Archiwa tagu: kredyt

Ministerstwo Sprawiedliwości  przygotowuje ważne zmiany w ustawach dotyczących pożyczek i kredytów konsumenckich. Chodzi w nich o zabezpieczenie potencjalnych korzystających przed krytycznymi ryzykami z tym związanymi. Zbyt restrykcyjne ograniczenia mogą, wbrew woli autorów, pogorszyć sytuacje.

Dobry zwyczaj, nie pożyczaj” – mówi mądre przysłowie. Jednak gdyby nie pożyczki wiele przedsięwzięć by się w ogóle nie udało. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców jak i osób indywidualnych. W pożyczkach najważniejszymi sprawami jest to oprocentowanie i zabezpieczenie kredytu. Dobrze, też, jest, zawsze, przekazanie pieniędzy opisać w umowie. Dokument warto bardzo uważnie przeczytać jeszcze przed podpisaniem, albowiem zawsze jest tak, że pożyczający uważa, że pieniędzy trzeba oddać więcej i/lub wcześniej, natomiast pożyczkobiorca sądzi, że mniej i/lub później. Niestety, osoby potrzebujące pieniędzy często nieuważnie czytają umowy lub nie rozumieją wszystkich zapisów i wynikających z nich konsekwencji, albo przymuszeni jakimś imperatywem nie zwracają na to uwagi. Na takie zachowania czyhają nieuczciwi pożyczkodawcy.

W obecnym prawie poważną luką jest brak regulacji, które pozwoliłyby sprawnie interweniować w sytuacjach lichwiarskich pożyczek, zwłaszcza wtedy gdy są one udzielane pod zastaw nieruchomości. Bardzo wysokie oprocentowanie, często w powiązaniu z jeszcze szybsza wymagalnością, jest niezwykle ryzykowne zwłaszcza dla osób prywatnych (szczególnie starszych) i małych firm. Często kończy się to nie tylko bankructwem, ale też odebraniem mieszkań lub miejsc, w których jest prowadzona działalność gospodarczą. W związku z tym bardzo dobrze, że wreszcie ustawodawca, postanowił uregulować te kwestie. Jest to nawet w interesie rynku pożyczkowego, który, przez różnego rodzaju kombinatorów, traci reputację.

Projekt inicjatywy ustawodawczej idzie jednak dalej. Przewiduje on również wprowadzenie nowych ograniczeń, dotyczących wszystkich pożyczek krótkoterminowych, również tych udzielanych przez banki. Nowelizacja zakłada, że całkowite pozaodsetkowe koszty pożyczki nie mogą przekraczać 20 proc. w skali roku. Złamanie tego zakazu ma skutkować odpowiedzialnością karną. Sztywne określanie wysokości oprocentowania jest ryzykowne, albowiem sytuacja w gospodarce podlega koniunkturalnym zmianom. Poza tym, wiadomo, że w biznesie obsługa i koszt pożyczki jest powiązany z usługą i ryzykiem jej zwrotu.

Zmiany, proponowane w obecnym kształcie, dotkną, nie tylko rynek pożyczek udzielanych przez wyspecjalizowane firmy, lecz także pożyczki bankowe. Tak daleko idące obostrzenia mogą zagrozić legalnemu rynkowi pożyczek. Istnieje również uzasadnione ryzyko, że niezaspokojone potrzeby będą realizowane nielegalnie przez wyspecjalizowane grupy przestępcze. Może to oznaczać rozwój czarnego rynku. Gdyby doszło do takiej sytuacji byłoby gorzej niż lepiej. Dlatego warto, teraz, na etapie kształtowania się nowelizacji, przemyśleć, ze szczególną dbałością, wszelkie możliwe konsekwencje planowanych zmian. W tej sprawie uaktywnił się  Instytutu Staszica. Jego eksperci przygotowują analizę potencjalnych skutków proponowanych rozwiązań, uwzględniającą m.in. obecne uwarunkowania funkcjonowania rynku pożyczek i kredytów konsumenckich w Polsce i w innych krajach europejskich. Mam nadzieję, że ten dokument zostanie wykorzystany w pracach nad nowelizacją prawa.

Kiedyś przymierzałem się do kupienia tzw. apartamentu na warszawskim Wilanowie. Mieszkanie o powierzchni 120 metrów kwadratowych miało kosztować milion dwieście tysięcy, ale ze względu na mój rok osobisty raptem staniało do okrągłego miliona. Trochę mnie to zachęciło, mimo, że choć to prestiżowy Wilanów, to jednak dla Warszawiaka nie centrum .

