Archiwa tagu: Telewizja Polska

Świat się zmienia. I trzeba za nim podążać. Warto zauważać nawet takie, niby błahe, fakty jak wydłużenie średniej wieku życia Polaków.

Pierwszym, który to dostrzegł był, były premier, Donald Tusk, który, z tej okazji, postanowił wydłużyć wiek pracujących uprawnionych do przejścia na emeryturę. Są jednak i tacy, jak na przykład przedsiębiorstwo badawcze Nielsen AudienceMeasurement, które rutynowo, od ponad 20 lat, uważa, że tzw. „komercyjna grupa docelowa”, w badaniach oceniających konkurencję mediów, mieści się w przedziale wiekowym 16-49 lat i nie dostrzega zachodzących zmian demograficznych.

Takie podejście nie pasuje już do współczesnych realiów społeczno-ekonomicznych w Polsce. Co więcej wyniki badań, oparte na takim założeniu, są mylące dla reklamodawców. Struktura polskiego społeczeństwa się zmieniła, jesteśmy zdecydowanie starszą społecznością (zwłaszcza, że znacząca część młodszej populacji wyjechała z kraju) niż byliśmy kilkanaście lat temu, dodatkowo coraz więcej osób po 50 roku życia,  prowadzi aktywny tryb życia, co oznacza, że uczestniczy w istotny sposób w konsumpcji. Co ważne dla reklamodawców, takie osoby mają większy tzw. potencjał zakupowy niż młodsi, bo są w mniejszym stopniu obciążeni kredytami i innymi obciążeniami. To zaś oznacza, że należy je uwzględniać w planowaniu adresatów oferty reklamowej. Warto też zauważyć, że w grupie wiekowej 50–59 lat oglądanie telewizji jest znacznie wyższe niż w młodszych przedziałach wiekowych.

Na kwestię konieczności zwrócenia uwagi na populację, która przekroczyła „pięćdziesiątkę” już w 2012 roku wskazywał Juliusz Braun, ówczesny prezes Telewizji Polskiej. Zauważył on, że osoby powyżej 50 roku życia są rynkowo bardzo atrakcyjnymi odbiorcami. Dwa lata później wydawnictwa zrzeszone w Izbie Wydawców Prasy i Polskich Badaniach Czytelnictwa podjęły decyzję o zmianie definicji komercyjnej grupy docelowej. Zamiast przedziału wiekowego 16-49 lat zastosowano przedział 16-59 lat. Decyzję tę wyjaśniono w następujący sposób: „Grupa wiekowa 50-59 lat charakteryzuje się ponadto zdecydowanie ponadproporcjonalną reprezentacją w najbardziej prestiżowych kategoriach zawodowych, takich jak dyrektorzy i właściciele firm, specjaliści, wyżsi urzędnicy państwowi i przedstawiciele wolnych zawodów”. Do podobnych wniosków doszła też Telewizja Polska, która już od kilka lat stosuje w rozliczeniach z klientami grupę 16-59 lat.

Dziwne, że Nielsen AudienceMeasurement uważany za poważne przedsiębiorstwo badawcze tkwi w tak anachronicznych metodach badawczych. Chyba, że teza o powadze jest fałszywa? Może to i błahy temat, jednak jeśli się uwzględni fakt, że wyniki badań konkurencyjności mediów, przekładają się na decyzje marketingowe przedsiębiorstw, gdzie mowa o wielomilionowych kwotach, to już nie jest takie bez znaczenia. Może jest to nawet ciekawy temat dla Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości to kusząca okazja i jest wiele pomysłów oraz projektów, które wykorzystują ten szczególny moment. Cóż, następny taki może być dopiero za 100 lat!

Wśród mnogości fetowania rocznicy interesujące są takie, które nie tylko starają się klamrą ująć przeszłość, ale również stwarzają okazję do refleksji, które mogą okazać się pomocne w przyszłości. Jednym z przedsięwzięć, które zasługuje na szczególną uwagę jest jubileuszowy projekt środowisk gospodarczych „Sto na 100”. Pomysłodawcy tego przedsięwzięcia zamierzają nagłośnić stu wyróżniających się liderów biznesu. Projekt ma mieć charakter wielopłaszczyznowy. W idei nawiązuje patriotyzmu gospodarczego, wartości pracy i promowania rodzimych osiągnięć.

