Archiwa tagu: Siły Zbrojne

Wrzawa wokół przetargu na helikoptery wielozadaniowe dla polskiej armii trwa. Eksperci nie pozostawili na założeniach, procedurze i wyborze suchej nitki. To bardzo bolesne, biorąc pod uwagę, że chodzi o bezpieczeństwo kraju, jeden z największych w historii wojska wydatek finansowy oraz żywotne interesy polskiej gospodarki.

W sprawę przydatności i potrzeb helikopterów dla Polskich sił zbrojnych zaangażowałem się tak dalece, że dziś sam mógłbym ogłosić przetarg w tej sprawie i go nawet rozstrzygnąć. Nie jest to dowód mojej kompetencji, lecz ilości materiałów jakie są dostępne w tej sprawie, która z natury swej rzeczy jest tajna….

Zwolennicy wszystkich typów helikopterów, a także agenci wpływu poszczególnych mocarstw, którym zależy na słabym potencjalne polskiej armii, już wystrzelali całą amunicje. Jednak sprawa nadal jest żywa. Brakuje już argumentów merytorycznych, dlatego w prasie zaczęły pojawiać się uzasadnienia polityczne. Ostatnią linią obrony pechowego rozstrzygnięcia przetargu na helikoptery wielozadaniowe jest to, że należy wspierać naszych sojuszników. Zgadzam się z tym w całości, zwłaszcza, że do złożenia ofert nie zaproszono żadnego wroga. Jednak próba uznawania argumentów politycznych za ważniejsze niż merytoryczne jest w najlepszym przypadku nierozważna. Żadnego sojuszu nie da się kupić za pieniądze i co więcej nie ma takich pieniędzy.

Bardzo podoba mi się w tym względzie refleksja Andrzeja Malinowskiego – prezesa Pracodawców RP, który uważa, że „w naszym interesie leży nie to, by próbować kupić sobie przychylność zachodnich państw, dokonując u nich zakupów sprzętu bez oglądania się na „szczegóły technologiczne”, lecz to by przekonywać te państwa do tego, że mamy wspólne interesy i że wspieranie oraz chronienie nas – chroni też ich”.

W interesie wszystkich naszych sojuszników z NATO jest aby polska armia miała dobry sprzęt bojowy, adekwatny do wojskowych potrzeb i wyzwań. Oznacza to też, że jeśli nasze alianse są szczere, to państwa zaprzyjaźnione powinny być zainteresowane nie tylko wysokim potencjałem naszych sił zbrojnych, lecz również rozwojem polskiej gospodarki. Dla nich tylko taki sojusznik ma sens i się opłaca. Jedynie wrogowie Polski mogą mieć na ten temat inne zdanie.

Jest kraj, który ma dwie fabryki helikopterów wojskowych. Wojna, choć o tym się oficjalnie nie mówi, podmywa jego granice. W tej sytuacji oczywiste wydaje się dozbrojenie armii w nowoczesny sprzęt, na wypadek ewentualnego konfliktu zbrojnego. Na ten cel przeznacza się kosmiczną kwotę kilkunastu miliardów. Skoro są dwie fabryki, trzeba zorganizować przetarg, aby podjąć roztropna decyzję. Jednak wszystko wskazuje na to, że to się nie udaje.

Konkurs na dostawę na dostawę helikopterów dla polskiego wojska wygrywa francuski koncern Airbus Helicopters, który w Polsce nie posiada żadnej fabryki. Warto dodać, że nie był to przetarg otwarty lecz zamknięty, do którego oprócz zwycięskiego producenta zaproszono dwa polskie podmioty. Wygląda to na świadome i planowe działanie. Zwłaszcza, że z przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej podają informacje, iż krajowi producenci helikopterów nie dysponują odpowiednią ofertą. Jeśli tak, to po co w ogóle byli wciągani do zabawy w przetarg? W ten sposób Ministerstwo Obrony Narodowej, a w konsekwencji i rząd, pokazuje czerwone kartki polskim producentom helikopterów wojskowych i wydaje rekomendację: kupujemy za granicą, bo to co jest kraju jest słabe. Obniża się w ten sposób rangę i potencjał narodowej gospodarki.

