Archiwa tagu: Juliusz Bolek

Polacy starzeją się jako społeczeństwo. Hmm…. Wolałbym określenie, że dojrzewają, dorośleją, albo po prostu żyją coraz dłużej! (Jak to pięknie brzmi.) Uproszczenie dotyczące „starzenia” wynika bardziej z połączenia trzech zjawisk. Lepsze opieki zdrowotnej, zmniejszania się liczby nowych urodzin oraz emigracji znacznej części populacji w wieku rozrodczym.

Dla tematu, o którym teraz piszę istotne jest jednak to, że Polacy żyją coraz dłużej, a przekształcająca się rzeczywistość wymaga od nich dostosowania się do zmieniających się realiów. Jednym z najpoważniejszych ograniczeń staje się tzw. „wykluczenie cyfrowe”. Odpowiedzią na to wyzwanie jest „Senior w internecie” – nowa inicjatywa Urzędu Dzielnicy Praga-Północ. Jej celem jest zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo seniorów, którzy decydują się mierzyć z ofertą i możliwościami jakie stwarzają nowe technologie. Partnerem kampanii Jest Instytut Społecznej Odpowiedzialności Biznesu i Zrównoważonego Rozwoju i Instytut Staszica.

Wspieranie seniorów, w opanowaniu podstawowych umiejętności z obsługi nowych technologii komunikacyjnych, w różnym stopniu, jest realizowane od pewnego czasu. Pandemia COVID-19 sprawiła, że osoby po 60 roku życia profilaktycznie powinny ograniczyć swą aktywność towarzyską i unikać sytuacji, w których mogą się zakazić. To oznacza, że powinni unikać opuszczania domu. Taka postawa dotyczy zresztą wszystkich grup wiekowych. Odpowiedzią na tego typu zachowanie jest też rozwój wirtualnej rzeczywistości.

Już nie tylko łączność z rodziną i znajomymi, sprawunki, kontakty z bankami, ale nawet opieka lekarska odbywają się zdalnie. Pomocne są w tym nowe technologie komunikacyjne. Znaczna część rzeczywistości przeniosła się do świata wirtualnego. Okazuje się, że co trzecia osoba powyżej 60. roku życia korzysta aktywnie z komputera i telefonu komórkowego. Wirtualny świat, który ma im ułatwić funkcjonowanie jest jednak pełen niebezpieczeństw.

Kamil Ciepieńko, radny dzielnicy, jeden z pomysłodawców kampanii dla seniorów uważa, że „Internet i cyfryzacja, to słowa, które na stałe weszły już do naszego słownika. Niestety, dla wielu naszych dziadków, ale też rodziców, to co kryje się za ich definicją wciąż stanowi wyzwanie. W przestrzeni publicznej nie brakuje ostrzeżeń przed zagrożeniami w sieci, ale wciąż jest zbyt mało kampanii, które w praktyczny sposób nauczą seniorów, jak bezpiecznie korzystać z dobrodziejstw Internetu.”

Urząd Dzielnicy Praga-Północ przeprowadził warsztat wprowadzający, który poprowadził dr Łukasz Kister, ekspert cyberbezpieczeństwa. Celem było poznanie realnych potrzeb osób starszych, by przygotować program, który będzie spełniał ich oczekiwania. Okazuje się, że prascy seniorzy mają problemy z rozpoznawaniem wiarygodności stron internetowych, m.in. bankowych, chcieliby opanować umiejętność wykonywania przelewów, robienia zakupów on-line. Nie chcą wiedzy teoretycznej i nauki z budowy komputera, chcieliby biegle poruszać się po stronach internetowych, znajdować potrzebne informacje na portalach internetowych, założyć profil zaufany, żeby kontaktować się z urzędem, a nawet aktywnie prowadzić media społecznościowe, przesyłać zdjęcia rodzinie. Instytucje, które współpracują na terenie dzielnicy z seniorami, to m.in. Ośrodek Pomocy Społecznej, Dom Kultury Tu Praga czy Biblioteka Publiczna im. ks. Twardowskiego zbierają opinie i potrzeby, które pomogą organizatorom ułożyć harmonogram warsztatów. Pierwsze warsztaty w ramach kampanii „Senior w internecie” rozpoczną się we wrześniu. Więcej szczegółów na ten temat można znaleźć pod adresem internetowym www.seniorwinternecie.pl