Pojechałem zatem do Wilanowa, co prawda, nie tak jak kiedyś pociągiem tylko autem, przyjrzeć się lokalowi z bliska. W salonie pięknie prężyło się 3 milimetrowe pęknięcie biegnące po przekątnej przez całą ścianę nośną. Zapytałem sprzedawcę co to jest, powiedział, że „to nic wielkiego, bo budynek osiada i to jest naturalne, ale jeśli jest to jakiś problem, to on proponuje rabat 100.000 złotych od wcześniej wynegocjowanej ceny miliona złotych. To był jedyny przypadek, kiedy w ciągu jednego dnia praktycznie nic nie robiąc zarobiłem na czysto 300.000 złotych. Oczywiście teoretycznie. Apartamentu nie kupiłem. Nie lubię osiadających budynków, a już apartamentów z pęknięciami ścian nośnych się zwyczajnie brzydzę.

Powiedzmy, że miałem szczęście. Lokal, który mi proponowano był już wybudowany, a jego wady były widoczne. Wiedząc co znaczy budowanie budynków na bagnach rozumiałem, że te 300.000 ekstra rabatu, to nie mój zarobek, tylko panika sprzedającego, aby pozbyć się „śmierdzącego jaja”. W innej sytuacji są ludzie, którzy nie posiadają wiedzy budowlanej, a co gorsza mieszkania kupują zanim zostaną wybudowane.

Tak zwane „wady ukryte” (wynikające np. z błędów budowlach, zastosowania niewłaściwych materiałów, technologii, uchybienia sztuce budowlanej) w nowo wybudowanych budynkach pojawiają się przeważnie nie od razu tylko po dłuższym czasie, kiedy już wszystko pomiędzy klientem i deweloperem zostało rozliczone. Co prawda, zgodnie z ustawą o prawach konsumenta i przepisami kodeksu cywilnego, obowiązuje przez pięć lat rękojmia. Cóż, kiedy jej wyegzekwowanie bywa iluzoryczne. Aby dochodzić swoich praw trzeba udać się w trudną i długą podróż prawną. Przeważnie oznacza to wynajęcie prawnika, wpłacenie opłaty sądowej od pozwu (której wysokość stanowi procent od wartości sporu, to dodatkowy koszt, na poniesienie którego już nie każdego stać), przygotowanie ekspertyzy budowlanej i czekanie na rozstrzygnięcie, najpierw w pierwszej, a potem być może i drugiej instancji. Wymaga to dużych pieniędzy, czasu i cierpliwości.

Deweloperzy przeważnie tworzą spółki celowe, które po zakończeniu inwestycji są likwidowane i szukaj wiatru w polu. Tak przeważnie kończą się spory toczone przed sądami. Tymczasem klient jest ewidentnie stratny i spadają na niego obowiązki związane z usunięciem skutków wad ukrytych. Potrafią to być kosztowne przedsięwzięcia. Jeśli nieruchomość została kupiona na kredyt (oby nie deminowany we franku szwajcarskim), to jest wielce prawdopodobne, że środków na walkę z „wadami ukrytymi” nie ma. Pat.

Czy takiej sytuacji można uniknąć? Można kupować zamiast „nieruchomości w worku” na rynku pierwotnym, szukać czegoś na rynku wtórnym. Wtedy wszystko jest już, mniej więcej, sprawdzone. To oznacza jednak wówczas wiele niechcianych kompromisów. Poza tym możemy kupić mieszkanie w budynku, który ma np. pięć lat, a wada ukryta ujawni się po siedmiu czy ośmiu w postaci pękających ścian czy innych awarii.

Jeśli komuś zależy na rynku pierwotnym powinien szukać rozwiązania poprzez ubezpieczenie od od wad ukrytych. Wówczas roszczenie wysuwa się wobec ubezpieczyciela. W Polsce takie rozwiązanie jest rzadkością, mimo że w innych państwach sprawdza się z powodzeniem. Najlepszym rozwiązanie byłoby obligatoryjne wykupienie takiej polisy przez wszystkich deweloperów, to zabezpieczyłoby interesy klientów. Oczywiście takie ubezpieczenie kosztuje, ale w skali całej inwestycji w nieruchomość i możliwości zabezpieczenia się przed wadami ukrytymi, których naprawa może być bardzo kosztowna, bo często dotyczy kluczowych elementów budynku takich jak fundamenty czy ściany nośne, byłoby to opłacalne. Koszty ubezpieczenia w przypadku obowiązkowych ubezpieczeń nie byłyby takie wysokie, albowiem ze względu na skalę i wartość polis ryzyko uległoby znacznemu rozproszeniu. Warto zwrócić uwagę, że np. w Wielkiej Brytanii żaden bank nie udzieli kredytu hipotecznego pod zakup nieruchomości, jeżeli nie posiada ona wykupionej tego typu polisy.

