Archiwa tagu: Narodowy Fundusz Zdrowia

Polska zamarła przyglądając się politykom, którzy jak mantrę mówią, że nakłady na zdrowie powinny wzrosnąć do 6 proc. PKB. To próba magicznego zaklinania rzeczywiści.

Prawdopodobnie niewiele osób wie, że skrót PKB to produkt krajowy brutto. Co oznacza to pojęcie, zapewne wie jeszcze mniej osób. Do tego dochodzi mylenie pojęć, albowiem środki mają być przeznaczana na zdrowie. To trochę bez sensu, myślą sobie podatnicy. Co innego, gdyby pieniądze były przeznaczana na choroby! Powyższe ilustruje jaką bełkotliwą aberracją jest obecna debata prowadzona przed publicznością.

W rzeczywistości dyskusja o tym czy na służbę zdrowia ma być przeznaczanych 5, 6, 7 czy 8 proc PKB (kto da więcej?) jest kompletnie jałowa. Ważne bowiem, co się robi z tymi pieniędzmi? Jaka jest struktura wydatków? Czy są wydawane racjonalnie? Czy są wydawane efektywnie? I tak dalej. Jedna odpowiedź wyklucza pozytywną odpowiedź na kolejne pytanie. Dlatego zamiast prowadzić poważną debatę, z bardzo niewygodnymi odpowiedziami łatwiej licytować się na procenty PKB.

W tym czasie bardzo ciekawy pakiet rozwiązań poprawiających kondycję służby zdrowia przedstawili Pracodawcy RP. Ponieważ ich propozycje są interesujące postanowiłem je przedstawić w całości jako warte poznania i rozpropagowania.

Co można zacząć wprowadzać właściwie od zaraz?

Rządowy portal z wiedzą medyczną. Zbudowanie strony internetowej zawierającej sprawdzone informacje o chorobach czy zasadach funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Pacjenci mieliby wiarygodne źródło wiedzy o zasadach zachowania zdrowia czy o profilaktyce.

Kontraktowanie świadczeń przez NFZ. Zapewnienie specjalistycznego leczenia w najlepiej do tego przygotowanych placówkach, zwiększając szanse na najlepsze efekty leczenia. Zmiana w zakresie wartości umów ze szpitalami i poradniami specjalistycznymi tego nie gwarantuje (zgodnie z raportem NIK w 2015 roku).

Rozwiązania komunikacyjne dyscyplinujące pacjentów do przychodzenia na wizyty. Szacuje się, że nawet do 30 proc. wizyt nie odbywa się z powodu tego, że pacjent nie pojawia się w zarezerwowanym terminie. Pilotażowy program SMS-owych przypo­mnień o wizytach uruchomiony w 2016 r. przez NFZ, mógłby też uwzględniać informację o koszcie pominiętej wizyty, przekazaną pacjentowi.

Kontynuowanie dialogu między Ministrem Zdrowia a organizacjami pacjenckimi. W dłuższej perspektywie dialog powinien zaowocować dalszymi pozytywnymi rozwiązaniami organi­zacyjnymi i prawnymi dla samych pacjentów.

Szersze stosowanie instrumentów dzielenia ryzyka w refundacji leków innowacyjnych. Instrumenty dzielenia ryzyka (umowy między resortem zdrowia a producentem, warunkujące płacenie za leki) stanowią prosty sposób zmniejszania nakładów na innowacyjne terapie.

Zmiany w regulacjach w praktyce dostępu do farmakoterapii, poprzedzone kompleksowym i przejrzystym dialogiem między regulatorem, klinicystami a branżą farmaceutyczną.

Powołanie do życia instytucji think-tanku ds. reformy systemu ochrony zdrowia. Wspieranie reformy systemu ochrony zdrowia poprzez działalność analityczną oraz pro­wadzenie szerokich konsultacji społecznych i eksperckich.