Inicjatywa ciekawa. I sądzę, że warta rozpowszechnienia przez inne podmioty na terenie całej Polski. Oczywiście, należy pamiętać, że świat wirtualny nie zastąpi świata prawdziwego, to tylko proteza.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Bardzo lubię i polecam portal www.raportcsr.pl . Często tam zaglądam, ponieważ jest tam mnóstwo aktualnych Informacji na temat społecznej odpowiedzialności biznesu w jednym miejscu. Być może większość czytelników będzie uważać, że temat jest marginalny, ale to właśnie społeczna odpowiedzialność biznesu wskazuje nowoczesne i zdrowe ekonomicznie przedsiębiorstwa i organizacje.

Raz na kwartał portal publikuje Raport CSR (skrót od ang. csr Corporate Social Responsibility– po polsku społeczna odpowiedzialność biznesu). Właśnie ukazała 45 edycja tego dokumentu. Nowy Raport CSR żyje tym czym żyje obecnie większość ludzi na całym świecie czyli pandemii COVID-19. W publikacji jest wiele interesujących informacji na temat kulisów walki polskiego biznesu z epidemią koronawirusa.

W 45 Raporcie CSR jest też mowa o wolontariacie, jako kluczowym działaniu CSR w czasach pandemii. Można także przeczytać o tym jak będzie wyglądała nasza rzeczywistość po ustąpieniu pandemii. 45 Raport CSR informuje również o wspólnych działaniach spółki Emitel i klubu Legia Warszawa, w ramach akcji #gotowidopomocy, a także o wsparciu, jakiego udzieliła Grupa Lux Med osobom, które w wyniku pandemii straciły pracę. W jednym z najbardziej poszkodowanych krajów Europy, we Włoszech, w pomoc mieszkańcom włączył się koncern Leonardo, użyczając m.in. swoje śmigłowce i samoloty. Cały 45 Raport CSR jest dostępny w wersji elektronicznej pod adresem www.raportcsr.pl/raport-csr/

45 Raportowi CSR towarzyszyła debata on-line, zorganizowana wspólnie z „Super Biznes”, dodatkiem ekonomicznym Super Expressu. W dyskusji udział wzięli udział: Anna Janiczek – prezes PZU Zdrowie; Artur Łakomiec – prezes Gemini Polska oraz prof. Piotr Skarżyński – członek zarządu Międzynarodowego Towarzystwa Telemedycyny i e-zdrowia oraz członek zarządu Centrum Mowy i Słuchu Medincus. Debatę można obejrzeć tutaj: https://superbiz.se.pl/wiadomosci/pandemia-koronawirusa-cyfrowa-rewolucja-dla-pacjentow-aa-7hEb-V6EC-7wwq.html

W każdej edycji portal RaportCSR wyróżnia przedsiębiorstwa, które wyróżniają się na polu społecznej odpowiedzialności biznesu. Laureatami 45 edycji zostały Gemini Polska za działania na rzecz pacjentów, wsparcie szpitali i domów opieki społecznej w czasie pandemii koronawirusa w Polsce i Związek Pracodawców Klastry Polskie za skuteczne wykorzystanie swojego potencjału naukowego, przemysłowego oraz badawczego w walce z skutkami kryzysu wywołanego przez COVID-19. W poprzedniej wydaniu doceniono Żabka Polska, Huawei oraz Caritas Polska. Wcześniej nagrodzono m. in.: PKN Orlen, Maspex, Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, PKP Cargo, Fundacja OnkoCafe wraz z firmą Novartis, Fundacja PGNiG im. Ignacego Łukaszewicza, KGHM Polska Miedź, PKP Energetyka, Grupa Ferrero oraz spółka Emitel.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Pandemia i wywołany nią kryzys w 2020 roku, zdaniem ekspertów od zarządzania zasobami ludzkim, zmienił układ sił na rynku pracy. Przeważa opinia, że znów pracodawcy zyskali przewagę negocjacyjną nad zatrudnionymi. Kiedy jednak rozmawia się z osobami, które zajmują się kapitałem ludzkim pojawiają się opinie, że trudno mówić kto dominuje na rynku pracy, w sytuacji kiedy brakuje pracowników o oczekiwanych kompetencjach i kwalifikacjach.

