Archiwa tagu: Korona Królów

Historia kolekcji książąt Czartoryskich jest długa, pogmatwana i godna serialu telewizyjnego na miarę „Korony Królów”. Początki tego największego zbioru sięgają roku 1798 kiedy Izabela Czartoryska zaczyna budowę Świątyni Sybilli w Puławach, która stanie się pierwszym polskim muzeum narodowym.

 Nic zatem tez dziwnego, że po raz kolejny kolekcja Czartoryskich staje się dla mnie ważnym tematem. Być może tylko dzięki temu, że był to prywatny majątek zbiór przetrwał rozbiory, dwie wojny światowe i czasy komunizmu. Warto w tym miejscu nadmienić, że kolekcja Czartoryskich nie zawsze była w Polsce. Po powstaniu listopadowym, car skonfiskował dobra magnackiego rodu. Dlatego najcenniejszą część kolekcji rodzina wywiozła, ze względów bezpieczeństwa, do Paryża. Podczas I pierwszej wojny światowej, zbiory znalazły się w Dreźnie. Po zapanowaniu pokoju, zbiór wraca do Polski. Jednak już podczas II wojny światowej zainteresowali się nim Niemcy. Na szczęście, większość kolekcji wróciła do Polski w 1946 roku.

W 1949 roku komuniści rządzący wówczas w Polsce znacjonalizowali majątek Czartoryskich. Dla losów kolekcji było to poważne zagrożenie, albowiem gospodarstwa rolne należące do książąt finansowały utrzymanie muzeum, w którym znajdował się zbiór. W zaistniałej sytuacji Polska Ludowa „wzięła” kolekcję „w zarząd i użytkowanie” i włączyła do zasobów Muzeum Narodowego w Krakowie jako zbiory Czartoryskich. Sprawa kontrowersyjnego statutu kolekcji budziła niepokoje muzealników. Jeszcze w 1986 prof. Zdzisław Żygulski zgłosił pomysł wypłacenia rodzinie Czartoryskich odszkodowania za przekazanie na rzecz państwa unikatowej kolekcji. Sprawa może by się udała, gdyby nie propozycja rozliczenia…. w węglu. Co jakiś czasu pojawiały się kolejne koncepcje uregulowania statusu zbioru, wszystko nadaremnie. Dopiero 29 grudnia 2016 roku, po blisko rocznych poufnych negocjacjach, wyjątkowa kolekcja Czartoryskich, za sprawą Piotra Glińskiego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeszła na własność Skarbu Państwa. Tak kończy się wielka epopeja największego zbioru, zawierającego unikatowe dokumenty historii Polski.

Kolekcja Czartoryskich jest legalnie w zasobach Polski. Jednak nie jest to koniec historii. Polska odkupiła zbiór za symboliczne 100 milionów euro. Kwota pobudza wyobraźnię, ale trzeba mieć świadomość, że stanowi zaledwie 5 proc. wartości przeprowadzonej transakcji. Środki trafiły do fundacji Książąt Czartoryskich. Najpierw opinia publiczna była epatowana ilością pieniędzy. Kiedy wszystko, w tej sprawie, wyjaśniono, wybuchła nowa akcja, związana z faktem, że w większości środków trafiła do fundacji Le Jour Viedra w Liechtensteinie. Adwersarze są wściekli, że tyle pieniędzy znalazło się poza Polską. Liderami podsycania niezdrowej atmosfery są Tamara Czartoryska, która rozpowiada niepoparte dokumentami historie, stawiające jej ojca w złym świetle oraz partie polityczne Platforma Obywatelska i Razem, zainteresowane skandalem, który pozwala im zaistnieć.

Dla mnie sprawa jest bardzo prosta. Jeśli w całym procesie zaszły jakieś nieprawidłowości to do tego są w Polsce specjalne organy takie jak Centralne Biuro Antykorupcyjne, Centralne Biuro Śledcze i sądy. Natomiast wylewanie frustracji, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego skutecznie zadziałało w sprawie uregulowania statusu Kolekcji Czartoryskich jest żenujące. To typowe dla komunistycznego myślenia: mieć coś co jest cudzą własności i korzystać z tego na własny użytek i rachunek. Warto w tym miejscu przypomnieć, że rodzina Czartoryskich zaznała, od Polski Ludowej, wielkie krzywdy, których wolna Rzeczpospolita Polska, nigdy, nie raczyła, w żaden sposób, naprawić. Chodzi mi oczywiście zwrot majątków zagrabionych przez komunistów.

Wszczynanie awantur z powodu, że pieniądze z przeniesienia aktu własności znalazły się poza Polską to już zupełny obłęd. W ten sposób powraca pierwotny sposób komunistycznego myślenia: tak jak kolekcja, która należała do Czartoryskich była poza jej władaniem, tak samo, według wizji oponentów, powinno się stać z pieniędzmi za jej sprzedaż.

Trudno w to uwierzyć. Na nudnym i przewidywalnym polskim rynku telewizyjnym narodził się hit. Mowa o telenoweli „Korona królów”.

Żadna inna produkcja telewizyjna od lat nie wzbudziła takich emocji i kontrowersji. Te ostatnie, prawdopodobnie z powodu, że producentem i nadawcą jest Telewizji Polska, a ta o od czasu kiedy kieruje stacją Jacek Kurski zalewana jest hejtem, generowanym przez opozycje.

Potwierdza się jednak stare twierdzenie, że nie ważne co mówią, ważne by nie przekręcali nazwiska. Zmasowany hejt stał się dodatkową dźwignia promocyjną, albowiem wiele osób, które nie ogląda telewizji, nagle zapragnęło zobaczyć „Koronę królów” – telenowelę, która stanowi źródło tak wielu emocji.

Telewizji Polska to stacja, która ma w swoją działalność wbudowaną misyjność. Czytałem ustawowe zapisy na ten temat i przyznam się, że zakres misyjności jest tak szeroki i głęboki jak  wszystkie oceany razem wzięte. Niemniej jakby nie traktować misyjności, telewizja musi też mieć jakiś realny zasięg, nie tyle nawet w przestrzeni potencjalnego odbioru, ile w fizycznych telewidzach. Cóż bowiem po najlepszej stacji świata, z najlepszą misyjną ofertą, której nikt nie ogląda?

Telewizji Polskiej pod kierownictwem Jacka Kurskiego udało się zwiększyć widownię. Zaczęło się od koncertów sylwestrowych. Kiedyś największą widownię w ostatnich godzinach ostatniego dnia roku gromadził Polsat. Od dwóch lat stało się to domeną Telewizji Polskiej. Teraz, jak pokazują badania telemetryczne, podobnie może się stać za sprawą parahistorycznej telenoweli „Korona królów”, która przyciąga przez ekrany ponad czteromilionową publiczność.

Krytycznych uwag na temat „Korony królów” jest wiele. Cóż, na polityce i na historii zna się każdy, więc każdy również się wypowiada. Malkontenci zapominają, że telenowela to nie podręcznik badacza historii. Mnie w tym serialu również  wiele rzeczy razi. Być może dlatego, że nie jestem w tzw. targecie, do którego, ta produkcja jest adresowana. Z biznesowego punktu widzenia jednak uważam, że pomysł, a nawet odwaga wyprodukowania historycznej telenoweli opowiadającej o dziejach władców Polski, okazała się sukcesem. Serial pozyskał rekordową widownię i wzbudził wiele dyskusji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby powstały lepsze produkcje, jeśli oczywiście ktoś takie potrafi wyprodukować. Poprzeczka już została ustawiona.