Archiwa tagu: Mateusz Morawiecki

Sprawy zawodowe sprawiły, że przez ostatni rok dużo podróżowałem po Polsce. Stwierdzam, że nasza ojczyzna jest bardzo zróżnicowana. Nie tylko w ten sposób, że są góry, jeziora, rzeki, morze, lasy, pola, miasta, wsie itd. Jest też różnorodna mentalnie i infrastrukturalnie itp. Tę różnorodność można podziwiać, cieszyć się nią, a także korzystać z niej.

W Polsce są obszary ze stałym wysokim bezrobociem oraz takie, gdzie brakuje rąk do pracy. I nawet desant 2.000.000 Ukraińców nic w tej sprawie nie zmienia. Na niektórych terenach ludzie szanują pracę i kochają swoja ojczyznę, a na niektórych terenach panuje marazm, lenistwo, obojętność i bylejakość. Nic jednak nie jest na stałe. Perspektywy, ambicje, nadzieje zmieniają rzeczywistość i zaangażowanie ludzi. To uruchamia wiele procesów społecznych, biznesowych, a nawet politycznych.

Na przeobrażenia największy wpływ mają inwestycje. Tak było kiedyś (Żyrardów, Tarnobrzeski Okręg Przemysłowy, Gdynia itd.) i jest teraz. Obecnie zaczyna być wdrażana nowa koncepcja biznesowa tzw. inwestycji greenfieldowych, na terenach bez infrastruktury. W dłuższej perspektywie takie przedsięwzięcia mają stanowić impuls do powstawania nowych miejsc pracy. Ma to mieć miejsce bezpośrednio w powstającym przedsiębiorstwie oraz infrastrukturze, która temu towarzyszy.

Przykładem realizacji takiej idei jest inicjatywa B.D. Art Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.k., która należy do grona największych na świecie producentów luster, ram oraz listew ramiarskich. Dowiedziałem się, że Zarząd , podjął decyzję o budowie Huty Szkła Płaskiego w Leszkowicach, w powiecie lubartowskim, w województwie lubelskim. Przedsiębiorstwo już zainwestowało w zakup, za blisko 4.000.000 zł, 38 ha gruntu z pokładami piasku. Planowane zatrudnienie zakłada bezpośrednie zaangażowanie ok. 250 pracowników. Szacuje się, że łącznie na rzecz huty będzie pracować 800 osób.

Huta Szkła Płaskiego w Leszkowicach ma zapewnić produkcję potrzebną do wyrobu luster, okien i elewacji, przy zastosowaniu najnowocześniejszej, ekologicznej technologii. Właściciel Bogdan Pęski jest przekonany o sukcesie  przedsięwzięcia, albowiem zakłada, że w najbliższych latach, w Polsce, w znaczący sposób wzrośnie popytu na szkło. Przeświadczenie to wynika z wiedzy, że normy unijne wymagają od producentów okien, aby od 2018 r. wszystkie one miały trzy szyby, zaś od 2022 r. – cztery. Według założeń inwestora, produkcja w Hucie, pozwoli w sposób znaczący ograniczyć import z Chin. Wygranie konkurencji cenowej z Państwem Środka będzie sukcesem.

Przedsięwzięcie ma kosztować ok. 400.000.000 zł. Inwestor przewiduje, że w sfinansowaniu projektu pomogą środki pochodzące z: funduszy unijnych, grantu rządowego oraz kredytu, zaciągniętego w banku komercyjnym.  Tego typu inwestycja wpisuje się w koncepcję strategię zrównoważonego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego, szczególnie uwzględniając fakt, że fabryka powstaje we wschodniej, mało uprzemysłowionej, części Polski. Miejmy nadzieję, że Huta Szkła Płaskiego doprowadzi do zwiększenia potencjału industrializacyjnego nie tylko powiatu lubartowskiego, ale wpłynie pozytywnie dla całej Lubelszczyzny.

Właściciela Bogdana Pęskiego znam od lat. Wiem, że jest wizjonerem-praktykiem, dlatego trzymam kciuki za jego pomysł i życzę Mu sukcesu. W ten sposób, zresztą, życzę sukcesu również Lubelszczyźnie i Polsce czyli nam wszystkim.