Potwierdza to ciekawy przypadek Grupy KGHM, która zatrudnia około 30.000 pracowników. Pozycjonuje to koncern w pierwszej dziesiątce największych polskich pracodawców. Średnie zarobki w KGHM to około 9.000 zł, grubo powyżej średniej krajowej. Sprawia to, że jest to jeden z najbardziej pożądanych pracodawców. Jednak koncernowi mimo wysokiej pozycji i dobrej opinii jako pracodawcy, stale brakuje kompetentnej i wykwalifikowanej kadry. Potrzebni są pracownicy o specjalnych o kompetencjach, a takich jest po prostu mało.

KGHM z niedoborami radzi sobie w ten sposób, że aktywnie działa na rzecz wdrażania gospodarki 4.0. Przede wszystkim roboty zastępują ludzi, w realizacji najbardziej niebezpiecznych zadań, oczywiście tak gdzie jest to możliwe. Trwają również prace nad realizacja gospodarki obiegu zamkniętego. Jednak nie wszytko mogą wykonywać roboty. Ciągle jeszcze w procesach produkcji i działalności człowiek stanowi konieczne ogniwo.

W KGHM brakuje m. in. mechatroników, automatyków i informatyków. Koncern działa na rzecz Rozwoju kapitału ludzkiego. KGHM sponsoruje na przykład w okolicznych szkołach atrakcyjne pracownie matematyczno-fizyczne, wierząc, że w ten sposób wśród młodych ludzi spopularyzuje zainteresowanie naukami ścisłymi, a w konsekwencji w przyszłości będzie mógł pozyskać utalentowanych pracowników, co oznacza, że jest to organizacja przygotowana na nadchodzące pokolenie alfa.

KGHM wspiera także Fundację Innowacje i Dziedzictwo Kulturowe REVIMIENE. Organizacja prowadzi obecnie drugą odsłonę programu „Przewodnicy KGHM”. Jest to inicjatywa skierowana do młodych osób. Po zakończonej rekrutacji wybrani studenci z całej Polski mogą wziąć udział w zjazdach szkoleniowych, które mają pomóc rozwinąć umiejętności w zakresie wystąpień publicznych, negocjacji, zarządzania. Oprócz praktyki biznesu uczestnicy będą mogli zyskać wiedzę z zakresu geopolityki. Bardzo ważnym elementem są sesje na temat ładu korporacyjnego, który ciężko jest poznać w warunkach akademickich.Zajęcia dla uczestników są prowadzone przez menadżerów KGHM oraz uznane autorytety ze Stanów Zjednoczonych oraz Polski.Wykładowcy zza oceanu Atlantyckiego mają dodatkowo za zadanie zaszczepić amerykańską wizję i optymistyczne podejście do dzisiejszych wyzwań.

KGHM podaje, że program przynosi konkretne efekty. Kilku uczestników programu już pracuje dla koncernu. Przedsiębiorstwo przygląda się poczynaniom pozostałych, by nawiązać współpracę w przyszłości. Prezes KGHM, Marcin Chludziński, słusznie zauważa, że „Dziś w błyskawicznie zmieniającym się otoczeniu coraz większe znaczenie zyskują umiejętności dostrzegania i przewidywania związków przyczynowo-skutkowych, rozumienia globalnych trendów ekonomicznych, kulturowych i politycznych oraz krytyczne myślenie. Takiego chłodnego, logicznego myślenia często brakuje współczesnym Polakom. Dzięki takim inicjatywom chcemy to zmienić. To jest nasza kuźnia kadr, z której będą wychodzić młodzi ludzie godni unieść ciężar wyzwań, które nam stawiają niespokojne czasy.”

