Archiwa tagu: Rosja

Konflikt rosyjsko-ukraiński na Morzu Azowskim to kolejny powód do niepokoju. Moskwa od lat prowadzi agresywną politykę. Teraz pole konfliktów zostało rozszerzone o morza. To bardzo niebezpieczna eskalacja. Mam coraz większe wątpliwości, czy potrafimy wyciągnąć z tej sytuacji wnioski?

Stan polskiej Marynarki Wojennej zachwyciłby każdego muzealnika (zwłaszcza w setną rocznicę jej powołania przez Józefa Piłsudskiego, którą właśnie obchodzimy). Dokładny wykaz okrętów wraz ze zdjęciami jest udostępniany na Wikipedii. Wystarczy tam zajrzeć, aby załamać ręce. Marszałek, gdyby żył, z pewnością by to zrobił.

Niedawno w „Zyskach i stratach” pisałem o opłakanym stanie niemieckiej armii. Z przykrością stwierdzam, że kondycja polskiej floty wojennej wygląda jeszcze gorzej. Marynarka Wojenna RP ma zdefiniowane kilkanaście zadań do wykonania. Obecnie możliwość wypełniania większości z nich jest co najmniej wątpliwa. Łącznie z tym najważniejszym – obrony polskiej strefy ekonomicznej na Bałtyku, szlaków żeglugowych,  portów i wybrzeża. Stan floty Marynarki Wojennej to wynik zaniedbań mierzonych w dziesięcioleciach. W 2017 roku wydawało się, że coś się zmieni – miał być wyłoniony zwycięzca przetargu na okręty podwodne. Sprawdziłem: ten przetarg został ogłoszony w 2013 roku. Za nami pięć lat przekładania papierów i pięć lat degradacji Marynarki Wojennej

Jeżeli Ministerstwo Obrony Narodowej nie zamierza wzmocnić floty, to mam poważne wątpliwości czy nasi decydenci czytają własne dokumenty. Ta inercja prowadzi do rezygnacji przez Polskę z bałtyckiego okna na świat. Gdy czytam o gazoporcie w Świnoujściu, o największym na Bałtyku duoporcie kontenerowym Gdynia-Gdańsk to nie mogę uwierzyć, że nikomu nie zależy na tym, by tę cenną infrastrukturę chronić – chronić poprzez odstraszanie potencjalnego przeciwnika. Nie ma bardziej skutecznej broni morskiej niż okręt podwodny wyposażony w rakiety manewrujące. Jest on praktycznie niewykrywalny, gwarantuje skryty odwet, który nie daje przeciwnikowi szans na obronę.

Zamiast racjonalnych decyzji pojawiają się dziwne „improwizacje”, jak np. sprowadzanie używanych fregat z Australii. Na szczęście ktoś miał chwilę refleksji i plan został powstrzymany. Wszystkie analizy, w tym symulacje Ministerstwa Obrony Narodowej wykazują, że w razie konfliktu jednostki nawodne, szczególnie tak duże jak fregata (ponad 100 metrów długości), nie mają szans przetrwania. Wojna morska XXI wieku będzie wyglądać inaczej niż ta znana z filmów. Przeciwnik wystrzeli bardzo dużo bardzo szybkich rakiet przeciwokrętowych i jednostki nawodne nie będą miały większych szans na przeżycie.

Biednego nie stać na prowizorki, dlatego powinien inwestować rozważnie i perspektywicznie. Ostatnio mówi się o zakupie nowych fregat. Według ekspertów kosztowałyby, bagatela, 12 miliardów złotych. Te niewątpliwie potężne okręty będą świadczyły o tym, że jesteśmy „silni, zwarci, gotowi”, bo fregaty – jak wykazali eksperci – w najlepszym wypadku będą musiały opuścić Bałtyk zanim wybuchnie wojna… Powtórka z wojny w 1939 roku? Sam MON wie, że największe szanse na przetrwanie i odpowiedź agresorowi będą miały nowoczesne okręty podwodne z rakietami manewrującymi. To nasza polisa bezpieczeństwa. Obecnie zostały nam już tylko dwa okręty podwodne, z czego jeden sprawny. Zwodowano go pół wieku temu…..

Juliusz Bolek, Przewodniczący Rady Dyrektorów – Instytut Biznesu – „Zyski i straty”

6 lipca 2017 roku może przejść do historii jako ważna data. Wszystko przez bardzo doniosłą deklarację Donalda Trumpa Prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas pierwszego szczytu Trójmorza w Warszawie.

„USA nie będą wykorzystywać źródeł energii, aby w jakikolwiek sposób zapewnić sobie pozycję monopolistyczną. (…) To historyczne zgromadzenie ma uruchomić nową przyszłość dla otwartego rynku taniej energii, który przyniesie większe bezpieczeństwo i dobrobyt wszystkim naszym obywatelom. Siedzimy na ogromnych zasobach energetycznych, w tej chwili jesteśmy eksporterami energii, dlatego też niezależnie od tego, kiedy jej będziecie potrzebować – po prostu do nas dzwońcie. Stoimy ramię w ramię z krajami Trójmorza. (…) Stany Zjednoczone właśnie stały się wielkim eksporterem surowców energetycznych.” – Powiedział Donald Trump podczas pierwszego szczytu Trójmorza w Warszawie.