Rozpoczęcie prac nad kompleksowym programem na rzecz poprawy efektywności systemu ochrony zdrowia. Według Komisji Europejskiej maksymalna racjonalizacja wydatków mogłaby ograniczyć niezbędny wzrost nakładów nawet o 0,5 proc. PKB rocznie.

Przyśpieszenie budowy systemów informatycznych. Łączą płatnika, świadcze­niodawców i pacjentów oraz pozwalają na skuteczny przepływ, gromadzenie i ana­lizę danych.

Upowszechnienie telemedycyny oraz technologii mobilnych, które ułatwią pacjentom dostęp do służby zdrowia. Jest to ogromne wyzwanie zarówno pod względem technologicznym, jak i kulturowym oraz organizacyjnym.

System ocen wyników leczenia w danej placówce z perspektywy pacjenta. Oceny dokonuje pacjent poprzez wypełnienie kwestionariuszy przed zabiegiem i po nim. Następnie informacja o ocenie jest publikowana na stronach płatnika. Pacjenci mogą dokonać wyboru placówki mając informacje o tym, która z nich świadczy najwyższej jakości usługi.

Monitoring pacjentów z dużą liczbą wizyt. Nadzór nad korzystaniem z opieki medycznej gwarantuje kontakt przedstawiciela ubezpieczyciela z chorym w celu zwery­fikowania tego, czy opieka nie powinna być lepiej koordynowana.

Compliance. Skuteczna edukacja pacjentów w kwestii stosowania leków w wie­lu przypadkach pozwala na obniżenie kosztów leczenia na­wet o kilkanaście procent. Racjonalizacja korzystania z leków OTC, poza oszczędnościami w kieszeniach pacjentów, oznacza niższe koszty leczenia ewentualnych powikłań (powikłania nadużywania leków przeciwbólowych ~ 300 mln zł).

Stworzenie spójnego i obowiązującego benchmarku dla szpitali. Zebranie kluczo­wych wskaźników jakościowych i efektywno­ściowych oraz przedstawienie ich w formie mo­delu „szpitala wzorcowego”.

Jakie reformy należy pilnie przyspieszyć?

Odwracanie piramidy świadczeń. Przesuwanie zadań i finansowania na optymalny poziom – korzystanie z opieki w izbach przyjęć i w szpi­talnych oddziałach ratunkowych wtedy, gdy jest niezbędne. Wg. porównań międzynarodowych 12-56 proc. nagłych przyjęć do szpitali to przypad­ki, które mogłyby być leczone na poziomie POZ.

Zwiększanie publicznych nakładów na ochronę zdrowia do optymalnego poziomu. Strategia Narodowej Służby Zdrowia przedstawiona 26 lipca 2016 r. przez Ministra Zdrowia zakła­dała zwiększenie nakładów na ochronę zdro­wia do poziomu 6 proc. PKB w terminie do 2025 r. Niezwykle ważne jest, by postulat ten znalazł odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach rządowych.

Opracowanie spójnej polityki lekowej państwa. Dokument strategiczny obej­mujący m.in. kwestie dostępności leków biopodobnych. Zachowanie równowagi pomiędzy terapiami innowacyjnymi a lekami generycznymi i biopodobnymi ma szczególne znaczenie dla po­prawy skuteczności systemu w długiej perspektywie.

Lepszy nadzór nad wynikami leczenia. Wprowadzenie rejestrów chorych, które uwzględniałyby wyniki leczenia po roku i w dalszej perspektywie. Racjonalne monitorowanie pozwoliłoby na precyzyjniejszy nadzór nad wydatkowaniem środków.

Wielkość placówek i związane z tym koszty stałe. Racjonalne byłoby określenie minimalnych wartości kontraktów z publicznym płatnikiem, poniżej których szpitale nie mogłyby utrzymy­wać nierentownych oddziałów.

