Archiwa tagu: Instytut Biznesu

Pandemia i wywołany nią kryzys w 2020 roku, zdaniem ekspertów od zarządzania zasobami ludzkim, zmienił układ sił na rynku pracy. Przeważa opinia, że znów pracodawcy zyskali przewagę negocjacyjną nad zatrudnionymi. Kiedy jednak rozmawia się z osobami, które zajmują się kapitałem ludzkim pojawiają się opinie, że trudno mówić kto dominuje na rynku pracy, w sytuacji kiedy brakuje pracowników o oczekiwanych kompetencjach i kwalifikacjach.

Potwierdza to ciekawy przypadek Grupy KGHM, która zatrudnia około 30.000 pracowników. Pozycjonuje to koncern w pierwszej dziesiątce największych polskich pracodawców. Średnie zarobki w KGHM to około 9.000 zł, grubo powyżej średniej krajowej. Sprawia to, że jest to jeden z najbardziej pożądanych pracodawców. Jednak koncernowi mimo wysokiej pozycji i dobrej opinii jako pracodawcy, stale brakuje kompetentnej i wykwalifikowanej kadry. Potrzebni są pracownicy o specjalnych o kompetencjach, a takich jest po prostu mało.

KGHM z niedoborami radzi sobie w ten sposób, że aktywnie działa na rzecz wdrażania gospodarki 4.0. Przede wszystkim roboty zastępują ludzi, w realizacji najbardziej niebezpiecznych zadań, oczywiście tak gdzie jest to możliwe. Trwają również prace nad realizacja gospodarki obiegu zamkniętego. Jednak nie wszytko mogą wykonywać roboty. Ciągle jeszcze w procesach produkcji i działalności człowiek stanowi konieczne ogniwo.

W KGHM brakuje m. in. mechatroników, automatyków i informatyków. Koncern działa na rzecz Rozwoju kapitału ludzkiego. KGHM sponsoruje na przykład w okolicznych szkołach atrakcyjne pracownie matematyczno-fizyczne, wierząc, że w ten sposób wśród młodych ludzi spopularyzuje zainteresowanie naukami ścisłymi, a w konsekwencji w przyszłości będzie mógł pozyskać utalentowanych pracowników, co oznacza, że jest to organizacja przygotowana na nadchodzące pokolenie alfa.

KGHM wspiera także Fundację Innowacje i Dziedzictwo Kulturowe REVIMIENE. Organizacja prowadzi obecnie drugą odsłonę programu „Przewodnicy KGHM”. Jest to inicjatywa skierowana do młodych osób. Po zakończonej rekrutacji wybrani studenci z całej Polski mogą wziąć udział w zjazdach szkoleniowych, które mają pomóc rozwinąć umiejętności w zakresie wystąpień publicznych, negocjacji, zarządzania. Oprócz praktyki biznesu uczestnicy będą mogli zyskać wiedzę z zakresu geopolityki. Bardzo ważnym elementem są sesje na temat ładu korporacyjnego, który ciężko jest poznać w warunkach akademickich.Zajęcia dla uczestników są prowadzone przez menadżerów KGHM oraz uznane autorytety ze Stanów Zjednoczonych oraz Polski.Wykładowcy zza oceanu Atlantyckiego mają dodatkowo za zadanie zaszczepić amerykańską wizję i optymistyczne podejście do dzisiejszych wyzwań.

KGHM podaje, że program przynosi konkretne efekty. Kilku uczestników programu już pracuje dla koncernu. Przedsiębiorstwo przygląda się poczynaniom pozostałych, by nawiązać współpracę w przyszłości. Prezes KGHM, Marcin Chludziński, słusznie zauważa, że „Dziś w błyskawicznie zmieniającym się otoczeniu coraz większe znaczenie zyskują umiejętności dostrzegania i przewidywania związków przyczynowo-skutkowych, rozumienia globalnych trendów ekonomicznych, kulturowych i politycznych oraz krytyczne myślenie. Takiego chłodnego, logicznego myślenia często brakuje współczesnym Polakom. Dzięki takim inicjatywom chcemy to zmienić. To jest nasza kuźnia kadr, z której będą wychodzić młodzi ludzie godni unieść ciężar wyzwań, które nam stawiają niespokojne czasy.”

W dzisiejszych czasach nie zasoby ludzkie, lecz kapitał ludzki ma znaczenie. Ktoś powie, że to tylko zmiana słownictwa. Otóż nie, różnica jest znacznie ważniejsza, prawie taka jak pomiędzy zyskiem i stratą, a w KGHM rozumieją to doskonale.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polska od wielu lat zabiega o inwestycje zagraniczne. Wynika to z niedostatecznych oszczędności i kapitałów wewnętrznych. Obcy kapitał przynosi też wiele pozytywnych efektów. Pandemia wpłynęła na zmiany w procesach decyzyjnych związanych z inwestowaniem.

