Archiwa tagu: Edyta Bielak-Jomaa

Wielu marzy o tym, żeby zostać prezesem. Mimo, że to trudne, to zdecydowanie łatwiej jest nim zostać niż w nim trwać.

Zarządzanie jest sztuką trudną i skomplikowaną, choć wygląda na zadanie proste i łatwe. Mimo, że jest milion recept jak kierować przedsiębiorstwem, bardzo wielu prezesów ponosi klęski. Podobnie jak z milionami przepisów na odchudzanie, ilość osób z nadwagą stale rośnie. Nawet jeśli komuś przypadnie „fucha” zarządzania przedsiębiorstwem dobrze prosperującym, nie jest oczywiste, że uda się ten stan prosperity utrzymać. Zależy to od wielu zmiennych wewnętrznych i zewnętrznych. Przykładem mogą być Kodak, Daewoo czy Nokia. Ten ostatni koncert zaliczył już zresztą trzecie powstanie z popiołów.

Zajmuję się zarządzaniem jako praktyk, pełniąc funkcję prezesa w różnych przedsiębiorstwach usługowych, produkcyjnych, doradczych i choć doświadczenie pozwala mi na unikanie wielu błędów, to każde nowe objęcie stanowiska to zupełnie inne wyzwanie. Problemy z zarządzaniem omawiam też z innymi prezesami skupionymi wokół Instytutu Biznesu. Oni również uważają, że zarządzanie jest sztuką, w której nic nie jest pewne. Jeden z nich uznał, nawet, że bycie prezesem to niekończąca się wędrówka po polu minowym.

Zajmuje się też zarządzaniem jako badacz. Jestem wykładowcą  Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych (Master of Business Administration, MBA), Wyższej Szkole Promocji, Instytucie Audytu i Ewaluacji i Społecznej Akademii Nauk. Ponad to od 12 lat mam możliwość badania aktywności zarządów, działających w sześciomiesięcznych kadencjach, według takich samych zasad, z precyzyjnymi wskazówkami, dotyczącymi zasad postępowania. Okazuje się, że ta sama recepta na zarządzanie może przynosić zupełnie inne rezultaty. Więcej, okazuje się, ze nawet jeśli pojawią się te same osoby w składzie kierownictwa, to raz odnoszą sukcesy, a raz nie. Oznacza to, ze o powodzeniu nie decydują tylko osobiste kompetencje, ale również zespół w jakim przychodzi kierowanie.

Instytut Biznesu z szacunkiem odnosi się do osób zajmujących się zarządzaniem. Stąd też pomysł, aby promować najlepszych. W przypadku Instytutu Biznesu są to nagrody „Top President”. Zostały one przyznane w oparciu o sondaż przeprowadzony wśród kadry menedżerskiej na przełomie listopada i grudnia 2018 roku, w którym ankietowani wskazywali, ich zdaniem, najciekawszych, najlepszych, obiecujących i inspirujących menedżerów. W efekcie tytuł „Top President 2018 otrzymali: Beata Pawłowska – Regional Director Central Europe Oriflame; dr nauk prawnych Edyta Bielak–Jomaa – Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych; dr Mateusz Grzesiak; Krzysztof Przybył – Prezes Zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” oraz Łukasz Blichewicz – Prezes grupy Assay. Wszystkim nagrodzony serdecznie gratuluję.

Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów – Instytut Biznesu – „Zyski i straty”

Co trzecie osoba poda ofiarą cyberprzestępczości. Część poszkodowanych nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że zostali wykorzystani. Wiele instytucji, głównie finansowych, utajnia dane na temat cyberprzestępczości w trosce o własną reputację. Zagrożenie jest jednak poważne.

Euforii, związanej z łatwością komunikowania, zdobywania informacji i rozliczania się, z pewnością nie da się zatrzymać. Tymczasem powszechny amok wywołany współczesnymi sposobami elektronicznej komunikacji niesie wiele zagrożeń. Przede wszystkim im więcej ktoś przebywa korzysta z elektronicznej komunikacji zostawia więcej śladów na temat swojej osoby. To skrzętnie jest wykorzystywane przez przedsiębiorstwa, które na tej podstawie zdobywają wiedzę na temat preferencji i słabości ludzkich. Na tej podstawie modyfikują one swoje strategie, ale też wiedzą jak oddziaływać na zachowania opinii publicznej. Ta ostatnia w efekcie, przy wykorzystaniu „owczego pędu” oddziałuje też na poszczególne osoby.