Polski przemysł obronny osnuty jest mgiełką tajemnicy. Tak przynajmniej widzi to polski podatnik. Podejrzewam, że dla służb wywiadowczych obcych państw, ta mgiełka nie istnieje. Boję się natomiast, że, podobny obraz jaki mają polscy podatnicy, mają również decydenci.

Raport Najwyższej Izby Kontroli bardzo krytycznie odnosi się do sposobu korzystania, przez polską armię, z możliwości krajowego przemysłu obronnego. Prawdę mówiąc, dla polskiego podatnika, lepiej byłoby chyba, żeby NIK nie rozwiewał mgiełki tajemnicy. Podejmowane decyzje dotyczące, zapotrzebowania wojska w zakresie uzbrojenie, są co najmniej niejasne, jeśli nie stanowią sabotażu, a w najlepszym razie sprawiają wrażenie podejmowanych wyłącznie z kunktatorskich powodów politycznych.

Analiza przekształceń, które miały miejsce w przemyśle obronnym, kontrolowanym przez państwo, jest po prostu smutna. Nawet jeśli rządy koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego miały jakieś dobre intencje, to już ich realizacja daleko odbiegała od przyjętych założeń.  Efekt jest taki, że przemysł obronny, zatrudniający kilkadziesiąt tysięcy pracowników i należący do obszaru strategicznego jest inercyjny i oczekuje wyłącznie na dyspozycje od państwowego właściciela. Brak jest pomysłu w jaki sposób ma się rozwijać.

Koncepcja przyszłości polskiego przemysłu obronnego została zarysowana w dziale „Obszar Bezpieczeństwo narodowe” w projekcie „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” przedstawionego przez Mateusza Morawieckiego Ministra Rozwoju. Jest tam wiele wzniosłych i słusznych rad, takich, że dojdzie do ścisłej współpracy między wojskiem i przemysłem, który stanie się kluczowym źródłem zaopatrzenia sił zbrojnych w sprzęt wojskowych, że placówki naukowo-badawcze staną się znaczącym dostawcą technologii i myśli technicznej w zakresie obronności itd. Dużo słusznych idei, z których nie wiele wynika, poza gwarancją, że polskie przedsiębiorstwa, wytwarzające urządzenia dla armii, mogą być bezpieczne, jeśli chodzi o niej i jej pracowników.

Niestety dokument nie mówi jak to się ma stać w praktyce? Nic w tym dziwnego, bo jest on koncepcją wizji, a nie zapisem sposobu realizacji. Jednak obawiam się, że nie ma pomysłu jak te piękne frazesy przekuć na rzeczywistość. Warto w takiej sytuacji przyjrzeć się jak to robią inni. Nie myślę o przemyśle zbrojeniowych Stanów Zjednoczonych, Chin czy Rosji, albowiem Polska nie gra w tej lidze.

Ciekawy pomysł na rozwijanie przemysłu obronnego ma na przykład IMI System (dawniej Israel Military Industries), największe, państwowe przedsiębiorstwo zbrojeniowe w Izraelu. Organizacja wyspecjalizowała się w produkcji rakiet ziemia–ziemia i amunicji. Spółka zorientowała się, że trudno jest jej konkurować z amerykańskimi czy rosyjskimi koncernami zbrojeniowymi. Przykładem mogą być rakiety. Amerykanie posiadają doskonałe rakiety, które precyzyjnie trafiają w cel. Mają one jednak taką wadę, że są bajońsko drogie. Istnieje inne rozwiązanie zdecydowanie tańsze. Jednak precyzja takich rakiet przewiduje granice błędu 200 metrów. To oznacza, że można wystrzelić wiele rakiet i na zasadzie gry w totolotka zakładać, że któraś trafi w cel. W tej sytuacji IMI System skoncentrowało się na produkcji rakiet za rozsądną cenę, a granica błędu wynosi zaledwie 5 metrów.

