Archiwa tagu: Inspektorat Uzbrojenia

„Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na” – śpiewał kilka lat temu zespół Stauros. Przeważnie taka sytuacji jest przed burzą. Oby tym razem było inaczej.

Od dłuższego czasu obserwuję proces modernizacji i dozbrajania polskiej armii.  Jestem nawet autorem analizy „Transformacja polskiej obronności”. Swego czasu Instytut Biznesu, który reprezentuje, był również organizatorem konferencji „Wojsko – koło zamachowe gospodarki”. Oznacza to, że przyglądam się sprawom uzbrojenia zarówno od strony wojskowej jak i ekonomicznej. To ważne, albowiem ani wojsko, ani ekonomia nie są samotnymi wyspami tylko stanowią ważne elementy, od których zależy pomyślna przyszłość.

Dużą nadzieję pokładem w walnym spotkania Rady Budowy Okrętów. Jego celem miała integracja tez niezależnych dokumentów „Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP” i „Strategicznego Przeglądu Obronnego” w jedną koncepcję użycia Marynarki Wojennej. Nadzieję pokładałem w tym, że przedstawiciele RBO uczestniczyli w pracach nad tymi dokumentami.

Niestety spotkanie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Fundamentalną przyczyną było oczywiście to, że Rada Budowy Okrętów nie posiada kompetencji decyzyjnych. Ponadto na zebraniu nie było przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej oraz reprezentacji Inspektoratu Marynarki Wojennej i Inspektoratu Uzbrojenia. 

Niewiele to zmienia skoro takie profesjonalnemu gronu nie udało się wypracować jednego, wspólnego stanowiska. Przyczyną była różnica zdań pomiędzy uczestnikami. Z jednej strony pojawili się teoretycy, dla których istotne są dokumenty, analizy i teorie. Odmienne zdanie mieli pragmatycy czyli osoby związane z przemysłem obronnym. Mam wielki szacunek dla analiz i strategii, zwłaszcza jeśli ich skutkiem mają być wieloletnie, wielomiliardowe decyzje finansowe. Niestety stwierdzam, że te dokumenty są produkowane jedne po drugim, pochłaniając energię, uwagę i czas. Natomiast sprawa uzbrojenia Marynarki Wojennej stoi zupełnie w miejscu. Wygląda to tak jakby ktoś świadomie paraliżował, i to od lat, jakieś decyzje uzbrojeniowe.

Jak się okazuje przejęcie kontroli przez Ministerstwo Obrony Narodowej nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Marynarki Wojennej nie wiele zmieniło. Może przyczyną jest wymiana praktycznie całego kierownictwa resortu? Czas jednak płynie nieubłaganie. Nic nie robienie jest też bardzo kosztowne, a przypadku modernizacji uzbrojenia również bardzo ryzykowne. Życie, a zwłaszcza sprawy obronności, to nie piosenka. Armia potrzebuje trafnych i szybkich decyzji, które pozwolą na wykorzystanie polskiego potencjału stoczniowego znajdującego się pod kontrolą rządu oraz dozbrojenia.

Szybkie wsparcie dla armii jest możliwe dzięki współpracy z francuską stocznia DCNS, wyspecjalizowaną w budowie okrętów podwodnych. W tej sprawie Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła już porozumienie, które przewiduje transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych. Chyba warto kontynuować tę współpracę, która da nowy impuls polskich stoczniom, krajowe uzbrojenie dla Marynarki Wojennej oraz wzrost potencjału gospodarczego. Oczywiście można czekać dalej, pytanie brzmi tylko na co? Czy jest jakaś racjonalna alternatywa czy tylko marzenie o kolejnych raportach, analizach i dokumentach?

Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na…….

 

Umarły helikoptery, niech żyją helikoptery! – Można by zakrzyknąć. W rzeczywistości sprawa jest dużo poważniejsza, albowiem w wyniku zakończenia negocjacji z Airbusem w sprawie helikopterów wielozadaniowych caracali dla polskiego wojska, okazało się, że armia, w sprawie uzbrojenia, cofnęła się o kilka lat. Pojawiło się pytanie czy zysk z przerwania kontrowersyjnego przetargu, może oznaczać stratę, nie tylko czasu, ale nieść zwiększenie konkretnych zagrożeń?

