Archiwa tagu: Instytut Biznesu

Za posiadane grunty i nieruchomości ich właściciele płacą, w Polsce, podatek od nieruchomości. W przypadku przedsiębiorstw, które mają znaczne tereny i budowle opłaty z tego tytułu mogą sięgać kilkuset tysięcy złotych, albo i więcej.

Kto decyduje o wysokości tego podatku? Podatek ma charakter deklaratywny. Właściciel gruntu i nieruchomości sam musi ocenić co jest w jego posiadaniu, jaki jest tego status (definicja według przepisów), jaka jest wartość i od tego co ustali musi wyliczyć właściwy podatek. Teoretycznie proste i wygodne. Praktyka pokazuje, że w tym przypadku teoria ma nikły związek z rzeczywistością.

Podatek od nieruchomości wyróżnia 3 kategorie:

  1. grunty – za każdy m2
  2. od budynków – za każdy m2 powierzchni użytkowej budynków oraz
  3. za budowle – 2 % od ich wartości.

Każda z kategorii ma inną podstawę i w związku z tym jest inaczej ustalana.

Wcale nie jest oczywiste co jest budowlą, a co nie jest, aby to określić nie wystarczy intuicja, tylko trzeba znać definicję. Jeszcze trudniej jest z z właściwy wyceną wartości. Wartość nieruchomości zmienia się w czasie. Najbezpieczniejszym sposobem oszacowania jest skorzystanie z pomocy rzeczoznawcy majątkowego. Mało kto jednak tak czyni ze względu na koszty tym związane.

Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych, od czasu uchwalenia, była wielokrotnie zmieniania, a co istotne, były zmieniane ustawy mające na nią bezpośredni wpływ. Jak również linia orzecznicza dotycząca sposobu opodatkowania nieruchomości miała i ma istotny wpływ na wysokość płaconego podatku. To wszystko powoduje, że wysokość podatku od nieruchomości to w praktyce skomplikowana materia.

Powyższe uwarunkowania sprawiają, że mało prawdopodobne jest aby podatek od nieruchomości był płacony prawidłowo. Co więcej urzędy maja prawo skontrolować dokonywane przez podatników wyceny. W przypadku niedoszacowania, weryfikacja może okazać się bolesna. Zwłaszcza, że urząd może dochodzi ć należności aż za 5 lat wstecz. Ciekawostką jest, że jeśli podatnik płaci zawyżony podatek urzędnicy nie mają w zwyczaju informować go o tym.

Weryfikację podatku od nieruchomości mogą zająć się też fachowcy np. specjaliści z Instytut Biznesu, który pomaga w ten sposób przedsiębiorcom. W sytuacji stwierdzenia nadpłaty, potrafią skutecznie dochodzi jej zwrotu, nawet do pięciu lat wstecz. W przypadku przedsiębiorców posiadających znaczne grunty lub nieruchomości może chodzić o znaczne kwoty.

 

 

Dla ukraińskich przedsiębiorców Polska jest przedsionkiem do Unii Europejskiej. Dla Polskich biznesmenów Ukraina to perspektywa poszerzenia działalności na trudnym, stanowiącym wyzwanie rynku. Właśnie takie przesłanki legły u fundamentu organizacji III Polsko Ukraińskiej Konferencji Biznesowej, która została zaplanowana w dnia 27-28 kwietnia 2017 roku we Lwowie.

Konferencja stanowi okazję do zdobycia nowej wiedzy dotyczącej zmieniającego się ładu gospodarczego w Polsce i na Ukrainie, a trzeba przyznać, że zmian jest dużo. Wydarzenie to także okazja nawiązania nowych, cennych kontaktów, wymiana doświadczeń oraz możliwość pozyskania partnerów do prowadzonych i planowanych przedsięwzięć.

