Archiwa tagu: MEN

dziecko SMUTEK

Kiedy chodziłem do szkoły, a było to dawno, dawno, dawno temu trwała reforma szkolnictwa. Od tamtego czasu ciągle o niej słyszę. Można powiedzieć, że jest permanentna. Jednak obecne wybryki i hucpa ludzi ulokowanych, w dumnie brzmiącej instytucji, Ministerstwie Edukacji Narodowej mają na celu ośmieszenie tego organu.

W 2012 roku resort wpadł na bezmyślny pomysł stworzenia e-podręcznika. Po wydaniu kilkudziesięciu milionów złotych na przygotowanie tego projektu krytykowanego przez środowisko, zmieniono ministra a o projekcie zapomniano, a urzędnicy zachowują się tak jakby nigdy nic nie miało miejsca. Nowy Minister, pomijam, ze pozbawiony kompetencji, bo jest osobą, która zna się na wszystkim, czyli brak jej jakichkolwiek kompetencji, prawdopodobnie, została uwiedziona, przez szkodnika, siedzącego w resorcie, ideą bezpłatnego podręcznika dla szkół. Został tym też uwiedziony premier, któremu bardzo brakuje jakiegokolwiek sukcesu. Tymczasem już samo hasło jest zakłamane i obłudne, bo oczywiście nie będzie żadnej darmowej książki, bo wszyscy zdrowo myślący wiedzą, że to musi kosztować.

Nawet rządowe instytucji wykazują uchybienia intelektualne idei darmowego podręcznika reklamowanego przez samego premiera, w tym Rządowe Centrum Legislacji, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, a nawet bratnie ministerstwa finansów oraz administracji i cyfryzacji. Nie wspominając o  Związku Nauczycielstwa Polskiego, Rzeczniku Praw Rodziców, Rzeczniku Uczniów Niepełnosprawnych, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, czy Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. To jednak nie zaprząta uwagi głuchych i ślepych na argumenty doktrynerów i propadzistów, którzy w swoim pomyśle wzorują się na takich potęgach edukacyjnych jak Rosja, Ukraina, Grecja, Węgry i Islandia, bo tylko w tych państwach panuje monopol państwa na pisanie podręczników.

Po ujawnieniu, przez MEN, kosztów związanych ze zmianami pomocy dydaktycznych, dla trzech pierwszych klas szkoły podstawowej i ich przeanalizowaniu okazuje się, że w sprawie finansów praktycznie nic się zmienia, są one porównywalne. Różnica polega na tym, że teraz nie będzie wyboru podręczników, gdyż ta materia zostaje zmonopolizowana powtórnie, jak za komuny, przez państwo. Książka jest pisana na chybcika, aby tylko zdążyć na czas i sprostać potrzebie populistycznego hasła „darmowości”. Podręcznik już nie będzie przechodzić procesu weryfikacji, tak jak było do tej pory, który trwał przeważnie około dwóch lat, ponieważ, nie ma na to czasu oraz dlatego, że będzie to podręcznik stworzony przez MEN, a więc z racji swego powstania z natury genialny. Aby potwierdzić jego genialność na wszelki wypadek w szkołach rezygnuje się z oceniania uczniów.

Książka dla pierwszych klas będzie taka cudowna, że już nie będą potrzebne inne pomoce, w tym materiał metodologiczny dla nauczycieli. Dzieci od samego patrzenia i dotykania będą od razu uzyskiwały potrzebną wiedzę. I to wszystkie dzieci, te co umieją czytać i te które jeszcze tego nie potrafią, również te z niepełnosprawnością umysłową i intelektualną. Ten, oczywisty idiotyczny eksperyment będzie testowany bez żadnych badań wstępnych na pół milionie dzieci! Jednocześnie wszystkie dotychczasowe podręczniki, będących dorobkiem doświadczeń branży książek edukacyjnych ostatnich 25 lat, trzeba będzie wyrzucić i zutylizować, a to tez wiąże się z kosztami. Chciałbym, aby premier osobiście sfotografował się na tle niszczonych podręczników o wartości kilkudziesięciu milionów złotych, bo taka będzie cena „darmowości”.

Juliusz Bolek

dolores

Najwyraźniej Ministerstwo Edukacji Narodowej przeraziły wieści, że polscy uczniowie zajęli trzecie miejsce w Europie, pod względem wykształcenia. Dlatego zostały podjęte pilne prace nad zmianą ustawy o systemie oświaty oraz ustawy o systemie informacji oświatowej. Pod populistyczny hasłem darmowych podręczników uzyskano powszechną akceptację dla idei. Warto jednak pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach a te budzą przerażenie.