W dzisiejszych czasach nie zasoby ludzkie, lecz kapitał ludzki ma znaczenie. Ktoś powie, że to tylko zmiana słownictwa. Otóż nie, różnica jest znacznie ważniejsza, prawie taka jak pomiędzy zyskiem i stratą, a w KGHM rozumieją to doskonale.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polska ma dobre zapisy antydyskryminacyjne i pod tym względem wypada nawet korzystnie tle innych państw europejskich. Jest to również jedna z fundamentalnych zasad, której przestrzegają organizacje praktykujące społeczną odpowiedzialność biznesu. Niemniej właśnie rozpoczęło się procedowanie nowelizacji kodeksu pracy, zainicjowanie przez Prawo i Sprawiedliwość zakładające bardziej restrykcyjną walkę z dyskryminacją kobiet na rynku pracy.

Art. 94 § 2 Kodeksu Pracy ma otrzymać brzmienie: „Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu albo różnicowaniu wysokości wynagrodzenia ze względu na płeć pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu pracowników.”

Potrzeba nowelizacji wskazuje, że dotychczasowe przepisy zapewne były niewystarczające. Statystycznie Polki zarabiają kilkanaście procent mniej niż Polacy. Jeszcze w marcu 2020 roku w Polsce rynkiem pracy rządzili pracownicy. Kryzys wywołany pandemią odwrócił tę sytuację i być może znów nadeszły czasy sprzyjające dyskryminacji, w tym również przejawiającą się w wynagradzaniu za pracę.

W relacjach pracodawca – pracownik zawsze zawiera się sprzeczność interesów również w ustalaniu wynagrodzenia. Jednak przedsiębiorcy, którzy z jakiejkolwiek przyczyny stosują jakikolwiek mobbing działają przeciwko sobie. Dyskryminowanie z jakiegokolwiek powodu sprawia, że pracodawcy ryzykują utratą najlepszych pracowników, tylko dlatego, że ci są poddawani mobbingowi. Ta refleksja powinna zawsze im towarzyszyć i być fundamentalnym imperatywem, który powinien ich powstrzymywać od takich praktyk. Przepisy, w tym kodeks pracy i zasady społecznej odpowiedzialności biznesu, powinny mieć w tym zakresie jedynie znaczenie dyscyplinujące i uświadamiające. Równe traktowanie pracowników jest w interesie wszystkich.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Pandemia pandemią. Tarcze antykryzysowe I, II, III, IV i tak dalej sobie. Jest jednak pewne, że nie wszystkie przedsięwzięcia gospodarcze przetrwają, wywołany wirusem SARS-CoV-2, kryzys. Stanie się tak nie z powodu, zdarzeń nadzwyczajnych, a z powodu, że są one katalizatorem spraw, które i tak powinny się wydarzyć.

Przedsiębiorstwa, które przed wprowadzeniem ograniczeń powodu pandemii znajdowały się trudnym położeniu ekonomicznym, prawdopodobnie, przeważnie są skazane na zakończenie aktywności. W takiej sytuacji mogą być one skłonne do sięgania po ustawę „Prawo restrukturyzacyjne” uchwaloną w 2015 roku. Teoretycznie celem tych przepisów jest podejmowanie działań, mających na celu uratowanie przedsiębiorstwa, które znalazło się w krytycznej sytuacji. W praktyce jest to przejęcie kontroli nad majątkiem przez syndyka. Zarząd i właściciele praktycznie tracą jakikolwiek wpływ na spółkę. Syndycy przeważnie realizują swoje interesy, które przeważnie są sprzeczne z interesami nie tylko władz przedsiębiorstwa, ale nawet jego wierzycieli. Takie są moje osobiste obserwacje, wynikające z uczestnictwa w kilku procesach restrukturyzacyjnych i analizy wielu innych.

W zasadzie korzystanie w krytycznej sytuacji przez spółki z możliwości jakie daje „prawo restrukturyzacyjne” jest to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Instytut Biznesu, który reprezentuję, zajmuje się rozwiązywanie problemów przedsiębiorstw skomplikowanej sytuacji ekonomicznej. Według mnie każda spółka, która boryka się z problemami finansowymi jest inna i nawet najbardziej uniwersalne prawo nie ma możliwości uwzględnić wszystkich indywidualnych sytuacji. Oznacza to, że poszukiwanie remedium dla każdej organizacji musi być inne.