Celem III Polsko Ukraińskiej Konferencji Biznesowej jest przekazanie przez praktykujących przedsiębiorców w jasny i przejrzysty sposób wiedzy o najważniejszych zmianach w przepisach oraz tych zaplanowanych w 2018, w Polsce i na Ukrainie. Na konferencji zostaną przedstawione nowe tendencje w obrocie towarowym i zmiany w tym obszarze pomiędzy Ukraina i Unią Europejską. Zaplanowano dyskusję o działalności i kondycji nowych ukraińskich przedsiębiorstw w Polsce oraz polskich na Ukrainie i jakie wyzwania stoją przed tymi organizacjami?

Wśród prelegentów na III Polsko-Ukraińskiej Konferencji Biznesowej są m. in. Tomasz Dąbrowski – Prezes firmy KDS, Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Bogdan Malachiwskyj – Prezes T-Projekt, Jan Załubski – Prezes Zet Transport, Krystyna Stecka z Profil Space, Piotr Alejski – Główny Dyrektor polskiej filii międzynarodowej firmy logistycznej SAT Albatros Sea Air Service, Szymon Pawełczyk z Perperikon. Organizatorzy spodziewają się około 200 uczestników. Dla zainteresowanych przedsiębiorstw jest przewidziana część wystawiennicza. Osoby zainteresowane uczestnictwem mogą się rejestrować na stronie: http://rodemna.com/konferencja_biznesowa_2017_pl.php

Solidarność, tak samo jak za dawnych lat, chce uwolnić pracowników wyzyskiwanych przez system. Robi to w imię solidarności. Obawiam się jednak, że zakaz handlu w niedziele jednych wyzwoli, drugich ograniczy.

Od miesięcy trwa dyskusja nad projektem NSZZ „Solidarność” dotyczącym ograniczenia handlu w niedziele. Ostatnio, wraz z rozpoczęciem prac nad nim w sejmie, można zaobserwować wzmożoną dyskusję wśród ekspertów i stron zainteresowanych sytuacją. Obrońcy projektu przekonują, że wolna niedziela dla pracowników handlu pomoże wzmocnić rodzinne więzy, da wytchnienie po trudach pracy w tygodniu, a zakupy można przecież zrobić w inne dni tygodnia. Przeciwnicy pomysłu, w postaci przedstawicieli handlu, ekonomistów czy właścicieli galerii handlowych, mówią o redukcji etatów, stratach dla budżetu państwa i pokazują wykresy i tabelki, które mają to potwierdzić.

Sam też wziąłem udział, razem Zenonem Daniłowskim – Przewodniczącym Rady Praskiej Giełdy Spożywczej, Wojciechem Śliwą – właścicielem sieci delikatesów Paleo, Franciszkiem Gaikiem – Wiceprezesem Polskiego Klubu Biznesu, Piotrem Mazurkiewiczem – dziennikarzem dziennika „Rzeczpospolita” i Edwardem Korbelem – ekspertem ds. badań SW Research, w panelu dyskusyjnym, poświęconemu zakazowi handlu w niedzielę i święta. Debata odbyła się podczas targów Orzeł Dystrybucji FMCG. Według badań przeprowadzonych przez SW Research „Zwolenników i przeciwników zamykania sklepów w niedzielę jest tyle samo: po ok. 40 proc. Za zakazem są wsie i miasteczka, przeciw – wielkie miasta.

Jeśli traktować badania poważnie, należałoby zakazać handlu na wsiach, a pozostawić go w miastach. Jednak bój idzie jednak głównie o miasta. Ciekawostką jest, że sprzedawcy wolą pracować w niedziele, niż w soboty, albowiem zdecydowana większość klientów decyduje się na zakupy w szósty, a nie w siódmy dzień tygodnia, co oznacza, że praca tego ostatniego dnia jest mniej męcząca.

Zwolennicy zakazu handlu w niedzielę, używają argumentu, że jeśli ludzie nie będą robić zakupów w jeden dzień tygodnia, to powstaną sprzyjające okoliczności do wspólnego spędzania czasu z rodziną. Cóż, niektórzy mają już taki nawyk, że wolny czas poświęcają na kupowanie, traktując to jego formę rozrywki. Wspólne spędzanie czasu na zakupach, podejmowanie decyzji w gronie najbliższych również może wzmacniać więzi, kto wie może nawet bardziej niż wspólne siedzenie przed TV ?