Wydaje się, że taka perspektywa strategii rozwoju – produkowanie przyzwoitego sprzętu dostępnego dla wielu krajów, co pozwoliłoby rozwinąć eksport – jest też ciekawą koncepcją dla polskiego przemysłu obronnego. IMI System widzi w Polsce rynek dla swoich produktów (głównie rakiet). Jednak, w przeciwieństwie do większości innych oferentów, jest zainteresowana nie tylko sprzedażą, ale również uruchomieniem produkcji w Polsce. Przedsiębiorstwo deklaruje nawet  podzielenie się z polskimi organizacjami swoim doświadczeniem i wiedzą. Skorzystanie z takiej propozycji można uznać za atrakcyjne. To rozwiązanie, poza powyższymi korzyściami, pozwoli również poznać w jaki sposób można prowadzić przedsiębiorstwo państwowe i jednocześnie je rozwijać? To wygląda na zysk.

 

Czy zgodzisz się aby twój ojciec, matka, dziadek lub babcia umarli tylko dlatego, że nie mieli pieniędzy na wykupienie lekarstw? Sądzę, że mało kto by zaakceptował taka koncepcje. Dlatego dobrze, że w życie weszła ustawa zapewniające bezpłatne leki dla pacjentów powyżej 75 roku życia.

Nowa regulacja wzbudziła szereg emocji. Dały one o sobie znać w debacie „czy polską gospodarkę stać na darmowe leki?”, w której miałem zaszczyt uczestniczyć. Szczerze się przyznam, że tytułu debaty nie zrozumiałem. Cóż bowiem ma gospodarka do darmowych leków? Ich produkcję i sprzedaż będzie finansować państwo, a nie przedsiębiorstwa. Gdyby jednak postawić pytanie „czy państwo stać na darmowe leki?” to jest ono zupełnie zasadne. Podobno stać i środki na to zostały zapewnione w budżecie.

W błędzie jednak byłby ten, kto by myślał, że wszystkie leki pacjentów po 75 roku życia będą refundowane w 1OO procentach. Będzie to dotyczyć tylko części preparatów, które zostaną wytypowane przez Ministerstwo Zdrowia. To właśnie budzi skrajne emocje. Producenci leków, które znajdą się na liście refundacyjnej wygrają los na loterii, pozostali zaś będą mieć kłopoty. Będzie to również generować nowe problemy dla państwa. Dlatego też przed Konstantym Radziwiłłem Ministrem Zdrowia stoi trudne zadanie.

W krajowym przemyśle farmaceutycznym pracuje ponad 1OO.OOO osób, a sektor wytwarza 1 procent Produktu Krajowego Brutto. Są to znaczące wyniki. Jeśli na listach refundacyjnych nie znajdą się leki krajowych producentów, będzie to oznaczać zmniejszenie liczby zatrudnionych. Dla państwa powstanie nowy kłopot ze wzrostem bezrobocia. Jeśli zaś Ministerstwo Zdrowia  na listach refundacyjnych umieści leki krajowych producentów farmaceutycznych, prawdopodobnie wzrośnie zatrudnienie. To zaś przekłada się na większe przychody dla budżetu. W perspektywie natomiast spowoduje wzrost nakładów na leki innowacyjne. Wszystko to będzie sprawiać dodatkowe dochody dla państwa, co będzie oznaczać możliwość zwiększenia wydatków choćby na refundację. Można powiedzieć, że od decyzji, które zapadną w Ministerstwie Zdrowia częściowo uzależniony jest los programu gospodarczego Wicepremiera Mateusza Morawieckiego.

W przypadku leków produkowanych zagranicą pojawia się zagrożenie w postaci zapewnienia pełnego zapotrzebowania na nie w polskich aptekach, zwłaszcza na skutek nieprzewidzianego konfliktu zbrojnego. Obecnie jest duża różnorodność medykamentów. W sytuacji kiedy jedne leki będą bezpłatne, a inne nie, gwałtownie wzroście zapotrzebowanie na te pierwsze. Nie jest pewne: czy zagraniczne fabryki będą w stanie zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie i to w odpowiednio krótkim czasie? Pacjenci, posiadający recepty, poczują się bardzo źle, kiedy nie będą mogli zrealizować zaordynowanych terapii. Wówczas nieoczekiwanie może wzrosnąć niezadowolenie społeczne, które może zagrozić dobremu wizerunkowi rządu. Okazuje się, że prosta lista leków refundacyjnych ma istotne znaczenie nie tylko dla zdrowia pacjentów, ale również dla pomyślnego rozwoju Polski.