Stratą, pomijając interes polskiego wojska i gospodarki, było obrażenie się Francji. Pilnowanie przez Polskę narodowych interesów uznano w Paryżu za afront. Potem pojawiły się enuncjacje Prasowe, sugerujące związki Antoniego Macierewicza, Ministra Obrony Narodowej z amerykańskim lobbystą Alfonse’em D’Amato, który pracuje m.in. dla koncernu Lockheed Martin, producenta helikopterów Black Hawk w Mielcu. Później pojawiła się wypowiedź szefa resortu, że rozważany jest zakup właśnie tych maszyn, a następnie koncepcja budowy własnego sprzętu w koprodukcji z Ukrainą. Opinia publiczna, na każdą nową informację, coraz bardziej, ze zdumienia otwierała oczy i pewnie te oczy by lada moment wypadły z oczodołów, gdyby nie nagły zwrot akcji.

Zdaje się jednak, że wszystkie te „zajawki” były raczej puszczaniem próbnych balonów i obserwowaniem, kto w jaki sposób będzie reagował. Po tym festiwalu dziwnych wypowiedzi, Ministerstwo Obrony Narodowej przystąpiło do działania i ogłosiło powrót do negocjacji o zakupie helikopterów z uczestnikami zamkniętego przetargu. Zaproszenie do rozmów zostało wystosowane do producentów: PZL Mielec, PZL Świdnik i Airbus. Zamówienie ma zostać zrealizowane w trybie tak zwanej pilnej potrzeby operacyjnej zgłoszonej przez siły zbrojne. Oznacza to, że m.in. negocjacje nie będą obejmować zapewnienia Polsce offsetu. I bardzo dobrze, albowiem Polska w tej formule prowadzenia negocjacji nie ma dobrych doświadczeń.

Istotą aktualnej procedury jest pośpiech i zaspokojenie natychmiastowych braków w wojsku. Jak wiadomo, szybkość najlepsza jest przy łapaniu pcheł, a przy zakupie sprzętu bojowego o wartości kilkunastu miliardów już niekoniecznie. Prawdopodobnie jednak kilka lat działania komisji przetargowej pozwoliło zgromadzić Inspektoratowi Uzbrojenia bogata wiedzę na temat możliwości i walorów poszczególnych helikopterów. Teraz ważne jest aby dopasować możliwości producentów do realnych potrzeb polskiej armii. W ten sposób prawdopodobnie zostaje też obalony mit, że przetarg na helikoptery został unieważniony z powodu potrzeb finansowych na zaspokojenie programu rodzinnego 500+.

Kto ma szanse. Teoretycznie wszyscy. Moim zdaniem jednak najmniejsze Airbus, w związku z poddaniem kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego procedury przetargowej. To z kolei, po dziwacznych enuncjacjach byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który nagle ujawnił, że posiada niezwykle rozległą wiedzę w tej materii. PZL Mielec wydaje się faworytem, jednak należy pamiętać, że w Polsce znajduje się tylko montownia amerykańskich helikopterów. Wyborowi tego oferenta mogą szkodzić też posądzenia o związki Ministra z z lobbystą Lockheed Martin. Czy to by oznaczało, że największe szanse ma PZL Świdnik, który jest faktycznym producentem w Polsce helikopterów?

Szczerze powiem, że nie wiem. I tym różnię się od wszystkich, którzy też nie wiedzą, ale mówią. Niezależnie od wszystkiego nie będę kibicował żadnemu z producentów, ale polskim żołnierzom, albowiem najbardziej interesuje mnie sprawność naszej armii i w tym upatruję prawdziwy zysk.

Po przeczytaniu warunków przetargu mogę przewidzieć jaka oferta wygra. Podobnie, po zapoznaniu się ze składem orzekającym, potrafię ocenić jakie będzie rozstrzygnięcie sądu. Sądy nie są miejscem do szukania sprawiedliwości. Jednak ideą przetargów powinno być skuteczne wybieranie najlepszej możliwości. Obserwując jednak to, co dzieje się w tej materii w Inspektoracie Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej, można mieć poważne wątpliwości.