Jedni chcą wolności od pracy i handlu w niedziele. Inni uważają, że ograniczenia w możliwości robienia zakupów naruszają ich wolność. Ból zakazu handlu w niedziele dla zakupoholików mają łagodzić małe sklepy, których obsługa, jak rozumiem intencje inicjatorów ustawy, nie potrzebuje czasu wolnego i dlatego te placówki będą mogły być otwarte w siódmy dzień tygodnia. Padają też inne propozycje, zakaz handlu co drugą niedzielę, ograniczenie czasowe, czyli sklepy czynne tylko do lub od 15.00.

W Europie sklepy są zamknięte w siódmy dzień tygodnia tylko w najbogatszych krajach, czy Polska do nich należy? Jakoś nie sądzę. Lekcję, do której przymierza się nasz ustawodawca, odrobili już Węgrzy, którzy najpierw wprowadzi zakaz handlu, a potem go znieśli. Obawiam się, że trochę się będziemy musieli nabiegać w kółko, zanim zrozumiemy o co chodzi?

45 milionowa Ukraina to dla sąsiadującej Polski, zamieszkującej przez 38 milionów obywateli, bardzo ważny i atrakcyjny partner. Należy uważać, że to może być ważny rynek zbytu. Jednocześnie już obecnie około 1.OOO.OOO osób z Ukrainy pracuje w Polsce. Roztropni biznesmeni powinni z tych powodów szukać potencjalnych możliwości rozwoju swoich przedsiębiorstw. Z tego powodu została zorganizowana już druga Polsko-Ukraińska Konferencja Biznesowa.

Konferencję zaplanowano w dniach 13-14 kwietnia 2016 roku we Lwowie. Odbędzie się ona pod hasłem: „Poznaj biznesową społeczność Ukrainy – znajdź nowych partnerów.” To już drugie takie przedsięwzięcie wspierane przez Instytut Biznesu. Uczestnicy będą rozmawiać o warunkach działania na terenie Polski i Ukrainy oraz poszukiwać płaszczyzn współpracy, wymienią poglądy na temat doświadczeń polskich i ukraińskich przedsiębiorców. W programie Konferencji między innymi jak pozyskać pracowników z Ukrainy, jak sprzedawać i promować ukraińskie produkty w Polsce i Unii Europejskiej oraz o współpracy z Chinami.

Podczas II Polsko-Ukraińskiej Konferencji Biznesowej omówione zostaną możliwości legalizacji pobytu w Polsce, warunki zatrudnienia pracowników z Ukrainy (wiza, rodzaje kart pobytu – Okoliczności uzasadniające ich uzyskania). Będzie też czas na tzw. „Rozmowy niekontrolowane” poświęcone perspektywom oraz zagrożeniom, które otwierają się przed Ukrainą we współpracy z Polską. Na konferencji zostanie omówiona sprawa konkurencyjność ukraińskiej produkcji na rynku Unii Europejskiej. Zapowiedziano też przedstawienie wyników badań na temat współpracy z Ukrainą. Konferencja to też doskonała okazja do nawiązania nowych kontaktów biznesowych.

Wśród prelegentów na II Polsko-Ukraińskiej Konferencji Biznesowej są m. in. Natalia Kishyk – właścicielka firmy Rodemna, Tomasz Dąbrowski – Prezes firmy KDS, Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Piotr Alejski – Główny Dyrektor polskiej filii międzynarodowej firmy logistycznej SAT Albatros Sea Air Service, Szymon Kończyk – Prezes firmy Expert2, Joanna Nguyen współwłaścicielka: Solitax i  Atria Polska. Swój udział zapowiedział też Radca Ministra Departamentu Współpracy Rozwojowej z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polski.

