Archiwa tagu: Sławomir Mrożek

Informacja, że Telewizja Polska – spółka Skarbu Państwa – od tegoż Skarbu Państwa otrzymała osiemset milionów pożyczki, przetoczyła się z wielkim hukiem przez wszystkie media. W sezonie ogórkowym (wszak w sierpniu nie ma Sejmu, a awantura o sądy już się zakończyła) była niezłą pożywką dla polityków opozycji. Nikt nie zadał sobie jednak trudu, by sprawdzić, na co te pieniądze mają pójść.

Wbrew narracji opozycji politycznej – nie na premie i nie na luksusy, a na inwestycje technologiczne i na ofertę programową. Czy są to cele nieuzasadnione? Obecne kierownictwo odziedziczyło Telewizję Polskę po poprzednikach w w złym stanie, niedoinwestowaną i wyeksploatowaną. Poprzednie zarządy pod hasłem poprawy kondycji nadawcy zwalniały dziennikarzy proponując im w zamian umowy śmieciowe w ramach agencji pracy czasowej Leasing Teamem. Nie poprawiło to sytuacji TVP, a tylko pozwoliło pozbyć się dziennikarzy – tych, którzy byli niewygodni i tych, którzy nie mieli „pleców” na tyle szerokich, by zachować etaty. Zarządzanie produkcjami nie stało się bardziej efektywne.

Poprzednik Prezesa Jacka Kurskiego, zapewniał, że zostawia TVP z księgowym długiem poniżej 40 mln zł, ale za to z 70 mln zł w kasie. Wyglądało to pięknie, na papierze, jednak cyfry nie odzwierciedlały rzeczywistości. Nie w liczbach tkwi problem publicznego nadawcy, tylko w wieloletnim zaniechaniu koniecznych reform. TVP wymaga reformy strukturalnej, ale – niezależnie od niej – także dużych inwestycji technologicznych. Pieniądze pożyczone od państwa (czyli zainwestowane przez właściciela) mają iść między innymi na cele związane z upowszechnieniem telewizji internetowej. Jeżeli TVP ma być nowoczesna i atrakcyjna nie tylko dla widza, lecz też dla reklamodawców i partnerów biznesowych, to tego typu inwestycje są nieuniknione. Bez tego każda reforma, zmiana struktury nie przyniesie oczekiwanego efektu. TVP musi technologicznie odpowiadać wymaganiom drugiego dziesięciolecia XXI wieku.

Część środków z ośmiuset milionów z budżetu ma iść także na ofertę programową. Należy pamiętać, że TVP ma obowiązek realizować publiczną misję. Do tej działalności trudno zaliczać np.  maratony kabaretowe emitowane w porze najwyższej oglądalności, czy prymitywne, komediowe seriale. Chodzi o tematy i produkcje, które mogą mieć mniejszą oglądalność, ale dostarczają ofertę programową, której, z racji niskiej komercyjności, nie zostaną przedstawione przez nadawców prywatnych. Będzie to dotyczyć tzw. prezentowanie kultury wysokiej, na przykład edukacja historycznej.

Przykładem odbudowywania oferty programowej TVP będzie np. Teatr Telewizji. W czerwcu powstała Agencja Kreacji Teatru Telewizji, kierowana przez Ewę Millies-Lacroix. Dzięki działaności tej jednostki (i pieniądzom z budżetu) każdego miesiąca widzowie obejrzą aż dwa nowe spektakle Teatru Telewizji. Ta pozycja programowa przez lata był jedną z wizytówek TVP na świecie, a w ostatnich latach został potraktowany jako zbędny balast. Na Teatr Telewizji pieniędzy zabrakło, ale 21 milionów na polityczny program publicystyczny jakoś się znalazło. Teatr w nowej odsłonie ma pokazać, że sztuka sceniczna może być atrakcyjna dla masowego widza – i to nie kosztem poziomu. Obejrzymy m.in. sztukę o słynnej polskiej agentce Krystynie Skarbek i „EmigrantówSławomira Mrożka. Niebawem będzie można się przekonać, czy wydane na Teatr Telewizji pieniądze okażą się dobrą inwestycją?

