, Ferrero Rocher, Mon Chéri, Raffaello, Kinder niespodzianka, Kinder Bueno, Kinder Mleczna Kanapka itd. zaprezentowała raport z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu „Wspólne wartości, by tworzyć wartość” za rok 2015. Może dziwić, że dokument został przedstawiony z takim opóźnieniem. Jednak wyjaśnię, że raport został sporządzony zgodnie z GRI G4 Content Index i był audytowany przez Deloitte & Touche, to opóźnienie przestaje dziwić. Ferrero w realizacji społecznej odpowiedzialności biznesu uwzględnia „10 ZasadUnited Nations Global Compact.

W 2015 roku Ferrero wzięło udział w Światowej Wystawie Expo MilanoWyżywienie planety, energia dla życia”. Przedstawiciele organizacji zaprezentowali tam swoją filozofię działania, która korespondowała z tematem przewodnim wydarzenia. Grupa Ferrrero jest także zaangażowana w porozumienie, którego celem jest całkowite zaprzestanie deforestacji, czyli wylesiania, do 2030 roku. Z tego tytułu została sygnatariuszem Nowojorskiej Deklaracji o Lasach.

Działania społeczne Grupa Ferrero realizuje nie tylko w kategoriach globalnych, ale również w krajach, w których jest obecna ze swoją produkcją. Jednym z głównych przedsięwzięć jest Kinder+Sport. Jego idea jest popularyzacja aktywnego trybu życia dzieci i młodzieży i ich rodzin. Aktualnie te działania realizuje już w 25 państwach. W 2015 roku w programie uczestniczyło ponad 4.000.000 dzieci. Na te działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu Ferrero przeznaczyło 10.000.000 euro, realizując 3105 wydarzeń.

Innym obszarem aktywności Ferrero,  w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu jest „Projekt Przedsiębiorczości im. Michele Ferrero”, łączący biznes z działaniami charytatywnymi. Przedsięwzięcie zakłada rentowność przy tworzeniu miejsc pracy w słabo rozwiniętych częściach świata. Projekt ten został uruchomiony w Kamerunie, RPA i Indiach.

Grupa Ferrero troszczy się również o środowisko naturalne. Planuje zaopatrywanie się kakao, cukier trzcinowy i orzechy laskowe wyłącznie z upraw dbających o zrównoważony rozwój. Ponadto przewidziano 40 proc. redukcję emisji CO2 z działalności produkcyjnej oraz 30 proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych z transportu i przechowywania.

Wymienione przedsięwzięcia, inicjatywy i plany to nie są wszystkie prospołeczne przykłady działalności Grupy Ferrero. Uważam, że udało mi się zakreślić zakres aktywności organizacji w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu. To sprawia, że teraz słodycze od Ferrero są jeszcze smaczniejsze.

Prywatyzacja_PKP_Cargo_6252947

Polska kolej lata zapaści ma już definitywnie za sobą. Pozostaje pytanie, jak i kiedy doścignie poziom zachodnioeuropejskich konkurentów?

Ostatnie dwie dekady to w przypadku polskiego kolejnictwa kilometry zmodernizowanych linii, pozwalających pociągom rozwijać znacznie większe prędkości. Dla podróżujących to również poprawa komfortu podróży, przynajmniej na niektórych trasach. To także nowe rozwiązania przewozów pasażerskich w poszczególnych regionach. Pozytywnym przykładem mogą być Koleje Mazowieckie, w innych częściach Polski są mniejsze sukcesy. Do tego – jak w przypadku PKP Cargo – umiejętność przekonania do trudnych zmian związkowców.

W grupie PKP jest kilkanaście spółek. Zajmują się one przeróżnymi sprawami, często mającymi niewiele wspólnego z transportem kolejowym jak usługi informatyczne (to jeszcze można zrozumieć) ośrodki wczasowe, usługi poligraficzne, inwestycje w nieruchomości. Osiągają one lepszy i gorsze rezultaty. Część z nich w ostatnich latach komunikowała pozorne sukcesy, choć ich prawdziwa kondycja była mało optymistyczna. Innym udało się wyjść na prostą. Każda ze spółek ma swój konkretny obszar działania, za który odpowiadają ich zarządy. Za całość odpowiada Polskie Koleje Państwowe SA.

Samo PKP SA nie prowadzi usług przewozowych. Tym zajmują się inne organizacje z Grupy. Do zadań PKP SA należy realizacja procesów restrukturyzacyjnych, zagospodarowanie zbędnego majątku, zarządzanie płynnością finansową spółek Grupy PKP, koordynacja przedsięwzięć związanych z ich rozwojem i przygotowywanie projektów prywatyzacyjnych.