W ciągu ostatnich dziesięcioleci zmieniało się podeście międzynarodowego kapitału do inwestowania w Polsce. Historycznie najchętniej zagraniczni inwestorzy uczestniczy w procesach reprywatyzacyjnych. W niektórych przypadkach były to spektakularne sukcesy, w innych niestety chodziło tylko o likwidację konkurencji. Poległ przemysł samochodowy. Polska nie produkuje własnych samochodów, chociaż wiele się tu ich produkuje. Cementownie znalazły się rękach zagranicznych inwestorów. Wiele rodzimych marek zniknęło. Łatwym łupem dla inwestorów okazał się sektor bankowy. Skutkiem jest teraz to, że Polska ma jeden z najnowocześniejszych systemów finansowych. Negatywnie należy ocenić aktywność inwestorów zagranicznych w projekcie otwartych funduszy inwestycyjnych. To jednak wina całego konceptu, na którym skorzystali ci co się zorientowali. Dlatego trudno jednoznacznie potępić czy pochwalać inwestorów zagranicznych. Pewne jest jednak, że ich działalność wpływa stymulująco na polską gospodarkę.

Do Polski w ostatnich latach przypłynął znaczący kapitał m. in. z Holandii, Niemiec, Francji oraz Stanów Zjednoczonych. Zadomowiły się na nad Wisła światowe koncerny motoryzacyjne takie jak: General Motors, Fiat, Volkswagen, Toyota, Izuzu, Man. Rynek handlu zrewolucjonizowały: Cash & Cary, Media Markt, Saturn, Carrefour, Auchan. Pojawiły się też sieci paliwowe takiej jak BP, Shell, Circle, które jednak nie zagroziły pozycje PKN Orlen. W ostatnim czasie wyobraźnie uruchomiły inwestycje Microsoftu i Gooogle, albowiem są to nie tylko jednymi z największych przedsiębiorstw, ale wyznaczają wręcz kierunki technologiczne.

Po latach Polacy zrozumieli, że zdanie „kapitał nie ma pochodzenia” jest kłamstwem, albowiem istotne znaczenie ma, kto jest właścicielem, bo to on podejmuje najważniejsze decyzje wpływające na życie gospodarcze i społeczne. Warto spostrzec, że w programach prywatyzacyjnych polskich przedsiębiorstw uczestniczyły zagraniczne przedsiębiorstwa państwowe. Oznacza to, że nie było mowy o prywatyzacji tylko o przekazywaniu kontroli nad wybranymi przedsiębiorstwami obcym państwom, a mowa nie o jakiś drobnostkach tylko takich strategicznych spółkach jak Telekomunikacja Polska (Orange), Powszechny Zakład Ubezpieczeń, Elektrociepłownie Warszawskie, banki itd. Z drugiej strony rozproszeni inwestorzy zagraniczni (z różnych państw) zwiększają bezpieczeństwo Polski, albowiem są oni zainteresowani stabilnością państwa w, którym prowadzą interesy. W tym aspekcie pochodzenie kapitału ma nawet pozytywne znaczenie.

Pandemia dokonała poważnej rewizji koncepcji gospodarczych. Zerwane łańcuchy dostaw, chaos logistyczny, wzrost niepewności, oraz potrzeba dywersyfikacji ryzyka sprawiła, że inwestorzy rozważają zmiany w podejściu do lokowaniu kapitału. W ramach tej weryfikacji Polska może znaleźć się w obszarze zainteresowania. Państwo działa w ramach Unii Europejskiej co oznacza, że cały rynek wspólnotowy jest dostępny. Polska ma stosunkowo tani w pozyskaniu kapitał ludzki, a jednocześnie Polacy posiadają wysokie kwalifikacje, uchodzą za bardzo pracowitych i mało roszczeniowych. W ostatnich dziesięciu latach w znaczący sposób poprawiła się infrastruktura, która dla prowadzenia biznesów, zwłaszcza opartych na sprawnej logistyce ma fundamentalne znaczenie.

W Polsce obecnie jest 14 specjalnych stref ekonomicznych, wspieranych przez 74 parki przemysłowe i technologiczne, rozlokowane we wszystkich województwach. Zagraniczny biznes może liczyć na szereg ulg i udogodnień, które pozwalają na szybszy zwrot z inwestycji. Ważne jest nikłe ryzyko inwestycyjne w Polsce oraz stabilność. Polska ma obecnie szansę na pozyskanie znaczących kapitałów zagranicznych. Zobaczymy czy inwestorzy zdecydują się na znaczące inwestycje. Gdyby tak się stało byłby to poważny zysk dla Polski.

