Archiwa tagu: viaTOLL

Cyfryzacja Polski nadal jest ogromnym wyzwaniem – takie wnioski płyną z debaty „Państwo cyfrowe czy analogowe? Zorganizowanej przez redakcję Gazety Polskiej. Wyzwanie, które stoi przed administracją państwową przypomina to, które kiedyś stało przez Kazimierzem Wielkim, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną.

Zapóźnienie technologiczne sprawiło, że Polska od razu wdraża najnowsze systemy i rozwiązania przez co staje się państwem bardzo nowoczesnym. Najlepszym przykładem jest system bankowy. Tutaj krajowe instytucje finansowe zwiększyły dystans do swoich odpowiedników za granicą, dzięki stosowaniu nowoczesnych i bardzo zaawansowanych technologii. To już jest wykorzystywane przez państwo do zwiększenia kontroli nad przepływem środków dzięki jednolitemu plikowi kontrolnemu, a niebawem jeszcze przy obligatoryjnemu udostępnianiu aparatowi kontroli skarbowej w czasie rzeczywistym raportów o wszystkich dokonywanych transakcjach.

Są jednak pola jak na przykład szereg usług pocztowych, które w wyniku (mam nadzieję) bezmyślności zostały przekazane w obce ręce, dzięki czemu państwo utraciło kontrolę nad newralgicznymi obszarami. To się już jednak zmienia. Poczta Polska samodzielnie podjęła szereg inicjatyw, wskazujących, że potrafi myśleć nowocześnie i perspektywicznie.

Nie zawsze jest jednak możliwe pozytywne działanie przy inercji państwa. Przykładem może być monitoring ruchu drogowego w Polsce. Teoretycznie jest on możliwy, dzięki systemowi viaTOLL. Jego operatorem jest Kapsch Telematic Services, ale właścicielem jest Polska. To oznacza, że o tym gdzie zamontowane są urządzenia rejestrujące ruch samochodowy decyduje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Z nieznanych powodów nie jest ona zainteresowana rozbudową systemu monitoringu we wschodnich województwach, a wielka szkoda.

Polska i Rosja posiadają umowę o równowadze w wydawaniu zezwoleń transportowych. Nasi sąsiedzi kontrolują i egzekwują stosowanie jej z ogromna skrupulatnością. Gorliwość dotyczy tylko naszych przewoźników. Polska strona nie ma szansy na podobne skrupulatne pilnowanie przestrzegania umowy przez sąsiadów. Rosyjscy przewoźnicy są poza kontrolą, ponieważ przejeżdżają do Polski, uzbrojeni w dodatkowe baki z paliwem, przez Litwę, a tamtejszym kontrolerom, polsko-rosyjska umowa jest obojętna. Jakie są skutki fin anonsowe tej radosnej twórczości? Trudno powiedzieć. Szacuje się, że Rosjanie potrafią na jednym zezwoleniu kilka razy, dzięki czemu równowaga stron w ich wydawaniu jest fikcyjna.

Jak obojętność Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad na to opisane zjawisko ma konsekwencje ekonomiczne, bez prowadzenia monitoringu jest nieznana. Można jednak porównać dane. Polscy przewoźnicy za korzystanie z dróg w Niemczech płacą rożnie około 3.000.000.000 zł, tymczasem Rosjanie w Polsce zostawiają około 120.000.000 zł. Różnica, a raczej przepaść jest wielka, do tego jeszcze można dodać brak kontroli nad wyłudzeniami VAT, choćby z tytułu przemytu paliwa oraz utratę korzyści związaną z przemytem.

To jakieś przykłady, które pokazują, że diabeł tkwi w szczegółach, a rządzący potrzebują dużej wyobraźni. Bez tego cyfryzacja Polski może postępować bez celu i powodu, zamiast przynosić konkretne korzyści. Wiadomo, że są straty, a czy będą korzyści?

Szczęśliwi ci, którzy nie jeżdżą płatnymi autostradami w Polsce. System płacenia jest nie tylko kompletnie absurdalny, ale i dysfunkcjonalny, o czym przekonuje się kierowca, który wybierze podróż płatnymi drogami. Co gorzej nic nie wskazuje, aby państwo chciało podjąć działania zmierzające do poprawy.