W praktyce opisane zadania PKP SA są to tylko frazesy, albowiem w rzeczywistości ciężar zmian brały na siebie poszczególne spółki. Jeśli odniosły sukces, to było to komunikowane jako sukces PKP SA. Jeśli były niepowodzenia odpowiedzialność za to ponosiły zarządy konkretnej spółki zależnej. Jedynym rzeczywistym zakresem działalności PKP SA są nieruchomości rozsiane w całej Polsce. Część z nich posiada doskonałe lokalizacje będące atrakcyjne dla inwestorów budowlanych. Tę część działalności należałoby wyodrębnić do specjalistycznego podmiotu.

Tworzenie struktur powiązanych i konsolidacja ma sens wtedy kiedy wywołuje efekt synergii. Tymczasem w Grupie PKP takie zjawisko nie zachodzi. Część spółek, w mniejszym lub większym stopniu, konkuruje ze sobą na warunkach komercyjnych, można nawet powiedzieć, że dochodzi do gospodarczego kanibalizmu, inne zupełnie nie są związane z wiodącą działalnością. Trudno mówić wówczas o wykorzystaniu efektu synergii, bo to raczej groch z kapustą.

W tej sytuacji warto zadać pytanie: czy PKP SA – w formie kosztownego nadzorcy całej Grupy – jest w ogóle potrzebne? Czy nadzorcze funkcje nie dublują się częściowo z nadzorem pełnionym przez Ministerstwo Infrastruktury? Może więc nadzór należy, bez zabawy w „głuchy telefon” (transmisja zaleceń kierowana od właściciela do poszczególnych spółek przez pośrednika w postaci PKP SA), powierzyć bezpośrednio resortowi, a spółkom pozwolić działać na własny rachunek i odpowiedzialność?

Mówi się o 60 miliardach euro z unijnych funduszy na to, by polska kolej definitywnie zerwała z przeszłością. Jak informowały media, m.in. „Dziennik Gazeta Prawna”, może okazać się to pobożnym życzeniem. Szczególnie teraz, gdy relacje polskiego rządu z unijnymi urzędnikami są lodowate. Polskie projekty na pewno będą oceniane surowo. Nie jestem pewien, czy obecny sposób zarządzania Grupą PKP gwarantuje umiejętne poradzenie sobie z tym wyzwaniem?

634896294661730000

Trwają prace sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold, w której zostało poszkodowanych kilkanaście tysięcy Polaków. Tymczasem w sprawie kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, w których zostało oszukanych blisko milion polskich rodzin nie budzi praktycznie żadnej wrażliwości polityków i to z żadnej opcji.

Sprawa Amber Gold to historia piramidy finansowej, w której osoba, która nie powinna móc prowadzić działalności gospodarczej, stworzyła znaczące konsorcjum. W pewnym momencie zagroziła interesom narodowego przewoźnika lotniczego i wówczas okazało się, że w prowadzeniu przestępczej działalności nie pomaga nawet zatrudnianie syna premiera.

Z wypowiedzi świadków, zeznających przed Komisją Śledczą,  wynika, że tylko głupcy nie wiedzieli, że Amber Gold to oszustwo. To niezwykła arogancja, ponieważ obraża wszystkich tych, którzy powierzyli, w dobrej wierze, swoje oszczędności piramidzie finansowej i z pewnością nie zrobili tego aby stracić własne pieniądze. Bezczelność wypowiadających takie twierdzenia jest tym większa, że z racji pełnionych funkcji, w przypadku posiadania wiedzy o dokonywam przestępstwie, mieli ustawowy obowiązek powiadomić o tym odpowiednie organy. Jednak nic takiego nie robili, bo jak twierdzili, nie było to w ich kompetencjach. Tymczasem KAŻDY MA OBOWIĄZEK INFORMOWANIA O PRZESTĘPSTWIE nie tylko z racji pełnionej funkcji.

Historia Amber Gold to opowieść o „państwie istniejącym teoretycznie”, która jest interesująca ze względu na pojawiające się w niej nazwisko byłego premiera, a teraz jednej z najważniejszych osób w strukturach Unii Europejskiej. Historia „frankowiczów” jest o wiele mniej seksowna i bardziej nadaje się na łzawą operę mydlaną niż abstrakcyjna opowieść o pokrzywdzonych bogaczach i celebrytach.