Przyspieszenie procesów formalnych i przetwarzania dokumentacji medycznej. Odciążenie lekarzy i pielęgniarek poprzez wdrożenie elektronicznej dokumentacji medycznej czy też zatrudnianie specjalistów do spraw obsługi dokumentacji, tzw. skrybów medycznych.

Skuteczniejszy pobór składek. Wprowadzenie jednolitego podatku mogącego ustabilizować wpływy na ochronę zdrowia. Koordynacja między ZUS i NFZ jest kluczowa dla racjonalnego prowadzenia polityki zdrowot­nej i polityki społecznej, które są od siebie na­wzajem w szczególny sposób zależne.

Jak widać jest co robić. Pytanie czy decydentom i osobom odpowiedzialnym będzie się chciało?

 

Ledwo przeszła kontrowersyjna ustawa nazwana „apteką dla aptekarza”, a już zbierają się czarne chmury nad krajowymi producentami farmaceutycznymi, tak przynajmniej uważa Instytut Jagielloński. Historia pokazuje, że raczej się nie myli.

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Ma ona obejmować mechanizm zwrotu kosztów tzw. „payback”, który zmusza producentów leków do ponoszenia finansowych konsekwencji przekroczenia budżetu refundacyjnego. Jeśli nowelizacja ustawy wejdzie w obecnym kształcie może to nie tylko negatywnie wpłynąć na krajową branżę farmaceutyczną, ale także zagrozić bezpieczeństwu lekowemu w Polsce.

Według Instytutu Jagiellońskiego „zaproponowana konstrukcja paybacku przerzuca finansowanie wzrostu kosztów refundacji nowych drogich leków oryginalnych na krajowe firmy generyczne. Zgodnie z planowanymi zmianami, jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia wyda na refundację więcej niż zakładał w planie finansowym, różnice pokrywają producenci leków sprzedawanych w aptekach, czyli najczęściej krajowi producenci leków generycznych. Takie rozwiązanie budzi sprzeciw z racji jego jawnej niesprawiedliwości, ponieważ głównymi sprawcami przekroczeń budżetowych są leki, których wytwórcy zwolnieni są z obowiązku pokrywania tych różnic.”

Oczywiście czy coś jest zgodne z prawem i sprawiedliwe, zależy od tego, kto kształtuje prawo i wymierza sprawiedliwość. Dziwi mnie uderzanie w krajowy przemysł farmaceutyczny i przypomina się sytuacja dotycząca Optimusa polskiego przedsiębiorstwa produkującego komputery, który, dlatego, że działał w Polsce zamiast być importerem był poddawany dodatkowym restrykcjom finansowym co doprowadziło przedsiębiorstwo do bankructwa. W efekcie właściciele firmy stracili majątek, zatrudnieni przez nich ludzie pracę, a Skarb Państwa przychody do budżetu. Czy teraz historia ma się powtórzyć z krajowym przemysłem farmaceutycznym?

Tym razem, poza właścicielami, pracownikami oraz Skarbem Państwa po stronie przegranych mogą też znaleźć się pacjenci. Zniszczenie krajowego przemysłu farmaceutycznego, albo choćby w znaczący sposób uszczuplenie zagraża bezpieczeństwu lekowemu Polski. Oczywiście w sytuacji kiedy wszystko jest dobrze, można zamiast produkować leki w kraju sprowadzać je z zagranicy. Kto bogatemu zabroni? Jednak osobiście wolałbym  aby Polska w jak największym zakresie, zamiast być importerem, była eksportem.

To nie wszystko. W sytuacji kryzysowej, a o wyobrażenie sobie takiej, w ostatnim czasie coraz łatwiej, dostawy leków z zagranicy mogą być zagrożone, a w najlepszym razie nieregularne. Taka sytuacja może być bardzo niebezpieczna dla zdrowia i życia pacjentów, którzy nie mogą czekać na leki. Dużo bardziej pewna jest sytuacja, kiedy farmaceutyki są wytwarzane w Polsce, wówczas prawdopodobieństwo problemów z podażą zdecydowanie maleje.