Ocena atrakcyjności Polski dla inwestorów w Polsce będzie tematem debat, które będę miał zaszczyt prowadzić, na konferencji gospodarczej WIZJA ROZWOJU, w Gdyni, w dniach 24 – 25 sierpnia 2020 roku. Szczegóły pod linkiem https://wizjarozwoju.pl/ . Zapraszam.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polska ma dobre zapisy antydyskryminacyjne i pod tym względem wypada nawet korzystnie tle innych państw europejskich. Jest to również jedna z fundamentalnych zasad, której przestrzegają organizacje praktykujące społeczną odpowiedzialność biznesu. Niemniej właśnie rozpoczęło się procedowanie nowelizacji kodeksu pracy, zainicjowanie przez Prawo i Sprawiedliwość zakładające bardziej restrykcyjną walkę z dyskryminacją kobiet na rynku pracy.

Art. 94 § 2 Kodeksu Pracy ma otrzymać brzmienie: „Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu albo różnicowaniu wysokości wynagrodzenia ze względu na płeć pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu pracowników.”

Potrzeba nowelizacji wskazuje, że dotychczasowe przepisy zapewne były niewystarczające. Statystycznie Polki zarabiają kilkanaście procent mniej niż Polacy. Jeszcze w marcu 2020 roku w Polsce rynkiem pracy rządzili pracownicy. Kryzys wywołany pandemią odwrócił tę sytuację i być może znów nadeszły czasy sprzyjające dyskryminacji, w tym również przejawiającą się w wynagradzaniu za pracę.

W relacjach pracodawca – pracownik zawsze zawiera się sprzeczność interesów również w ustalaniu wynagrodzenia. Jednak przedsiębiorcy, którzy z jakiejkolwiek przyczyny stosują jakikolwiek mobbing działają przeciwko sobie. Dyskryminowanie z jakiegokolwiek powodu sprawia, że pracodawcy ryzykują utratą najlepszych pracowników, tylko dlatego, że ci są poddawani mobbingowi. Ta refleksja powinna zawsze im towarzyszyć i być fundamentalnym imperatywem, który powinien ich powstrzymywać od takich praktyk. Przepisy, w tym kodeks pracy i zasady społecznej odpowiedzialności biznesu, powinny mieć w tym zakresie jedynie znaczenie dyscyplinujące i uświadamiające. Równe traktowanie pracowników jest w interesie wszystkich.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Pandemia pandemią. Tarcze antykryzysowe I, II, III, IV i tak dalej sobie. Jest jednak pewne, że nie wszystkie przedsięwzięcia gospodarcze przetrwają, wywołany wirusem SARS-CoV-2, kryzys. Stanie się tak nie z powodu, zdarzeń nadzwyczajnych, a z powodu, że są one katalizatorem spraw, które i tak powinny się wydarzyć.

Przedsiębiorstwa, które przed wprowadzeniem ograniczeń powodu pandemii znajdowały się trudnym położeniu ekonomicznym, prawdopodobnie, przeważnie są skazane na zakończenie aktywności. W takiej sytuacji mogą być one skłonne do sięgania po ustawę „Prawo restrukturyzacyjne” uchwaloną w 2015 roku. Teoretycznie celem tych przepisów jest podejmowanie działań, mających na celu uratowanie przedsiębiorstwa, które znalazło się w krytycznej sytuacji. W praktyce jest to przejęcie kontroli nad majątkiem przez syndyka. Zarząd i właściciele praktycznie tracą jakikolwiek wpływ na spółkę. Syndycy przeważnie realizują swoje interesy, które przeważnie są sprzeczne z interesami nie tylko władz przedsiębiorstwa, ale nawet jego wierzycieli. Takie są moje osobiste obserwacje, wynikające z uczestnictwa w kilku procesach restrukturyzacyjnych i analizy wielu innych.

W zasadzie korzystanie w krytycznej sytuacji przez spółki z możliwości jakie daje „prawo restrukturyzacyjne” jest to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Instytut Biznesu, który reprezentuję, zajmuje się rozwiązywanie problemów przedsiębiorstw skomplikowanej sytuacji ekonomicznej. Według mnie każda spółka, która boryka się z problemami finansowymi jest inna i nawet najbardziej uniwersalne prawo nie ma możliwości uwzględnić wszystkich indywidualnych sytuacji. Oznacza to, że poszukiwanie remedium dla każdej organizacji musi być inne.

Eksperci i specjaliści Instytutu Biznesu, dla zgłaszających się przedsiębiorców, za każdym razem przygotowują analizy i rozwiązania stosując holistyczne podejście dla każdego przypadku. Rozwiązań krytycznych sytuacji jest znacznie więcej niż przewiduje to prawo restrukturyzacyjne. Oczywiście wymaga to znaczącej wiedzy, doświadczenia biznesowego oraz relacji z potencjalnymi inwestorami i partnera. To właśnie silne strony Instytutu Biznesu, które może on wykorzystać w wypracowywanych programach naprawczych.