W przypadku akceptacji przez państwo, poprzez zezwolenie na taki proceder, udzielania przez banki, działające w kraju, kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, ofiarami padło około 1.OOO.OOO osób, których celem nie było pomnażanie swojego majątku, tylko spełnienie największego marzenia życia, a jednocześnie pragnienie zaspokojenia najważniejszej potrzeby życiowej czyli posiadania własnego dachu nad głową. Państwowa Komisja Nadzoru Finansowego w przypadku zawierania umów kredytowych w obcej walucie informowała o tzw. ryzyku kursowy, wskazując, że wahania w cenie mogą wynosić do 20 proc. To zapewnienie, oficjalnie prezentowane przez państwową instytucję, wystarczały pożyczkobiorcom, którzy uwzględniali możliwość takiego wzrostu kredytu. Jednak okazało się, że ich kredyty nieoczekiwanie się podwoiły.

„Frankowicze” zaufali państwu polskiemu i zostali przez nie oszukani. Co więcej, w zależności od sytuacji grozi im albo utrata dachu nad głową, niestety bez utraty spłaty toksycznego kredytu lub spłata dwa razy większego zobowiązania niż zakładali. Teraz, w ramach repolonizacji banków, państwo przejmuje banki z toksycznymi kredytami frankowymi, wchodząc, de facto, w rolę pasera. Być może to wyjaśnia, dlaczego w sprawie kredytów frankowych nie powstaje żadna komisja śledcza….

photo_47161_1484549052_big

Ponad 328 milionów dorosłych i 32 miliony dzieci na całym świecie ma znaczny lub głęboki niedosłuch. Według informacji zebranych przez Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, osób z różnymi problemami słuchowymi, mającymi wpływ na ich codzienne funkcjonowanie, a zwłaszcza komunikację, jest ponad 1 mld. Dlatego też Światowa Organizacja Zdrowia ustanowiła 3 marca Międzynarodowy Dzień dla Ucha i Słuchu, aby zwrócić uwagę na znaczenie tego zjawiska.

Problem wad słuchu stał się chorobą cywilizacyjną.” – uważa prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach. – „Kiedyś uznawano niedosłuch siedemdziesięciolatka za normalną rzecz. Dzisiejszy rozwój cywilizacyjny, wszechogarniający nas hałas, słuchawki douszne, głośna muzyka od wczesnego dzieciństwa, a także leki ototoksyczne, zaburzenia krążenia czy przemiany materii sprawiają, że ta granica z wieku 70 lat przesuwa się do wieku 50. Na szczęście możemy pomóc prawie każdemu pacjentowi z zaburzeniami słuchu – od dziecka po stulatka.”

Jak ważne jest słyszenie pokazuje chociażby satyryczny program Roberta Górskiego „Ucho Prezesa”. Zaburzenia słuchu pogarszają kompetencje komunikacyjne, ograniczają pełen kontakt z otoczeniem i negatywnie wpływają na komfort życia. W przypadku dzieci zaburzenia słyszenia, mają negatywny wpływ zarówno na rozwój komunikacji językowej, jak i rozwój ogólny dziecka, w tym jego wyniki w nauce. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym znaczenie słuchu rośnie. Obecnie o funkcjonowaniu człowieka i jego pozycji w społeczeństwie w ponad 94 proc. decyduje zdolność komunikacji, dlatego dobry słuch jest tak ważny.

Medycyna coraz lepiej sobie radzi z poprawianiem jakości słuchu. Polska jest w tej dziedzinie światowym liderem, głównie za sprawą Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach oraz wielu bardzo zdolnych polskich laryngologów i otolaryngologów. Wielka w tym zasługa Prof. Henryk Skarżyński, który dokonał przełomu w polskiej otochirurgii wykonując pierwsze w Polsce wszczepienia implantów ślimakowych – dorosłej osobie niesłyszącej oraz niesłyszącemu dziecku. W terapii zaburzeń słuchu wykorzystuje się obecnie implanty: ślimakowe, implanty ucha środkowego, urządzenia na przewodnictwo kostne, których celem jest jak najlepsze przeniesienie dźwięku do ucha wewnętrznego lub bezpośrednio stymulujące ucho wewnętrzne, a także różne typy aparatów słuchowych. Dzięki nim wiele osób w niedosłuchem może nie tylko znów dobrze słyszeć, lecz także komunikować się i pozostawać w pełnej aktywności przez długie lata.

Piszę o tym dlatego, że chociażby z okazji Międzynarodowy Dzień dla Ucha i Słuchu (określany też jako Światowy Dzień Ochrony Słuchu) warto przypomnieć, że są dziedziny w których Polska jest liderem i należałoby nie tylko z tego powodu się cieszyć, lecz również zastanowić się jak ten wielki potencjał jeszcze wykorzystać?

wzor-tatuazu-piorko-lapacz-snow[27]

Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci sklepów Biedronka, po raz trzeci, organizuje konkurs, na najlepszą książkę dla dzieci „Piórko”, skierowany do debiutujących autorów tekstów i ilustratorów. Niby nic w tym dziwnego. W Polsce jest wiele bardzo wiele inicjatyw. Konkurs Piórko od reszty różni się w zdecydowany sposób.

