Archiwa tagu: PGZ

Polski przemysł zbrojeniowy postanowił wstąpić na ścieżkę innowacji. To bardzo poważne wyzwanie, zwłaszcza, że Polska w dziedzinie nowatorskich rozwiązań wlecze się na samym końcu państw Unii Europejskiej, a na liście światowej trudno ją znaleźć.

Innowacyjność to bardzo trudna dyscyplina, w której trwa zacięta rywalizacja. Najpierw trzeba mieć oryginalny pomysł związany z jakimś nowym rozwiązaniem. Potem trzeba wymyślić jak to zrealizować i sprawdzić czy rzeczywiście działa. To wymaga czasu oraz pieniędzy. Kiedy prototyp idei jest gotowy należy zweryfikować czy inni nie wymyślili czegoś podobnego, albo, co gorsza, lepszego. Dopiero wtedy jest czas na wdrożenie, które też wymaga czasu oraz środków finansowych i weryfikację przez zainteresowanie klientów.

Zapewne z takich powodów Polska Grupa Zbrojeniowa, marząc o nowoczesnym śmigłowcu bojowym, nie zaryzykowała samodzielnej działalności w tym zakresie i tak doszło do porozumienia z włoskim przedsiębiorstwem Leonardo Helicopters Division, do którego w Polsce należy PZL-Świdnik – polska fabryka helikopterów, z ponad 65-letnim doświadczeniem. Zakład wyprodukował już ponad 7.400 maszyn, dla klientów w ponad 40 krajach świata. Polska, dzięki PZL-Świdnik, jest jednym z nielicznych państw zdolnych do samodzielnego projektowania, produkowania, a także rozwijania i serwisowania helikopterów.

Podpisanie listu intencyjnego przez Polską Grupę Zbrojeniową i Leonardo Helicopters Division stanowi ciąg dalszy dialogu, który organizacje prowadzą od 2016 roku. Od tej daty zawarto już szereg umów o współpracy. Podpisany teraz list intencyjny dotyczy zasad współpracy w ramach programu AW249 – najnowszego helikoptera. Dokument przewiduje współdziałanie w zakresie projektowania, produkcji, montażu końcowego, sprzedaży oraz wsparcia posprzedażnego maszyny.

AW249 ma się charakteryzować się lepszymi osiągami, wysoką odpornością na środki walki elektronicznej, większym udźwigiem uzbrojenia oraz obniżoną sygnatura termiczną i radarową. Nowy helikopter, o maksymalnej masie startowej kat. 7-8 ton i ładowności powyżej 1.800 kg, będzie wyróżniał się szybkością i długotrwałością lotu, pozwalającą na przetrwanie w najtrudniejszych warunkach, podczas realizacji zadań z zakresu wsparcia powietrznego oraz zbrojnej eskorty. AW249 będzie dysponował najnowocześniejszymi systemami komunikacji i kierowania misją na polu walki; system realizacji misji będzie w stanie zarządzać i kierować bezzałogowymi statkami powietrznymi, a także zapewni szereg elementów poprawiających świadomość sytuacyjną, tym samym zmniejszając obciążenie pilota pracą i poprawiając bezpieczeństwo. Dodatkowo, dzięki zaawansowanym technologiom oraz zastosowaniu specjalnej filozofii projektowej, AW249 – w porównaniu z poprzednią generacją helikopterów – pod wieloma względami przyniesie oszczędności w kosztach eksploatacji.

Prognozuje się, że prototyp helikoptera będzie gotowy jeszcze w tym roku. Jeśli to prawda, to znaczy, że udział PGZ w innowacji będzie niestety raczej marginalny. Włosi zgodzili się na współpracę z Polskę (przy podsuwaniu umowy byli obecni ambasador Włoch w Polsce Alessandro De Pedys oraz przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej – co świadczy, że kooperacja posiada akceptację obydwu państw). Istnieje ryzyko, że dopuszczenie polskiej strony jest spowodowane brakiem środków Leonardo na zakończenie projektu. Nie wiadomo jednak czy polska strona zadeklarowała jakieś konkretne zaangażowanie finansowe. Innym powodem aktywności Leonardo Helicopters Division może być wsparcie dla PZL-Świdnik,  produkującego układ napędowy do AW149. Ten sam napęd ma być wykorzystany w nowej maszynie.