Dla przedsiębiorstwa krytyczna sytuacja ekonomiczna nie musi oznaczać końca. Literatura biznesu opisuje wiele takich przypadków, z których chyba najbardziej znanym jest historia Nokii, która już trzykrotnie się odradzała. To, też dowód, że polskie przedsiębiorstwa mogą z wirusowej pandemii wykaraskać się. Z mojego doświadczenia wynika, że, w wielu przypadkach sanacja jest możliwa, jeśli korzysta się z doświadczonych partnerów, takich jak chociażby zespół ekspertów i specjalistów instytutu Biznesu. Takie szczęśliwe zakończenie jest bardzo pożądane dla każdego przedsiębiorstwa, które jest zagrożone zakończeniem działalności.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Obecnie najwęższym odcinkiem hamującym rozwój polskiej gospodarki jest brak pracowników. Wielu przedsiębiorców deklaruje, że gdyby mogli powiększyć kapitał ludzki organizacji pozwoliłoby to na przyjęcie nowych zamówień.

Ogłoszone niedawno Stanowisko Instytutu potwierdza, że „barierą ograniczającą rozwój gospodarki pozostaje niedobór siły roboczej. (…) Brakuje specjalistów z obszaru techniki informatycznej (IT) oraz inżynierów, którzy dodatkowo są wypychani z polskiego rynku poprzez projekty typu zniesienie 30-krotności składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Coraz trudniej znaleźć robotników przemysłowych, operatorów maszyn i urządzeń, ale również pracowników gotowych do pracy w usługach, w tym w przedsiębiorstwach sprzątających. Największe trudności ze znalezieniem rąk do pracy występuje w okresie letnim, kiedy pracownicy i rolnicy muszą wykonać prace sezonowe.”

Nic dziwnego, skoro kilka milionów Polaków wyjechało z kraju. Na to nałożyło się zjawisko niżu demograficznego. W związku z tym musiało dojść do sytuacji, w które brakuje pracowników. Najszybszym rozwiązaniem deficytu „rąk do pracy” jest pozyskanie ich z zagranicy. Szacuje się, że największym wsparciem dla polskiej gospodarki są Ukraińcy. Szacuje się, że jest ich Polsce od 900.000 do nawet 2.000.000. Precyzyjne dane są trudne do uzyskania ze względu na dużą fluktuację. Niemniej należy szacować, że 10 proc. pracujących w Polsce to cudzoziemcy. Tak znaczącej grupy pracowników nie wolno bagatelizować.

Ciągła rotacja pracowników dla polskich przedsiębiorców to stała niepewność oraz czas i koszty związane z rekrutacją. Stąd też apel Instytutu Biznesu do ustawodawcy, aby dokonać zmian w przepisach, tak aby pracownicy z zagranicy mieli w Polsce bardziej stabilne warunki funkcjonowania. Jest to ważne również dlatego, że już rozpoczęła się rywalizacja o ich pozyskanie ze strony innych państw Unii Europejskiej.

Instytut Biznesu postuluje, aby rząd podjął się dyskusji nad wprowadzeniem kolejnych zmian ułatwiających zatrudnienie cudzoziemców. Wśród nich ważne jest wydłużenie okresu pracy wykonywanej bez zezwolenia na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi oraz terminów informacyjnych w tym obszarze nakładanych na pracodawców. Inne propozycje to odstąpienie od ponowienia procedury uzyskania zezwolenia na pobyt i pracę w przypadku zmiany pracodawcy oraz skrócenie oczekiwania na wizyty w konsulatach.

Bez wprowadzenia bardziej korzystnych rozwiązań związanych z zatrudnieniem pracowników  z zagranicy rozwój polskiej gospodarki jest zagrożony. Bez tego grożą nam poważne straty.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Premier Mateusz Morawiecki zapowiada od stycznia 2020 roku czyli za 3 miesiące podniesienie minimalnej płacy do 2.600 zł. Prezes Prawa Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oświadczył, że od 2021 roku będzie ona wynosiła 3.000 zł. W 2023 roku przewidziano, że będą to już 4.000 zł. Dla pracowników to bardzo dobre wiadomości, bo wraz z podwyżką płac minimalnych rosnąć będzie też średnia płaca. Jakie wywoła to inne skutki?

Gdyby takie zapowiedzi podwyżek wynagrodzeń składała Platforma Obywatelska można by uznać, że z pewnością zrobią coś odwrotnego. Kiedy deklaracje padają od liderów Prawa i Sprawiedliwości wydaje się, że mimo iż deklarowane w przedwyborczej gorączce, mogę zostać spełnione. Należy zatem brać je poważnie pod rozwagę.