Teoretycznie konkurs na najlepszą książkę dla dzieci jest dla sieci sklepów Biedronka elementem realizowania polityki odpowiedzialnego biznesu przedsiębiorstwa. W wywiadzie dla Newseria Biznes Anetta Jaworska-Rutkowska, kierownik ds. relacji zewnętrznych i CSR w Jeronimo Martins Polska właściciela dyskontów spożywczych tak wyjaśnia zaangażowanie organizacji: Organizujemy konkurs literacki na najlepszą książkę dla dzieci, wychodząc naprzeciw dużemu problemowi, jakim jest niski poziom czytelnictwa w Polsce. Zwyczaj czytania zanika, w coraz większym stopniu przeważają inne rozrywki, a przecież książka jest niezwykle ważna w rozwoju dziecka: rozwija i oswaja jego emocje. Więcej na ten temat pod adresem https://biznes.newseria.pl/news/biedronka-po-raz-trzeci,p574009519

Rzadko który konkurs literacki ma takie założenia. Tylko w niewielu tego typu przedsięwzięciach są takie wysokie nagrody (zwycięzcy obu kategorii konkursu (tekst i ilustracje) otrzymują po 100.000 zł), a ich prace są publikowane w łącznym nakładzie 65.000 egzemplarzy! Do tego sieć Biedronka zapewnia ogólnopolska dystrybucję zwycięskiej książek.

Konkurs Piórko przeznaczony jest dla utalentowanych autorów i plastyków przed profesjonalnym debiutem. Mogą w nim startować osoby pełnoletnie, których prace literackie lub graficzne nie były dotychczas publikowane drukiem lub w wydawnictwach oznaczonych numerami ISBN lub ISSN. Trzecia edycja umożliwia uczestnictwo w tym przedsięwzięciu twórcom polskim spoza terenu kraju. Mogą wziąć w nim również również osoby, które startowały w poprzednich latach, ale nie znalazły się w gronie laureatów. Do te pory w konkursie Piórko uczestniczyło ponad 10.000 twórców. To olbrzymia aktywizacja literacka i plastyczna. Osobiście żałuję, że wygrywa tylko jedna praca, bo sądzę, że godnych wyróżnienia prac jest znacznie więcej.

W tegorocznej edycji organizatorzy kładą akcent na rozwój emocjonalny dziecka poprzez czytanie. Pierwszy etap kończy się 21 marca 2017 roku. Do tego dnia można nadsyłać teksty. Zwycięskie prace zostaną ogłoszone 8 czerwca 2017 r. Tego samego dnia wystartuje również drugi etap konkursu, skierowany do grafików. Ich zadaniem będzie przygotowanie ilustracji do wybranej przez jury książki. Zwycięzcę poznamy 24 sierpnia 2017 r. Szczegółowe informacje można znaleźć za pośrednictwem strony internetowej http://piorko2017.biedronka.pl/ .

Dlaczego dla mnie Konkurs Piórko, organizowany przez Jeronimo Martins jest wyjątkowy?  Przede wszystkim ze względu na jego masowość. Poza tym jeśli traktować to jako akcję z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) to jest to jedno z niewielu przemyślanych i udanych przedsięwzięć. Jednak to coś więcej niż „akcja”. Realizowanie trzeciej edycji konkursu Piórko świadczy o tym, że wyrasta nam nowa tradycja artystyczna. I to budzi mój podziw.

zd_6

UNIA EUROPEJSKA – CO DALEJ? – to pytanie przewodnie XXIV Welconomy Forum in Toruń – forum gospodarczego. Rzeczywiście temat jest gorący. Po decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii i ryzyku, że do podobnej sytuacji dojdzie we Francji oraz krytycznej ocenie wielu państw takich jak Włochy, Hiszpania, Węgry Polska rodzi się wiele pytań dotyczących przyszłości.

Unia Europejska to dla biznesu model idealny, zwłaszcza kiedy na całym obszarze obowiązywałaby jedna waluta oraz zbliżony jeśli nie taki system prawny.  Jednak praktyka okazała się bardziej skomplikowana. Do tego doszły też naciski na ujednolicenia w sferze społecznej, ignorujące różnice kulturowe i tożsamościowe poszczególnych członków Unii Europejskiej. To, w największym skrócie doprowadziło do obecnego kryzysu.

