Archiwa tagu: rakiety

Fake newsy czyli fałszywe, świadomie tworzone kłamliwe informacje rozprzestrzeniają się szybciej niż dżuma, a skutkach mogą być bardziej niebezpieczne od epidemii. Kształtują opinię publiczną i wpływają nastroje społeczne. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że świadome zarządzanie dezinformacją jest częścią większego planu strategicznego.

Przykładem, do budowania powyższych refleksji, może być sprawa zakupu uzbrojenia dla polskiej armii. Otóż, w czasie wizyty Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza w Paryżu 13 września br. portal Onet.pl zamieścił sensacyjny artykuł, oparty na informacjach anonimowych „źródeł zbliżonych do francuskiego odpowiednika MON”. W tekście pojawiła się wiadomość o rzekomym szantażu francuskich rozmówców Ministra w sprawie sprzedaży Polsce okrętów podwodnych razem z rakietami manewrującymi. Zdaniem twórcy informacji, Francuzi mieli, ponoć, odmawiać osobnej sprzedaży produkowanych przez siebie rakiet, w przypadku wyboru przez MON niemieckich okrętów podwodnych. To właśnie niemieckie okręty uważane są przez, nomen omen, należący do Niemców portal Onet.pl za faworytów w wyścigu o polskie zamówienie. Dodatkowo zasugerowano, że strona francuska miała uzależnić zgodę na sprzedaż okrętów od stosunków politycznych między oboma państwami.

Te fałszywe informacje, o francuskim szantażu i naciskach, zostały szybko podchwycone przez inne media. Żaden nowy publikator ich jednak nie zweryfikował, chociaż news natychmiast zdementował wiceminister obrony Michał Dworczyk, jeszcze podczas wizyty Ministra w Paryżu, mówiąc jasno, że nie ma żadnych problemów w relacjach z Francją, a wszystkie takie opowieści należy włożyć między bajki. Później tego samego dnia i w dniach kolejnych informacji Onetu nie potwierdził także sam główny uczestnik rozmów, Antoni Macierewicz, który powiedział podczas briefingu prasowego po zakończonym spotkaniu ze stroną francuską „To ciekawa oferta. Oferta, która na pewno ma przyszłość […] to, co tam zobaczyliśmy napawa optymizmem, co do potencjału francuskiego i skuteczności działania”.

W udzielonym „Naszemu Dziennikowi” wywiadzie Antoni Macierewicz dodał, że „silną stroną propozycji francuskiej jest to, że oferuje zarówno okręt podwodny, jak i rakiety manewrujące […] te rakiety są zintegrowane z okrętami wojennymi i ewentualny kontrakt obejmowałby zarówno budowę okrętów, jak i rakiet”. Zdaniem Ministra Obrony Narodowej „zarówno Szwedzi, jak i Niemcy oferują okręty, do których trzeba byłoby dokupować osobno rakiety i je integrować, co zawsze jest kosztowne i dyskusyjne”. Także w tych wypowiedziach nie słychać nic o rzekomym szantażu ani naciskach władz francuskich. Jak widać po wypowiedziach szefa MON Francuzi nie obrazili się na Polskę za zrezygnowanie z zakupu helikopterów Caracali. Za to bardzo się starają, aby przekonać resort obrony do zakupu okrętów i składają propozycje na tyle interesujące, że wymagają szybkich kolejnych rund rozmów.

To jeszcze nie koniec tej historii. Kilka dni temu RMF FM, a potem jeszcze kolejne media, powołując się na informacje z francuskiego portalu „Mer et Marine” znów informuje o rzekomych naciskach Francji, na Polskę, w sprawie zakupu okrętów, a źródłem tych informacji są „niektórzy obserwatorzy”. Tu cytat: „(…)Niektórzy obserwatorzy sugerują, że zakup okrętów podwodnych mógłby ocieplić polsko-francuskie relacje. Niedawne ataki prezydenta Emmanuela Macrona na polski rząd na unijnej scenie mogłyby zresztą – ich zdaniem – stanowić strategiczny środek nacisku, którego celem miało być zmuszenie do kupna Scorpenów 2000.” Dziwne w tym jest to, że w oryginalnym tekście francuskiego portalu takiej informacji nikt się nie doczyta. Kim zaś są „obserwatorzy”? Tego już nie wiadomo.

Czy to przypadek, że te fake newsy opublikowane zostały w momencie międzyrządowych rozmów w sprawie potencjalnego zakupu okrętów podwodnych od Francji? Może tak, a może to być też działanie inspirowane? Pojawiają się opinie, że to działanie stanowi próbę zdyskredytowania francuskiej oferty na rzecz niemieckiego dostawcy okrętów podwodnych, koncernu TKMS, wychwalanego na portalu Onet.pl. Być może nie jest przypadkiem, że działające w Polsce, ale należące do niemieckiego kapitału media posuwają się do manipulacji, aby wpływać na polską opinię publiczną, polityków i decydentów. Być może medium i jego właściciel nie ma tu nic do rzeczy. Trudno jednak dać wiarę, że przyczyną fałszywych informacji są nieidentyfikowani i nieweryfikowalni informatorzy, co do których można nabrać podejrzenia, że w ogóle nie istnieją.