Rząd uważa, że zrobił również bardzo wiele dla przedsiębiorców, przykładem ma być chociażby „konstytucja dla biznesu”. Najwięcej zyskują mali i mikro przedsiębiorcy przedsiębiorcy. Teraz bardziej korzystne rozwiązania zapowiedziano dla małych i średnich. Większe przedsiębiorstwa będą musiały korzystać z efektu skali, o ile im się to uda. Niemniej nowe minimalne wynagrodzenia z pewnością są to rewolucyjnie zmiany na rynku pracy, których skutki odczujemy wszyscy.

Przez ostatnie dziesięciolecia Polska rywalizowała z pozostałymi krajami niskimi kosztami pracy. Teraz to już będzie przeszłość. Podnoszenie minimalnego wynagrodzenia oznacza generalnie wzrost wszystkich wynagrodzeń. Nie wszystkie sektory gospodarki będą się mogły na to przestawić, dlatego prawdopodobnie wiele przedsiębiorstw zakończy swoją działalność. Czy ich miejsce zajmą mali i mikroprzedsiębiorcy?

Warto też pamiętać, że wzrost wynagrodzeń przełoży się na wzrost cen towarów i usług. W wielu przypadka będzie to oznaczać, że realna wartość wynagrodzenia może nie ulec znaczącej zmianie. Może natomiast być to czynnikiem inflacjogennym. Zwracał już na to uwagę w sierpniu 2019 roku Instytut Biznesu w swoim stanowisku dotyczącym wzrostu inflacji. Czynnikiem łagodzącym może być zapowiedź przez rząd brak deficytu budżetowego w 2020 roku. Wzrost wynagrodzeń oznacza, że zwiększą się wpłaty na ubezpieczenie społeczne. To może okazać się zbawienne dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wyższe wynagrodzenia mogą sprawić większe zainteresowanie pracą w Polsce. Imigranci zarobkowi, którzy dziś stabilizują krajowy rynek pracy mogą być bardziej zainteresowani pozostaniem na nim. Polacy zaś będą się bardziej zastanawiać, czy opuszczać ojczyznę w pogoni za lepszymi zarobkami

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Jeszcze kilkanaście lat temu ci,którzy stracili słuch zmuszeni byli porzucić nadzieję, że kiedykolwiek znów usłyszą. Ale nadzieja wróciła, i to za sprawą prof. Henryka Skarżyńskiego, twórcy Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach pod Warszawą, w którym każdego dnia wielu pacjentów odzyskuje słuch.

To, czego dokonał prof. Henryk Skarżyński wraz ze swoim zespołem budzi podziw i szacunek. Polska otolaryngologia znajduje się dziś na wysokim, światowym poziomie. Lekarze w tysiącach już liczą swoich pacjentów, których udało się wyrwać ze świata ciszy. Wśród nich były też osoby rozkochane w muzyce. Dla nich utrata słuchu była życiową katastrofą.

Kiedy pięć lat temu uczestniczyłem w Międzynarodowym Festiwalu Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy”, organizowanym właśnie przez prof. Henryka Skarżyńskiego, sądziłem, że będzie to jednorazowe wydarzenie. Okazało się jednak, że impreza szybko wpisała się w kalendarz kulturalny Warszawy. Właśnie zakończyła się piąta edycja Festiwalu!

Wydarzenie jest wyjątkowe. Występują w nim osoby, które słyszą dzięki skomplikowanym implantom ślimakowym. Podczas koncertów prezentują całe spektrum umiejętności wokalnych i instrumentalnych.Na obecną edycję festiwalu zjechali muzycy z 25 krajów m.in. z Australii, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Gruzji, Rumunii, Rosji, Kolumbii, Danii, Kazachstanu, Hiszpanii czy Filipin.W jury zasiedli m.in. prof. Ryszard Zimak, Vadim Brodski, prof. Jerzy Stuhr, dr Alicja Węgorzewska-Whiskerd i Irena Santor.

Zagranicznymi laureatami jubileuszowej edycji festiwalu „Ślimakowe Rytmy” zostali: grająca na flecie Salome Daghundaridze z Gruzji, grający na fortepianie: Anamaria Stefania Nastase z Rumunii, Abay Nurlanuly z Kazachstanu, Ilona Pashkevich z Rosji, grający na dombrze Nurbol Seydulla z Kazachstanu, grająca na flecie prostym Bettina Gelliner Turner ze Stanów Zjednoczonych, grająca na klarnecie Mireia Pozas Saiz z Hiszpanii, grający na puzonie Alek Mansouri ze Stanów Zjednoczonych i śpiewająca Lova Rose Rohrmann Heick z Danii.