Główny zarzut do płatnych autostrad w Polsce jest taki, że nie ma jednego systemu, według jakiego jest to realizowane. Na różnych drogach istnieją różne rozwiązania. Są bramki, w których manualnie trzeba uiszczać myto za korzystanie z autostrady i elektroniczny pobór opłat, ale funkcjonują różne systemy. Do tego dochodzą bardzo wysokie koszty dla zainteresowanych, które bywają wyższe niż koszt jazdy pociągiem i to bez uwzględnienia kosztów paliwa, o amortyzacji i pracy kierowcy nie wspominając. Do tego, korzystający z autostrad często są oszukiwani, bo myślą, że wybierając to rozwiązanie przemieszczą się szybko, że za to właśnie płacą, ale zatrzymując się wielokrotnie na punkach poboru opłat i stojąc w kolejkach do ich uiszczenia, tracą wiele czasu. Zdarza się, że wybierając jazdę pociągiem lub bezpłatnymi drogami lokalnymi podróżuje się nie tylko taniej, ale i szybciej!

W zasadzie korzystanie z autostrad w Polsce jest tak głupie, że nie wiadomo skąd biorą się ich użytkownicy? No cóż, trzeba przyznać, że są one znacznie wygodniejsze niż drogi bezpłatne, a w niektórych przypadkach, nie ma specjalnej alternatywy. Kiedy jest inaczej, jak na przykład w moim przypadku, kiedy jadę z Warszawy do Krynicy Morskiej, wolę drogę bezpłatną. Jest nie tylko krótsza, bezkosztowa, ale również pozbawiona szaleńców, którzy autostradę traktują jak tor wyścigowy.

Wiceminister Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit poinformował, że w listopadzie 2016 roku ma być ogłoszony przetarg na nowy system poboru opłat na drogach. Jest on organizowany, albowiem umowa z firmą Kapsch zarządzającą systemem viaToll wygasa w listopadzie 2018 roku. Wiceminister podkreślił, że nowy system powinien być sprawny m.in. pod względem ściągania opłat i jak najmniej uciążliwy dla kierowców.

Do Krajowego Funduszu Drogowego z poboru opłat na drogach wpływa 1,5 mld zł – z tego 1,2 mld zł pochodzi z systemu viaToll, który pobiera opłaty od samochodów ciężarowych, a ok. 300 mln zł – z poboru opłat do samochodów osobowych. Oczywiście, że można zmienić system z istniejącego na inny, jednak trzeba uwzględnić koszty demontażu istniejącego systemu oraz koszty zbudowania nowego. Są to koszty znaczące, przekraczające roczne przychody. Należy dodać, że właścicielem aktualnej struktury opłat jest państwo, czyli to ono poniesie koszty tej zamiany.

Wymyślony przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przetarg nie będzie mniej uciążliwy dla kierowców, albowiem Krajowa Dyrekcja Dróg i Autostrad nie raczyła porozumieć się z pozostałymi właścicielami płatnych dróg w Polsce, więc nadal na każde drodze będzie obowiązywał inny system poboru opłat, a niektórzy kierowcy, nadal, na wybranych trasach, będą musieli uiszczać opłaty według trzech różnych koncepcji. Żal, że nie ma woli, aby było rozsądnie ekonomicznie.

 

 

 

Niedawno było mi dane doświadczyć weekendowych korków na autostradzie Gdańsk – Łódź. To, prawdę mówiąc, paranoja, że kierowcy mają płacić dodatkowe pieniądze za wielogodzinne stanie do bramki poboru opłat. Z tego punktu widzenia autostrady stały się po prostu absurdem. 

Rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego nie potrafiły znaleźć żadnego rozsądnego remedium. Dlatego głupcy wymyślili, że będą sponsorować weekendowych podróżnych na autostradach w okresie wakacyjnym. Czegoś bardziej złodziejskiego, demoralizującego i niesprawiedliwego już wymyślić się nie dało. Tymczasem, prostym rozwiązaniem, znanym w wielu krajach, jest elektroniczny system poboru płat za przejazdy. Dlaczego politycy z PO i PSL nie chcieli skorzystać z tych rozwiązań? Rozumiem. Dlaczego PiS nic w tej sprawie nic nie robi? Jest dla mnie zagadką, przykrą, bo chciałbym widzieć różnicę pomiędzy tymi partiami.