Polskie fabryki helikopterów są poważnymi przedsiębiorstwa, tworzącymi wiele miejsc pracy i stanowiącymi ważny element gospodarki. PZL-Świdnik zatrudnia 3,5 tys. ludzi w tym 630 inżynierów, a wartość jego eksportu wynosi 700 mln zł. Fabryka kooperuje z 900 polskimi dostawcami, generując dodatkowe 4 tys. miejsc pracy. Drugim producentem jest PZL-Mielec Sikorsky. Zakład zatrudnił ponad 1,5 tys. pracowników, dorobił się ponad 50 kooperantów, ośmiokrotnego wzrostu wartości eksportu i pięciokrotnego wzrostu sprzedaży. Okazuje się, że takie podmioty potrafią zadowolić zagranicznych kontrahentów, ale nie rządowe Ministerstwo Obrony Narodowej.

Warto też dodać, że w krajach europejskich o zakupach tej rangi i znaczeniu decydują zespoły i one nie są ograniczone do jednego ministerstwa. Nadzór nad nimi mają też parlamentarzyści. Traktaty Unii Europejskiej przewidują wyłączenie z otwartych przetargów decyzji, które dotyczą obrony narodowej i bezpieczeństwa.

Po ogłoszeniu wyników wybuchła prawdziwa awantura. Największym skandalem jest to, że zwycięzcę przetargu ogłosił Prezydent Bronisław Komorowski, tak jakby to on organizował przetarg, albo co najmniej w nim uczestniczył. Ponieważ tak nie było, w najlepszym wypadku wygląda to zatem na przekroczenie kompetencji. Kilka miesięcy wcześniej podpisał on dokument Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP, w którym napisano, że „Polski przemysłowy potencjał obronny – istotny element gospodarczej sfery bezpieczeństwa – powinien być w maksymalnym stopniu angażowany w proces modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP, a w szczególności w realizowane przez resort obrony narodowej priorytetowe programy modernizacyjne. (…) Administracja rządowa powinna tworzyć warunki prawne, zachęty inwestycyjne oraz mechanizmy instytucjonalno-koordynacyjne dla rozwoju przemysłowego potencjału obronnego, w tym dla zwiększenia jego innowacyjności”. Jak widać, treść tego dokumentu stoi w jaskrawej sprzeczności z ostatnimi wydarzeniami.

Negatywnie o wynikach przetargu wypowiedział się, były premier Leszek Miller, stwierdzając, że „sposób podjęcia, rozstrzygnięcia tych decyzji dowodzi, że nie uwzględniono interesów polskiej gospodarki”. Zapowiedział też, że Sojusz Lewicy demokratycznej zwróci się do „Najwyższej Izby Kontroli, by przeanalizowała wszystkie okoliczności prowadzonych przetargów i podejmowanych decyzji” oraz „do marszałka Sejmu o debatę sejmową w tej sprawie na najbliższym posiedzeniu Sejmu.” Dziwne, że opozycja nie zamierza w tej sprawie ani skierować zawiadomienia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ani Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Sytuacja musi być rzeczywiście jednak bardzo poważna skoro nawet były premier Jerzy Buzek, reprezentujący interesy Platformy Obywatelskiej również krytycznie wypowiada się o tym wydarzeniu. „Nie wyobrażam sobie, żeby Francja, USA, czy jakikolwiek inny kraj, który produkuje na swoim terenie dwa niezłe śmigłowce, które kupuje cały świat, zdecydował się na zakup innych maszyn.” Zauważył on tez oczywistą oczywistość, że „Siła kraju zależy od jego gospodarki. Wobec tego dla MON powinna mieć znaczenie siła naszej gospodarki, by Polska była krajem znaczącym na arenie międzynarodowej.” Właśnie w ten sposób wygra się przecież dzisiaj wojny.

Pojawiają się różnego rodzaju dziwne hipotezy, a to że to wybór francuskiego koncertu to rachunek za wybór Donalda Tuska Przewodniczącego Unii Europejskiej, albo, że rekompensata za straty jakie Paryż poniósł wyniku sankcji nałożonych na Rosję itd. itp. Tego typu wypowiedzi nie pojawiałby się, gdyby przetarg i jego wyniki dało się ogarnąć rozumem. Tak nie jest i to gigantyczna strata.