Polski przemysł obronny osnuty jest mgiełką tajemnicy. Tak przynajmniej widzi to polski podatnik. Podejrzewam, że dla służb wywiadowczych obcych państw, ta mgiełka nie istnieje. Boję się natomiast, że, podobny obraz jaki mają polscy podatnicy, mają również decydenci.

Raport Najwyższej Izby Kontroli bardzo krytycznie odnosi się do sposobu korzystania, przez polską armię, z możliwości krajowego przemysłu obronnego. Prawdę mówiąc, dla polskiego podatnika, lepiej byłoby chyba, żeby NIK nie rozwiewał mgiełki tajemnicy. Podejmowane decyzje dotyczące, zapotrzebowania wojska w zakresie uzbrojenie, są co najmniej niejasne, jeśli nie stanowią sabotażu, a w najlepszym razie sprawiają wrażenie podejmowanych wyłącznie z kunktatorskich powodów politycznych.

Analiza przekształceń, które miały miejsce w przemyśle obronnym, kontrolowanym przez państwo, jest po prostu smutna. Nawet jeśli rządy koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego miały jakieś dobre intencje, to już ich realizacja daleko odbiegała od przyjętych założeń.  Efekt jest taki, że przemysł obronny, zatrudniający kilkadziesiąt tysięcy pracowników i należący do obszaru strategicznego jest inercyjny i oczekuje wyłącznie na dyspozycje od państwowego właściciela. Brak jest pomysłu w jaki sposób ma się rozwijać.

Koncepcja przyszłości polskiego przemysłu obronnego została zarysowana w dziale „Obszar Bezpieczeństwo narodowe” w projekcie „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” przedstawionego przez Mateusza Morawieckiego Ministra Rozwoju. Jest tam wiele wzniosłych i słusznych rad, takich, że dojdzie do ścisłej współpracy między wojskiem i przemysłem, który stanie się kluczowym źródłem zaopatrzenia sił zbrojnych w sprzęt wojskowych, że placówki naukowo-badawcze staną się znaczącym dostawcą technologii i myśli technicznej w zakresie obronności itd. Dużo słusznych idei, z których nie wiele wynika, poza gwarancją, że polskie przedsiębiorstwa, wytwarzające urządzenia dla armii, mogą być bezpieczne, jeśli chodzi o niej i jej pracowników.

Niestety dokument nie mówi jak to się ma stać w praktyce? Nic w tym dziwnego, bo jest on koncepcją wizji, a nie zapisem sposobu realizacji. Jednak obawiam się, że nie ma pomysłu jak te piękne frazesy przekuć na rzeczywistość. Warto w takiej sytuacji przyjrzeć się jak to robią inni. Nie myślę o przemyśle zbrojeniowych Stanów Zjednoczonych, Chin czy Rosji, albowiem Polska nie gra w tej lidze.

Ciekawy pomysł na rozwijanie przemysłu obronnego ma na przykład IMI System (dawniej Israel Military Industries), największe, państwowe przedsiębiorstwo zbrojeniowe w Izraelu. Organizacja wyspecjalizowała się w produkcji rakiet ziemia–ziemia i amunicji. Spółka zorientowała się, że trudno jest jej konkurować z amerykańskimi czy rosyjskimi koncernami zbrojeniowymi. Przykładem mogą być rakiety. Amerykanie posiadają doskonałe rakiety, które precyzyjnie trafiają w cel. Mają one jednak taką wadę, że są bajońsko drogie. Istnieje inne rozwiązanie zdecydowanie tańsze. Jednak precyzja takich rakiet przewiduje granice błędu 200 metrów. To oznacza, że można wystrzelić wiele rakiet i na zasadzie gry w totolotka zakładać, że któraś trafi w cel. W tej sytuacji IMI System skoncentrowało się na produkcji rakiet za rozsądną cenę, a granica błędu wynosi zaledwie 5 metrów.

Wydaje się, że taka perspektywa strategii rozwoju – produkowanie przyzwoitego sprzętu dostępnego dla wielu krajów, co pozwoliłoby rozwinąć eksport – jest też ciekawą koncepcją dla polskiego przemysłu obronnego. IMI System widzi w Polsce rynek dla swoich produktów (głównie rakiet). Jednak, w przeciwieństwie do większości innych oferentów, jest zainteresowana nie tylko sprzedażą, ale również uruchomieniem produkcji w Polsce. Przedsiębiorstwo deklaruje nawet  podzielenie się z polskimi organizacjami swoim doświadczeniem i wiedzą. Skorzystanie z takiej propozycji można uznać za atrakcyjne. To rozwiązanie, poza powyższymi korzyściami, pozwoli również poznać w jaki sposób można prowadzić przedsiębiorstwo państwowe i jednocześnie je rozwijać? To wygląda na zysk.