Zarządzający autostradą A4 między Katowicami i Krakowem już chyba nie wytrzymał nerwowo w kwestii zatorów samochodowych. Od 20 lipca na tej trasie kierowcy nie będą musieli stać w korkach przed  bramkami. Umożliwi im to urządzenie A4Go, dzięki któremu można uiścić opłatę elektronicznie – czyli można! Dlaczego nie skorzystał z najbardziej powszechnego system viaTOLL, tylko wprowadził inny jest zagadką.

Kierujący pojazdów o masie powyżej 3,5 ton nie mogą skorzystać na tym odcinku z posiadanego już urządzenia viaBOX, które pozwala płacić za przejazd zarówno na płatnych drogach krajowych, jak i na autostradach, bez konieczności zatrzymywania się. Kierowcy ciężarówek, którzy chcą bez korków przejechać po całej autostradzie A4 muszą, więc posiadać dwa urządzenia pokładowe. viaBOX, dzięki spółce Kapsch, która zarządza systemem viaTOLL, na ponad 3,1 tys. km dróg krajowych i autostrad w Polsce, nie wystarczy by przejechać na prywatnym odcinku A4.Tak oto na gruncie paranoi i absurdu rodzi się chaos.

Dzięki elektronicznemu systemowi poboru opłat zwiększa przepustowość na płatnych odcinkach autostrad, gdyż skraca czas oczekiwania na bramkach – samochód zwalnia, a szlaban podnosi się automatycznie. Według analiz na pasach, na których opłata pobierana jest manualnie, przepustowość wynosi ok. 120 pojazdów na godzinę. W przypadku korzystania z urządzeń pokładowych w ciągu godziny może przejechać nawet 500.

Skąd się bierze takie radykalne rozróżnianie kierowców ciężarówkę i aut osobowych, co do sposobu regulowania należności za korzystanie z płatnych odcinków dróg? Dlaczego kierowcy samochodów nie mogą płacić elektronicznie? Dla mnie cała ta sytuacji wygląda bardziej na zmowę niż niekompetencję. Żeby było jasne, na dotychczasowych rozwiązaniach tracą kierowcy (czas) operatorzy dróg i państwo (ponieważ zarabiają mniej). Nie wiem czy jest ktoś kto zyskuje?

 

Narodowe Centrum Studiów Strategicznych przygotowało specjalny raport na temat „Ochrona granic państwowych RP a bezpieczeństwo wewnętrzne”. Okazuje, że to zagadnienie było lekceważone, a jest bardzo ważne. Unia Europejska właśnie zapowiedziała chęć wprowadzenia czegoś na wzór międzynarodowej służby celnej, która będzie wspierać lub kontrolować ochronę granic przez poszczególne państwa członkowskie.

Aktualnie, kiedy mówi się o ochronie granic, wszyscy myślą głównie w kontekście nielegalnych imigrantów. Agencja Frontex podała, że w przeciągu ostatnich 11 miesięcy całkowita liczba wykrytych nielegalnych przekroczeń granicy Unii Europejskiej wyniosła rekordową liczbę1,55 miliona ludzi (co z niewykrytymi?). Sprawa niekontrolowanego napływu imigrantów wiąże się też realnie z zagrożeniem terroryzmem. Ludzie, którzy chcą zastraszyć innych, działając z pobudek ideologicznych, chętnie współpracują z przestępcami. Zdarza się, że potrafią przejąć rynek przemytniczy, aby mieć źródło finansowania swojej działalności. Bywa, że terroryści są również wspierani przez obce służby specjalne.

Wielki napływ imigrantów unaocznił nieprzygotowanie państw i instytucji Unii Europejskiej na takie wydarzenia i zagrożenia. Nieszczelne granice państw, które przystąpiły do układu z Schengen to fakt. To doświadczenie pokazuje, że Polska posiadająca zewnętrzną granicę wspólnoty, powinna przeanalizować jakość skuteczności ochrony. Państwo musi być gotowe samodzielnie stawić czoła zagrożeniom, zarówno finansowo jak i kadrowo.