 

8 lat rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego nauczyło mnie, że każda obietnica zostanie złamana, a każdy dobry pomysł, na etapie realizacji – zepsuty. Dlatego ze strachem zajrzałem na stronę internetową Ministerstwa Zdrowia, gdzie zamieszczono projekt wykazu bezpłatnych leków dla wszystkich osób, które ukończyły 75 lat.

Okazuje się, że projekt wykazu obejmuje leki, które na podstawie obowiązującego obwieszczenia są obecnie wydawane pacjentom za odpłatnością ryczałtową, 30% lub 50%. Znalazło się tam 68 substancji czynnych, w tym 6 cząsteczek z ryczałtowym poziomem odpłatności, co daje szacunkowe oszczędności dla pacjentów w wysokości ponad 30 milionów zł. Leki umieszczone na wykazie pokrywają ponad 81 % zapotrzebowania pacjentów powyżej 75 roku życia, na leki refundowane z poziomem odpłatności 30 %.

Projekt wykazu został opracowany na podstawie danych Narodowego Funduszu Zdrowia z uwzględnieniem opinii Rady Przejrzystości i opinii Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji,  w sprawie oceny efektywności produktów leczniczych, w populacji osób, które ukończyły  75 lat. Wydając opinię  uwzględniono: znaczenie jednostki chorobowej, w ramach potrzeb zdrowotnych pacjentów z populacji 75+, na podstawie podręczników medycznych; dane o chorobie;  jej wpływ na stan pacjenta; skuteczność i bezpieczeństwo stosowania leku na podstawie najnowszych rekomendacji klinicznych i dostępność wskazanych terapii. Prezes AOTMiT podkreślił, że w populacji pacjentów 75 + wystąpienie jednej jednostki chorobowej często zwiększa prawdopodobieństwo rozwoju innych schorzeń. Z tego względu wytypowano jednostki chorobowe typowe dla pacjentów w podeszłym wieku, które mają znaczący wpływ na jakość życia.

Wśród najczęściej występujących chorób oraz ich przyczyn i czynników ryzyka znajdują się: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, leczenie hormonalne, choroba niedokrwienna serca, niewydolność serca, udar mózgu, choroba zakrzepowo-zatorowa, astma, przewlekła obturacyjna choroba płuc, cukrzyca, depresja,  otępienie. I to właśnie one zostały uwzględnione w projekcie wykazu.  Ostateczna lista leków zostanie opublikowana wraz z projektem obwieszczenia refundacyjnego na 1 września 2016 roku.  Stanie się to prawdopodobnie 15 sierpnia 2016 roku i mam nadzieję, że nie będzie istotnych zmian w stosunku do projektu.

Cieszę się, że na zaproponowanym, przez Ministerstwo Zdrowia, projekcie listy znalazły się farmaceutyki najczęściej stosowanie obecnie przez osoby powyżej 75 roku życia, co umożliwi im kontynuację dotychczas stosowanych terapii, przy odciążeniu kosztami leków. To bardzo dobra wiadomość. Objęcie wykazem wszystkich leków zawierających daną substancję leczącą nie faworyzuje żadnych dostawców i nie ingeruje w mechanizmy rynkowe. To rozwiązanie sprawia, że nie powinny pojawić się żadne niedobory leków w aptekach. Jestem pozytywnie zaskoczony roztropnością w decyzjach przyjętych przez Ministerstwo Zdrowia.

Mam nadzieję, że przy dodawaniu nowych leków do listy będą stosowane kryteria przyjęte przy powyższym projekcie wykazu czyli farmaceutyki używane przez seniorów najczęściej, w tym również leki z odpłatnością ryczałtową. Jednocześnie liczę na to, że w nowych wykazach nie zostaną  wykreślone leki obecne na liście, bo byłoby to odbieranie praw nabytych, które mogłoby być źle zrozumiane przez pacjentów.