Wśród finalistów znalazł się także Polak, 26-letni wokalista, Paweł Sepioło, który już jako dziecko posiadał ogromny talent muzyczny. Niestety, niespodziewanie stracił słuch. Natychmiastowe leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów, a jedynym rozwiązaniem okazało się wszczepienie implantu słuchowego. Ta procedura medyczna pozwoliła mu kontynuować rozwijanie muzycznych zainteresowań, a jego udział w Festiwalu jest tego świetnym przykładem.

Festiwalowi towarzyszyła konferencja naukowa pt. Muzyka w Rozwoju Słuchowym, która dotyczyła takich tematów jak muzykoterapia i choreoterapii, nowości w leczeniu szumów usznych oraz odbioru muzyki za pośrednictwem implantów. Wzięli w niej udział muzycy, muzykoterapeuci, lekarze m.in. dr Simon Procter, prof. Ryszard Zimak, dr Bogumiła Dziel-Wawrowska, dr Danuta Raj-Koziak i dr Elżbieta Włodarczyk. Uczestnicy festiwalu brali też udział w interaktywnych warsztatach muzykoterapeutycznych i tańca integracyjnego oraz w zajęciach z emisji głosu.

Międzynarodowy Festiwal „Ślimakowe Rytmy” dowodzi, jak skuteczna może być terapia leczenia problemów ze słuchem właśnie dzięki ślimakowym implantom. To nie tylko kwestia przywracania sensu życia pacjentom, ale również ich przepustka do pełnoprawnego udziału w życiu społeczeństwa. Otolaryngologia ma więc również wymiar ekonomiczny.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Szczęśliwy pracownik sukcesem firmy. Współczesne wyzwania w zarządzaniu firmą to tytuł debaty przeprowadzonej podczas gali wręczenia nagród „Ambasadorzy HR, przez Instytut Biznesy. Uważam go za bardzo przewrotny, by czy praca ma dawać szczęście?

Wydaje mi się, że koncept aby praca dawała szczęście jest wspaniały. Przeważnie najbardziej szczęśliwy pracownik to taki, który nie pracuje. Tak jest jednak tylko pozornie. Praca sprawia, że ludzie zyskują sens życia i czują się społecznie użyteczni. Niezależnie od tego przed biurami kadr, zarządzania zasobami ludzkimi i zarządzania kapitałem ludzkim stoją nowe wyzwania jak sprawić, żeby praca szła do przodu, a pracownicy, który ją wykonują byli szczęśliwi. To oznacza nowe podejście do zatrudnionych, którzy powinni stać się partnerami w biznesie, rozumiejący, że uczestniczą w budowaniu strategii i wartości organizacji, co przekłada się również na ich osobiste korzyści.”.To może być też nowe pole dla aktywności marketingowej wyrażające się chociażby z sloganie „towary i usługi od szczęśliwych pracowników

W debacie na temat „szczęśliwych pracowników” uczestniczyli Rafał Hiszpański – Prezes DAS Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej, Ewa Małyszko – Prezes Zarządu PFR TFI, Barbara Misiewicz-Jagielak – Wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego iMichał Gierczak – CEO  Connectis. Dyskusję prowadziła Paula Rejmer – Dyrektor w Hays Poland. W trakcie debaty zastanawiano się co może zrobić HR i pracodawca, by pracownik komfortowo i efektywnie pracował, z poczuciem zabezpieczenia i dbania przez pracodawcę o jego bezpieczeństwo finansowe? Wskazywano, że bogata oferta benefitów i dodatków pozapłacowych w wielu branżach to już standard. Stąd też rodziło się pytanie: czy są jeszcze sfery, w których pracodawca może zaoferować pracownikowi wartość dodaną? Zagadnień do dyskusji było więcej: W jaki sposób i w co angażować pracowników, aby przekładało się to na pozytywne wyniki ich pracy? Czy inwestowanie w szkolenia, kursy są w stanie związać pracownika z firmą? Jakie jest dziś idealne miejsce pracy? Czego oczekują pracownicy? Odpowiedź na wszystkie pytania wypełniłaby grubą książkę.

Kiedy piszę o gali „Ambasadorzy HR 2019”, zorganizowanej przez Instytut Biznesu, wypada mi też dodać kto został nagrodzony tym zaszczytnym tytułem:

Connectis – spółka specjalizująca się w budowaniu dedykowanych zespołów techniki informatycznej i tworzeniu najlepszych miejsc pracy w tym sektorze. Connectis zatrudnia ponad 350 Developerów.

Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, reprezentujący 18 wiodących krajowych producentów leków, którzy zapewniają pracę farmaceutom, analitykom medycznym, lekarzom, chemikom, biologom.

Brown-Forman Polska – organizacja, która stawia na współpracę i zaufanie, a szczególnie zwracają uwagę na otwartą komunikację z pracownikami.