Eksperci i specjaliści Instytutu Biznesu, dla zgłaszających się przedsiębiorców, za każdym razem przygotowują analizy i rozwiązania stosując holistyczne podejście dla każdego przypadku. Rozwiązań krytycznych sytuacji jest znacznie więcej niż przewiduje to prawo restrukturyzacyjne. Oczywiście wymaga to znaczącej wiedzy, doświadczenia biznesowego oraz relacji z potencjalnymi inwestorami i partnera. To właśnie silne strony Instytutu Biznesu, które może on wykorzystać w wypracowywanych programach naprawczych.

Dla przedsiębiorstwa krytyczna sytuacja ekonomiczna nie musi oznaczać końca. Literatura biznesu opisuje wiele takich przypadków, z których chyba najbardziej znanym jest historia Nokii, która już trzykrotnie się odradzała. To, też dowód, że polskie przedsiębiorstwa mogą z wirusowej pandemii wykaraskać się. Z mojego doświadczenia wynika, że, w wielu przypadkach sanacja jest możliwa, jeśli korzysta się z doświadczonych partnerów, takich jak chociażby zespół ekspertów i specjalistów instytutu Biznesu. Takie szczęśliwe zakończenie jest bardzo pożądane dla każdego przedsiębiorstwa, które jest zagrożone zakończeniem działalności.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

„Szczepić się czy się nie szczepić?” –Oto jest pytanie. Na razie nie ma żadnej szczepionki na koronawirusa SARS-CoV-2, więc może pytanie jest bezzasadne, ale istnieje wiele szczepionek na inne bakcyle!

Zdaniem prof. dr hab. n. med. Ernesta Kuchara, który jest Przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Wakcynologii świadomość Polaków w zakresie szczepień ochronnych na tle Europy, w porównaniu z krajami Europy Zachodniej jest niższa, ponieważ w Polsce cały czas mamy do czynienia z rentą po czasach komunizmu, kiedy to szczepienia były obowiązkowe. Polacy nie podejmowali samodzielnie decyzji o szczepieniach tylko byli do nich zmuszani. Wówczas wyszczepialność była bardzo wysoka, osiągała poziom 95 – 99 procent. Stąd szerzenie świadomości potrzeby szczepień nie było konieczne i zostało zaniedbane”.

Z jednej strony sens i istota szczepień jest w Polsce mało znana, z drugiej strony rośnie ruch antyszczepionkowy. Dla mnie opór przed obowiązkowymi czy przymusowymi szczepieniami jest o tyle zrozumiały, że odpowiedzialność za skutki tego typu profilaktyki spoczywają na pacjencie. To oczywista nie uczciwość państwa, które wymusza i ma roszczenia z tytułu szczepień, ale nie poczuwa się do obowiązków wynikających z ewentualnych negatywnych skutków wynikających ze stosowanego przymusu.

Niezależnie od tego, wiele przemawia za szczepieniami, choć z drugiej strony nie wszystko jest jasne, biorąc pod uwagę, że nic nie zastąpi higieny. Widać to chociażby na przykładzie aktualnej pandemii, w przypadku której nie ma szczepionki. Jedynym orężem w w walce jest higiena!

Oprócz mutującego wirusa grypy i koronawirusa SARS-CoV-2 są też bakterie. Na przykład  pneumokoki (streptococcus pneumoniae – dwoinki zapalenia płuc), które rocznie powodują około 14.500.000 zachorowań oraz 800.000 zgonów u dzieci poniżej 5. roku życia. Z tego też powodu panuje przekonanie, że dorośli nie mogą zakazić się tą bakterią, co niestety nie jest prawdą. Choroba pneumokokowa jest również przyczyną prowadzących do śmierci powikłań u pacjentów w każdym wieku, a w podwyższonej grupie ryzyka znajdują się seniorzy i osoby przewlekle chore.

