Archiwa tagu: elektrownie wiatrowe

Status i przyszłość elektrowni wiatrowych w Polsce cały czas jest niejasna i niepewna. Jest to o tyle ciekawe, że prąd z wiatru, którego wytwarzanie nie niszczy środowiska, wydawać by się mogło, jest bardzo pożądany. Pozory!

Cały czas toczą się prace nad uregulowaniem procesu inwestycyjnego związanego z powstawaniem elektrowni wiatrowych. Nowa propozycja legislacyjna zakłada m. in. obowiązek realizacji inwestycji w oparciu o Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego. To z pewnością wydłuży i tak już bardzo długą procedurę lokalizowania elektrowni wiatrowych. Mało tego ograniczy zdecydowanie przestrzeń inwestycyjną, albowiem niewiele ponad 30 % powierzchni posiada miejscowe plany zagospodarowania przestrzenngo. Gminy przeważnie nie mają wystarczających środków finansowych, by je przygotowywać.

Stąd zrodziła się idea, aby inwestor mógł partycypować w kosztach przygotowania miejscowego planu, oczywiście, przy zachowaniu autonomiczności i niezależności gminy w zakresie treści tego aktu prawa miejscowego. To jednak nie podoba się Najwyższej Izbie Kontroli, która taką praktykę, a priori, uważa za „korupcjogenną”. Cóż, praktycznie całe życie jest „korupcjogenne” a jednak większość ludzi nie ulega temu.

Gminy szukają dodatkowych dochodów by sfinansować najważniejsze potrzeby. Dochody z tytułu posiadania na swoim terenie farm wiatrowych (gł. z podatku od nieruchomości) mogą pokrywać im od 10 do nawet 15 % rocznego budżetu. Oznacza to, że dla wielu z tych, które planują u siebie postawienie turbin wiatrowych, finansowanie projektów planów zagospodarowania przestrzennego przez inwestorów (oczywiście na ich własne ryzyko) może okazać się zbawienne.

Ekologiczny prąd? To się nie może podobać. Obawiam się, że przeciwnikami, wbrew pozorom nie są czynniki kontrolne, bojące się korupcji, ale tradycyjne elektrownie i kopalnie, które upatrują w wiatrakach zagrożenie. Cóż, dla nich byłoby lepiej, aby wiatr po polu gwizdał, a dla nas?

POMIESZANIE

Elektrownie wiatrowe trzeba postawić, aby wypełnić europejskie normy na „ekologiczny” prąd. Nie wolno ich jednak budować w promieniu kilku kilometrów od domów. Najlepiej gdyby stały poza granicami kraju. Wówczas można by kupować „zielone certyfikaty” energetyczne od państw, spełniających normy i nie bojących się elektrowni wiatrowych.

Takie myślenie sprawdziło się już przy ustawie „antyhazardowej”, która sprawiła, że rynek gier losowych i zakładów bukmacherskich wyemigrował. W ten sposób Skarb Państwa został pozbawiony znacznego przychodu, na rzecz innych krajów, a sportowcy utracili sponsorów i reklamodawców. To nie ma znaczenia, Skarb Państwa jest bardzo bogaty, a jeszcze bardziej bogaci są sportowcy, a poza tym najważniejsza jest obłuda i hipokryzja.

Elektrownie wiatrowe szkodzą też ustawie „janosikowej”. Gminy, w których powstaje prąd z wiatru stają się bogate i nie potrzebują zapomogi ze strony państwa, pobieranej od innych bogatych gmin. W ten sposób coraz więcej gmin robi się bogatych i niebezpiecznie maleje liczba gmin biednych uzależnionych od państwa. Powszechnie wiadomo jak niebezpieczne dla kraju są gminy bogate i niezależne.

Wiatraki szkodzą krajobrazowi. Niszczą go w sposób nieodwracalny, w przeciwieństwie do, na przykład, kominów hut, elektrowni czy przesyłowych sieci energetycznych, które upiększają krajobraz, nadają oryginalny charakter, stanowią atrakcje turystyczną i inspirują malarzy oraz fotografów.

Wiatraki otrzymują dotacje europejskie a prąd, który wytwarzają, nie zanieczyszcza środowiska. To bardzo zagraża nieefektywnemu przemysłowi górniczemu, za którym stoi kilkaset tysięcy pracowników, żywotnie zainteresowanych utrzymaniem status quo. To ogromnie ważna grupa osób uprawnionych do głosowania w całej niekończącej się serii wyborów.