Partnerami głównymi wydarzenia Ambasadorzy HR 2019, organizowanego przez Instytut Biznesu, byli: PFR TFI oraz DAS Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej, a partnerami wspierającymi Collegium Humanum Szkoła Główna Menedżerska, Hays Poland, Złota 44, Agencja Informacyjna, Capital24.tv i Centrum Informacji.

Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów – Instytut Biznesu – „Zyski i straty”

Kto ma dobrą dyplomację ten wygrywa. Kto ma złą – ten przegrywa. Ten kto nie ma dyplomacji jest w gorszej sytuacji niż ten co przegrywa.

Świat polityki skazany jest na dyplomację. Ważną rolę w tej materii odgrywają ambasadorzy. Podobnie sytuacja przedstawia się z światem gospodarki. Na politologii jest przedmiot międzynarodowe stosunki polityczne oraz międzynarodowe stosunki gospodarcze. W świecie polityki są ambasadorzy, a w świecie biznesu ich nie ma. „Tak nie może być! – pomyśleliśmy w Instytucie Biznesu i postanowiliśmy rozpocząć przyznawanie tytułu Ambasadorów Gospodarki, Ambasadorów Innowacji i Ambasadorów Zdrowia.

Według założeń tego projektu promocyjnego jest wskazywanie podmiotów, które wyróżniają się w świecie biznesu oraz działają na rzecz innowacji. Z jednej strony Instytut Biznesu chce nagradzać przedsiębiorstwa, które zasługują na uznanie, z drugiej strony chodzi o zwrócenie uwagi innym, co może stanowić istotne źródło inspiracji.

Powyższe przemyślenia doprowadziły do uroczystości, na której Instytut Biznesu wręczył pierwsze nagrody Ambasadorów Gospodarki i Ambasadorów Biznesu 2018. Gala odbyła się w Pałacu Sobańskich w Warszawie. Wręczenie Nagród poprzedziła merytoryczna debata „Rozwiązania sprzyjające rozwojowi firmy, branży, regionu”, którą poprowadził Tomasz Sańpruch – Redaktor Naczelny Capital24.tv . W dyskusji udział wzięli: Rafał Hiszpański – Prezes D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej, Stanisław Atanasow – Prezes Eurofactor Polska, Michał Jaworski – Przewodniczący Rady Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji oraz Jacek Janiszewski – szef konferencji ekonomicznej Welconomy Forum in Torun. W mojej ocenie oraz innych słuchaczy była to bardzo ciekawa i inspirująca dyskusja, która skłania do szeregu refleksji.

W kategorii Ambasadora Innowacji 2018 Instytut Biznesu przyznał nagrody następującym podmiotom:

Politechnika Świętokrzyska – nowoczesna uczelnia, gotowa sprostać wymaganiom studentów i młodych naukowców, którzy mają do dyspozycji ponad 70 laboratoriów wyposażonych w nowoczesną aparaturę. Uczelnia stawia na współpracę z przemysłem i podmiotami  gospodarczymi. Dobre kontakty ze środowiskiem biznesowym sprawiają, że absolwenci uczelni są chętnie zatrudniani przez pracodawców.

Grupa Boryszew – jedna z największych grup przemysłowych w Polsce. Specjalizuje się w produkcji komponentów do samochodów, przetwórstwie metali nieżelaznych oraz chemii przemysłowej. Działa poprzez 30 zakładów produkcyjnych i centrów Badań i Rozwoju zlokalizowanych w Europie, Azji oraz obu Amerykach. Dla Grupy pracuje niemal 10.000 pracowników. Grupa jest jednym z największych polskich inwestorów i pracodawców w Niemczech.

Adamed – pierwsza polska firma farmaceutyczna, która zainicjowała współpracę nauki z biznesem, powołując konsorcjum naukowo-przemysłowe. Obecnie Grupa posiada blisko 200 patentów w większości krajów na świecie. Adamed jest krajowym liderem leków nowej generacji. W to przedsięwzięcie zostało  zainwestowany już ponad 1 miliard złotych. Obecnie organizacja koncentruje się m. in. na dwóch platformach badawczych: onkologicznej i neuropsychiatrycznej, w ramach których poszukiwane są nowe, innowacyjne leki.

Nagrody Ambasadora Gospodarki 2018 przyznane przez Instytut Biznesu otrzymali:

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, której misją jest współtworzenie fundamentów cyfrowego rozwoju. Organizacja jest ambasadorem, który reprezentuje interesy gospodarcze przemysłu teleinformatycznego, wspierając działania przedsiębiorstw realizujących światowej klasy cyfrowe produkty i usługi. Celem Izby jest dbanie o to by wszelkie regulacje i procedury sprzyjały rozwojowi i modernizacji polskiej gospodarki.