Niezależnie od zastrzeżeń realizacja listu intencyjnego to wyjątkowa okazja, dzięki której polski przemysł obronny będzie miał możliwość  uczestniczyć w programie rozwoju zupełnie nowego helikoptera, który może być elementem planu modernizacji polskich sił zbrojnych. Większość koncernów zbrojeniowych bardzo niechętnie zaprasza do współpracy zagraniczne podmioty. Z tego listu intencyjnego może być  zysk.

Polski przemysł stoczniowy ma ogromy potencjał. Jednak od lat znajduje się w zapaści. Na ratunek przyszło Ministerstwo Obrony Narodowej, które poprzez zależne od siebie podmioty przejęło niedawno kontrolę nad Stocznią Szczecińską i Stocznią Marynarki Wojennej. Pozostaje pytanie co dalej?

Przejęcie kontroli przez państwo nad ważnymi obiektami przemysłowymi, nie oznacza automatycznie sukcesu. Aby było to możliwe w przejętych stoczniach konieczne jest uruchomienie produkcji. Mało tego, wytworzone statki muszą znaleźć nabywców. Dobrym klientem może być polska armia.

Jednak nawet polska armia musi kupić coś, co będzie przydatne wojsku. Ze względu na fakt, że o okręty marynarki wojennej, z uwagi na ich zabytkowy charakter, zabiega muzeum, pole do popisu jest duże. Pozostaje jeszcze pytanie czy polskie stocznie dysponują odpowiednią wiedzą i doświadczeniem, aby wytworzyć okręty wojenne, które okażą się przydatne na polu walki w XXI wieku?

Według mojej oceny doprowadzone do stanu agonii polskie stocznie nie dysponują obecnie nowoczesną myślą techniczną i wojenną pozwalającymi samodzielnie zaoferować uzbrojenie jakie może potrzebować Marynarka Wojenna. Nasz stocznie mogą jednak wejść w kooperację, w wyniku której będą uczestniczyć w wytwarzaniu sprzętu, którym może być zainteresowana polska armia.

Gdyby znalazł się kooperant gotowy podzielić się swoją myślą techniczną z polskimi stoczniami skupionymi pod egidą Polskiej Grupy Zbrojeniowej mogłaby na poważnie ruszyć produkcja. Mogłoby to być koło zamachowe potwierdzające potencjał polskiego przemysłu stoczniowego. W efekcie mogliby się pojawić też nowi zagraniczni klienci.

Jeden z potencjalnych kooperantów już jest, to francuska stocznia DCNS. Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła już w tym roku z tym przedsiębiorstwem porozumienie, które przewiduje transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych. DCNS zaoferował jako jedyny, oprócz współpracy przy budowie okrętów podwodnych, pociski manewrujące o dalekim zasięgu (ponad 1000 km) i zmiennej trasie lotu. Francuzi zaproponowali budowę pierwszego okrętu dla Polski w stoczniach DCNS, a także równoczesne szkolenie zespołów polskich specjalistów. Druga i trzecia jednostka mogłaby zostać zbudowana w Polsce z możliwością wyposażania przez krajowych poddostawców. Specjaliści ze spółek należących do PGZ zostaliby również włączeni do testów i procedur odbiorczych gotowych okrętów.

Janusz Przyklang, Dyrektor Przedstawicielstwa DCNS w Polsce poinformował, że jego organizacja dokonała analizy wszystkich stoczni należących do PGZ oraz ponad 100 jej kooperantów. Według niego, wykazała ona, że większa część wyposażenia może być z powodzeniem produkowana w Polsce. Wyjątkiem są podzespoły wykonywane w stoczniach francuskich, takie jak np. wyrzutnie torpedowe czy kadłub mocny. Szkolenia oraz podniesienie kwalifikacji kooperantów ze strony polskiej, będzie służyć potem przez wiele lat aby 30-40 lat eksploatacji okrętów. Jest to także szansa, dla krajowych stoczni, że dzięki zdobytej wiedzy i doświadczeniu nie powtórzy się już historia polskiej korwety „Gawron” budowanej 13 lat.

W 2015 r. Instytut Biznesu był gospodarzem debaty w Wojskowej Akademii Technicznej pt. Przemysł zbrojeniowy – motor rozwoju gospodarczego. Myśl przewodnia i poglądy ówczesnej dyskusji wraz z upływem czasu okazały się prorocze.

