Archiwa tagu: nacjonalizacja

Można tak powiedzieć w obliczu faktu, że do tej pory nieruchomości znacjonalizowane tzw. „Dekretem Bieruta” na terenie m. st. Warszawy nie zostały zwrócone właścicielom ani ich spadkobiercom. Co więcej, Państwo, mimo odzyskania suwerenności, od ponad 28 lat, nie potrafi w żaden kompleksowy sposób odnieść się do tej komunistycznej grabieży.

Tak zwany „Dekret Bieruta” to Dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy wydany 26 października 1945 roku przez Krajową Radę Narodową, której prezydentem, na polecenie Józefa Stalina, był Bolesław Bierut, komunistyczny działacz i agent NKWD (polskie rozwinięcie skrótu: Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich), który w czasie II wojny światowe zrzekł się obywatelstwa polskiego, a w 1947 roku, w wyniku sfałszowanych wyborów, został Prezydentem Polskie Republiki Ludowej.

Na podstawie powyższego dokumentu, firmowanego przez takiego człowieka, na własność gminy m. st. Warszawy przeszły wszelkie grunty, znajdujące się na obszarze stolicy w granicach z sierpnia 1939 roku. Ideą tego aktu miało być ułatwienie procesu odbudowy miasta, w znaczącej części  zniszczonego w czasie niemieckiego agresji jesienią 1939 roku oraz powstania w Getcie Warszawskim i Powstaniu Warszawskim, a także walk w trakcie jego wyzwalania.

Dekret miał dotyczyć tylko gruntów, ale w praktyce zabierano właścicielom także kamienice lub poddawano je obowiązkowi kwaterkowemu. Co więcej na właścicielach wymuszano odbudowę domów, a  kiedy tego nie robili, zajmowało się tym miasto, które przejmowało nieruchomości. Wskutek takich działań właściciele straci, według różnych szacunków, od 20.000 do 40.000 gruntów. Ocenia się, że mogło to stanowić ponad 90 proc. nieruchomości miejskich.

Teraz ruszyła Komisja Weryfikacyjna, której zadaniem jest sprawdzanie czy prowadzone w niejasny i często uznaniowy sposób reprywatyzacje były przeprowadzane prawidłowo. Stało się tak, albowiem wiele od dłuższego czasu media donosiły o zaskakujących zwrotach mienia. To jest dowód, że Państwo tylko kiedy chce potrafi działać i szybko i sprawnie. Jest tym jednak zainteresowane wyłącznie w swoich sprawach. Kiedy chodzi o sprawiedliwość wobec osób pokrzywdzonych przez komunistyczne władze brakuje podobnej determinacji.

Przeciwko takiemu stanowi rzeczy zaprotestowało Polskie Towarzystwo Ziemiańskie, które z uwagę obserwuje działania rządu. Organizacja uważa, że „wszelkie zaistniałe w tym zakresie nieprawidłowości należy wyjaśnić, a osoby za nie odpowiedzialne ukarać”. Jednocześnie PTZ jest zaskoczone, że „do Komisji Społecznej, działającej przy Komisji Weryfikacyjnej, nie została powołana żadna organizacja zrzeszająca spadkobierców właścicieli nieruchomości, a jedynie organizacje grupujące lokatorów”. Wskazuje to, że po raz kolejny właściciele i ich spadkobiercy, którym komunistyczne władze skradły nieruchomości w Warszawie są pomijani.

To fatalnie, że przez 28 lat rządzący w wolnej Polsce nie wypracowali, żadnego systemowego rozwiązania, które uregulowałoby kwestię zadość uczynienia pokrzywdzonym tzw. „Dekretem Bieruta” i jego skutkom. Mało tego Trybunał Konstytucyjny swoim orzeczeniem z jesieni 2016 roku jeszcze bardziej pogorszył pozycję byłych właścicieli i ich spadkobierców. Takie postępowanie stawia Państwo, praktycznie, w roli pasera. Źle się dzieje, że Sejm nie chce zająć się uregulowaniem tej sprawy, która dla ludzi szanujący elementarną sprawiedliwość powinna być imperatywem. Takie zaniechanie  podważa wiarygodność Państwa i utwierdza w przekonaniu, że komunista i radziecki Agent Bierut jest wiecznie żywy.

Wszyscy się zastanawiają kto wygrał wybory lub kto je przegrał. To jest jakieś sportowe myślenie, zupełnie niewłaściwe, kiedy, podobno wszystkim, zależy na tym aby było dobrze. Demokratyczne wybory mają pomóc w znalezieniu najlepszego rozwiązania.

Cieszę się, że nie sprawdziło się proste prawo marketingowe, które mówi, że o sukcesie decyduje ilość pieniędzy przeznaczonych na promocję i reklamę, albowiem wówczas urzędujący Prezydent powinien wygrać w pierwszej turze. Jego sztab wyborczy przeznaczył na kampanię więcej niż cała dziewiątka pozostałych kandydatów. Oznacza to, że ludzie jeszcze ulegają reklamie bezrefleksyjnie. Może również dlatego, że ideą przekazu marketingowego było straszenie konkurencją, a ten typ zarządzania też zawsze ma swój koniec.

