Archiwa tagu: korki

Prawo jest nie dla wszystkich i nie takie same. Zasady są niejasne i niezrozumiałe. Tak można rozumieć ostatnie decyzje w sprawie wybiórczego zwalniania z opłat kierowców korzystających z pewnej autostrady….

Skąd takie żałosne refleksje? Za sprawą nieoczekiwanej hojności przekazania Krajowemu Funduszowi Drogowemu 50 mln zł na pokrycie strat spowodowanych zawieszeniem opłat za przejazdy autostradą A1 w weekendy wakacyjne. W ten sposób wykonano testament polityczny Premiera Donalda Tuska, który na ten sam cel w 2014 roku roztrwonił 20 mln zł. Chodzi o to aby kierowcy, poruszający się autostradą nad morze lub z morza od piątków od godz. 16.00 do niedziel do godz. 22.30, byli zwolnieni z opłat za przejazd na płatnych odcinkach drogi. Powód tej decyzji jest taki, że system pobierania myta jest niewydolny i tworzą się korki, wydłużające w absurdalny sposób czas podróży.

Koncepcja jest oczywiście słuszna, jak każdy populistyczny projekt. Jest również haniebnie niekonstytucyjna i niesprawiedliwa. Otóż z nieoczekiwanych powodów grupa zamożnych turystów (z pewnością osoby posiadające samochody oraz, które stać na wyjazdy weekendowe nad morze do takich należą) otrzyma od Państwa wsparcie finansowe. Nie otrzymają go ci, którzy wybiorą inny kierunek, albo zdecydują się na wyjazd poza wskazanym okresem, ani ci, których nie stać na takie eskapady lub nie mają pieniędzy na własne auto.

Ta hucpa odbywa się pod szyldem bezpieczeństwa i nazywana jest „warunkowa procedurą” i odnosi się tylko do bramek na autostradzie A1. Odstępowanie od pobierania myta za przejazd ma następować „w zależności od bieżącego natężenia ruchu, po to by zapewnić podróżującym bezpieczeństwo”. Będzie o tym decydować specjalny pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa transportu. ….

Już podobna decyzja w 2014 roku budziła obrzydzenie. Jednak nie to jest najgorsze. Rodzi się proste pytanie, co rząd zrobił od lipca zeszłego roku, aby zapobiec korkom w szczytach komunikacyjnych? Były co prawda obietnice Pani Wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej, żeby wdrożyć na wszystkich autostradach system viaTOLL, ale po jej ucieczce oraz z Donaldem Tuskiem z Polski, nikt się tym dalej już nie zajmował. To rozwiązanie, które, gdyby było przyjęte, zlikwidowałoby korki automatycznie, albowiem, auta, które korzystałyby z elektronicznego systemu opłat, w ogóle nie potrzebowałyby bramek.

Podobno wdrożenie systemu viaTOLL miałoby kosztować 20 mln zł czyli zdecydowanie mniej niż aktualny sponsoring obecnego rządu. Do tego dodam, że szacuję się, iż na nieobjęciu e-mytem samochodów osobowych budżet państwa traci 900 mln zł rocznie. W związku z tym uważam za zasadne żeby 50 mln zł wydatkowych na fantazję sponsoringową powinny pokryć z własnej kieszeni osoby, które go zafundowały, a nie ze środków pobranych od podatników. Najwyższy czas, żeby urzędnicy i politycy zaczęli ponosić odpowiedzialność za skutki swojej niegospodarności.

To nie koniec! Ustawa umożliwiająca zmarnotrawienie 50 mln zł została przepchnięta przez parlament w ultra ekspresowym tempie. Cały proces legislacyjny trwał zaledwie 16 godzin! To rekord w polskim parlamentaryzmie. Zaraz potem dokument, jak rozumiem bez należnego namysłu, podpisał Prezydent Bronisław Komorowski. Jak się dowiaduję od Adriana Furgalskiego Wiceprezesa Zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR: „Zapowiedziane wprowadzenie e-myta na polskich drogach zostało przesunięte na 2018 r. Data ta może nie być przypadkowa, gdyż wtedy kończy się umowa z operatorem systemu viaTOLL – firmą Kapsch.” Jeśli to prawda to znaczy, że w niegospodarności nie ma przypadku…. Wszystko wskazuje, że przez magiczne decyzje administracji państwowej korki nie znikną do 2018 r. chyba, że…..

AUTOSTRADA kko

Celem budowy autostrad jest to aby można jeździć szybciej i bezpieczniej. Oczywiście już nikt nie pamięta, że drogi finansuje się z podatku drogowego, który wliczony jest w każdy litr benzyny i dzięki tej amnezji za zaszczyt przejazdu autostradami trzeba płacić dodatkowo. Sposób pobierania haraczu doprowadził całą ideę do kompletnego absurdu.

Na każdej autostradzie obowiązuje inny pomysł jak pobierać myto za przejazd. Jednak generalnie cała zabawa polega na tym, że trzeba zwolnić, a następnie zatrzymać się w tzw. „manualnym punkcie opłat”, zapłacić i można jechać dalej. Kiedy użytkowników autostrad jest mało jest to uciążliwe i irytujące. Kiedy pojazdów jest dużo na punktach opłat tworzą się kolejki, czasem długie kolejki.

W samym 2013 roku dokonano 150 milionów pobrań na manualnych punktach poboru opłat. Rocznie w tego typu zatorach kierowcy straci się 8 milionów osobogodzin. Z tego tytułu wypalono dodatkowo 5 milionów litrów paliwa. Do atmosfery niepotrzebnie wprowadzono 11,5 tysiąca ton dwutlenku węgla. Utracony czas można porównać np. do trzymania tysiąca osób w areszcie przez rok. To nie tylko strata czasu, ale i pieniędzy, bo przecież czas to pieniądz. Kierowcy korzystają z autostrad aby dojechać do celu w krótszym, a nie dłuższym czasie. Ceną są także nerwy i irytacja.

Sytuacja jest tak absurdalna, że w pewnych sytuacjach szybciej można się poruszać drogami lokalnymi niż autostradami. Zdarza się nawet, że takie postępowanie zalecają operatorzy szybkich dróg. To pokazuje stan niemocy związany z problemem „manualnego systemu opłat”. Oczywiście jest rozwiązanie. Wymaga jednak podjęcia decyzji o przejściu z tradycyjnego sposobu na elektroniczny.

Proste rozwiązania nigdy nie są proste. Elektroniczny system wymaga porozumienia się operatorów autostrad co do ujednolicenia standardów pobierania myta. To zapewne jest do osiągnięcia. Większym problemem jest to, że na takim rozwiązaniu Skarb Państwa straci ponad 300 milionów złotych z tytułu przychodów VAT i opłaty paliwowej. I to jest najważniejsze, a nie dobro jakichś tam kierowców, co stwierdzam z ogromną przykrością.