Archiwa tagu: Facebook

Świat wirtualny jest naprawdę wirtualny, a dokładniej fikcyjny. Ilustrowały to afery z oszukaną oglądalnością reklam w Internecie. Potwierdza to również śledztwo „The New York Times” pokazujące handel followersami czyli, jakby to pięknie nazwał Mikołaj Gogol, „Martwymi duszami”.

To, że  w portalach społecznościowych w Internecie produkuje się fikcyjne profile ludzi i nimi handluje to nic nowego.  Znacząca jest skala! „The New York Times” prześwietlili firmę Devumi. Według dziennikarzy przedsiębiorstwo posiada ponad 3.500.000  fikcyjnych profili, które wielokrotnie sprzedaje. W ten sposób wsparło ono influenców (internetowe profile liderów opinii) ponad 200.000.000 nieistniejących obserwujących. Cóż, próżność, to również potrzeba, którą trzeba zaspokajać. Nastały takie czasy, że ludzie, nawet szanujące się przedsiębiorstwa, chcą mieć rzesze obserwujących wirtualnie i nie ma znaczenia, że jest to fikcyjna widownia.

Według danych „NYT” przynajmniej 55.000 fikcyjnych kont używa zdjęć i danych prawdziwych użytkowników Twittera. Devumi z pewnością nie jest jedynym podmiotem zajmującym się tym procederem. Pokazuje to skalę problemu.

Dla porządku należy zaznaczyć, że założyciel Devumi zaprzecza temu, że jego przedsiębiorstwo sprzedaje fałszywe konta. Cóż, to może być bardzo ciekawe, albowiem różne profile, oferowane przez to przedsiębiorstwo, wykorzystują do identyfikacji i budowania wiarygodności zdjęcia tych samych osób. Jak się okazuje zmieniają się tylko nazwiska,  kompetencje i zainteresowania: raz promują quasi waluty, innym razem rozgłośnie radiową, albo strony pornograficzne;  posługując się za każdym razem innym językiem: arabskim, indonezyjskim, hiszpańskim itd.

W 2017 roku 3.000.000.000 użytkowników (specjalnie piszę „użytkowników”, albowiem nie wiadomo ile osób pojawia się jako różni użytkownicy) logowało się do serwisów społecznościowych, a liczba fanów i followersów stała się nową walutą, albowiem kto ma więcej obserwujących może oferować przedsiębiorstwom zamieszczenie określonych treści za stawki, które są uzależnione od wielkości widowni.

W XX wieku mówiono, że połowa budżetu reklamowego idzie w błoto, tylko nie wiadomo która połowa? Reklama w Internecie jest znacząco tańsza od reklam zamieszczanych w innych mediach. Jednak nie sposób policzyć jaka część budżetu przeznaczonego na reklamę w Internecie idzie w błoto.

Zidentyfikowano, że znacząca część followersów jest fikcyjna. Podobnie może być z influentami. Na Twitterze, podobno, niemal 15 proc. kont to boty podszywające się pod ludzi. W listopadzie  2017, globalny portal społecznościowy Facebook przyznał, że w serwisie może być dwukrotnie więcej fałszywych kont, niż przypuszczano. Tak naprawdę nikt nie potrafi już dziś policzyć „martwych dusz”, ponieważ w zasadzie nie sposób ich wszystkich zidentyfikować. (Oczywiście można by sobie z tym poradzić współpracując z urzędami skarbowymi, przynajmniej na bardziej cywilizowanych rynkach.)

Zorganizowane w przemyślany sposób fikcyjne profile  mogą znacząco wpływać na postawy konsumenckie, a co więcej również na zachowania społeczne i decyzje polityczne. Można by nawet powiedzieć, że ludzkością dziś rządzi fikcja. I byłaby to prawda, ale przecież ktoś tą fikcją zarządza….

 

 

Jest wielce prawdopodobne, że ustawa o repolonizacji mediów będzie mieć podobne perypetie jak ustawa o mediach narodowych czy abonamencie radiowo-telewizyjnym. Zapowiada się dużo zamieszania i nerwów, a czy będę jakieś korzyści?

Jaki kształt ostatecznie przyjmie ustawa trudno przewidzieć, albowiem prace nad dokumentem owiane są tajemnicą. Na debatę Krajowej Izby GospodarczejRynek mediów w Polsce: szanse i zagrożenia związane z dekoncentracją” nie dotarł ani przedstawiciel Ministerstwa Kultury, ani poseł Jacek Sasin, choć, jak zapewniali organizatorzy, obecność została potwierdzona. Cóż, z pewnością pojawiły się poważne przyczyny absencji.

Do opinii publicznej przedostała się informacja o pracy nad ustawą medialną, której celem jest dekoncentracja tego segmentu rynku. Jednym z pomysłów jest ograniczenie udziału kapitału zagranicznego do 30 proc. Gdyby rzeczywiście tak było, to by świadczyło, że pracuje się nad ustawą repolonizacji mediów, a nie na dekoncentracją.

Obawiam się, że osoby, pracujące nad dokumentem, poruszają się w rzeczywistości XX wieku, ignorując fakt, że jest już wiek XXI. Przede wszystkim jak zdefiniować obywatelstwo kapitału, zwłaszcza w przypadku spółek mediowych, których akcje są przedmiotem płynnego obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych? Rozumiem, że za pewne autorzy zamierzają przyjrzeć się kapitałowi w przedsiębiorstwach wydających gazety, nadających sygnały radiowe lub telewizyjne. Jestem bardziej ciekaw jak zamierzają odnieść się do mediów internetowych? Bardzo interesuje mnie jak zdekoncentrują zaangażowanie kapitału zagranicznego w takich serwisach jak Google, Facebook czy Youtube?

Rozumiem, że intencja jest następująca: „kto ma media ten ma władzę, bo jest wstanie narzucić narrację opinii publicznej”. Moim zdaniem jednak większą władzę mają reklamodawcy. Najlepszym przykładem jak można zmienić ład mediany jest decyzja o powstrzymywaniu się spółek Skarbu Państwa ze współpracy i Agorą, która w wyniku tej decyzji przeżywa poważny kryzys. Czy dekoncentracja obejmie też rynek brokerów mediowych, gdzie dwa podmioty mają dominującą pozycję, albo rynek badań telemetrycznych, na którym jest tylko JEDNO przedsiębiorstwo…..

Stare powiedzenie mówi, że „nie ważne kto ma las, ważne kto ma tartak”. Z tego punktu widzenia nie jest istotne kto jest właścicielem mediów, bo ważniejsze kto jest właścicielem ich dystrybucji. To właśnie rozpowszechniający media decydują o tym kto i co może – sieci kolportażu prasy, właściciele platform satelitarnych i sieci kablowych zajmujących się przesyłem sygnału telewizyjnego i radiowego, oraz operatorzy telefonii komórkowej.

Cóż, jak widać jest parę ciekawych tematów do omówienia przy okazji rynku medialnego. Czy myśl o nich osoby pracujące nad nowymi regulacjami? Nie wiem. Nie było okazji się tego dowiedzieć.