Alternatywą dla oferty sektora ubezpieczeniowego mogłyby być towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych. Najważniejsze jest uregulowanie prawne kwestii ubezpieczenia od wad ukrytych, aby kosztów nie ponosili obciążeni kredytami hipotecznymi właściciele mieszkań, tak jak ma to obecnie miejsce.

Kiedy wybuchła afera hazardowa nie mogłem zrozumieć o co w niej chodzi, w tym sensie, że nie widziałem drugiego dna, a przecież jak wynika z doświadczenia przeważnie jest. Teraz zorientowałem się, że chodziło, przy pomocy tak zwanej ustawy hazardowej, o wyprowadzenie z polskiego obiegu finansowego kilku miliardów złotych.

Najuczciwsza Kraina Pod Słońcem ma bardzo rygorystyczną ustawę hazardową, a w zasadzie antyhazardową. Tej regulacji prawnej mogłoby pozazdrościć wiele państw zbudowanych na mądrościach Allacha. To zaskakująca konstatacja, biorąc pod uwagę, że Najuczciwsza Kraina Pod Słońcem nie jest zbudowana na islamskich fundamentach. Ustawa antyhazarodwa została wdrożona w panice o dobry wizerunek miłościwie panujących, alby pokazać jak politycy potrafią sprawnie działać, w tempie, który nie pozwolił na uruchomienie szarych komórek,. Była to jedna z wielu pokazówek, przy pomocy której władcy Najuczciwszej Krainy Pod Słońcem usiłują rządzić.

Ustawa antyhazardowa spowodowała, że warte kilka miliardów zakłady bukmacherskich odpłynęły z Najuczciwszej Krainy Pod Słońcem i zniknęły w szarej strefie. W ten sposób doprowadzono do zmniejszenia dochodów z podatku, upadku wielu krajowych firm, zwiększono bezrobocie, zmniejszono nakłady na sport. To bardzo oryginalny sposób na zwiększanie PKB. Wielu ekonomistów nazwałoby to inaczej. Podobnie zresztą jak powinni to ocenić funkcjonariusze służ specjalnych, których zadaniem jest dociekać, komu zależało i kto miał w tym interes, aby zakłady bukmacherskie były realizowane poza krajem?

Ustawa antyhazardowa godzi w legalnie działające przedsiębiorstwa, które chcąc funkcjonować, w Najuczciwszej Krainie Pod Słońcem, zgodnie z prawem, muszą wykupywać kosztowne licencję Ministerstwa Finansów. Kraina pozwala jednocześnie innym organizacjom z poza kraju robić to na co nie pozwala własnym. Jest to możliwe, albowiem ludzie którzy chcą się zakładać będą to robić, bez względu czy im się będzie to umożliwiać czy nie. W ten sposób świat zakładów bukmacherskich przeniósł się do Internetu, który nie zna granic, więc hulaj dusza! Na takim obrocie sprawy traci Kraina, tracą uczciwi przedsiębiorcy, tracą poddani, ale przecież ktoś na tym zarabia!

Jaśnie panujący Najuczciwszą Krainą Pod Słońcem stale zwiększają deficyt budżetowy, zadłużają bez zahamowania coraz bardziej kraj, wymyślają coraz bardziej oryginalne podatki, równocześnie nonszalancko pozbawiają Skarb Państwa przychodów. Nie sądzę by był to przypadek. Kiedy rozpocząłem rozmowy o wzruszeniu ustawy antyhazardowej usłyszałem od dobrze poinformowanych osób, abym się tym nie interesował, bo to gra zarezerwowana dla Dużych Chłopców. Jak rozumiem działanie na szkodę Najuczciwszej Krainy Pod Słońcem i jej poddanych to akcja zaplanowana, stąd też inicjatywę, wyłączenia z ustawy hazardowej, zakładów bukmacherskich, ogłoszoną na debacie ISB News, oceniam sceptycznie, niemniej ciepło jej kibicuje.

Juliusz Bolek