Krytycznie należy się odnieść do delegowania wydawania polskich wiz prywatnym przedsiębiorstwom. W 2013 roku zmieniono ustawę o ochronie granic w taki sposób, że pozwolono delegowanie ochrony lotnisk prywatnym przedsiębiorstwom. Przeprowadzona w 2015 roku kontrola na warszawskim lotnisku Okęcie udowodniła, że na pokład samolotu można wnieść broń, a na płytę lotniska może wjechać nieupoważniona ciężarówka. Są to szokujące informacje. Obawiam się, że bezpieczeństwo na Polskich lotniskach jest porównywalne z tym w Egipcie, przed zniszczeniem rosyjskiego samolotu.

Bezpieczeństwo granic to nie tylko sprawa terrorystów i obcych służ specjalnych, ale równie przemyt towarów i ludzi. Najchętniej do Polski nielegalnie sprowadza się papierosy, alkohol, paliwa, narkotyki i broń. Skala procederu jest trudna do uchwycenia. Najłatwiej prześledzić to na badaniach śmieci, w których znajdują się opakowania po papierosach. Utrata samych przychodów z tytułu braku wpływów z akcyzy szacowana jest na kilka miliardów złotych. Służby celne w zeszłym roku udaremniły wprowadzenie do obrotu wyroby tytoniowe o wartości dwóch miliardów złotych. To najlepiej pozwala na wyobrażenie skali zjawiska. Przemyt papierosów jest uważany za bardziej atrakcyjny niż narkotyków. Dzieje się tak m. in. dlatego, że ich cena w Polsce jest najwyższa w Europie w stosunku do siły nabywczej. Poza przemytem hurtowym, trudnią się tym też detaliści, którzy korzystają z faktu, że niewielkie ilości obłożona niską sankcją karną, a do tego jeszcze praktycznie nieegzekwowaną.

Niektórzy traktują przemyt jako dziedzinę gospodarki. Dla nich „szara strefa” to jedne z elementów rynku. W rzeczywistości przemyt osłabia gospodarkę. Z punktu widzenia państwa, tego typu działalność to czysty rabunek i niszczenie legalnych przedsiębiorstw, a to z kolei wiąże się z redukcją miejsc zatrudnienia.

Straty budżetu związane z przemytem to nie tylko akcyza, ale również cło i wszystkie podatki od polskich sprzedawców oraz zmniejszone przychody od polskich producentów. Jak minimalizować straty? Sprawa ma delikatny charakter, albowiem z jednej strony przychody budżetu ze sprzedaż używek, nawet przy tak wielkim przemycie, są wysokie. Z drugiej strony ich konsumpcja jest bardzo szkodliwa dla zdrowia. Nie ma zatem zainteresowania, aby obniżać cło i akcyzę. To jednak oznacza, że zainteresowanie przemytem nie będzie maleć.

Tymczasem istnieją sposoby na poprawę sytuacji. Z drobnymi przemytnikami można sobie szybko poradzić wprowadzając rejestr sprawców wykroczeń. Do tego należy jeszcze zmienić przepisy tak aby można sumować nielegalne działania. Wówczas przestaną one być wykroczeniami, a staną się przestępstwami. Będą one wówczas karane znacznie surowiej. W walce z przemytnikami hurtowymi pomocny może być system viaTOLL, wsparty dronami czy niewielkimi samolotami, pozwalający na monitorowanie ciężarówek.

Nielegalne przekraczanie granicy oraz przemyt to zjawiska niepożądane, z którymi trzeba podjąć zdecydowaną walkę. W świetle wniosków z raportu NCSS, istnieje pilna potrzeba stworzenia całościowej i długofalowej strategii, zwalczania problemu nieszczelności granic. Będzie się to wiązać z wydatkami, które bardziej należy traktować jako inwestycję, która będzie się opłacać.

Prawo jest nie dla wszystkich i nie takie same. Zasady są niejasne i niezrozumiałe. Tak można rozumieć ostatnie decyzje w sprawie wybiórczego zwalniania z opłat kierowców korzystających z pewnej autostrady….