Dlatego właśnie podczas Welconomy Forum in Toruń, które odbędzie się w dniach 13 – 14 marca 2017 roku uczestnicy będą dyskutować na temat najważniejszych wyzwań stojących przed polską, europejską i światową gospodarką. Dyskusje mają też dotyczyć perspektyw po agendzie 2014 – 2020. Może wydawać się, że to za wcześnie, jednak w przypadku biznesu i inwestycji, które trzeba projektować ze znacznym wyprzedzeniem jest to już właściwa pora.

Problematyka międzynarodowa będzie także domeną wielu paneli, takich jak: „Bezpieczeństwo kulturowe jako element innowacyjności w Unii Europejskiej’, „Wyzwania współczesnego zarządzania w gospodarce światowej: przywództwo, strategie, społeczna odpowiedzialność”, „Nowy Jedwabny Szlak – szansą na rozwój gospodarczy”,  „Perspektywiczne rynki eksportowe – Ameryka Łacińska, Afryka, Indie, Iran”, „Polska-Białoruś – nowe kierunki współpracy gospodarczej”, „Polskie Parki Narodowe – gatunki inwazyjne problemem Europy”.

Wiele tematów będzie dotyczyło spraw polskich: „Klastry energetyczne – nowy uczestnik zintegrowanego rynku energetycznego”, „Nowoczesne budownictwo. Inteligentne systemy infrastrukturalne”, „Przyszłość szkolnictwa wyższego w Polsce”, „Przyszłość wyższych szkół niepublicznych w Polsce”, „Likwidacja kwot mleka i cukru”, „Innowacje w rolnictwie a wzrastające wymagania regulacyjne na przykładzie branży środków ochrony roślin. Ochrona plonów w dobie hiper regulacji’, „Finanse publiczne w służbie zdrowia”, „Wpływ Planu Junckera na polską gospodarkę”, „Czy modernizacja polskiej armii może pobudzać polską gospodarkę?”

Uczestnicy Welconomy Forum in Toruń pochylą się też nad problematyką lokalną. Podczas forum będą omawiane między innymi: „Kierunki rozwoju i przekształceń współczesnego samorządu terytorialnego w perspektywie społeczno-organizacyjnej”, „Równość na poziomie lokalnym”, „Wielki sukces małych gmin i miast, czy to możliwe?”, „Aktywizacja zawodowa obszarów wiejskich”, „Kobiety inicjatorkami innowacyjnych działań na obszarach wiejskich”,  „Lokalne media w dobie Internetu – szanse i zagrożenia dla Wydawców na zmieniającym się rynku”, „System ochrony instytucjonalnej (IPS) w polskiej bankowości spółdzielczej – pierwsze doświadczenia, dalsze kierunki rozwoju.”

Całe wydarzenie oraz wszystkie dyskusje i debaty byłyby niemożliwe gdyby nie wsparcie Województwa Kujawsko-Pomorskiego, życzliwość gościnnego miasta Torunia oraz wielu współorganizatorów takich jak Kapsch, Jeronimo Martins Polska, PZL Świdnik, Budimex czy Syngenta. Tylko dzięki współdziałaniu wielu podmiotów tak skomplikowane organizacyjnie wydarzenie może odnieść międzynarodowy sukces.

welconomy2017

orzech-f140ab1b2857532b09750f901f77cd08

 „Ludzie! Wyngiel przewieźli” – ten okrzyk z filmu „Miś” w reżyserii Stanisława Barei oddaje emocje jakie wiążą się z węglem nazywanym też czarnym złotem. Jego wydobycie stanowi ważną część krajowej gospodarki. W ostatnich latach również z powodów antyekologicznych znalazł się na cenzurowany w Unii Europejskiej.

Węgiel od lat budzi różne emocje. Jego nadmiar, niedobór, koszt wydobycia, jakość, eksport, import – to elementy, które wywołują ciągłe dyskusje. Ostatnio rząd polski znów pokochał węgiel, zdaje się, że bardziej niż elektrownie atomowe. Wydaje się to słuszne z racjonalnego punktu widzenia, albowiem energia atomowa wymaga miliardowych nakładów, a surowiec, który jest pod ziemia  trzeba kiedyś wydobyć. Poza tym, „kopalniany” sposób pozyskiwania energii daje wiele miejsc pracy. Ponadto elektrownie atomowe też budzą wiele kontrowersji, a w niektórych krajach rozpoczęto już program ich likwidacji.

Polskie złoto budzi też wiele emocji w sytuacji kiedy okazuje się, że zamiast kupować krajowy surowiec taniej wychodzi sprowadzać go np. z Czech, Rosji, Kolumbii czy Republiki Południowe Afryki. W takiej sytuacji rodzi się pytanie o sens tego typu działalności gospodarczej?