Wiadomo, że obecnie wielu pacjentów, ze względu na brak pieniędzy, nie korzystało z zaordynowanych terapii lekowych lub je ograniczało. Dlatego jestem ciekaw jak bezpłatne ordynowanie leków dla osób, które ukończyły 75 lat wpłynie na ich zdrowie i jakość życia oraz na ile spowoduje zwiększenie zapotrzebowania? Liczę na zysk.

Był kiedyś popularny żart, ze Ministerstwo Zdrowia nie zajmuje się chorymi, bo to nie jest w zakresie jego kompetencji. Aby było inaczej powinno się nazywać Ministerstwem Chorób. Jakby tego nie nazywać temu sektorowi grozi zapaść.

Dzięki zniesieniu europejskich granic i niskim wynagrodzeniom w Polsce, w kraju brakuje zarówno lekarzy jak i pielęgniarek. Sytuacja będzie się pogarszać, ponieważ średnia wieku w tych zwodach co roku się podnosi. Z drugiej strony wydłuża się też wiek społeczeństwa, a to oznacza, że będzie ono potrzebowało częściej pomocy i lekarzy i pielęgniarek. Wiąże się z tym wzrost wydatków na leczenie i leki.

Tym problemom postanowiono poświęcić zwołany właśnie SZCZYT ZDROWIE 2016 pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia Konstantego Radziwiłła oraz Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.  Główne tematy to m. in. Narodowy Program Zdrowia, polityka lekowa państwa, jako element polityki zdrowotnej, a także znaczenie Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) dla systemu ochrony zdrowia, Narodowy Program Chorób Rzadkich oraz zmiany systemowe w onkologii. Na wokandzie również przyszłość Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

W rzeczywistości celem Szczytu Zdrowia jest omówienie kondycji polskiej gospodarki w ujęciu niedofinansowanego sektora ochrony zdrowia. Ma to swoje uzasadnienie jeśli weźmie się pod uwagę dane porównawcze. Najpotężniejsza gospodarka świata: Stany Zjednoczone przeznaczają na ochronę na zdrowia to blisko 18 proc. PKB, Niemcy11,3 proc, Japonia – ponad 10 proc, Polska – nieco ponad 4 proc. Choć obecnie wydatki na opiekę medyczną w kraju są o połowę wyższe niż 10 lat temu, to wciąż nie możemy dogonić Europy. W tym samym czasie wyprzedziły nas takie kraje jak Słowacja czy Estonia.

Wszystko prawda. Niemniej ja, jak będę powtarzać, że ryba psuje się od głowy. I wcale nie chodzi mi o rząd, ale o podejście do tematu. Rosną potrzeby związane z leczeniem oraz jego koszty, ponieważ mamy coraz więcej pacjentów. Naturalnym odruchem jest więc zwiększanie nakładów na ratowanie zdrowia i życia. Jednak nikt nie stawia fundamentalnego pytania: DLACZEGO PRZYBYWA CHORYCH? Odpowiedź jest prosta to w największym skrócie liczba pacjentów rośnie z powodu szkodliwego tryb życia, obejmującego jedzenie, stres, zanieczyszczenie środowiska, nadmierne obciążenie pracą i oszczędności na profilaktyce. To są fundamentalne wyzwania. Jednak na budowaniu rynku opieki zdrowotnej zarabiają wielkie grupy biznesowe, a nawet społeczne, a na zdrowym środowisku, zdrowym jedzeniu, pozbawionym chemii, antybiotyków i trucizn, skróceniu czasu pracy – praktycznie nikt. I to jest właśnie problem.

 

 

Welconomy 2015 czyli XXII Forum Gospodarcze w Toruniu w tym roku zgromadziło ponad 2000 uczestników, którzy wzięli udział w 36 dyskusjach, debatach i panelach, na których wystąpiło ponad 220 prelegentów i mówców. Tak powstał znaczący potencjał, który, mam nadzieję, przyniesie swoje dobre plony.