Nowelizacja ustawy znosi zasadę, że podręczniki, jakie mają być wykorzystywana w bieżącym roku szkolnym, powinny być znane do 15 czerwca. Można powiedzieć, że to nieistotne, skoro będzie obowiązywał tylko jeden podręcznik, wyprodukowany, samodzielnie, przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Gorzej, że ten podręcznik jeszcze nie istnieje, a czasu na jego powstanie jest tyle co kot napłakał. To naprawdę budzi grozę, albowiem, do tej pory, proces powstawania takiej książki trwał około dwóch lat. Taki czas był potrzebny metodykom do napisania podręcznika, uzyskania pozytywnych recenzji, wreszcie weryfikacji i zaakceptowania przez resort. Wygląda, że teraz można to machnąć na kolanie.

Od tego roku wszystkie procedury zapewniające jakość będą zbędne. Co prawda nie wiadomo, ani kto, ani kiedy stworzy nowy podręcznik. Może do sukcesu wystarczy „zaczarowany ołówek”? Wiadomo natomiast, że na pewno będzie tak genialny, że nie będzie potrzebował żadnego procesu weryfikacji jakości, funkcjonalności i przydatności metodologicznej. Może nic w tym dziwnego skoro będzie powstawał w samym Ministerstwie Edukacji Narodowej, które, z racji swego istnienia, zjadło wszystkie rozumy świata. Jednocześnie zdelegalizowane zostaną inne podręczniki, do tej pory akceptowane przez dostojny urząd. W ten sposób zaprzepaszczony zostanie dorobek wielu autorów, wypracowany przez kilkadziesiąt lat.

Żeby było zabawniej nowy superpodręcznik będzie wielofunkcyjny, albowiem w tym roku do szkół trafią dwa roczniki pierwszoklasistów (sześciolatki i siedmiolatki). Wynika z tego, że z książki zarówno będą mogły w ten sam sposób korzystać dzieci umiejące czytać i pisać i te które jeszcze tego nie potrafią. Poziom proponowanego absurdu jest godny słynnej Dolores Umbridge, znienawidzonej Dyrektor Hogwartu – Szkoły Magii i Czarodziejstwa, a tego ostatniego po wejściu ustaw, w brzmieniu przyjętym przez Sejm, będzie potrzeba szczególnie dużo.

Czasu na realizację jest mało. Trzeba przecież nie tylko napisać podręcznik, ale jeszcze dobrze byłoby go wydrukować i rozesłać do szkół przed rozpoczęciem roku szkolnego. Mam nadzieję, że przetarg na druk książki będzie transparentny i nie pojawiają się protesty, (gdyby do nich doszło trudno sobie wyobrazić dotrzymanie terminu 1 września). Bardzo radzi byliby, z tego powodu, nauczyciele, którzy chcieliby się z nim zapoznać, przed rozpoczęciem lekcji, aby móc jakoś przygotować program dydaktyczny.

Zagadką jest też ile ma kosztować darmowy podręcznik? Niestety bezpłatny jest on tylko w ujęciu propagandowym. W styczniu pojawiły się szacunki, że chodzi o około 5 milionów złotych. W lutym Premier podwoił tę kwotę. Natomiast w projekcie ustawy jest zapisane 73 miliony. Obawiam się, że ta ostatnia liczba jest najbardziej prawdziwa. Ciekawe czy Premier o niej wie i oszukuje opinię publiczną czy też sam jest oszukiwany.

Kto zna historię Dolores Umbridge, z Ministeria Magii, z którą walczył Harry Poter, wie, że jej kariera na szczęście była krótka. Tego też życzę idei monopolizacji przez państwo rynku podręczników szkolnych. Podobnie jak było z promowaną rok temu absurdalną ideą e-podręcznika, która rozmyła się w niebycie, po wydaniu znacznych środków. Dla mnie, projekt ustawy, w obecnym kształcie, jest jakąś wielką hucpą, śmierdzącą kryminałem, której celem jest obniżenie poziomu kształcenia, tak aby polscy kandydaci do pracy mogli ubiegać się tylko o posady hydraulików i pielęgniarek, zgodnie z tym jak kraj od dawna jest promowany w Europie.

Juliusz Bolek