Aby przeciwdziałać konkurencji Ministerstwo Energetyki przygotowało rozporządzenie. Przeprowadzona przez Instytut Staszica analiza dokumentu prognozuje skutki jakie może przynieść nowe prawo. Przede wszystkim nie jest jasne czy ograniczenia w imporcie, do jakich ma doprowadzić rozporządzenie okażą się skuteczne ze względu na umowy pomiędzy Unia Europejską, WTO i Rosją. Co więcej okazje, że do Polski jest sprowadzany węgiel gruby, którego w kraju brakuje, więc to ograniczenie będzie przeciwko krajowym konsumentom. W wyniku rozporządzenie mogą zniknąć polskie sortownie na wschodniej granicy, a to oznacza likwidację około 2.000 miejsc pracy.

Inicjatywa Ministerstwa Energetyki jest z pewnością potrzebna, aby wprowadzić ład w przestrzeni gospodarczej związanej z produkcją i obrotem węglem w Polsce. Ważne jest jednak również aby podjęte działania były zgodne z intencjami inicjatorów. Instytut Staszica proponuje, aby rozporządzenie zobowiązywało do sortowania węgla w  terminalach na terenie Polski. Szczegółowymi regulacjami, wzorem innych paliw, powinien też być objęty, przeładunek węgla. Warto też rozważyć zastąpienie kryterium grubości węgla, wartościami jego kaloryczności i parametrami ekologicznymi.

Według Instytutu Staszica proponowane rozwiązania pozwolą uszczelnić system obrotu węglem, zwłaszcza objąć kontrolą import ze Wschodu. Zabezpieczone zostaną interesy polskiego przemysłu węglowego i polskiej energetyki. W efekcie podjętych działań jest szansa na minimalizowanie negatywnych skutków dla środowiska. W ten sposób może uda się też uchronić miejsca pracy na wschodniej granicy. Jeśli takie mają być efekty, to warto się pochylić nad zgłaszanymi propozycjami.

 

 

 

leki-stoma

W cyklu „Zyski i straty” z troską pochylam się nad służbą zdrowia, światem aptekarskim i lekami. Jako hipochondryk i człowiek nieuchronnie starzejący się mam w tym swój osobisty interes. Zależy mi na dobrej służbie zdrowia oraz dostępie do najlepszych leków. Wydawać by się mogło, że tak same cele przyświecają poselskiemu projektowi zmiany ustawy o prawie farmaceutycznego. Iluzja.

O koncepcji nowelizacji już pisałem. Wydawała mi się ona co najmniej dziwna. Z zaskoczeniem obserwuję nienaturalną ścieżkę legislacyjną (poselska inicjatywa, ominięcie sejmowej Komisji Zdrowia)  oraz ekspresowe tempo, w jakim projekt zmiany ustawy o prawie farmaceutycznym jest procedowany i to mimo negatywnego stanowiska m. in.: Ministerstwa Rozwoju, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Sądziłem, że jest podyktowane partykularnymi interesami środowiska aptekarskiego, które w likwidacji sieci widzi gwarancję swojego bytu. Może zresztą część farmaceutów popiera ten projekt, bo tak go też postrzega. Jednak kiedy uruchomi się wyobraźnię i zastanowi nad skutkami zmiany ustawy o prawie farmaceutycznym okaże się, że prawdziwymi beneficjentami będą hurtownie handlujące lekami. To one na rozdrobnionym rynku aptecznym, to one będą dyktować ceny i warunki na jakich będą dostarczać medykamenty.

W Polsce są trzy znaczące hurtownie leków. Dwie z nich posiadają również apteki, co oznacza, że choć być może jako hurtownie zyskają, ale jako właściciele wielu placówek stracą. Nie wiadomo, czy skórka będzie warta wyprawki? Jednak jedna z hurtowni nie posiada aptek, a zatem to ona może spić całą śmietankę wynikającą ze zmiany przepisów. Czyżby cała nowelizacja ustawy prawo farmaceutyczne była robiona w interesie jednego podmiotu gospodarczego?

Oczywiście może to być przypadek. Jednak najnowszy tygodnik w „wSieci” (nr 7 z 13 lutego 2017 r. str. 76-77) w tekście „Apteki: kto i o co gra?”, ujawnia całą listę nazwisk osób powiązanych kapitałowo i politycznie z inicjatorami ustawy. Wszystkie tropy prowadzą właśnie do tej jednej hurtowni leków. Teoretycznie intencją wnioskujących o zmianę ustawy jest deregulacja leków. Jednak w tej konkretnej rynkowej sytuacji może się ona zakończy się monopolem jednej hurtowni. Lektura tekstu sprawia, że włosy stają dęba i zanosi się na największy skandal od czasów afery AmberGold.