II Polsko-Ukraińska Konferencja Biznesowa to wspaniała okazja dla przedsiębiorców polskich, którzy planują ekspansję na Ukrainie, przedsiębiorców ukraińskich, którzy chcą założyć działalność gospodarczą w Polsce, biznesmenów poszukujących partnerów handlowych w obu krajach oraz organizatorów z różnych branż segmentu B2B, zainteresowanych współpracą. Organizatorami II Polsko-Ukraińska Konferencji Biznesowej są Rodemna, Instytut Biznesu i Towarzystwo Gospodarcze.

 

 

 

W biznesie jest tak, że żeby on się udał obydwie strony przedsięwzięcie muszą widzieć w tym interes. Taka sytuacja zachodzi w przypadku relacji polsko-ukraińskich. Polska jest dla Ukrainy atrakcyjnym , chociaż nie jedynym partnerem.

Sąsiad, oprócz naszego kraju, szukając partnera w Unii Europejskiej, może jeszcze zwrócić się swoja uwagę w kierunku Słowacji, Węgier i Rumunii. Za Polską przemawia podobna tożsamość kulturowa oraz pozycja, znaczenia i potencjał w regionie. Nasz kraj znajduje się na trzecim miejscu (po Rosji i Niemczech) jako eksporter na Ukrainie wyprzedzając Chiny! Jednak głównymi inwestorami zagranicznymi na Ukrainie są Stany Zjednoczone, Cypr, Wielka Brytania, Holandia i Rosja (rola tego ostatniego kraju z pewnością maleje). Co więcej Ukraińcy więcej inwestują w Polsce niż my u nich.

Ukraina ma potężny potencjał wzrostu i bardzo chłonny rynek. Dlatego ważne jest aby dla wschodniego sąsiada Polska stała się oknem na Unię Europejską. I trzeba przyznać, że ukraińskie środowiska biznesowe są gotowe na takie rozwiązanie. Polska cieszy się dużym zainteresowaniem. Empirycznie nabrałem takiego przekonania po zorganizowanej przez Instytut Biznesu misji gospodarczej na Ukrainę.

Jedni Ukraińcy szukają Polsce kapitału. Inni pomysłów do zainwestowania. W informatyce Ukraińcy mają większy potencjał od Polaków. Ponad to wielu z nich albo mówi po polsku albo ma łatwość w uczeniu się naszego języka. Przeprowadziłem wiele rozmów z Ukraińcami i wydaje mi się, że wspomniana na początku zasada, że biznes można zrobić wtedy, gdy obydwie strony widzą w tym interes w przypadku relacji polsko-ukraińskich może mieć zastosowanie.

Czy warto sprowadzać towary z Chin? Takie pytanie zrodziło się w związku z zaproszeniem Instytutu Biznesu przez organizatorów China HomeLife Show. Chodzi o największy workshop w Europie Centralnej i Wschodniej. Czy zatem oczywista jest „oczywista oczywistość”?

China HomeLife Show jest organizowany w Poznaniu w dniach 27 – 29 maja 2015 roku. Jest to unikalne wydarzenie, w całości dedykowane wzajemnej wymianie handlowej – służy inicjowaniu nowych kontraktów i współpracy między azjatyckimi producentami, a europejskimi importerami. To już czwarta edycja tej imprezy, organizowana przez grupę Meorient oraz władze miasta Hangzhou, na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, będąca szansą dla importerów i przedsiębiorców, którzy chcą czerpać korzyści z potencjału, jaki kryje w sobie Daleki Wschód. Do udziału w targach spośród chińskich firm, które zgłosiły chęć udziału, wyselekcjonowanych zostało około 500 wystawców gwarantujących najwyższą jakość produkcji.

Chiny to kraj wielkich inwestycji, imponującego przemysłu i osiągnięć gospodarczych. To także wiarygodny partner biznesowy, który od lat prowadzi udane interesy z polskimi przedsiębiorcami. Podczas China HomeLife Show swoją ofertę zaprezentują przedstawiciele branży tekstylnej i odzieżowej, a także producenci elektronicznego sprzętu domowego, kuchennego i łazienkowego, mebli, oświetlenia i artykułów budowlanych. W wydarzeniu uczestniczą jedynie wiarygodni partnerzy biznesowi o bogatym doświadczeniu w handlu zagranicznym. Dostarczają oni swoje produkty m. in. do Europy, Australii, Japonii, Kanady i USA, gdzie sprzedawane są przez znane międzynarodowe marki jak Levi’s, Adidas, Zara, C&A, H&M, Esprit, Mango, Primark, Wal-mart, M&S, Tesco czy Leroy Merlin.