TVP jest ostro krytykowana – często może i słusznie. Ocena zależy od tego czego kto oczekuje od publicznego nadawcy, albo jakie ma na te temat wyobrażenie? Z pewnością wszystkich gustów i potrzeb zaspokoić się nie da. „Zawodowi” krytycy wiodą w prym np. w wytykaniu anegdotycznych „pasków” na TVP Info. Wiele podobnych zdarzeń było tematem kpin i u innych nadawców. Taka to już rola szyderców. Nic dziwnego, że inicjatywę związaną z reaktywacją Teatru Telewizji pomijają milczeniem. I może to należy uznać za dobrą wróżbę dla planów obecnych władz publicznej telewizji?

 

UNIA EUROPEJSKA

Właśnie się ukazała książka „Parlament ANTYeuropejski”. Powinna się ona, moim zdaniem, nazywać „Antyparlament europejski”. Publikacja wzbudzi obrzydzenie eurofantyków i zachwyci eurorealistów. Cóż zawiera wiele informacji, których na próżno szukać w polskich mediach, a zatem powinna być zakazana.

Autorem książki „Parlament ANTYeuropejski” jest Marek Migalski, uznawany za jednego z najbardziej kontrowersyjnych polityków, ponieważ przeważnie mówi co myśli, a nie to co pokazują słupki badania opinii publicznej. W 2009 roku został wybrany do Parlamentu Europejskiego. Doświadczenia związane z pełnieniem funkcji eurodeputowanego zawarł właśnie w nowo opublikowanej książce, która przypomina puszkę Pandory. Można też tę publikacje trochę przyrównać do „Kongresu futurologicznego” Sławomira Mrożka. W przypadku Migalskiego jest to jednak literatura faktu.

„Parlament ANTYeuropejski” to opis patologii, które na dobre zagnieździły się w Brukseli. Marek Migalski pokazuje jak eurodeputowani oderwali się od rzeczywistości i bezmyślnie marnotrawią grosz publiczny. Wskazuje też mechanizmy działań politycznych, które sprawiają, że w Polsce żyje się coraz gorzej zamiast coraz lepiej. Publikację czyta się z zainteresowaniem. Ironia i humor z jakim jest napisana – śmieszy. Niestety i dłużej się czyta zaczyna przerażać cynizmem eurodeputowanych, przykładami antydemokratycznych działań i absurdów zamieniających się w kliniczne objawy debilizmu. Tak więc lekturę należy dawkować.

Marek Migalski w swojej książce opublikował „donosy” na polskich znanych i nieznanych eurodeputowanych takich jak: Adam Bielan, Piotr Borys, Arkadiusz Bratkowski, Jerzy Buzek, Tadeusz Cymański, Ryszard Czarnecki, Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek, Marek Gróbarczyk, Andrzej Grzyb, Małgorzata Handzlik, Jolanta Hibner, Danuta Hubner, Danuta Jazłowiecka, Sidonia Jędrzejewska, Filip Kaczmarek, Jarosław Kalinowski, Michał Kamiński, Lena Kolarska-Bobińska, Paweł Kowal, Jan Kozłowski, Jacek Kurski, Ryszard Legutko, Bogusław Liberadzki, Krzysztof Lisek, Elżbieta Łukacijewska, Bogdan Marcinkiewicz, Sławomir Nitras, Jan Olbrycht, Wojciech Olejniczak, Mirosław Piotrowski, Tomasz Poręba, Jacek Protasiewicz, Jacek Saryusz-Wolski, Czesław Siekierski, Joanna Senyszyn, Marek Siwiec, Joanna Skrzydlewska, Bogusław Sonik, Konrad Szymański, Róża Thun und Hohenstein, Rafał Trzaskowski, Jarosław Wałęsa, Jacek Włosowicz, Janusz Wojciechowski, Paweł Zalewski, Artur Zasada, Janusz Zemke, Zbigniew Ziobro, Tadeusz Zwiefka. Znamienne, że na tej liście brakuje samego Marka Migalskiego, który stawia się w ten sposób jakby poza nawiasem.

Chciałbym aby ta książka stanowiła lekturę obowiązkową dla uczniów szkół średnich, aby nabrali oni obrzydzenia do praktyk i zwyczajów panujący w Parlamencie Europejskim, bo wówczas, być może, podejmą się trudu aby znów świat postawić na głowie. Bardzo by się to przydało. To byłby zysk.

Juliusz Bolek