Tak ogromna mnogość spotkań, czasem kilka w tym samy czasie, nie daje szansy uczestniczenia we wszystkich. Niestety nie udało mi się rozdwoić, a czasem to bym musiał nawet się rozpięćić (jeśli istnieje takie słowo, a jak nie to powstało nowe). Niemniej uczestniczyłem w kilku debatach, które uznałem za ważne.

Tegoroczne Welconomy odbyło się pod hasłem innowacyjności. Słowo było zamiennie używane z nowoczesnością, nowością, nowatorstwem. Warto jednak zauważyć, że takich słów jak „przełomowe” czy „rewolucyjne” nie usłyszałem, co uważam za znamienne. Jedna z debat była zatytułowana „Innowacyjność”. Refleksje z niej płynące napawają smutkiem. Innowacyjność w przypadku Polski to mit. Największy problem ma z tym gospodarka. Patenty są zgłaszane przez uczelnie, a nie przez przemysł, który praktycznie nie ma pionów badawczo-rozwojowych. Brak jest transferu innowacji z nauki do przemysłu. Bożena Lublińska-Kasprzak, Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, powiedziała o barierach w rozwoju innowacyjności: „przeważają u nas mikroprzedsiębiorstwa (97% wszystkich działających) – z natury rzeczy słabsze i mniej skłonne do inwestowania w innowacyjność niż duże organizacje, które powinny starać się o zwiększenie swej produktywności, m.in. dlatego, że tylko niewielka ich część inwestuje we wdrażanie innowacyjnych technologii.”

Polska jest 41 miejscu na świecie jeśli chodzi o innowacyjność. W Europie zajmuje jednak 3 miejsce, tyle, że nie od początku, ale od końca. Polska ma dwa razy mniej naukowców niż Portugalia. Pieniądze, które powinny iść na ludzi, mających zajmować się innowacyjnością, są przeznaczane na sprzęt, który kupuje się oczywiście za granicą, a zatem wspiera się w ten sposób obcą myśl techniczną. Dlatego właśnie okazuje się, że innowacyjny w Polsce może być Zakład Ubezpieczeń Społecznych…

W zaistniałej sytuacji, do czasu jakościowego przełomu, który się nie zapowiada, lepiej mówić o inteligentnym rozwoju. Taką szansę dają klastry przemysłowe. Być może dobry przykładem będzie Lubelski Klaster Lotniczy, który ruszył za sprawą PZL-Świdnik. Jego Prezes Krzysztof Krystowski powiedział, że spółka „chce wziąć odpowiedzialność za rozwój miejscowego klastra, jako ważny partner dla władz lokalnych i pozostałych lokalnych przedsiębiorców. O tym jak ważne jest współdziałanie grupy przedsiębiorców widać choćby na przykładzie ostatniego, dużego przetargu, w jakim uczestniczy PZL-Świdnik – na dostawę 70 helikopterów dla MON. Uczestniczymy w nim wraz z 900. naszymi poddostawcami, zatrudniającymi ok. 4 tys. osób.” Według Krystowskiego zatrudnienie w zakładach PZL-Świdnik może wzrosnąć o nawet 2 tys. osób w perspektywie najbliższych siedmiu lat, o ile spółka zwycięży w kontrakcie dla MON. To obrazuje, że tylko inwestycje mogą prowadzić do rozwoju gospodarczego i spadku bezrobocia, oczywiście o ile będą wspierane.