China Homelife Show to impreza przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy są zainteresowani sprowadzaniem towarów z Chin. Moim zdanie jest to też okazja do zapoznania się z możliwościami eksportowymi chińskiej gospodarki. Dlatego cieszę się, że partnerem tegorocznej edycji China HomeLife Show 2015 został Instytut Biznesu – organizacja stworzonej przez przedsiębiorców dla przedsiębiorców.

Przyznam się szczere, że w pierwszym momencie kiedy zaproponowano nam współpracę z China HomeLife Show, odruchowo zareagowałem negatywnie. Jednak natychmiast uświadomiłem sobie, że przecież Chiny to największa gospodarka świata. Nie tylko nie można się do niej odwracać tyłem, ale nawet nie wolno. To czy będziemy umieli wykorzystać nadarzające się okazję będzie zależeć od pomysłowości naszych przedsiębiorców. Zadaniem Instytutu Biznesu jest im w tym pomóc. Z zaproszenia naszej organizacji skorzystało ponad 70 przedsiębiorców.

Ciekawostką, podkreślającą rangę wydarzenia jakim jest China HomeLife Show jest fakt, że na nasze zaproszenie zareagowali nasi partnerzy z Rosji, Ukrainy, Białorusi i Czech, którzy uznali, że to dla nich jest ważna szansa. To moim zdaniem jest najlepsza rekomendacja. W tym przypadku oczywista jest „oczywista oczywistość”.

?????????????????????????????????

Atak polityków przeciwko spółdzielczym podmiotom finansowym inspirowany jest, zapewne, przez komercyjne banki, które dążą do eliminacji konkurencji i hegemonii. Inaczej trudno zrozumieć tę psychopatyczną niechęć. Urzędnicy pragną świata zbudowanego według jednego szablonu. To jest tak jakby zażądać aby woda zawsze była w stanie płynnym i dążyć do eliminacji stanu stałego i gazowego. Głupia logika, która może prowadzić do zagłady.

Jest o co toczyć bój. Z usług samych spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych korzysta dziś ponad 2,5 miliona klientów i stale przybywa nowych. Taka liczba prawdopodobnie omija oferty komercyjnych banków. Z pewnością też, tendencja wzrostowa, musi niepokoić banki komercyjne. Mają one poważne instrumenty wywierania nacisku na rząd, choćby w postaci ceny za jaką kupują obligacje państwowe, że o innych, tańszych, działaniach „lobbingowych”, cokolwiek by to miało znaczyć, nie wspomnę.

Jaka jest różnica pomiędzy instytucjami finansowymi działającymi w naszym kraju? Banki komercyjne, w zasadzie wszystkie, są w rękach obcego kapitału i kierują się interesem swoich macierzystych rynków, a nie polskiego. Na czym to polega, doświadczyło wielu polskich przedsiębiorców, usiłujących bezskutecznie uzyskać kredyt. Kiedy zaś go posiadali, w nieoczekiwany sposób, banki wypowiadały umowę kredytową, stawiając pożyczkę jako wymagalną i żądając natychmiastowego zwrotu, wiedząc, że jest to nie realne. W efekcie przejmowały przedsiębiorstwo, a następnie sprzedawały zagranicznemu konkurentowi. Komercyjne banki wytransferują również osiągane zyski z polskiego systemu podatkowego. Filozofia spółdzielczych instytucji finansowych jest zupełnie odwrotna. Ponieważ działają wyłącznie na polskim rynku, dysponują krajowym kapitałem, nie mogą kierować się obcym interesem ani nie mają gdzie przekazywać pieniędzy. Dlaczego właśnie te ostatnie instytucje przeszkadzają polskim politykom?