Tania ropa i gaz w nieograniczonych ilościach – brzmi to jak amerykański sen. Zapowiedź można nawet uznać, za jawne wypowiedzenie wojny gospodarczej OPEC (Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową – ang. Organization of the Petroleum Exporting Countries), którego celem jest kontrolowanie światowego wydobycia ropy naftowej, poziomu cen i opłat eksploatacyjnych oraz Rosji, która pragnie poprzez zmonopolizowanie rynku ropy i gazu w Europie uzależnić od siebie państwa europejskie.

Jeśli Stany Zjednoczone zrealizują swoją deklarację, prawdopodobnie, rzeczywiście ceny kopalnych surowców energetycznych mogą zmaleć. Będzie to fatalna wiadomość dla gospodarek, których pomyślność oparta jest właśnie na eksporcie gazu i ropy. To jednak nie koniec tylko początek zmian. Tania energia, to wzrost usług transportowych, obniżenie kosztów produkcji opartej na gazie oraz wzrost tanich towarów wytwarzanych z pochodnych ropy.

Dla takich krajów jak Rosja, Algieria, Angola , Arabia Saudyjska, Ekwador,  Gabon, Gwinea Równikowa, Irak, Iran, Katar, Kuwejt, Libia, Nigeria, Wenezuela, Zjednoczone Emiraty Arabskie itd. może to oznaczać kłopoty wewnętrzne związane z obniżeniem poziomu życia mieszkańców. W efekcie czego, z części tych państw, może zwiększyć się migracja.

Czy jednak rzeczywiście Stany Zjednoczone zapowiadając obniżenie kosztów kopalnych surowców energetycznych myślą tylko o dobru międzynarodowej społeczności? Może nadchodzi koniec ery ropy i gazu i trzeba przyspieszyć proces monetaryzacji rezerw?  Być może zbliża się epoka innego typu energii. Cóż, deklaracje zostały wyartykułowane, skutki są nieznane.

 „Ludzie! Wyngiel przewieźli” – ten okrzyk z filmu „Miś” w reżyserii Stanisława Barei oddaje emocje jakie wiążą się z węglem nazywanym też czarnym złotem. Jego wydobycie stanowi ważną część krajowej gospodarki. W ostatnich latach również z powodów antyekologicznych znalazł się na cenzurowany w Unii Europejskiej.

Węgiel od lat budzi różne emocje. Jego nadmiar, niedobór, koszt wydobycia, jakość, eksport, import – to elementy, które wywołują ciągłe dyskusje. Ostatnio rząd polski znów pokochał węgiel, zdaje się, że bardziej niż elektrownie atomowe. Wydaje się to słuszne z racjonalnego punktu widzenia, albowiem energia atomowa wymaga miliardowych nakładów, a surowiec, który jest pod ziemia  trzeba kiedyś wydobyć. Poza tym, „kopalniany” sposób pozyskiwania energii daje wiele miejsc pracy. Ponadto elektrownie atomowe też budzą wiele kontrowersji, a w niektórych krajach rozpoczęto już program ich likwidacji.

Polskie złoto budzi też wiele emocji w sytuacji kiedy okazuje się, że zamiast kupować krajowy surowiec taniej wychodzi sprowadzać go np. z Czech, Rosji, Kolumbii czy Republiki Południowe Afryki. W takiej sytuacji rodzi się pytanie o sens tego typu działalności gospodarczej?

Aby przeciwdziałać konkurencji Ministerstwo Energetyki przygotowało rozporządzenie. Przeprowadzona przez Instytut Staszica analiza dokumentu prognozuje skutki jakie może przynieść nowe prawo. Przede wszystkim nie jest jasne czy ograniczenia w imporcie, do jakich ma doprowadzić rozporządzenie okażą się skuteczne ze względu na umowy pomiędzy Unia Europejską, WTO i Rosją. Co więcej okazje, że do Polski jest sprowadzany węgiel gruby, którego w kraju brakuje, więc to ograniczenie będzie przeciwko krajowym konsumentom. W wyniku rozporządzenie mogą zniknąć polskie sortownie na wschodniej granicy, a to oznacza likwidację około 2.000 miejsc pracy.

Inicjatywa Ministerstwa Energetyki jest z pewnością potrzebna, aby wprowadzić ład w przestrzeni gospodarczej związanej z produkcją i obrotem węglem w Polsce. Ważne jest jednak również aby podjęte działania były zgodne z intencjami inicjatorów. Instytut Staszica proponuje, aby rozporządzenie zobowiązywało do sortowania węgla w  terminalach na terenie Polski. Szczegółowymi regulacjami, wzorem innych paliw, powinien też być objęty, przeładunek węgla. Warto też rozważyć zastąpienie kryterium grubości węgla, wartościami jego kaloryczności i parametrami ekologicznymi.