Polski program szczepień nie nadąża za zmianami demograficznymi. Kończy się on w 19 roku życia. Na świecie pojawił się trend, aby profilaktyka szczepienna obejmowała również dorosłych. Wydaje się to rozsądne, ponieważ profilaktyka, co do zasady, zawsze jest tańsza od leczenia, a to oznacza zysk. Warto też pamiętać, że dotyczy on osób, które w ten sposób nie staną się pacjentami oraz koncernów farmaceutycznych, które czerpią z tego zyski i odciążania służby zdrowia, której zasoby można skierować na pomoc chorym na inne choroby.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

31 grudnia 2019 roku kończą żywot Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE), prowadzone przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE). Była to jedna z czterech sztandarowych reform rządu koalicji Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności (AWS UW), którego premierem był Jerzy Buzek. Wielka reforma systemu emerytalnego, z perspektywy czasu, okazała się wielkim złodziejstwem…..

Otwarte fundusze emerytalne powstały w ramach reformy systemu emerytalnego w 1999 roku. Miały pozwalać pracującym na gromadzeniem pieniędzy na emeryturę w tzw. II filarze. Fundusze były zarządzane przez PTE. Aby prowadzić taką działalność konieczna była specjalna państwowa koncesja. Otrzymało ją kilkanaście podmiotów, w większości zagranicznych, które z czasem zaczęły się łączyć. Dla osób urodzonych po 1969 roku przystąpienie do OFE było przymusowe. Dotyczyło to kilku mionów pracujących Polaków. Dla PTE był to „cudny biznes”, albowiem towarzystwa pobierały od uczestników OFE opłaty za zarządzanie, które wynosiły w pewnych okresach nawet kilkanaście procent.

Polska reforma emerytalna była wzorowana na pomysłach takich państw jak Peru, Chile i Argentyna, które „w całym wszechświecie znane są z najlepszego zabezpieczania interesów przyszłych emerytów”. PTE reklamowały swoje OFE jako panaceum na wspaniałą emeryturę. I dla garstki managerów, która się przy tym kręciła z pewnością były źródłem zgromadzenia znaczącego kapitału.

Po kilkunastu latach zorientowano się, że środki zgromadzone w II filarze utrudniają powiększanie deficytu budżetu państwa. Wówczas okazało się, że są złe i rząd koalicji Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe (PO PSL), którego premierem był Donald Tusk zredukował składkę jaką można było odkładać w OFE. Potem jeszcze ją bardziej zmniejszył. Przy okazji okazało się, że osoby oszczędzające w II filarze nie są właścicielami własnych pieniędzy lokowanych w OFE. Bezpośrednimi skutkami działania rządu Donalda Tuska było dalsze zadłużanie Polski oraz uwiąd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, która tuczyła się na składkach przyszłych emerytów.

Niewydarzoną reformę emerytalną dobił rząd Zjednoczonej Prawicy, którego premierem jest Mateusz Morawiecki. Tym co się upierają aby oszczędzać środki, poza Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, który „pożre” każde pieniądze, pozostawiono możliwość gromadzenia pieniędzy na Indywidualnych Kontach Emerytalnych. Zgromadzone tam środki będę jednak na tyle nikłe, że nie będą mieć znaczącego udziału w przyszłych świadczeniach emerytalnych.

Nikt jednak milionom Polaków nie zwróci pieniędzy jakie w świetle prawa pożarły powszechne towarzystwa emerytalne z tyłu prowadzenia OFE. Jest to afera na miarę wyłudzeń VAT, choć liczba winnych jest znacznie mniejsza. Taka piękna katastrofa….. Cóż, nikt się nawet nie kwapi do powołania jakiejś komisji śledczej do wyjaśnienia tej sprawy. Tak to jest kiedy dostaje się koncesję na kradzież…..

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Stosunek Polaków do społecznej odpowiedzialności biznesu (z ang. CSR) jest zróżnicowany. Są jego gorący zwolennicy, głównie ci, którzy zajmują się tą problematyką zawodowo, osoby, które odpowiadają w organizacjach za ten obszar aktywności. Jest tez grupa osób, z definicji kwestionująca ideę scr oraz zapewne większość, która ma albo stosunek obojętny, albo w ogóle nie wie o koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu.

Dla pewności przypomnę, że społeczna odpowiedzialność biznesu, (ang, skrót SCR od corporate social responsibility) to idea, mówiąca o tym, że organizacje w swoje aktywności powinny przestrzegać wszystkie przepisy prawa i norm oraz uwzględniać interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy. Wydatki  z tym związane należy zaliczać jako inwestycję i źródło innowacji, a nie jako koszt.