Od czasu zakończenia działalności Polski Ludowej cały czas wmawiano nam, że przemysł stoczniowy utracił rację bytu. Z samego założenia taki pogląd był bałamutny, jednak kolejne rządy uznały go jako dogmat. W efekcie potężna polska gałąź produkcji praktycznie przestała istnieć, choć nadal daje zatrudnienie ponad 30 tys. pracowników. Oczywiście, w omawianym okresie były lepsze i gorsze lata dla przemysłu stoczniowego. Takie wahania koniunktury są naturalne. To, że nie był to okres wyłącznie regresu, pokazuje dobra kondycja i rozwój stoczni w krajach sąsiedzkich. Okazuje się, że tylko Polska zrezygnowała z tej gałęzi gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że nastąpiła zmiana. Dogmat przez rząd Pani Premier Beaty Szydło został odrzucony. Stało się to za sprawą przemysłu zbrojeniowego i inicjatywy Ministerstwa Obrony Narodowej.

Antoni Macierewicz szef MON ogłosił, że podjęło działania mające na celu reaktywację Stoczni Szczecińskiej. Aby było to możliwe użyto ciekawej maszynerii finansowej. Formalnie Stocznia Szczecińska należała do spółki Szczeciński Park Przemysłowy. Została ona przejęta przez MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (MARS FIZ) – podmiot znajdujący się w strukturze Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którego zadaniem jest konsolidacja spółek stoczniowych i nieruchomościowych. Pieniądze na to przedsięwzięcie pochodzą z Agencji Rozwoju Przemysłu, działającej w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju. To właśnie ta instytucja dokapitalizowała PGZ, poprzez objęcie akcji o wartości 101,5 mln zł, co umożliwiło sfinansowanie całej operacji.

W ten sposób PGZ stworzyła największą na Bałtyku i jedną z największych w Europie grup stoczniowych. Obejmuje ona kilkanaście przedsiębiorstw, wśród których znajdują się (oprócz Stoczni Szczecińskiej) podmioty z sektora remontów i budowy statków, budowy konstrukcji stalowych offshore, w tym Stocznia Remontowa „Nauta” w Gdyni oraz Morska Stocznia Remontowa „Gryfia” działająca w Szczecinie i Świnoujściu.

Oczywiście rodzi się pytanie po co Ministerstwu Obrony Narodowej przemysł stoczniowy? Odpowiedź jest dosyć prosta: do budowy pływającego sprzętu wojskowego na potrzeby własne i innych zamawiających podmiotów. MON uważa, że odbudowanie przemysłu stoczniowego jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.

Niebawem ma zostać podjęta decyzja o wyborze producenta trzech okrętów podwodnych, które będzie użytkować polska Marynarka Wojenna (w ramach projektu „Orka”). Pięć jednostek, którymi obecnie dysponuje armia, nadaje się jedynie do muzeum. MARS FIZ ma za zadanie rewitalizacji działalności stoczniowej w województwie zachodniopomorskim. W planach jest pozyskanie aktywów i kompetencji niezbędnych do budowy polskich promów pasażerskich w odbudowywanej Stoczni Szczecińskiej. Integracja podmiotów zajmujący się produkcją podmiotów pływających pozwoli wykorzystać efekt synergii.

Warto w tym miejscu dodać, że PGZ zawarło porozumienie z francuską stocznią DCNS, które zakłada transfer francuskich technologii do polskich spółek stoczniowych znajdujących się pod kontrolą MON. Gdyby nie było w Polsce podmiotów, które mogą być beneficjentami tego dokumentu, całe przedsięwzięcie zostałoby pozbawione sensu. Należy zaznaczyć, że DCNS jest jedynym oferentem, który oprócz współpracy przy budowie okrętów podwodnych, oferuje pociski manewrujące o dalekim zasięgu (ponad 1000 km) i zmiennej trasie lotu. Francuzi zaproponowali budowę pierwszego okrętu dla Polski w stoczniach DCNS, a także równoczesne szkolenie zespołów polskich specjalistów. Druga i trzecia jednostka mogłaby zostać zbudowana w Polsce z możliwością wyposażania przez krajowych poddostawców. Specjaliści ze spółek należących do PGZ zostaliby również włączeni do testów i procedur odbiorczych gotowych okrętów.

Cała koncepcja wydaje się więc bardzo obiecująca. Pozostaje mieć nadzieję, że przedsięwzięcie nie będzie naśladować historii polskiej korwety „Gawron” budowanej 13 lat, która nie dość, że pochłonęła wielokrotnie więcej pieniędzy niż zakładano, to do dziś nie jest gotowa. W efekcie zmieniono koncepcję i ostatecznie powstał okręt patrolowy „Ślązak” mający realizować nieznane w świecie marynarki wojennej zadania. Ta historia powinna przyświecać MON jak memento.