Osią przedsięwzięcia „Sto na 100” są ekskluzywne programy telewizyjne z przedsiębiorcami poświęcone osiągnięciom lidera i jego organizacji, doświadczeń drogi do sukcesu, myśli o Polsce i jej przyszłości. Będą one emitowane w Telewizji Polskiej. Wspierać ma to prestiżowa kampania bilbordowa w regionach. Uwieńczeniem projektu ma być uroczysta gala „Sto na 100”, podsumowująca obchody roku niepodległości, który powinien stać inspiracją dla następnych pokoleń. Całość ma uzupełniać wydanie jubileuszowego albumu „Sto na 100” czyli Stu liderów przedsiębiorczości na 100 – lecie odzyskania niepodległości, który prezentuje sylwetki polskich przedsiębiorców uczestniczących w projekcie. Organizatorzy mają ambicję, aby publikacja ukazała się w kilku językach i była dystrybuowana nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Mnie się ten projekt bardzo podoba. Uzyskał on już wsparcie Telewizji Polskiej, Agencji Rozwoju Przemysłu SA, Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, no i oczywiście Instytutu Biznesu.  Cieszę się każdą inicjatywą, która ukazuje sukcesy, albowiem to zawsze może być szansa na kolejny zysk, a przyznam się, że wolę go od jakiejkolwiek straty. Zainteresowanych śledzeniem rozwoju projektu zapraszam również na stronę tego przedsięwzięcia www.stona100. Niech Polska i świat, dzięki prestiżowemu projektowi „STO na 100”, poznają biało-czerwonych championów przedsiębiorczości.

 

 

Trudno w to uwierzyć. Na nudnym i przewidywalnym polskim rynku telewizyjnym narodził się hit. Mowa o telenoweli „Korona królów”.

Żadna inna produkcja telewizyjna od lat nie wzbudziła takich emocji i kontrowersji. Te ostatnie, prawdopodobnie z powodu, że producentem i nadawcą jest Telewizji Polska, a ta o od czasu kiedy kieruje stacją Jacek Kurski zalewana jest hejtem, generowanym przez opozycje.

Potwierdza się jednak stare twierdzenie, że nie ważne co mówią, ważne by nie przekręcali nazwiska. Zmasowany hejt stał się dodatkową dźwignia promocyjną, albowiem wiele osób, które nie ogląda telewizji, nagle zapragnęło zobaczyć „Koronę królów” – telenowelę, która stanowi źródło tak wielu emocji.

Telewizji Polska to stacja, która ma w swoją działalność wbudowaną misyjność. Czytałem ustawowe zapisy na ten temat i przyznam się, że zakres misyjności jest tak szeroki i głęboki jak  wszystkie oceany razem wzięte. Niemniej jakby nie traktować misyjności, telewizja musi też mieć jakiś realny zasięg, nie tyle nawet w przestrzeni potencjalnego odbioru, ile w fizycznych telewidzach. Cóż bowiem po najlepszej stacji świata, z najlepszą misyjną ofertą, której nikt nie ogląda?

Telewizji Polskiej pod kierownictwem Jacka Kurskiego udało się zwiększyć widownię. Zaczęło się od koncertów sylwestrowych. Kiedyś największą widownię w ostatnich godzinach ostatniego dnia roku gromadził Polsat. Od dwóch lat stało się to domeną Telewizji Polskiej. Teraz, jak pokazują badania telemetryczne, podobnie może się stać za sprawą parahistorycznej telenoweli „Korona królów”, która przyciąga przez ekrany ponad czteromilionową publiczność.

Krytycznych uwag na temat „Korony królów” jest wiele. Cóż, na polityce i na historii zna się każdy, więc każdy również się wypowiada. Malkontenci zapominają, że telenowela to nie podręcznik badacza historii. Mnie w tym serialu również  wiele rzeczy razi. Być może dlatego, że nie jestem w tzw. targecie, do którego, ta produkcja jest adresowana. Z biznesowego punktu widzenia jednak uważam, że pomysł, a nawet odwaga wyprodukowania historycznej telenoweli opowiadającej o dziejach władców Polski, okazała się sukcesem. Serial pozyskał rekordową widownię i wzbudził wiele dyskusji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby powstały lepsze produkcje, jeśli oczywiście ktoś takie potrafi wyprodukować. Poprzeczka już została ustawiona.