Teoria społecznej odpowiedzialności biznesu jest piękna i bardzo rozbudowana. Słabiej realizacją tej idei w praktyce. Monitorowanie tego typu działalności zajmuje się serwis informacyjny RaportCSR.pl. Regularnie ogłasza on dostrzeżone przez siebie przejawy społecznej działalności biznesu. „Raport CSR” jest pierwszym tak poważnym projektem wydawniczym w Polsce, zajmującym się popularyzowaniem dobrych praktyk przedsiębiorstw i organizacji. Pierwsze wydanie ukazało się w 2009 r. Do tej pory wyróżniono ponad 70. organizacji.

Właśnie ogłoszono 43. Raport CSR. W tej edycji wyróżniono jedną z najstarszych inicjatyw propracowniczych w Polsce: Konkurs „Pracodawca Godny Zaufania” – organizowany przez Krajową Izbę Gospodarczą, Fundację Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” i Agencję Impressarium. Na jesieni odbył się IX już Konkurs. Laureatami zostali Emitel, PGE Polska Grupa Energetyczna, Benefit Systems, Żabka, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej oraz Poczta Polska. Nagroda specjalna trafiła do PwC. Ponadto przyznano wyróżnienia dla przedstawicieli mediów. Dostali je: Anna Popek – dziennikarka i prezenterka telewizyjna oraz Michał Dobrołowicz – dziennikarz RMF FM –.

Raport CSR to nie tylko wyróżnienia. Na przykład w 43 wydaniu przeczytać o „Świątecznych twarzach przedsiębiorców”, czyli o działaniach z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu prowadzonych w okresie świąt bożonarodzeniowych. Tekst „Świętowanie zimowej imprezy w eko atmosferze” poświęcony jest jednej ze znanych sieci handlowych, która kierując się tzw. obyczajową poprawnością, zdecydowała się na nadawanie kontrowersyjnych nazw produktom, o charakterze świątecznym.

Lektura raportów CSR inspiruje do podejmowania nowych inicjatyw z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu, Zwraca uwagę na działania w obszarach ekologii, wolontariatu i akcji pomocowych prowadzonych przez największe polskie i europejskie organizacje. Zachęcam do lektury raportów CSR, albowiem często można poznać świat nieznany, chociaż bardzo ważny dla jakości naszego życia.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Premier Mateusz Morawiecki zapowiada od stycznia 2020 roku czyli za 3 miesiące podniesienie minimalnej płacy do 2.600 zł. Prezes Prawa Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oświadczył, że od 2021 roku będzie ona wynosiła 3.000 zł. W 2023 roku przewidziano, że będą to już 4.000 zł. Dla pracowników to bardzo dobre wiadomości, bo wraz z podwyżką płac minimalnych rosnąć będzie też średnia płaca. Jakie wywoła to inne skutki?

Gdyby takie zapowiedzi podwyżek wynagrodzeń składała Platforma Obywatelska można by uznać, że z pewnością zrobią coś odwrotnego. Kiedy deklaracje padają od liderów Prawa i Sprawiedliwości wydaje się, że mimo iż deklarowane w przedwyborczej gorączce, mogę zostać spełnione. Należy zatem brać je poważnie pod rozwagę.

Rząd uważa, że zrobił również bardzo wiele dla przedsiębiorców, przykładem ma być chociażby „konstytucja dla biznesu”. Najwięcej zyskują mali i mikro przedsiębiorcy przedsiębiorcy. Teraz bardziej korzystne rozwiązania zapowiedziano dla małych i średnich. Większe przedsiębiorstwa będą musiały korzystać z efektu skali, o ile im się to uda. Niemniej nowe minimalne wynagrodzenia z pewnością są to rewolucyjnie zmiany na rynku pracy, których skutki odczujemy wszyscy.

Przez ostatnie dziesięciolecia Polska rywalizowała z pozostałymi krajami niskimi kosztami pracy. Teraz to już będzie przeszłość. Podnoszenie minimalnego wynagrodzenia oznacza generalnie wzrost wszystkich wynagrodzeń. Nie wszystkie sektory gospodarki będą się mogły na to przestawić, dlatego prawdopodobnie wiele przedsiębiorstw zakończy swoją działalność. Czy ich miejsce zajmą mali i mikroprzedsiębiorcy?