Julian Tuwim pisał onegdaj dla dzieci: „Idzie Grześ Przez wieś, Worek piasku niesie, a przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem. „Piasku mniej – Nosić lżej!” Cieszy się głuptasek.” Cóż, widać, że wielu polityków tego wierszyka nigdy nie poznało, albo nie zrozumiało. Tak czy tak, bolesna strata.

wiatraki
Od lat trwa walka nie tylko na słowa, ale i na czyny w jaki sposób rozwiązać potrzeby energetyczne kraju. Państwo, które ma potencjał węglowy ciągle szuka innych rozwiązań. Była koncepcja zostania republiką naftową, potęgą atomową, gazowym potentatem, a teraz na wokandzie pojawiły się odnawialne źródła energii. Okazuje się, że one też mają wrogów.

Najlepiej byłoby gdyby w ogóle wyrzec się potrzeb energetycznych. Zapewne jednak nikt nie chciałby się pozbyć nie tylko samochodu i pociągu, ale również ogrzewania, lodówki, o telefonach nie wspominając. Trzeba się pogodzić z faktem, że jesteśmy cywilizacją pochłaniającą coraz więcej energii, choć też wiele czyniącą, aby robić to racjonalniej.

Węgiel, którego kraj ma pod dostatkiem, negatywnie oddziałuje na środowisko, a poza tym okazuje się, że sprowadzony z zagranicy jest tańszy, mimo, że powinien być droższy, choćby z powodu dodania kosztów sprowadzenia. Republiką naftową kraj zostać nie może, bo się okazało, że te szyby naftowe to jednak jakaś iluzja. Dobrym rozwiązaniem byłyby elektrownie atomowe, ale obywatele boją się tego, choć sąsiedzkie kraje mają takie wynalazki i jeśli tylko coś tam się stanie złego skutki nie zatrzymają się na granicach. Z elektrowniami atomowymi jest jeszcze ten kłopot, że są drogie, bardzo drogie w budowie, ich uruchomienie jest, z punktu widzenia budżetu państwa, abstrakcyjne. Co z łupkami dzięki którym kraj mógłby stać się znaczącym producentem gazu – właściwie nie wiadomo.

Co więcej, wszyscy nas pouczają, że węgiel szkodliwy, atom niebezpieczny, gaz szkodzi środowisku. Co więcej pouczają Ci, którzy sami z tego korzystają. Ta troska bierze się stąd, warto pozbyć się złudzeń, że nikt nie chce aby powstała konkurencja. Zastanawiające jest też co jest takiego strasznego w odnawialnych źródłach energii, że i one nie są godne być chociażby uzupełnieniem bezpieczeństwa energetycznego kraju.

W przypadku pozyskiwania energii z wiatru, którego w kraju jest pod dostatkiem, a co więcej nic nie kosztuje, okazuje się, że największym zagrożeniem są wydawane przez wiatraki infradźwięki. Według przeciwników jest to bardzo dla ludzi niebezpieczne. Nie wiem czy wiedzą oni o tym, że infradzięki są niesłyszalne dla człowieka, ponieważ ich częstotliwość jest za niska, aby odebrało je ludzkie ucho. Naturalnymi źródłami są m. in. duże wodospady, fale morskie, lawiny, silny wiatr, zorza polarna, a także słonie, żyrafy, wieloryby. Ludzie również wytwarzają infradźwięki choćby przez ciężkie pojazdy samochodowe, drgania mostów, głośniki, sprężarki tłokowe, rurociągi rządzenia chłodzące i ogrzewające powietrze (np.: klimatyzatory i lodówki). Jakoś nikt nie walczy specjalnie z tymi źródłami.

Co prawda są, cytując za Wikipedią opracowania naukowe, które wskazują, że przy narażeniu na wysokie poziomy infradźwięków mogą wystąpić: poczucie ucisku w uszach, dyskomfortu, nadmiernego zmęczenia, senności oraz zaburzenia sprawności psychomotorycznej i funkcji fizjologicznych, a nawet apatii i depresji. Badania prowadzone na zwierzętach wykazały, że infradźwięki o bardzo dużym natężeniu mogą doprowadzić do poważnego uszkodzenia struktur ucha. Jednak nie ma wiarygodnych badań wskazujących na szkodliwość występujących w życiu codziennym źródeł infradźwięków. Dopiero narażanie na bardzo wysoki poziom takiego typu hałasu może być niebezpieczne dla zdrowia.

Warto jednak pamiętać, że istnieje norma PN-86/N-01338, która w odniesieniu do infradźwięków sztucznego pochodzenia, określa pojęcie hałasu infradźwiękowego. Z mojego punktu widzenia oznacza to tyle, że jeśli wiatraki będą zgodne z tą normą, tak aby nie przekraczać punktu krytycznego są absolutnie do zastosowania. Wiem, że także utrudniają one życie niektórym gatunkom ptaków i godzą w walory estetyczne krajobrazu. Należy jednak znaleźć rozwiązania aby zadbać o możliwość korzystania z energii wiatrowej, a nie tylko straszyć i stawiać niekonstruktywny opór. Odnawialne źródła energii są ważne i potrzebne, choćby dlatego, że najmniej szkodzą środowisku.

Juliusz Bolek