Zapadła decyzja, że Telewizja Polska i Polskie Radio otrzyma w ramach nowelizacji tegorocznego budżetu 980.000.000 zł jako rekompensatę za wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego nieuzyskane wskutek zwolnień niektórych grup społecznych z płacenia tej daniny. Ta informacja, często zdeformowana, spotkała się w wielu środowiskach z falą krytyki.

Zacząć trzeba od tego, że z woli ustawodawcy media publiczne w Polsce znajdują się w pozycji schizofrenika. Ich fundamentalnym obowiązkiem jest realizacja misji, która została określona w ustawie. Aby to realizować konieczne są znaczące środki finansowe. Ich źródłem jest tzw. abonament radiowo-telewizyjny. Pobiera się go, w postaci quasi podatku, za posiadanie urządzeń stacjonarnych (radia i telewizory) do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego. Do tego dochodzą jeszcze wpływy z reklam oraz dotacje. To oznacza, że TVP i PR muszą rywalizować z nadawcami prywatnymi w rankingach oglądalności i słuchalności, aby zapewnić racjonalne przychody od reklamodawców. Sytuację bardziej komplikuje fakt, że media publiczne są zobowiązane do realizacji misji, której pozostali uczestnicy rynku nie muszą wykonywać. Dodatkowym utrudnieniem jest też to, że TVP nie może przerywać programów reklamami tak jak mogą to robić inni, co w znaczący sposób utrudnia konkurencję. Prawdę mówiąc trudno sobie wyobrazić bardziej skomplikowany i nietransparentny ład medialny.

Do tego jeszcze trzeba dodać pogarszająca się sytuację finansową TVP i PR wynikającą z malejących wpływów z tytułu abonamentu radiowo-telewizyjnego. Częściowo przyczynił się do tego swego czasu ówczesny premier Donald Tusk, który publicznie namawiał widzów i słuchaczy, aby nie zaniechali obowiązkowych opłat. To chyba była jedna z najbardziej kuriozalnych akcji lidera Platformy Obywatelskiej. Aktualne próby nowego, ustawowego rozwiązania powszechnej opłaty za media publiczne już dwukrotnie zakończyły się katastrofą i to jeszcze przez głosowaniami w sejmie. To wskazuje na brak jednoznacznej woli politycznej na rozwiązanie tego zagadnienia. W efekcie sytuacja Jacka Kurskiego Prezesa TVP, jako osoby zmuszonej do funkcjonowania w absurdalnie skonfigurowanym ładzie medialnym, jest bardzo skomplikowana.

Krytycy TVP i PR w wielu sprawach mogą mieć rację, zwłaszcza jeśli abstrahują od układu odniesienia lub oceniają sytuacje z konkretnych stanowisk politycznych lub ideologicznych. Niemniej aby tak czynić warto przyjrzeć się co się dzieje na komercyjnej części rynku? Stacja TVN od czasu powstania został już dwukrotnie sprzedany, a szczegóły transakcji zostały objęte tajemnicą handlową, dzięki czemu trudno ocenić dla kogo było to korzystne. Wątpliwe jest jednak, aby kotś pozbywał się rentownego biznesu. Kanał Metro, o który przez wiele lat zabiega Agora (wydawca m. in. „Gazety Wyborczej”), o czym świadczy chociażby tzw. afera Rywina, rozpoczęła nadawanie w grudni 2016 roku, ale zanim do tego doszły już znaczącą większość udziałów sprzedano Discovery Polska. Rok później inwestor przejął już pakiet kontrolny nad stacją…..