Pomijając wyszczególnione powyżej różnice, są jeszcze inne. Niedawno Instytut Biznesu przeprowadził analizę ofert wiodących banków komercyjnych, spółdzielczych i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych. Okazało się, że najgorsze warunki proponują komercyjne instytucje finansowe (szczegółowe informacje pod adresem: http://www.instytutbiznesu.com.pl/skok_oferta_analiza_ib/ ), które posiadają teoretycznie najbardziej profesjonalne kadry. Co być może jest i prawdą, ale głównie koncentrują się  na generowaniu maksymalnego zysku, a nie na interesie klienta. Taki cel, w przypadku banków spółdzielczych i SKOK-ów, nie jest jedynym kryterium działalności. Nic dziwnego, że z takiej konkurencji banki komercyjne są niezadowolone.

Głównym przeciwnikiem, walczącym ze SKOK-ami, jest Komisja Nadzoru Finansowego, która wobec 44 kas wszczęła postępowania naprawcze. W 22 kasach wydano postanowienia administracyjne o ustanowienie zarządcy komisarycznego, a w 3 komisaryczny zarząd wprowadzono. We wszystkich 55 kasach zaledwie 9 prezesów otrzymało zgodę KNF na dalsze sprawowanie swej funkcji. Po takich informacjach można by sądzić, że doszło do jakiegoś kataklizmu. Warto jednak zwrócić uwagę, że spółdzielcze kasy oszczędnościowo kredytowe to ponad 100 lat tradycji oraz cały okres po 1989 roku. W tym czasie, żadna kasa nie zbankrutowała. Natomiast paru komercyjnym bankom się to przytrafiło.

Za zagraniczne  odpowiedniki kas mogą uchodzić unie kredytowe, które funkcjonują w 101 krajach na świecie. Są one stworzone z myślą o obsłudze osób pozbawionych możliwości skorzystania z ofert banków komercyjnych. Dostrzegając te wartości instytucji spółdzielczych politycy, w wielu państwach, starają się zapewnić  dogodne rozwiązania legislacyjne a nawet dotacje, umożliwiające rozwój instytucji spółdzielczych. W Polsce oczywiście jest odwrotnie.

Widząc zaskakującą postawę polityków i urzędników, wykonujących ich wolę, narodziła się idea przeprowadzenia Narodowych Konsultacji, to jest odwołania się do zasięgnięcia opinii suwerena czyli polskich obywateli, aby wyrazili swoje opinie: co sądzą o roli i przyszłości spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych? Jest to akcja społeczna, w ramach której, każdy będzie mógł wyrazić swoje zdanie. Niezależnie od tego, organizatorzy zwrócili się do wybranych ekspertów i przedstawicieli organizacji pozarządowych o wyrażenie stanowiska. Zdaniem pomysłodawców, przyszłość sektora SKOK, jego miejsce w systemie instytucji finansowych, status prawny i możliwości rozwoju wymagają rozstrzygnięcia, poprzedzonego szeroką dyskusją i konsultacją społeczną.

Wśród organizacji-partnerów Narodowych Konsultacji są m.in. Fundacja na Rzecz Rozwoju Spółdzielczości i Samorządności „Nasza Sprawa” (inicjator przedsięwzięcia), Stowarzyszenie Pomoc Bliźniego, Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie, ale lista partnerów jest otwarta, a zainteresowanie wsparciem projektu zgłaszają kolejne podmioty. Szczegółowe informacje o kampanii można znaleźć na specjalnie uruchomionej stronie internetowej www.polskieskoki.pl. Za jej pośrednictwem każdy może przekazać swoje uwagi i opinie na temat przyszłości kas spółdzielczych. Podsumowaniem akcji będzie publikacja wspólnego stanowiska ekspertów zaproszonych do debaty oraz synteza opinii, przekazanych przez Polaków. Niebawem będzie się można przekonać co tak naprawdę myślą obywatele na temat spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Zdobyta wiedza, mam nadzieję, będzie zyskiem dla wszystkich.