Eurofactor Polska – przedsiębiorstwo oferuje usługi faktoringowe dla przedsiębiorstw zarówno dla małych i średnich przedsiębiorstw jak i korporacji. Działa w całej Polsce. Dzięki oferowanym usługom, klienci mogą liczyć na zdecydowane poprawienie płynności finansowej oraz eliminowanie zatorów płatniczych, zwiększenie dywersyfikacji źródeł finansowania, optymalizowanie kosztów, związanych z administrowaniem i monitoringiem wierzytelności. Co najważniejsze firma wśród klientów ceniona jest za wiarygodność i gotowość do szycia usług na miarę potrzeb klientów.

Welconomy Forum in Torun – kongres ekonomiczny, którego nadrzędnym celem jest promocja polskiej gospodarki, firm, inicjowanie spotkań świata polityki, biznesu i nauki. współpracę gospodarczą z naszym krajem oraz zakupem polskich towarów i usług. W marcu 2018 roku Kongres zorganizowano po raz 25.

Wszystkim nagrodzonym serdecznie gratuluję i życzę wielu sukcesów.

Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów – Instytut Biznesu – „Zyski i straty”

„Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na” – śpiewał kilka lat temu zespół Stauros. Przeważnie taka sytuacji jest przed burzą. Oby tym razem było inaczej.

Od dłuższego czasu obserwuję proces modernizacji i dozbrajania polskiej armii.  Jestem nawet autorem analizy „Transformacja polskiej obronności”. Swego czasu Instytut Biznesu, który reprezentuje, był również organizatorem konferencji „Wojsko – koło zamachowe gospodarki”. Oznacza to, że przyglądam się sprawom uzbrojenia zarówno od strony wojskowej jak i ekonomicznej. To ważne, albowiem ani wojsko, ani ekonomia nie są samotnymi wyspami tylko stanowią ważne elementy, od których zależy pomyślna przyszłość.

Dużą nadzieję pokładem w walnym spotkania Rady Budowy Okrętów. Jego celem miała integracja tez niezależnych dokumentów „Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP” i „Strategicznego Przeglądu Obronnego” w jedną koncepcję użycia Marynarki Wojennej. Nadzieję pokładałem w tym, że przedstawiciele RBO uczestniczyli w pracach nad tymi dokumentami.

Niestety spotkanie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Fundamentalną przyczyną było oczywiście to, że Rada Budowy Okrętów nie posiada kompetencji decyzyjnych. Ponadto na zebraniu nie było przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej oraz reprezentacji Inspektoratu Marynarki Wojennej i Inspektoratu Uzbrojenia. 

Niewiele to zmienia skoro takie profesjonalnemu gronu nie udało się wypracować jednego, wspólnego stanowiska. Przyczyną była różnica zdań pomiędzy uczestnikami. Z jednej strony pojawili się teoretycy, dla których istotne są dokumenty, analizy i teorie. Odmienne zdanie mieli pragmatycy czyli osoby związane z przemysłem obronnym. Mam wielki szacunek dla analiz i strategii, zwłaszcza jeśli ich skutkiem mają być wieloletnie, wielomiliardowe decyzje finansowe. Niestety stwierdzam, że te dokumenty są produkowane jedne po drugim, pochłaniając energię, uwagę i czas. Natomiast sprawa uzbrojenia Marynarki Wojennej stoi zupełnie w miejscu. Wygląda to tak jakby ktoś świadomie paraliżował, i to od lat, jakieś decyzje uzbrojeniowe.

Jak się okazuje przejęcie kontroli przez Ministerstwo Obrony Narodowej nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Marynarki Wojennej nie wiele zmieniło. Może przyczyną jest wymiana praktycznie całego kierownictwa resortu? Czas jednak płynie nieubłaganie. Nic nie robienie jest też bardzo kosztowne, a przypadku modernizacji uzbrojenia również bardzo ryzykowne. Życie, a zwłaszcza sprawy obronności, to nie piosenka. Armia potrzebuje trafnych i szybkich decyzji, które pozwolą na wykorzystanie polskiego potencjału stoczniowego znajdującego się pod kontrolą rządu oraz dozbrojenia.

Szybkie wsparcie dla armii jest możliwe dzięki współpracy z francuską stocznia DCNS, wyspecjalizowaną w budowie okrętów podwodnych. W tej sprawie Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła już porozumienie, które przewiduje transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych. Chyba warto kontynuować tę współpracę, która da nowy impuls polskich stoczniom, krajowe uzbrojenie dla Marynarki Wojennej oraz wzrost potencjału gospodarczego. Oczywiście można czekać dalej, pytanie brzmi tylko na co? Czy jest jakaś racjonalna alternatywa czy tylko marzenie o kolejnych raportach, analizach i dokumentach?

Jaki tu spokój, na, na, na, nic się nie dzieje, na, na, na…….