Według Instytutu Staszica proponowane rozwiązania pozwolą uszczelnić system obrotu węglem, zwłaszcza objąć kontrolą import ze Wschodu. Zabezpieczone zostaną interesy polskiego przemysłu węglowego i polskiej energetyki. W efekcie podjętych działań jest szansa na minimalizowanie negatywnych skutków dla środowiska. W ten sposób może uda się też uchronić miejsca pracy na wschodniej granicy. Jeśli takie mają być efekty, to warto się pochylić nad zgłaszanymi propozycjami.

 

 

 

Demograficzna katastrofa jest polską perspektywą. Jak jej zapobiec? Najprostszym rozwiązaniem, wydaje się, szybkie pozyskanie ludności z zewnątrz, które uzupełni niedobory populacyjne.

Niemcy, pozbywając się nadmiaru przybyszów do swojego kraju z Afryki Północnej i Zachodniej, Bliskiego Wschodu i Azji, chcą nam dostarczyć ludność, która powinna, ich zdaniem, rozwiązać nasze problemy demograficzne. Polska przed takim rozwiązaniem broni jak tylko może. Wydaje się zresztą, że zupełnie niepotrzebnie, albowiem imigranci uciekają od nas tak szybko jak mogą. Oczywiście można ich jeszcze zatrzymać siłą, lecz to ryzykowne, bo nasuwają się skojarzenia z doświadczeniami z okresu II wojny światowej. Jedynie Ukraińcy, Białorusini i i Rosjanie jakoś odnajdują się w polskiej rzeczywistości i potrafią się u nas zaaklimatyzować.

Wśród przybyszów do Polski prym wiodą obywatele, ogarniętej wojną Ukrainy. Przy okazji warto zauważyć, że imigranci z Afganistanu, Tunezji, Maroka, Senegalu, Libii i Egiptu zasługują na wsparcie i troskę Unii Europejskiej. Uciekinierzy ze wschodniej Ukrainy gdzie również toczy się regularna wojna zdają się być niedostrzegani przez brukselskich namiestników, ciekawe dlaczego?

Należy dodać, że w zeszłym roku Polska wydała ponad 900 tys. wiz Ukraińcom. W tym roku do czerwca było ich już blisko 700 tys. Według szacunków Urzędu ds. Cudzoziemców w posiadaniu Ukraińców jest już blisko 85 tys. dokumentów uprawniających do dłuższych, trwających ponad 12 miesięcy, pobytów. To aż trzykrotnie więcej niż w 2012 roku. Przewiduje się, że do końca roku będzie ich około 100 tys. Szacuje się, że w Polsce przebywa obecnie ponad milion Ukraińców. Ciekawe, że drugą najliczniejszą grupą obcokrajowców, są Niemcy, z których aż 20 tys. posiada dokumenty upoważniające do przebywania w Polsce ponad 12 miesięcy.

Legalizacja pobytu cudzoziemców, na dłuższy czas, przeważnie, wiąże się z pozwoleniem na pracę. Ukraińcy stanowią ważne uzupełnienie krajowego rynku zatrudnienia. Ze względu na zbliżoną tożsamość kulturową i język należący do tej samej grupy co Polski, posiadają oni dużą zdolność adaptacyjną.

Polska zastanawia się nad swoją demografią, w sytuacji, kiedy 15 milionów Polaków, żyje poza granicami kraju. Kilka milionów wyjechało z niej w ciągu ostatnich kilku lat, mimo, że nie toczy się nas żadna wojna (a może się toczy?). Za kilka miesięcy ma się pojawić ustawa repatriacji. W pierwszej kolejności będą mogli skorzystać z niej Polacy z azjatyckiej części byłego ZSRR. Chodzi zatem zapewne o Polaków z Kazachstanu – około 30 tys. osób i jakąś część z 70 tys. mieszkających obecnie w Rosji. Warto w tym miejscu zauważyć, że na Litwie obecnie jest dyskryminowanych jako mniejszość 200 tys. Polaków. Źle się też wiedzie 300 tys. Polaków na Białorusi i 150 tys. na Ukrainie.

Przyznam się szczerze, że niczego z tej całej polityki nie rozumiem. Dziwnym jest dla mnie założeniem, że należy niedobory demograficzne uzupełniać cudzoziemcami, skoro tak wielu Polakom, źle się żyje za wschodnią granicą. Czy naprawdę nie lepie ich zaprosić do ojczyzny? Marzy mi się także powrót Polaków, którzy wyjechali na Zachód, a zrobili to z powodów ekonomicznych. I w tym powodzie jest cała tajemnica. Kiedy Polska stanie się  państwem atrakcyjnym do mieszkania, wszyscy się będą do niej garnąć, ale wówczas już nie będzie problemu demograficznego.