Archiwa tagu: praca

Wbrew pozorom, ludzie, w większości, nie pracują tylko dla pieniędzy. Najlepszym przykładem są wolontariusze. Wielu menadżerów chyba jest tego nieświadoma.

Warto przypomnieć, że oprócz ekonomicznej motywacji, praca zaspokaja też potrzebę przynależności, użyteczności, dowartościowania, samorealizacji, rozwoju, współdziałania czy też rywalizacji itd. Jeśli kierownictwo tego nie jest świadome, biada organizacji, którą zarządzają.

Polski rynek pracy jest zupełnie zdeformowany przez utratę 3 milionów potencjalnie gotowych do pracy, którzy opuścili kraj. Druga przyczyną jest katastrofa demograficzna. Do tego można jeszcze dodać wysoki współczynnik bezrobocia (mimo gigantycznego exodusu) oraz bardzo niskie wynagrodzenia.

W Stanach Zjednoczony przeprowadzono, wśród pracowników, badanie, dotyczące najbardziej pożądanych przez nich pracodawców. Ku zaskoczeniu, okazało się, że na topie, nie znalazły się przedsiębiorstwa, w których zarabia się najlepiej. Pracownicy cenią sobie:

  • stabilizację zatrudnienia,
  • dobrą atmosferę i
  • nietoksyczne stosunki pracy.

Jeśli chodzi o wynagrodzenia, w pożądanych przedsiębiorstwach, były one mniejsze o 1/3 w stosunku do tych, które najlepiej płacą.

W Polsce pojawia się głosy w sprawie ustawowego określenia minimalnej stawki godzinowej. Przy tak zdeformowanym rynku pracy wydaje się to zupełnie uzasadnione. Pracodawcy narzekają na niską wydajność. Jednak są to zarzuty raczej pod ich adresem, albowiem to przecież to oni organizują pracę.

Na razie jednak nic nie wskazuje aby wynagrodzenia mogły w jakiś magiczny sposób wzrosnąć. Wzrost wydajności często jest uzależniona od kosztowych inwestycji, czy, w takim razie, w jakiś sposób można bardziej zaangażować pracowników?

Polacy, podobnie do Amerykanów, poza motywatorem ekonomicznym, bardzo cenią sobie dobrą atmosferę w pracy. Utożsamiają ją z relacjami z przełożonymi. Na pytanie co najbardziej przeszkadza im w pracy? Odpowiadają: SZEF!

Pracownicy oczekują, aby pracodawcy traktowali ich jako partnerów w procesie pracy i działalności gospodarczej. Dlatego osoba pełniąca funkcję przełożonego powinna rozumieć, że pracuje z ludźmi i dla ludzi. Szef powinien pamiętać, że jest organizatorem, przywódcą, decydentem i innowatorem, a nie karbowym. To bardzo istotne, a zarazem bardzo trudne, ale jednocześnie jest to możliwe.

dolores

Najwyraźniej Ministerstwo Edukacji Narodowej przeraziły wieści, że polscy uczniowie zajęli trzecie miejsce w Europie, pod względem wykształcenia. Dlatego zostały podjęte pilne prace nad zmianą ustawy o systemie oświaty oraz ustawy o systemie informacji oświatowej. Pod populistyczny hasłem darmowych podręczników uzyskano powszechną akceptację dla idei. Warto jednak pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach a te budzą przerażenie.

Nowelizacja ustawy znosi zasadę, że podręczniki, jakie mają być wykorzystywana w bieżącym roku szkolnym, powinny być znane do 15 czerwca. Można powiedzieć, że to nieistotne, skoro będzie obowiązywał tylko jeden podręcznik, wyprodukowany, samodzielnie, przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Gorzej, że ten podręcznik jeszcze nie istnieje, a czasu na jego powstanie jest tyle co kot napłakał. To naprawdę budzi grozę, albowiem, do tej pory, proces powstawania takiej książki trwał około dwóch lat. Taki czas był potrzebny metodykom do napisania podręcznika, uzyskania pozytywnych recenzji, wreszcie weryfikacji i zaakceptowania przez resort. Wygląda, że teraz można to machnąć na kolanie.

Od tego roku wszystkie procedury zapewniające jakość będą zbędne. Co prawda nie wiadomo, ani kto, ani kiedy stworzy nowy podręcznik. Może do sukcesu wystarczy „zaczarowany ołówek”? Wiadomo natomiast, że na pewno będzie tak genialny, że nie będzie potrzebował żadnego procesu weryfikacji jakości, funkcjonalności i przydatności metodologicznej. Może nic w tym dziwnego skoro będzie powstawał w samym Ministerstwie Edukacji Narodowej, które, z racji swego istnienia, zjadło wszystkie rozumy świata. Jednocześnie zdelegalizowane zostaną inne podręczniki, do tej pory akceptowane przez dostojny urząd. W ten sposób zaprzepaszczony zostanie dorobek wielu autorów, wypracowany przez kilkadziesiąt lat.

Żeby było zabawniej nowy superpodręcznik będzie wielofunkcyjny, albowiem w tym roku do szkół trafią dwa roczniki pierwszoklasistów (sześciolatki i siedmiolatki). Wynika z tego, że z książki zarówno będą mogły w ten sam sposób korzystać dzieci umiejące czytać i pisać i te które jeszcze tego nie potrafią. Poziom proponowanego absurdu jest godny słynnej Dolores Umbridge, znienawidzonej Dyrektor Hogwartu – Szkoły Magii i Czarodziejstwa, a tego ostatniego po wejściu ustaw, w brzmieniu przyjętym przez Sejm, będzie potrzeba szczególnie dużo.

Czasu na realizację jest mało. Trzeba przecież nie tylko napisać podręcznik, ale jeszcze dobrze byłoby go wydrukować i rozesłać do szkół przed rozpoczęciem roku szkolnego. Mam nadzieję, że przetarg na druk książki będzie transparentny i nie pojawiają się protesty, (gdyby do nich doszło trudno sobie wyobrazić dotrzymanie terminu 1 września). Bardzo radzi byliby, z tego powodu, nauczyciele, którzy chcieliby się z nim zapoznać, przed rozpoczęciem lekcji, aby móc jakoś przygotować program dydaktyczny.

Zagadką jest też ile ma kosztować darmowy podręcznik? Niestety bezpłatny jest on tylko w ujęciu propagandowym. W styczniu pojawiły się szacunki, że chodzi o około 5 milionów złotych. W lutym Premier podwoił tę kwotę. Natomiast w projekcie ustawy jest zapisane 73 miliony. Obawiam się, że ta ostatnia liczba jest najbardziej prawdziwa. Ciekawe czy Premier o niej wie i oszukuje opinię publiczną czy też sam jest oszukiwany.

Kto zna historię Dolores Umbridge, z Ministeria Magii, z którą walczył Harry Poter, wie, że jej kariera na szczęście była krótka. Tego też życzę idei monopolizacji przez państwo rynku podręczników szkolnych. Podobnie jak było z promowaną rok temu absurdalną ideą e-podręcznika, która rozmyła się w niebycie, po wydaniu znacznych środków. Dla mnie, projekt ustawy, w obecnym kształcie, jest jakąś wielką hucpą, śmierdzącą kryminałem, której celem jest obniżenie poziomu kształcenia, tak aby polscy kandydaci do pracy mogli ubiegać się tylko o posady hydraulików i pielęgniarek, zgodnie z tym jak kraj od dawna jest promowany w Europie.

Juliusz Bolek