Nie lubię ostrych słów. Jeśli ustalenia tygodnika „wSieci” są prawdziwe, to w trybie pilnym, z urzędu, powinno uruchomić się nie tylko Centralne Biuro Antykorupcyjne, ale również Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, albowiem opisane przez prasę praktyki nie tylko godzą w życie gospodarcze Polski, ale zagrażają ładowi politycznemu oraz zdrowiu i życiu obywateli.

thumb_207981_stock_free_big

W 2015 r. Instytut Biznesu był gospodarzem debaty w Wojskowej Akademii Technicznej pt. Przemysł zbrojeniowy – motor rozwoju gospodarczego. Myśl przewodnia i poglądy ówczesnej dyskusji wraz z upływem czasu okazały się prorocze.

Od czasu zakończenia działalności Polski Ludowej cały czas wmawiano nam, że przemysł stoczniowy utracił rację bytu. Z samego założenia taki pogląd był bałamutny, jednak kolejne rządy uznały go jako dogmat. W efekcie potężna polska gałąź produkcji praktycznie przestała istnieć, choć nadal daje zatrudnienie ponad 30 tys. pracowników. Oczywiście, w omawianym okresie były lepsze i gorsze lata dla przemysłu stoczniowego. Takie wahania koniunktury są naturalne. To, że nie był to okres wyłącznie regresu, pokazuje dobra kondycja i rozwój stoczni w krajach sąsiedzkich. Okazuje się, że tylko Polska zrezygnowała z tej gałęzi gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że nastąpiła zmiana. Dogmat przez rząd Pani Premier Beaty Szydło został odrzucony. Stało się to za sprawą przemysłu zbrojeniowego i inicjatywy Ministerstwa Obrony Narodowej.

Antoni Macierewicz szef MON ogłosił, że podjęło działania mające na celu reaktywację Stoczni Szczecińskiej. Aby było to możliwe użyto ciekawej maszynerii finansowej. Formalnie Stocznia Szczecińska należała do spółki Szczeciński Park Przemysłowy. Została ona przejęta przez MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (MARS FIZ) – podmiot znajdujący się w strukturze Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którego zadaniem jest konsolidacja spółek stoczniowych i nieruchomościowych. Pieniądze na to przedsięwzięcie pochodzą z Agencji Rozwoju Przemysłu, działającej w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju. To właśnie ta instytucja dokapitalizowała PGZ, poprzez objęcie akcji o wartości 101,5 mln zł, co umożliwiło sfinansowanie całej operacji.

W ten sposób PGZ stworzyła największą na Bałtyku i jedną z największych w Europie grup stoczniowych. Obejmuje ona kilkanaście przedsiębiorstw, wśród których znajdują się (oprócz Stoczni Szczecińskiej) podmioty z sektora remontów i budowy statków, budowy konstrukcji stalowych offshore, w tym Stocznia Remontowa „Nauta” w Gdyni oraz Morska Stocznia Remontowa „Gryfia” działająca w Szczecinie i Świnoujściu.

Oczywiście rodzi się pytanie po co Ministerstwu Obrony Narodowej przemysł stoczniowy? Odpowiedź jest dosyć prosta: do budowy pływającego sprzętu wojskowego na potrzeby własne i innych zamawiających podmiotów. MON uważa, że odbudowanie przemysłu stoczniowego jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.

Niebawem ma zostać podjęta decyzja o wyborze producenta trzech okrętów podwodnych, które będzie użytkować polska Marynarka Wojenna (w ramach projektu „Orka”). Pięć jednostek, którymi obecnie dysponuje armia, nadaje się jedynie do muzeum. MARS FIZ ma za zadanie rewitalizacji działalności stoczniowej w województwie zachodniopomorskim. W planach jest pozyskanie aktywów i kompetencji niezbędnych do budowy polskich promów pasażerskich w odbudowywanej Stoczni Szczecińskiej. Integracja podmiotów zajmujący się produkcją podmiotów pływających pozwoli wykorzystać efekt synergii.