 

 IB PIENIĄDZE

Miałem przyjemność, przez chwilę, być oddelegowany, przez radę nadzorczą, do pełnienia funkcji członka zarządu pewnej spółdzielni. Okazało się to zarówno ciekawym doświadczeniem jak i wyzwaniem.

Chwila, co nie było zapowiadane, przedłużyła się do trzech miesięcy, a to już jest pewien czas, pozwalający nie tylko przyjrzeć się organizacji, ale również dokonać pewnych analiz. Ich wynik skłonił, tymczasowy zarząd, do podjęcia działań, zmierzających do zmian kontrahentów oraz usług. W ich wyniku dokonano oszczędności, które, w skali roku, wynoszą około 150 tysięcy złotych. Dużo? Mało? Zawsze lepiej mieć niż nie mieć. W skali 10 lat jest to prosta oszczędność w wysokości półtora miliona złotych. Dla tej spółdzielni to istotne.

Pierwszym krokiem do oszczędności była weryfikacja umów z podwykonawcami. Okazało się, że stawki w zaskakujący sposób odbiegają od rynkowych. Inne oszczędności pojawiły się w wyniku negocjacji z dostawcami energii. Jeszcze inne z przypomnieniem najemcom obowiązków, z których się nie wywiązywali.

W spółdzielni udało się także zwiększyć przychody, między innymi dzięki wynajmie powierzchni użytkowych oraz zmianie banków, w których były założone lokaty. Sprawa z bankami okazała się najzabawniejszą przygodą.

Spółdzielnia miała założone konta w trzech bankach komercyjnych, z pierwszej dziesiątki, pod względem wielkości, w tym jednym, który wyspecjalizował się w obsługiwaniu spółdzielni mieszkaniowych. Tak przynajmniej twierdził dział księgowości oraz pracownicy tego banku. Współpraca z tą instytucją finansową nie potwierdziła deklaracji. Jeszcze gorzej było z drugim bankiem komercyjnym, w którym wszystko miało być cudowne, ponieważ elektroniczne. Niestety 6 godzin to za mało, aby się tam można było zalogować, nawet jeśli korzystało się z wykwalifikowanego informatyka i wsparcia służb technicznych banku. Ten czas pozwolił jednak na podjęcie decyzji o rezygnacji z usług tej jakże mocno reklamującej się w telewizji instytucji finansowej. Nie miałem aż tyle czasu, ani cierpliwości, no i przyznam, że rozrywka była nędzna.

Jako zarząd, zleciliśmy zebranie ofert od instytucji finansowych, które mogą obsługiwać spółdzielnię. Poprosiliśmy, aby oprócz dziesięciu najbardziej znanych banków komercyjnych, sprawdzić też inne banki, w tym banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. Okazało się to, co wiedziałem od początku. Banki, które natarczywie się reklamują, są przereklamowane. Mają kiepskie oferty, ponieważ muszą mieć zamiast pieniędzy dla klientów duże środki przeznaczyć na reklamę. Ponadto, ponieważ są komercyjne, muszą również wygospodarować znaczące, możliwie jak największe, zyski dla akcjonariuszy.  Instytucji mniej znane miały dużo korzystniejsze propozycje lokat. Różnica w oprocentowaniu wyniosła 1.5 % w skali roku, na niekorzyść ofert banków komercyjnych. Tak na prawdę, na niekorzyść spółdzielni. Niby nic, ale jednak znów dla organizacji oznaczało to dodatkowe przychody w wysokości kilkunastu tysięcy złotych.

I taka jest geneza powstania „Analizy ofert finansowych dla spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot” przygotowana przez Instytut Biznesu. Z jej szczegółami można się zapoznać pod adresem http://www.instytutbiznesu.com.pl/skok_oferta_analiza_ib/ . Cóż, pokazuje ona, że banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe są godne zainteresowania, a zwłaszcza Kasa Stefczyka, SKOK Wołomin i Podkarpacki Bank Spółdzielczy, które jak się okazało naprawdę zabiegają o spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty, a jest o co bo to około 120 tysięcy podmiotów!