Innowacyjność w naturalny sposób łączy się z IT czyli technologią informacyjną. Jedna z debat zatytułowana została pytaniem: „Rozwój IT szansą czy zagrożeniem dla Polski?” Cóż moim zdaniem, niektóre szanse są zagrożeniami. Grzegorz Napieralski Zastępca Przewodniczącego sejmowej Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, odpowiadając na pytanie stwierdził, że „zagrożeniem jest powstrzymywanie się od rozwoju, zwłaszcza kiedy wszyscy się rozwijają. Grozi to utratą kompatybilności z rzeczywistością.” Pragmatycznie potwierdził to Andrzej Halicki Minister Administracji i Cyfryzacji dostrzega „bariery technologiczne, związane z nakładami, poziom kompetencji czyli świadomość jak to można wykorzystać. Wśród urzędników panuje przekonanie o niebezpieczeństwach, ryzykach, a nawet nieopłacalności z technologią informacyjną. Wciąż obowiązuje kult pieczątki i papierowego obiegu dokumentów.” Z pewnością te dogmaty stanowią poważny hamulec.

Praktycznym przykładem zawracanie kijem rzeki jest to co się dzieje w sprawie pobierania opłat za przejazd autostradami w Polsce. Zostało to omówione podczas debaty „Nowoczesne rozwiązania i produkty dla infrastruktury”. Krzysztof Król Doradca Prezydenta RP zauważył, że „nowoczesne urządzenia pozwalają systemom elektronicznym rozpoznawać pojazdy. To w praktyce oznacza, że można stworzyć system pozwalający zlikwidować bramki płatnicze na autostradach. W efekcie rozwiązuje to problem korków na drogach, bo bramki są wąskim gardłem. Odejście minister  Elżbiety Bieńkowskiej przekreśliło te projekty, którymi nikt się teraz nie zajmuje.” Szkoda, albowiem elektroniczna identyfikacja pojazdów może być rozwiązaniem dla wiele innych spraw. Wskazywał na to Marek Cywiński Dyrektor Generalny Kapsch Telematic Services „system viaTOLL może minimalizować zajeżdżanie miast przez samochody, zmniejszać ilość wypadków drogowych, ograniczać ruch i kłopoty z parkowanie dzięki inteligentnej komunikacji radiowej”.

Wielką szansą jest też rozwój telemedycyny. Przekonywali o tym z kolei mówcy uczestniczący w debacie pod takim tytułem. Prof. Ryszard Piotrowicz kierownik Kliniki Rehabilitacji i Kardiologicznej i Elektrokardiologii Nieinwazyjnej wskazywał, że „telemedycyna sprawdza się chociażby w kardiologii polega na monitorowaniu kondycji i zachowań serca. Transmisje EKG można przeprowadzać z domu pacjenta. Na podstawie algorytmu jest możliwe podejmowana konkretnych decyzji terapeutycznych. To doskonałe rozwiązanie w przypadku opieki nad pacjentami, którzy mają wszczepiony rozrusznik lub fibrylator.” Jednak dla Narodowego Funduszy Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia sprawa nie jest już tak oczywista i nie chcą uwzględnić wydatków telemedycyny w koszyku refundowanych usług medycznych. Przyczyną jest brak definicji takiego terminu jak telemedycyna i regulacji prawnych na ten temat.

Cóż w zasadzie, z wszystkich debat, w których uczestniczyłem wynika, że jeśli chodzi o innowacyjność, a nawet tylko o inteligentny rozwój nie będzie łatwo. Perspektywy są nędzne. Jeden z urzędników, którego, z litości nie będę tu sławić powiedział: „Panie, nie przesadzajmy z tą innowacyjnością, ona bardzo szybko się starzeje. Cała Europa jest w defensywie. Wśród światowych liderów innowacyjności nie ma przedsiębiorstw z Unii Europejskiej”. To żadne pocieszenie, ale temat do zastanowienia się.

P.S. W opowieści o Welconomy 2015 nie napisałem o debacie na temat CSR czyli społecznej odpowiedzialności biznesu, stało się tak, bo to materiał na oddzielny tekst, którego bohaterem będzie m. in. pewna Biedronka Jeronimo Martins Polska…..