Wcale nie lepiej się wiedzie Telewizji WP, która dokonała poważnych cięć w ramówce, dotyczących flagowych programów. W ich miejsce zostały wprowadzone licencyjne formaty. Podobnie dzieje się w stacji Nowa TV (Grupa ZPR Media). Trzeba dodać, że obydwa kanały nie są zarządzane przez nowicjuszy tylko przez potentatów rynku medialnego o znaczący kapitałach i poważnym doświadczeniu. To wszystko wskazuje, że wszystkim stacjom telewizyjnym trudno jest walczyć o względy polskiego widza. Dzisiejsza publiczność jest rozpieszczona i stała się bardzo wymagająca. To oznacza, że na produkcję treści trzeba przeznaczać istotne budżety, a to z kolei sprawia, że przedsięwzięcia tracę ekonomiczna racjonalność. Wszystko wskazuje na to, że rynek medialny w Polsce jest w trakcie nowego kształtowania i wzmożonej walki o oglądalność. Wynika z tego, że telewizją jest jak z wojną. Obydwie wymagają tylko trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy.

Nie każdy zysk da się wyrazić w pieniądzu. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana do wyceny, kiedy chodzi o realizację misji. Ta, w zasadzie, staje się często niemożliwa do wyliczenia.

Takie dylematy są między innymi udziałem władz Telewizji Polskiej. Ustawa o radiofonii i telewizji bardzo szczegółowo definiuje na czym ma polegać realizacja misji przez media publiczne? Jest to tak rozległe i pojemne zadanie jak ocean. To w praktyce oznacza, że media w dowolny sposób mogą decydować o tym w jakim zakresie poszczególne elementy misji będą realizowane. Nic dziwnego, że kiedyś mogła zapaść m. in. decyzja o zlikwidowaniu Teatru Telewizji. Z drugiej jednak strony powinno zastanawiać, dlaczego Telewizja Polska odeszła od tego przedsięwzięcia, które było jednym z najważniejszych zjawisk kulturalnych?

Teatr Telewizji to zawsze był teatr, który gromadził największą widownię w Polsce. Bardzo często jedyny teatr, dostępny dla bardzo wielkiej rzeszy ludzi, którzy czy to z powodów logistycznych, zdrowotnych,  finansowych, a może nawet i czasowych, albowiem był to też jedyny teatr, którego przedstawienia można było oglądać w poniedziałki czyli dzień, kiedy placówki teatralne zwyczajowo są nieczynne. Dlatego z entuzjazmem należy odnotować fakt, że TVP pod kierownictwem Prezesa Jacka Kurskiego postanowiła wskrzesić to jedno z najważniejszych zjawisk kulturalnych.

W tej sposób jesienią tego roku telewidzowie mieli okazję już zobaczyć w programie 1 Telewizji Polskiej „Wojnę – moją miłość“– melodramat  ukazujący ostatnią noc z życia słynnej agentki, jednej z najwybitniejszych kobiet–szpiegów II wojny światowej Krystyny Skarbek, Lekcję polskiego” – wzruszający  portret bohatera narodowego Tadeusza Kościuszki połączony z pasjonującą lekcją historii Polski, „Lekcję miłości” – spektakl odnoszący się do istoty najważniejszych uczuć, którym ulega człowiek i „Spiskowców“ na podstawie słynnej powieści Josepha Conrada Korzeniowskiego. Wszystkie powyższe przedstawienia w doborowych obsadach aktorskich.

To jednak nie koniec. W sezonie teatralnym 2017/2018 Teatr Telewizji zaplanował jeszcze: „Emigrantów” Sławomira Mrożka, „Brata naszego Boga” Karola Wojtyły, „Marszałka” – błyskotliwą, współczesną sztukę o mniej znanych faktach z życia jednego z najwybitniejszych polskich polityków – marszałka Józefa Piłsudskiego, „Mock. Szósty człowiek” na podstawie kultowej prozy Marka Krajewskiego, „Biesiadę u hrabiny Kotłubaj” Witolda Gombrowicza, „Balladynę” Juliusza Słowackiego, „Kryptonim ośmiornica” – docu dramę o Solidarności Walczącej i najbardziej spektakularnych akcjach Kornela Morawieckiego, Andrzeja Kołodzieja – legendarnego działacza Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu, „Pana Jowialskiego“ Aleksandra Fredro, „Inspekcję” przedstawienie poświęcone mefistofelicznych zagrywkach przebiegłego NKW-dzisty.