Warto w tym miejscu dodać, że PGZ zawarło porozumienie z francuską stocznią DCNS, które zakłada transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych znajdujących się pod kontrolą MON. Gdyby nie było w Polsce podmiotów, które mogą być beneficjentami tego dokumentu, całe przedsięwzięcie zostałoby pozbawione sensu. Należy zaznaczyć, że DCNS jest jedynym oferentem, który oprócz współpracy przy budowie okrętów podwodnych, oferuje pociski manewrujące o dalekim zasięgu (ponad 1000 km) i zmiennej trasie lotu. Francuzi zaproponowali budowę pierwszego okrętu dla Polski w stoczniach DCNS, a także równoczesne szkolenie zespołów polskich specjalistów. Druga i trzecia jednostka mogłaby zostać zbudowana w Polsce z możliwością wyposażania przez krajowych poddostawców. Specjaliści ze spółek należących do PGZ zostaliby również włączeni do testów i procedur odbiorczych gotowych okrętów.

Cała koncepcja wydaje się więc bardzo obiecująca. Pozostaje mieć nadzieję, że przedsięwzięcie nie będzie naśladować historii polskiej korwety „Gawron” budowanej 13 lat, która nie dość, że pochłonęła wielokrotnie więcej pieniędzy niż zakładano, to do dziś nie jest gotowa. W efekcie zmieniono koncepcję i ostatecznie powstał okręt patrolowy „Ślązak” mający realizować nieznane w świecie marynarki wojennej zadania. Ta historia powinna przyświecać MON jak memento.

bledy-medyczne

Najważniejsze żeby nie było pacjentów, wówczas nie będzie potrzeba lekarzy, pielęgniarek, a nawet szpitali. Wówczas system opieki zdrowotnej będzie sprawny.

Okazuje się jednak, że ciągle są jacyś pacjenci. Winna temu w znacznym stopniu jest demografia, która pokazuje, że długość życia rośnie. Oznacza to, że mimo kurczenia się ilości Polaków w kraju ilość pacjentów rośnie. Co więcej mają oni coraz bardziej złożone schorzenia. Niestety ilość lekarzy, pielęgniarek, salowych, łóżek w szpitalach nie podąża za tą tendencją.

Od czasu kiedy sięgam pamięcią służba zdrowia jest reformowana. Każdy przychodząca nowa ekipa ma swój pomysł ja uzdrowić system opieki zdrowotnej. Jak do tej pory bezskutecznie. Prawdę mówiąc nie pamiętam, aby kiedykolwiek szpitale i przychodnie działały tak, aby nie było narzekania. Może narzekanie jest immanentną cechą pacjentów?

Teraz pojawił się nowy projekt ustawy o sieci szpitali. Pracodawcy RP , przedstawiciele szpitali, organizacje pacjentów oraz Naczelnej Izby Lekarskiej uważają tę inicjatywę, w obecnym kształcie za szkodliwą dla pacjentów. Przede wszystkim obawiają się pogorszy ona dostępność pacjentów do leczenia. Uważają, że cała reforma, sposób jej przeprowadzenia oraz tempo wdrażania zmian i wprowadzanie bez żadnego harmonogramu mogą doprowadzić do chaosu w systemie ochrony zdrowia.

Najnowsza wersja projektu ustawy przewiduje utworzenie sieci szpitali. Okazuje się, że wiele specjalistycznych placówek, wykonujących planowe operacje oraz operacje jednego dnia, ze względu na kryteria, które mają zostać poza systemem. Będzie to grozić ich likwidacją, a pacjenci utracą placówki, w których mieli zaplanowane leczenie.

Anna Rulkiewicz, Wiceprezydent Pracodawców RP i Prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej uważa, że „Projekt ustawy eliminuje najbezpieczniejsze dla pacjentów i najbardziej efektywne kosztowo procedury jednodniowe, a także szpitale monospecjalistyczne wykonujące wyłącznie zabiegi planowe. Szpitale jednoprofilowe nie mieszczą się bowiem w sieci, a dodatkowo na kontraktowanie ich usług zostanie bardzo niewiele pieniędzy, zwłaszcza że ustalone przez Ministerstwo Zdrowia kryteria wyboru ofert zdecydowanie ograniczają szanse tych podmiotów na kontrakt.”

Andrzej Mądrala, Wiceprezydent Pracodawców RP, Wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych jest przekonany, że „Idea budowania sieci szpitali jest ważna i potrzebna, jednak uważa, że wprowadzenie tak poważnych zmian może się odbyć jedynie po dogłębnej analizie konsekwencji ich wdrożenia, a także po konsultacjach społecznych. Niestety, postrzegam proponowaną ustawę jako wielkie zagrożenie dla systemu ochrony zdrowia.

Wygląda to wszystko bardzo niebezpiecznie i groźnie. Mam nadzieję, że rządząca koalicja przeanalizuje zgłaszane protesty i uwagi i wyciągnie z nich wnioski, które będą z korzyścią dla pacjentów.