Warto też pamiętać, że wzrost wynagrodzeń przełoży się na wzrost cen towarów i usług. W wielu przypadka będzie to oznaczać, że realna wartość wynagrodzenia może nie ulec znaczącej zmianie. Może natomiast być to czynnikiem inflacjogennym. Zwracał już na to uwagę w sierpniu 2019 roku Instytut Biznesu w swoim stanowisku dotyczącym wzrostu inflacji. Czynnikiem łagodzącym może być zapowiedź przez rząd brak deficytu budżetowego w 2020 roku. Wzrost wynagrodzeń oznacza, że zwiększą się wpłaty na ubezpieczenie społeczne. To może okazać się zbawienne dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wyższe wynagrodzenia mogą sprawić większe zainteresowanie pracą w Polsce. Imigranci zarobkowi, którzy dziś stabilizują krajowy rynek pracy mogą być bardziej zainteresowani pozostaniem na nim. Polacy zaś będą się bardziej zastanawiać, czy opuszczać ojczyznę w pogoni za lepszymi zarobkami

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu


Można powiedzieć „WRESZCIE!” Krajowa Izba Gospodarcza zajęła się tym co mnie irytuje od dawna, czyli nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych, w tym przypadku chodzi o producentów alkoholi.

Na Forum Ekonomicznym w Krynicy, Krajowa Izba Gospodarcza przedstawiła „Białą Księgę branży alkoholowej”. Dokument przygotowała kancelaria Fairfieldna. Wynika z niej to co obserwatorzy rynku wiedzą od dziesięcioleci, że producenci wyrobów spirytusowych są dyskryminowani m.in. w zakresie prawa podatkowego oraz możliwości działań reklamowych, promocyjnych i sponsoringowych. zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej.

Geneza dyskryminacji producenci wyrobów spirytusowych producenci wyrobów spirytusowych sięga roku 1982 kiedy uchwalono ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Regulacja prawna traktuje preferencyjnie piwo. Według autorów Białej Księgi może to naruszać  art. 32 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej czyli narusza systemową zasadę równego traktowania przez władze publiczne oraz nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

W Polsce obowiązują zróżnicowane zasady obliczania akcyzy dla poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych. Jak się okazuje jej wysokość, w przeliczeniu na jednostkę alkoholu zawartego w napoju spirytusowym, może być nawet czterokrotnie wyższa niż w przypadku identycznej jednostki alkoholu zawartego w piwie. Dzieję się tak, albowiem producenci wyrobów spirytusowych płacą podatek, który jest uzależniony od zawartości czystego alkoholu w ich produktach, natomiast akcyza na piwo jest wyliczana na podstawie zawartości ekstraktu w napoju, a nie ilości alkoholu.

Nic dziwnego, że Polacy spożywają głównie alkohol zawarty w piwie albowiem jest on wówczas po prostu tańszy. W 2017 r. statystyczny obywatel zaabsorbował 5,42 litra. Dla porównania konsumpcja etanolu w wyrobach spirytusowych wyniosła 3,3 litra. W tej sytuacji przyłączam się jedynego, uczciwego rozwiązania proponowanego przez Związek Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego, zakładający, że należy uprościć system obliczania akcyzy poprzez równe traktowanie wszystkich producentów napojów alkoholowych w sferze podatkowej.

Warto też przypomnieć, że preferencyjny stosunek do piwa przejawia się również w tym, że tylko ten produkt zawierający alkohol wolno reklamować. Zakaz reklamy nie jest uzależniony od mocy napoju alkoholowego. W konsekwencji, prawo dopuszcza reklamę piwa zawierającego np. 9-10 proc. alkoholu, a zabrania reklamowania innych niskoprocentowych napojów takich jak wino czy cydr (zwierających np. 4,5 proc. alkoholu). To sprawia, że piwo, w oczach znacznej części konsumentów, podświadomie, nie jest postrzegane jako napój alkoholowy, a to jest już w zupełnej sprzeczności z ideą ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Alkohol to alkohol – troszczący się o zdrowie Polaków powinni to wreszcie zauważyć.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu