Archiwa tagu: apteka

„Nie wszystko złoto co się świeci” – tak najkrócej można by skomentować poselski projekt zmiany ustawy o prawie farmaceutycznym. Teoretycznie ma rozwiązać problem nierównomiernego rozmieszczenia aptek i poprawić nadzór nad nimi. Tak wynika z uzasadnienia propozycji zmian. Może jednak, zamiast oczekiwanych rezultatów, spowodować chaos na rynku farmaceutycznym, co dla pacjentów będzie skutkować podwyżką leków. To nie jedyne negatywne efekty.

Projekt zmian, w praktyce, wyłącznie, zabezpiecza interesy farmaceutów. Nie ma to żadnego wpływu na poprawę jakości obsługi pacjentów, wręcz przeciwnie. Efektem proponowanej nowelizacji ustawy będzie zmniejszenie konkurencji i prawdopodobnie zmniejszenie ilości aptek. Rozdrobnienie rynku osłabi pozycję  aptekarzy w negocjacjach cenowych z hurtowniami farmaceutycznymi (chyba, że powstaną grupy zakupowe?). To może oznaczać tylko wzrost ceny leków dla pacjentów. Jednocześnie podwyżki cen medykamentów będą wynikiem wyższych kosztów prowadzenia apteki, ze względu, na zakładane w projekcie, ograniczenie ilości placówek do maksymalnie czterech punków.

Powyższe, negatywne skutki nowelizacji ustawy, to jeszcze nie wszystko. Tak daleko idąca ingerencja państwa w strukturę własnościową aptek, jak to przewiduje projekt zmiany ustawy o prawie farmaceutycznym, może być zakwestionowana przez wymiar sprawiedliwości. Prawdopodobnie zapisy będą naruszać zasady rynku wewnętrznego Unii Europejskiej, przez co mogą narazić Polskę na konieczność wypłaty odszkodowań wobec podmiotów, które w wyniku uchwalenia noweli, poniosą straty.

Nowelizacja ustawy o prawie farmaceutycznym zapewne jest potrzebna. Jednak jej brzmienie powinno mieć zupełnie inny charakter. Ilość aptek w Polsce z roku na rok maleje. Jest to trend odwrotny do ilości pacjentów, którzy nie tylko coraz częściej odwiedzają placówki farmaceutyczne, ale także zostawiają tam coraz więcej pieniędzy. Jest to naturalne zjawisko, wynikające z procesu demograficznego jakim jest systematycznie wydłużająca się średnia wieku. Rośnie też zapotrzebowanie na konsultacje w aptekach, a więc chodzi o to aby ilość aptek i profesjonalnej obsługi się zwiększała. Nowelizacja powinna uwzględniać tę tendencję, a nie ją ignorować, albowiem apteki są ważnym elementem sytemu opieki zdrowej. I to powinno być główną myślą przyświecającą projektom zmian ustawodawczych.

Stare powiedzenie mówi, że lepsze jest wrogiem dobrego. Można to rozumieć dwuznacznie. Przeważnie jednak dzieje się tak, że lepsze jest gorsze od dobrego. Przykładem może być psucie rynku aptecznego.

Kilka lat temu w mojej okolicy było wiele aptek, zarówno prywatnych jak i sieciowych świetnie zaopatrzonych, aż człowiekowi chciało się leczyć. Minęło parę lat. W prawie farmaceutycznym nastąpiły zmiany. Liczba aptek się skurczyła, a te które pozostały mają bardzo ograniczony asortyment. Przykłady mogą być następujące: smecta – 4 saszetki (z pudełka zawierającego 10), sól fizjologiczna – 6 ampułek itd. Kiedy mowa o prawdziwych lekach, z jaką receptą bym nie przyszedł słyszę, że to lek na zamówienie, który może być dostarczony następnego dnia. Kiedy jest to poniedziałek, to powiedzmy, że to nie problem. Jednak kiedy z taką receptą przychodzą w piątek, oznacza to, że lek będzie dostępny w poniedziałek, a zatem po trzech dniach. Leki, to nie ciasteczka, opóźnianie terapii, nie tylko może wydłużyć okres leczenia, ale w skrajnych przypadkach może być niebezpieczne dla zdrowia. Takie właśnie są skutki poprawiania prawa farmaceutycznego na wniosek samorządu aptekarskiego…..

Teraz wraca stary pomysł ustawy, której ideą jest tzw. „apteka dla aptekarza”. Pomyślana jest ona głównie jako zabezpieczenie przywilejów aptekarzy. Najlepszy dowodem jest to, że projekt przewiduje nawet dziedziczenie prawa do prowadzenia apteki, o ile spadkobierca posiada odpowiednie uprawnienia. Inicjatorzy ustawy twierdzą, że chcą walczyć z zagrożeniem jakim są zagraniczne apteki sieciowe. Z takim zagrożeniem oczywiście chce walczyć każdy. Jednak rozdrobniony rynek apteczny to fantastyczna wiadomość dla koncernów farmaceutycznych i hurtowni lekarstw, które mając słabych partnerów mogą z nimi robić co zechcą. Jednak projekt ustawy w żaden sposób nie odnosi się do tych oczywistych zagrożeń. Prawdę mówiąc czeka na ustawę, której ideą byłaby „apteka dla pacjenta„.

Jeśli chodzi zaś zagrożenie monopolizacją rynku aptecznego to stan przedstawia się następująco. Na blisko 15.000 aptek, dwie trzecie stanowią placówki indywidualne. Aktualnie na rynku działa aż 390 sieci aptecznych, z czego zaledwie 16 sieci ma powyżej 50 aptek w skali całego kraju i tylko 5 należy do organizacji z udziałem kapitału zagranicznego, które mają zaledwie 4 proc. udziału w całym rynku. Oznacza to, że 96 proc. rynku należy do polskich przedsiębiorców, a inicjatorzy ustawy chcą walczyć z 4 procentami. Pomysł ustawy jest ćwiczony na różne sposoby od 25 lat. Jednak już w 1992 roku Trybunał Konstytucyjny, uznał niekonstytucyjność proponowanych rozwiązań z uwagi na nieuzasadnione ograniczenie swobody działalności gospodarczej.

Gdyby ustawodawca bezkrytycznie odniósł się do inicjatywy samorządu aptecznego, skutki tego ulepszenia pogorszyłyby istniejącą sytuację. Z pewnością wzrosną ceny leków (co jest sprzeczne z dążeniami rządu, który choćby na przykładzie ustawy 75+ czyli darmowych leków dla seniorów stara się obniżyć koszty leczenia). Doprowadzi do  to też do wywłaszczenia polskich przedsiębiorców (96 proc. rynku dystrybucji farmaceutycznej to polski kapitał). Aptekarze, którzy mogą posiadać maksymalnie 4 placówki staną się bezbronni w negocjacjach handlowych z wielkimi, międzynarodowymi korporacjami farmaceutycznymi, które praktycznie w dowolny sposób będą  mogły kształtować ceny leków. czy na tym właśnie zależy inicjatorom ustawy?