Z pewnością do największej refleksji powinno skłaniać olbrzymie poparcie dla piosenkarza Pawła Kukiza, który mówi, że nie akceptuje istniejące układu politycznego. Potwierdza on bowiem, że znaczna część wyborców nie akceptuje rozwiązań, które ich zdaniem przestały funkcjonować prawidłowo. Oczywiście w każdych wyborach jest część ludzi, która myśli antysystemowo, jednak rzadko jest to tak wysoki odsetek. Warto w tym miejscy pamiętać, że do urn poszło mniej niż połowa uprawnionych, a zatem nie wiemy co myśli tak naprawdę reszta? Pogląd, że „im jest to zupełnie obojętne” to bardzo niebezpieczny sposób rozumowania.

Zupełnie nie rozumie tego co się wydarzyło obecnie funkcjonujący Prezydent. Jego podejście demaskuje komentarz wyników: „jest to poważne ostrzeżenie dla obozu władzy„. Dokładnie tak! Otóż „obóz władzy” to nie naród, nie obywatele, nie wyborcy, nie Polacy, tylko ci, którzy rządzą. Kiedy decydenci myślą wyłącznie o sobie, dzieje się źle. Wydaje się, że została przekroczona jakaś granica. Otóż średnie wynagrodzenie w Kancelarii Premiera wynosi prawie 8 tysięcy złotych, natomiast w Kancelarii Prezydenta ponad 9 tysięcy złotych. To dwa razy więcej niż średnia krajowa! Generalnie wynagrodzenie aparatu administracyjnego jest jest bardzo wysokie i dla wielu ludzi jest to najbardziej poszukiwane miejsce pracy. Dlatego też cała administracja jest wyobcowana.

Prezydent przez całą kadencję żyrował rządowi koncepcję gospodarczą życia na kredyt (zwiększanie deficytu budżetowego). Kiedy już zostały przekroczone konstytucyjne progi ostrożnościowe, to ostatecznie zaakceptował nacjonalizację oszczędności zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych przez obywateli. To działanie zmieniło pozycje księgowe i pozwoliło dalej zadłużać kraj. Teraz nagle Prezydent chce organizować referenda, ale kiedy obywatele żądali referendum i składali formalnie poprawne projekty, Sejm je odrzucał, Prezydentowi to nie przeszkadzało. Dodajmy, że nie chodziło o jakiś projekt polityczny, tylko o wiek dzieci kiedy mają rozpocząć edukację. Według „obozu władzy” ludzie nie mają praw, ludzie mają realizować polecenia władzy, tak jak za komuny. To pokazuje jak daleko rządzący odlecieli od rzeczywistości.

Lista rozczarowujących posunięć jest długa i nawet nie wiem czy jest ktoś kto mógłby wszystko zinwentaryzować. Przed chwilą wielka afera z przetargiem na helikoptery, którego wynik podważa dopiero co przyjętą politykę obronną, zapisy niszczące krajowy przemysł alkoholowy, likwidacja gier losowych i hazardu (co oznacza, w praktyce tylko utratę 10 miliardów przychodu rocznie), monopolizacje rynku śmieciowego, absurdalne zasady pobierania opłat na autostradach, „szybki pakiet onkologiczny” (jego zadaniem było skrócenie kolejek, a nie leczenie pacjentów), przy podobne sztuce zlikwidowano w statystykach znaczącą część bezrobotnych. „Obóz rządzący” nie ma żadnego pomysłu na rozwój kraju, za to wiele na jego zwijanie i kurczenie oraz coraz głębsze sięganie do pustych portfeli obywateli (podniesienie podatku VAT z 22 do 23 proc., karanie przedsiębiorców za, zgodną z przepisami, racjonalizację podatkową, nakładanie na policjantów minimalnych limitów wystawianych mandatów, plan wprowadzenia podatku kastralnego itd.). Oczywiście to wszystko decyzje rządu i parlamentu, ale to właśnie Prezydent – strażnik, który nie może zasłaniać się odpowiedzialnością grupową, miał być ostatnią deską ratunku. Taka jest jego rola w polskim systemie politycznym – jest on swoistym hamulcem bezpieczeństwa. Jak się okazało w ostatnim okresie zupełnie niesprawnym.

Nie wiem jak potoczy się druga tura wyborów. Nie wiem jak dwaj kandydaci zmodyfikują swoje programy? Nie wiem, który obieca wszystko, a który więcej niż wszystko? Nie wiem co zrobią wyborcy Pawła Kukiza? Nie wiem też co zrobią ludzie, którzy znów zostaną przestraszeni? W każdym razie pierwsza tura wyborów zdała egzamin. To nie jest ostrzeżenie, to czerwona lampka. I to jest zysk!