Na koniec warto też wspomnieć, że reaktywacja tego bardzo ważnego zjawiska kulturalnego jakim jest Teatr Telewizji stała się możliwa dzięki Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu, które jest mecenasem projektu. Dlatego też teraz na rachunki za błękitne paliwo będę patrzył bardziej życzliwie.

Kozy chętnie skaczą na pochyłe drzewa. Zastawiam się czy powyższe powiedzenie miałoby zastosowanie do sytuacji związanej z Telewizją Polską? Jest ona brutalnie atakowana za swoje winy jak również za sprawy, z którymi nie ma nic wspólnego.

Przykładów jest mnóstwo, chociażby decyzja o przeniesieniu widowiska sylwestrowego z Wrocławia do Zakopanego. Nie wiem, jakie były zakulisowe powody tej zmiany? Jednak, ku zaskoczeniu większości, w tym wielu ekspertów, którzy wróżyli katastrofę temu przedsięwzięciu, zakończyło się ono sukcesem. Po raz pierwszy, od wielu lat, Telewizja Polska w Sylwestra przyciągnęła, swoją ofertą, największą publiczność. Być może najlepiej trafiono z wyborem repertuarem, a może wpływ miało oryginalne miejsce?

W czerwcu, zainteresowani obserwowali jakiś żenujący, absurdalny spektakl dotyczący organizacji 54 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej, który od 1963 roku, tradycyjnie odbywa się w Opolu. Nieoczekiwanie wybuchła dziwna epidemia z oświadczeniami artystów, że nie wezmą udziału w tym artystycznym wydarzeniu. Doszło do tego, że bojkot ogłaszali ci, którym nawet nie proponowano współpracy. Jakby przewidując taki rozwój wypadków Prezydent Opola bardzo długo zwlekał z podpisaniem umowy z Telewizją Polską, a potem zrezygnował z jej podpisania, tłumacząc to właśnie postawą piosenkarzy. Celem zamieszania były ataki na Telewizję Polską. Zostało to wykorzystane do jałowej walki politycznej, która nic konstruktywnego nie przyniosła. Jest to przykład kiedy działalność opozycji ma destrukcyjny charakter. Streszczając to całe zamieszanie 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej odbędzie się, tak jak zawsze, w Opolu, tylko nie w czerwcu, a we wrześniu. Cóż, wygląda na to, że kozy sobie mogą skakać, psy szczekać, a karawana idzie dalej.

Festiwal rozpocznie się jubileuszem Królowej Polskiej Piosenki Maryli Rodowicz, która w tym roku obchodzi jubileusz 50 lat na scenie. W koncercie wezmą udział ponadto: Marcin Wyrostek, Kozak System, Pectus, Kasia Popowska, Andrzej Lampert, Feel, Doda, Cleo, Blue Cafe, Opole Gospel Choir, Jan Kliment, Damian Ukeje, Mateusz Ziółko, Piotr Cugowski i Tomasz Szczepanik.

Na Festiwalu w Opolu zaprezentują się także najbardziej wyróżniające się i najlepiej zapowiadające się muzyczne osobowości. Wystąpią: BBR&G („Szmaragdowa mgła”), Arkadiusz Kłusowski („To już za nami”), Karolina Leszko („Oboje wiemy”),  Octavia („Gdy zamykam oczy”), Ravel („Wstawaj”), Sen („Wiem”), Szymon Pejski („Walizki”), Agnieszka Twardowska („Północ”), Aneta Nayan („Nowy dom”), Leon („Tylko powiedz”), Ogień („Mary Jane”), Dominika Ptak („Jak wiatr”) i MOA („Ile udźwignie niebo”).

Będzie też tradycyjny koncert „Premiery”, któremu towarzyszą ogromne emocje, gdyż największe gwiazdy współczesnej sceny rozrywkowej rywalizują o tytuł najlepszej Premiery Roku. Konkurować będą: Zakopower („Było, minęło”), Monika Lewczuk feat. Antek Smykiewicz („Biegnę”), Pectus („Iluzja”), Katarzyna Cerekwicka („Bez Ciebie”), Formacja Nieżywych Schabuff („Poranki”), Lanberry („Most”), Krzysztof Kiljański („W drodze”), Izabela Trojanowska („Skos”), Patrycja Zarychta („Uwolnij mnie”), Szymon Wydra („Płyń”), Omen („Wiem tylko ty”), Marek Kościkiewicz De Mono („Ty jesteś jutrem”) i NaVi („Teraz wiem”).