Generalnie uważam, że sprawy wojskowe, zwłaszcza te, które dotyczą obronności i bezpieczeństwa narodowego, powinny być objęte tajemnicą państwową. Zwłaszcza teraz, kiedy za wschodnią granicą toczy się wojna i to, co się tam dzieje, ma realny wpływ na sytuację w kraju, a może mieć również na przyszłość państwa polskiego. Jednak, skoro już nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne przeprowadziło kontrolę, w Inspektoracie Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej, w sprawie zamówień publicznych z lat 2011- 2014 oraz rozporządzania mieniem w tym okresie, to znaczy, że niezależnie od wyników badania mleko już się wylało.

Inspektorat Uzbrojenia MON powstał w 2011 roku. Oznacza, to że kontrola CBA dotyczy całego okresu działalności. Inspektorat jest odpowiedzialny za zakupy dla wojska. Rząd zakłada, że w najbliższych dziesięciu latach wydatki na modernizację techniczną sił zbrojnych wyniosą łącznie ok. 131,4 mld zł (dotyczy to nie tylko 14 programów operacyjnych, ale także innych wydatków modernizacyjnych). To potężne środki i pewnie dlatego budzą wiele emocji.

Inspektorat Uzbrojenia podlega wiceministrowi ds. uzbrojenia i modernizacji MON. Do połowy 2012 r. był nim Marcin Idzik. Następnie zajmował się tym gen. Waldemar Skrzypczak, który pod koniec listopada 2013 roku zrezygnował ze stanowiska, a jego kompetencje przejął wiceminister Czesław Mroczek. Pierwszym szefem Inspektoratu był gen. dyw. Andrzej Duks. Od października 2012 r. kieruje nim gen. Sławomir Szczepaniak, który, jak donosi portal Altair, złożył rezygnację. Jak na 3,5 roku działalności tego organu rotacja personalna jest zaskakująco duża i niepokojąca.

Zaniepokojona sytuacją jest sejmowa Komisja Obrony Narodowej. Poseł Michał Jach, z tej Komisji, tak wyjaśnia sprawę: „Od prawie dwóch lat trwa program modernizacji technicznej sił zbrojnych, ambitny program, który w zamyśle miał je unowocześnić. Oczekiwaliśmy, że poszczególne projekty będą prowadzone w sposób przejrzysty […] Tymczasem, od początku wdrażania programu co jakiś czas jesteśmy zaskakiwani informacjami prasowymi o niejasnych decyzjach i dziwnych procedurach. Ani jeden program nie przebiega zgodnie z harmonogramem”. Przetargi budzące niepokój to m. in.: zestaw obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu (około 16 mld zł), siedemdziesiąt śmigłowców wielozadaniowych (około 10 mld zł) czy też trzy okręty podwodne wraz z pociskami manewrującymi (około 7,5 mld zł).

Twórcami perturbacji są ludzie z Inspektoratu Uzbrojenia. Przykładowo: niejasność dokumentacji przetargowej sporządzonej dla zakupu śmigłowców wielozadaniowych spowodowała, że oferenci złożyli 800 pytań technicznych! W tym przetargu, podobnie jak w przypadku zestawu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu, zmieniano wymagania w trakcie procedury przetargowej. Sprawa wyboru dostawcy okrętów podwodnych, dla postronnego obserwatora, już choćby na podstawie doniesień medialnych, jest co najmniej podejrzana. Generalnie w Inspektoracie nie ma jednej przewodniej myśli: wybieramy najtańszy, najlepszy, najnowocześniejszy, najbardziej kompatybilny. Raz można odnieść wrażenie, że warunki przetargu są pisane pod konkretnego oferenta, innym razem jest to koncert życzeń, których nikt nie jest w stanie spełnić. Kogo interesują szczegóły, odsyłam na specjalistyczne portale internetowe takie jak: Defence24, Altair czy Biznes Alert, gdzie regularnie publikowane są materiały wykazujące błędy w kolejnych publikowanych przez Inspektorat Uzbrojenia dokumentach. – Włos się jeży.

Wszystko to napawa mnie pesymizmem. Chodzi o naprawdę poważne pieniądze i co ważniejsze o bezpieczeństwo narodowe. W takich sprawach dziwaczne tańce powinny być po prostu zakazane. Wszelkie wątpliwości w ogóle nie powinny powstawać, bo interes powinien być JEDEN.