Banki robią wszystko, aby można było jak najłatwiej wydawać pieniądze. Wspierają to nowoczesne systemy elektroniczne: karty zbliżeniowe, płacenie przez telefon itd. Wszystko po to aby przeciętny konsument utracił kontrolę nad wydatkami. Generalnie w tej grze chodzi o to, aby społeczeństwo jak najwięcej konsumowało i wydawało i jak najmniej oszczędzało. To zwiększa zyski i ułatwia kontrolę. Co więcej ludzie, którzy nie mają pieniędzy, chętnie sięgają po kredyty i stają się współczesnymi niewolnikami. Najlepszym przykładem jest milion rodzin w Polsce złapanych w pułapkę z kredytem denominowanym we franku szwajcarskim.

Są również społeczne koszty elektronicznej komunikacji: stalking, mutitasking, osłabienie więzi osobistych, zanik więzi emocjonalnych, upośledzenia w komunikacji personalnej, zmiany w połączeniach nerwowych u dzieci, które korzystają nałogowo z urządzeń elektronicznych. Generalnie jednak wszyscy, którzy mają możliwość systemowego przeciwdziałania negatywnym skutkom, starają się niczego nie dostrzegać.

Dlatego zdziwiłem się aktywnością Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, który dostrzegł problem z ochroną poczty elektronicznej. Jak „Wujek Dobre Rada” na swoich stronach internetowych zaleca jak się zabezpieczać przed ryzykiem grożącym ze strony hakerów. Aby ułatwić wskazuje konkretne oprogramowania. Można by nawet temu przyklasnąć gdyby nie fakt, że GIODO już na pierwszej stronie opinii jako przykład zabezpieczenia danych podaje rosyjski program o nazwie 7-Zip. Jest to bezpłatne, wolne oprogramowanie (open source), które pozwala kompresować i szyfrować pliki. Jest to jednak bardziej zabawka, a nie pożyteczny program, albowiem ogólnie dostępne są również programy do złamania tego szyfrowania. Jako odpowiedniki podaje z kolei: GNU PrivacyGuard (projekt jest wspierany przez rząd niemiecki) oraz Pretty Good Privacy (właścicielem jest amerykański Symantec, jeden z „bohaterów” wycieku danych z CIA). Generalnie kłopot z podpowiedziami GIODO polega na tym, że zamiast pomagać ludziom w ochronie danych osobowych, wpycha ich najkrótszą drogą w objęcia tych, którzy żerują na informacjach, które można zdobyć od osób korzystających z poczty elektronicznej.

Warto zauważyć GIODO, wykazało się podejrzaną gorliwością we wskazywaniu trefnego oprogramowania, albowiem instytucja ta nie ma prawnych umocowań w tworzeniu opinii technicznych i rekomendacji. Z nieznanych powodów Główny Inspektor postanowił wyręczyć w tej materii Ministerstwo Cyfryzacji. Teraz GIODO twierdzi, że nie promuje żadnych konkretnych firm. I to nawet jest prawda, albowiem promuje konkretne produkty, ale nie bądźmy dziećmi oprogramowania nie rosną na łące.

Kontrowersyjna aktywność GIODO, poza działaniem na szkodę ludzi, może mieć poważniejsze konsekwencje. Opublikowanie przez organ państwowy „opinii” ze wskazaniem trefnych programów ochronnych, może sprawić, że osoby i przedsiębiorstwa, które skorzystają z rekomendacji GIODO i poniosą z tego tytułu straty, mogą w przyszłości żądać odszkodowań od Skarbu Państwa…. Biorąc pod uwagę, że Pani dr Edyta Bielak-Jomaa, pełniąca obowiązki GIODO, została na to stanowisko wybrana jeszcze za czasów kiedy rządziła Platforma Obywatelska, można się zastanawiać czy nie mamy do czynienia z świadomą działalnością dywersyjną?