Skąd takie żałosne refleksje? Za sprawą nieoczekiwanej hojności przekazania Krajowemu Funduszowi Drogowemu 50 mln zł na pokrycie strat spowodowanych zawieszeniem opłat za przejazdy autostradą A1 w weekendy wakacyjne. W ten sposób wykonano testament polityczny Premiera Donalda Tuska, który na ten sam cel w 2014 roku roztrwonił 20 mln zł. Chodzi o to aby kierowcy, poruszający się autostradą nad morze lub z morza od piątków od godz. 16.00 do niedziel do godz. 22.30, byli zwolnieni z opłat za przejazd na płatnych odcinkach drogi. Powód tej decyzji jest taki, że system pobierania myta jest niewydolny i tworzą się korki, wydłużające w absurdalny sposób czas podróży.

Koncepcja jest oczywiście słuszna, jak każdy populistyczny projekt. Jest również haniebnie niekonstytucyjna i niesprawiedliwa. Otóż z nieoczekiwanych powodów grupa zamożnych turystów (z pewnością osoby posiadające samochody oraz, które stać na wyjazdy weekendowe nad morze do takich należą) otrzyma od Państwa wsparcie finansowe. Nie otrzymają go ci, którzy wybiorą inny kierunek, albo zdecydują się na wyjazd poza wskazanym okresem, ani ci, których nie stać na takie eskapady lub nie mają pieniędzy na własne auto.

Ta hucpa odbywa się pod szyldem bezpieczeństwa i nazywana jest „warunkowa procedurą” i odnosi się tylko do bramek na autostradzie A1. Odstępowanie od pobierania myta za przejazd ma następować „w zależności od bieżącego natężenia ruchu, po to by zapewnić podróżującym bezpieczeństwo”. Będzie o tym decydować specjalny pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa transportu. ….

Już podobna decyzja w 2014 roku budziła obrzydzenie. Jednak nie to jest najgorsze. Rodzi się proste pytanie, co rząd zrobił od lipca zeszłego roku, aby zapobiec korkom w szczytach komunikacyjnych? Były co prawda obietnice Pani Wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej, żeby wdrożyć na wszystkich autostradach system viaTOLL, ale po jej ucieczce oraz z Donaldem Tuskiem z Polski, nikt się tym dalej już nie zajmował. To rozwiązanie, które, gdyby było przyjęte, zlikwidowałoby korki automatycznie, albowiem, auta, które korzystałyby z elektronicznego systemu opłat, w ogóle nie potrzebowałyby bramek.

Podobno wdrożenie systemu viaTOLL miałoby kosztować 20 mln zł czyli zdecydowanie mniej niż aktualny sponsoring obecnego rządu. Do tego dodam, że szacuję się, iż na nieobjęciu e-mytem samochodów osobowych budżet państwa traci 900 mln zł rocznie. W związku z tym uważam za zasadne żeby 50 mln zł wydatkowych na fantazję sponsoringową powinny pokryć z własnej kieszeni osoby, które go zafundowały, a nie ze środków pobranych od podatników. Najwyższy czas, żeby urzędnicy i politycy zaczęli ponosić odpowiedzialność za skutki swojej niegospodarności.

To nie koniec! Ustawa umożliwiająca zmarnotrawienie 50 mln zł została przepchnięta przez parlament w ultra ekspresowym tempie. Cały proces legislacyjny trwał zaledwie 16 godzin! To rekord w polskim parlamentaryzmie. Zaraz potem dokument, jak rozumiem bez należnego namysłu, podpisał Prezydent Bronisław Komorowski. Jak się dowiaduję od Adriana Furgalskiego Wiceprezesa Zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR: „Zapowiedziane wprowadzenie e-myta na polskich drogach zostało przesunięte na 2018 r. Data ta może nie być przypadkowa, gdyż wtedy kończy się umowa z operatorem systemu viaTOLL – firmą Kapsch.” Jeśli to prawda to znaczy, że w niegospodarności nie ma przypadku…. Wszystko wskazuje, że przez magiczne decyzje administracji państwowej korki nie znikną do 2018 r. chyba, że…..