W Opolu znalazło się także miejsce dla legendy polskiego kabaretu Jana Pietrzaka, który wraz z młodymi artystami, wykona swoje słynne utwory oraz opowie o drodze z „PRL-u do Polski”. W tym koncercie wystąpią: Paulina Grochowska, Zespół Zayazd, Julia Heichel, Bartek Kurowski, Natalia Sikora, Projekt Patrioci, Adam Kaczmarek, Grupa Świt, Nula Stankiewicz, Kasia Nowa, Stanisław Klawe, Marlena Drozdowska i Ryszard Makowski.

Zaplanowano też koncert, przypominający najważniejsze muzyczne wydarzenia, które miały miejsce w okresie pomiędzy festiwalami opolskimi, z uwzględnieniem wszystkich dziedzin muzyki popularnej: od klasycznego popu, do pogranicza muzyki alternatywnej. Podczas tej gali, zostaną uhonorowani najważniejsi i najbardziej twórczy artyści minionego roku. Do udział w tym wydarzeniu zaproszono: Edytę Górniak, Braci, Annę Wyszkoni, Rafała Brzozowskiego, Natalię Szroeder, Mateusza Ziółko, Antka Smykiewicza, Monikę Lewczuk, De Mono, Rezerwat, No to co, Jary Oddział Zamknięty i Aleksandrą Bogucką.

Finałem Festiwalu ma być koncert „After Party”, podczas którego zostaną przypomniane największe przeboje polskiej muzyki tanecznej. Od big-beatu i prywatek lat 70-tych, przez elektroniczny pop lat 80-tych, po wszelkie odmiany muzyki dance obecnej w Polsce od lat 90-tych, aż do czasów obecnych. W tym wydarzeniu wezmą udział: The Chance, Formacja Nieżywych Schabuff, Norbi, Papa D., Bolter, Pectus, Izabela Trojanowska, Andrzej Dąbrowski, Ryszard Rynkowski, Kapitan Nemo, Tercet Egzotyczny, Ewelina Lisowska, Cleo, Robert Chojnacki i Gromee.

Na opolskiej scenie w trakcie Festiwalu ma wystąpić około 100 artystów, którzy podczas sześciu koncertów wykonają 150 piosenek. Z przeglądu programu można wywnioskować, że organizatorom udało się zaprosić plejadę gwiazd oraz wielu wybitnych i lubianych artystów. To bardzo ważne, albowiem, Festiwal jest największym świętem polskiej piosenki i należy dokładać wszystkich sił aby było ono kontynuowane. Wytworzone sztuczne zamieszanie w czerwcu nikomu nie przyniosło żadnej korzyści, było tylko zmarnowaniem czasu. Dobrze, że władze Opola się opamiętały, bo przecież to wydarzenie przynosi największy, pozytywny rozgłos Miastu od ponad pół wieku! Koncepcja artystyczna oraz program, dają podstawę sądzić, że 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej będzie nowym sukcesem Telewizji Polskiej, pod prezesurą Jacka Kurskiego. Warto pamiętać, że sukces jest zyskiem, a warto aby nadawca publiczny tworzył wartość dodaną. O tym, czy tak się stanie, będzie można się przekonać już za tydzień.

Informacja, że Telewizja Polska – spółka Skarbu Państwa – od tegoż Skarbu Państwa otrzymała osiemset milionów pożyczki, przetoczyła się z wielkim hukiem przez wszystkie media. W sezonie ogórkowym (wszak w sierpniu nie ma Sejmu, a awantura o sądy już się zakończyła) była niezłą pożywką dla polityków opozycji. Nikt nie zadał sobie jednak trudu, by sprawdzić, na co te pieniądze mają pójść.

Wbrew narracji opozycji politycznej – nie na premie i nie na luksusy, a na inwestycje technologiczne i na ofertę programową. Czy są to cele nieuzasadnione? Obecne kierownictwo odziedziczyło Telewizję Polskę po poprzednikach w w złym stanie, niedoinwestowaną i wyeksploatowaną. Poprzednie zarządy pod hasłem poprawy kondycji nadawcy zwalniały dziennikarzy proponując im w zamian umowy śmieciowe w ramach agencji pracy czasowej Leasing Teamem. Nie poprawiło to sytuacji TVP, a tylko pozwoliło pozbyć się dziennikarzy – tych, którzy byli niewygodni i tych, którzy nie mieli „pleców” na tyle szerokich, by zachować etaty. Zarządzanie produkcjami nie stało się bardziej efektywne.

Poprzednik Prezesa Jacka Kurskiego, zapewniał, że zostawia TVP z księgowym długiem poniżej 40 mln zł, ale za to z 70 mln zł w kasie. Wyglądało to pięknie, na papierze, jednak cyfry nie odzwierciedlały rzeczywistości. Nie w liczbach tkwi problem publicznego nadawcy, tylko w wieloletnim zaniechaniu koniecznych reform. TVP wymaga reformy strukturalnej, ale – niezależnie od niej – także dużych inwestycji technologicznych. Pieniądze pożyczone od państwa (czyli zainwestowane przez właściciela) mają iść między innymi na cele związane z upowszechnieniem telewizji internetowej. Jeżeli TVP ma być nowoczesna i atrakcyjna nie tylko dla widza, lecz też dla reklamodawców i partnerów biznesowych, to tego typu inwestycje są nieuniknione. Bez tego każda reforma, zmiana struktury nie przyniesie oczekiwanego efektu. TVP musi technologicznie odpowiadać wymaganiom drugiego dziesięciolecia XXI wieku.

Część środków z ośmiuset milionów z budżetu ma iść także na ofertę programową. Należy pamiętać, że TVP ma obowiązek realizować publiczną misję. Do tej działalności trudno zaliczać np.  maratony kabaretowe emitowane w porze najwyższej oglądalności, czy prymitywne, komediowe seriale. Chodzi o tematy i produkcje, które mogą mieć mniejszą oglądalność, ale dostarczają ofertę programową, której, z racji niskiej komercyjności, nie zostaną przedstawione przez nadawców prywatnych. Będzie to dotyczyć tzw. prezentowanie kultury wysokiej, na przykład edukacja historycznej.

Przykładem odbudowywania oferty programowej TVP będzie np. Teatr Telewizji. W czerwcu powstała Agencja Kreacji Teatru Telewizji, kierowana przez Ewę Millies-Lacroix. Dzięki działaności tej jednostki (i pieniądzom z budżetu) każdego miesiąca widzowie obejrzą aż dwa nowe spektakle Teatru Telewizji. Ta pozycja programowa przez lata był jedną z wizytówek TVP na świecie, a w ostatnich latach został potraktowany jako zbędny balast. Na Teatr Telewizji pieniędzy zabrakło, ale 21 milionów na polityczny program publicystyczny jakoś się znalazło. Teatr w nowej odsłonie ma pokazać, że sztuka sceniczna może być atrakcyjna dla masowego widza – i to nie kosztem poziomu. Obejrzymy m.in. sztukę o słynnej polskiej agentce Krystynie Skarbek i „EmigrantówSławomira Mrożka. Niebawem będzie można się przekonać, czy wydane na Teatr Telewizji pieniądze okażą się dobrą inwestycją?

TVP jest ostro krytykowana – często może i słusznie. Ocena zależy od tego czego kto oczekuje od publicznego nadawcy, albo jakie ma na te temat wyobrażenie? Z pewnością wszystkich gustów i potrzeb zaspokoić się nie da. „Zawodowi” krytycy wiodą w prym np. w wytykaniu anegdotycznych „pasków” na TVP Info. Wiele podobnych zdarzeń było tematem kpin i u innych nadawców. Taka to już rola szyderców. Nic dziwnego, że inicjatywę związaną z reaktywacją Teatru Telewizji pomijają milczeniem. I może to należy uznać za dobrą wróżbę dla planów obecnych władz publicznej telewizji?